nowości kinowe

SŁUGI BOŻE. NAMIASTKA KRYMINAŁU

Gdybyśmy oglądali pilot serialu, efekt byłby zachęcający. Niestety tak nie jest. Twórcy "Sług bożych", decydując się na taki, a nie inny kształt filmu, strzelili sobie w stopę. Widowni obiecano rasowy kryminał, a dostała tylko jego nieśmiałą namiastkę.

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

z20516776q-slugi-boze-plakatSługi boże ogląda się jak pilot serialu kryminalnego. Bo jak inaczej potraktować film, który nie kończy rozpoczętych wątków, pojawiające się raz postacie nie wracają na ekran, a przedstawienie bohaterów jest tak skrótowe, że nawet nie poznajemy imienia prowadzącego śledztwo komisarza Warskiego?

Z wieży jednego z wrocławskich kościołów rzuca się młoda kobieta. Wszystko wskazuje na samobójstwo, co potwierdza nagranie z miejskiego monitoringu. Sprawą zajmuje się komisarz Warski (Bartłomiej Topa), a ponieważ denatka miała niemieckie obywatelstwo, w śledztwie pomaga przysłana z Berlina Ana Wittesch (Julia Kijowska). Oboje są dość zamknięci w sobie i nieufni, lecz wspólnymi siłami próbują dojść do prawdy. Współpracę z proboszczem feralnej parafii (Henryk Talar) i ponurym kantorem (Adam Woronowicz) utrudnia delegacja z watykańskiego banku w osobie doktora Georga Kuntza (Krzysztof Stelmaszyk). Jakby tego było mało, zwierzchnicy Warskiego wysyłają go na konsultację psychologiczną, co komisarz uważa za irytującą stratę czasu.

Dużo postaci, dużo wątków. Zdecydowanie za dużo na stuminutowy film. Pomysły same w sobie są dobre i po rozwinięciu mogłyby się obronić. Twórcy poświęcili najwięcej miejsca obecnej działalności byłych agentów służb bezpieczeństwa, na drugim planie zaś pojawiają się rozważania o religii i jej roli w ludzkim życiu. Przeplatające się elementy sacrum i profanum to zagadnienie atrakcyjne zarówno dla widza, jak i dla reżysera. W niedawnych Służbach specjalnych Patryka Vegi drogę do nawrócenia byłego oficera WSI przedstawiono na drugim planie, lecz nie przeszkadzało to głównej części historii. W Sługach bożych brak płynności w łączeniu tych elementów, a akcja przeskakuje między wątkami tak, jakby były kolejnymi odcinkami tego samego serialu. Niektóre sceny nakręcone są tak, że wręcz spodziewamy się powrotu danej postaci lub chociaż wzmianki o jej losie. Nic z tego. Emocjonująca scena pościgu Warskiego za zakapturzonym mężczyzną do niczego nie prowadzi, ponieważ ścigany ucieka komisarzowi, a ten nie próbuje dowiedzieć się, kto to był. Tego typu scen jest sporo. Film dużo obiecuje, rozpoczyna coraz więcej nowych wątków i zagęszcza atmosferę, by potem uciąć temat bez żadnego wyjaśnienia.

slugi-boze_kijowsla_talar_fot-r-palka_16

Zdawkowe jest też przedstawienie postaci z komisarzem Warskim na czele. Niewiele o nim wiadomo, a jeśli już cokolwiek, to jedynie poprzez ukradkiem podejrzane przez kogoś zdjęcia z przeszłości lub urywkowe zdania rzucane przez jego współpracowników. Budowanie tajemniczości swoją drogą, ale jeśli o postaci nie wiemy w zasadzie nic, to trudno przejąć się jej losem, że o kibicowaniu nie wspomnę. Już o postaci Any wiemy o wiele więcej i jest znacznie ciekawsza od bezbarwnego Warskiego. Najbardziej zmarnowano potencjał postaci kantora Rudzkiego, którego Woronowicz zagrał koncertowo, choć bez aktorskich szarż. Jego bohater przyciąga do ekranu jak magnes, a kiedy znika (bezpowrotnie!), jego nieobecność daje się odczuć wyraźnie i boleśnie.

Na plus filmowi można zaliczyć nastrojowe plenery Wrocławia, które w dużej mierze przyczyniają się do budowania nastroju właściwego kryminałowi. Jednak i tu zabrakło konsekwencji. Ujęcia budynków, mostów i ulic nakręcono z pomysłem i prezentują się znakomicie. To jednak bardzo kontrastuje ze statycznym i nieciekawym kadrowaniem wnętrz, które kojarzy się z polskimi serialami. W efekcie Sługi boże kuszą zjawiskowymi plenerami, by za chwilę uraczyć widza statycznym i nijakim przedstawieniem bohaterów w scenie w budynku.

Sługi boże to film ze wszech miar nierówny. Spory potencjał fabularny spłyca nagłe ucinanie części wątków, a zachęcające przedstawienie Wrocławia psują przeciętnie nakręcone wnętrza. Zdolni aktorzy z Topą i Kijowską na czele nie mają pola do popisu, jakby czekali na kolejny odcinek, by pokazać aktorski pazur. Gdybyśmy oglądali pilot serialu, efekt byłby zachęcający. Niestety tak nie jest. Twórcy Sług bożych, decydując się na taki, a nie inny kształt filmu, strzelili sobie w stopę. Widowni obiecano rasowy kryminał, a dostała tylko jego nieśmiałą namiastkę.

korekta: Kornelia Farynowska

slugi-boze_woronowicz_topa_fot-r-palka_06

Ostatnio dodane