SILVERHIDE / POUNCE – KINO KLASY Z | FILM.ORG.PL

SILVERHIDE / POUNCE – KINO KLASY Z








Jarosław Kowal
17.04.2015


Amatorskie dramaty rzadko doczekują się choćby internetowej dystrybucji, amatorskie filmy sensacyjne czy komedie powstają sporadycznie, ale fascynacja horrorem często przeradza się w aktywne współtworzenie gatunku. Dla tego typu niekomercyjnych produkcji zawsze mam dużo szacunku, niezależnie od jakości efektu końcowego.

Jeżeli w pierwszej scenie filmu człowiek ukryty w mrokach nocy wykonuje perfekcyjnie ostre zdjęcia z bardzo dużej odległości używając krótkiego obiektywu, jest to jasny sygnał, że sens oglądania pozostałych siedemdziesięciu minut wiąże się z wyłączeniem poczucia realizmu.

Tego typu szczegóły potrafią irytować bardziej niż kurczaki-zombie masakrujące klientelę fast foodu wybudowanego na indiańskim cmentarzu (nie wymyśliłem tego, historię tę można podziwiać w Poultrygeist: Night of the Chicken Dead), bo wówczas od początku jasne jest, że widz zostaje zaproszony do rzeczywistości alternatywnej. Silverhide sili się jednak na sugerowanie, że opowieść o grupie wścibskich dzieciaków próbujących zdemaskować tajny rządowy program mogłaby się wydarzyć.

Pounce Press Kit Still Hide 2

Dla Keitha R. Robinsona Silverhide jest dopiero drugim reżyserskim przedsięwzięciem, ale najwyraźniej jeszcze nie spostrzegł, że dziury w fabule i budżecie najskuteczniej zapycha się przyśpieszaniem akcji, która ciągnie się tutaj wolniej niż w europejskim kinie artystycznym. Wyraźnie jego intencją było stworzenie atmosfery grozy, udało się jednak tylko połowicznie. Znakomicie sprawdza się trwałe usytuowanie wydarzeń w mroku.

Pomimo dużych plenerów pojawia się dzięki temu klaustrofobiczne poczucie, że można uciekać daleko i w dowolnym kierunku, ale nie da się uciec w bezpieczne miejsce. Zabieg ten po mistrzowsku wykorzystał John Carpenter w Coś. Kolejny plus to podkład dźwiękowy – sporadycznie pojawia się nastrojowa, pasująca bardziej do dramatu niż do horroru muzyka na wiolonczelę oraz pianino, a przez całą długość filmu wyraźnie słychać odgłosy zmieniającego prędkość wiatru. Szkoda, że efekt psują dialogi, przy których rozmowy Cameron Diaz z Jasonem Segelem z Sekstaśmy są jak debata o cnocie w wykonaniu Sokratesa i Menona. Porównanie do greckich filozofów nie jest przypadkowe, jedna z bohaterek Silverhide próbuje bowiem rozwikłać prastarą zagadkę – jaki jest sens życia?…

Pounce Press Kit Still 01

Z mojej perspektywy bardziej interesującą kwestią był sens uśmiercania bohaterów filmu podczas kadrowania zachmurzonego księżyca. Efektowne zabijanie w tanim filmie nie jest łatwe, ale kilka strużek krwi na szyi i nieco krzyku mogą jedynie rozśmieszyć lub zażenować, a wyraźnie nie takie intencje miał reżyser. Mordercze zwierzę, które na okładce Silverhide prezentuje się jako coś na kształt wilkołaka pojawia się w pełnej krasie w czterdziestej czwartej minucie. Podejrzewam, że w latach 70. fani komiksowego Hulka mogli poczuć się podobnie, gdy zobaczyli na ekranie wymalowanego na zielono Lou Ferrigno. Nie ma w tym filmie żadnego wilkołaka, jest jedynie naszpikowany testosteronem i amfetaminą Gizmo, który zabija szponami tylko dlatego, żeby nie zabijać śmiechem.

Pounce Press Kit Still 03

Silverhide jest indie horrorem w pełnym tego słowa znaczeniu – nie ma tu ani profesjonalnej obsady (najbardziej doświadczony aktor to John Hoye znany jako strażnik w jednym z odcinków ‚Allo ‚Allo!), ani efektów specjalnych, ani funduszy. Scenariusz jest mało wiarygodny nawet dla doświadczonego miłośnika filmów klasy Z i nie ma w nim za grosz oryginalności. W odróżnieniu od The Burning Dead czuć jednak, że motywacją do powstania tego filmu była pasja, a nie szybki zarobek przy minimalnych kosztach. Być może Keith R. Robinson zdoła w przyszłości stworzyć bardziej interesujący obraz, jeżeli dostanie do dyspozycji lepsze narzędzia. Na chwilę obecną jest nieco słabiej niż średnio.

korekta: Kornelia Farynowska







  • rebelmale

    Ciekawy, dowcipny i zwięzły tekst. O, i to się nazywa konkretna, merytoryczna recenzja. Czekam na kolejne, Jarosławie.

  • SilverAG

    Cyt.: „naszpikowany testosteronem i amfetaminą Gizmo” – taki Gizmo to się chyba Gremlin nazywa :-)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Najważniejszy dzień życia (1974)

Następny tekst

SYSTEM



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE