SICARIO – Denis Villeneuve o kartelach narkotykowych | FILM.ORG.PL

SICARIO – Denis Villeneuve o kartelach narkotykowych

Villeneuve wydobył ze scenariusza Taylora Sheridana tyle ile sią dało. Tak naprawdę nie powinien w ogóle po niego sięgać.




Bez poszlak




Maciej Niedźwiedzki
19.05.2015


Denis Villeneuve zdecydowanym krokiem wkracza do pierwszej ligi amerykańskich reżyserów. To za sprawą oscarowej nominacji dla filmu nieanglojęzycznego dla Pogorzeliska, który w 2010 roku otworzyła mu drzwi do Hollywood. Potem nakręcił kapitalny Labirynt przypominający o tym, jak wspaniałym i szlachetnym gatunkiem jest thriller. Później w bardziej kameralnych warunkach zrealizował otwartego na wiele interpretacji Wroga. Te filmy dowodzą wszechstronności tego reżysera, tego jak szeroki ma wachlarz możliwości i jak swobodnie porusza się po różnych tematach.

Sicario to tytuł wyraźnie słabszy. Powinien zadowolić większość fanów tego reżysera. Pozostali widzowie raczej będą się nudzić.

Film rozpoczyna doskonale zmontowana i zainscenizowana sekwencja obławy oddziałów FBI na kryjówkę narkotykowego gangu. Uczestniczy w niej Kate Macer (Emily Blunt). To młoda agentka, o jeszcze małym doświadczeniu. Możliwe, że to jedna z jej pierwszych poważnych misji, w których bierze udział. FBI w przeszukiwanym domu znajduje zwłoki kilkadziesięciu zakładników. Momentalnie powiadomione o tym zostają najtęższe głowy amerykańskich służb specjalnych, które powołują jednostkę, mającą odnaleźć odpowiedzialnego za to zbrodniarza. Właśnie do niej dołącza Kate.

b

Sicario bardzo przypomina Wroga numer jeden (przyznam się, że jestem wielkim fanem tego filmu). Nie tylko od strony narracyjnej struktury, ale również realizacji czy dudniącej, podniosłej muzyki. W filmie Villeneuve’a tak samo częściej przemierzamy biura niż linię frontu. Jest dużo papierkowej roboty, opracowywania taktyki, planowania, długich rozmów przed i po akcją. W Sicario jest za mało poszlak – zliczyłem dosłownie dwie. Całe śledztwo ostatecznie okazuje się trywialnie proste. Brakuje elementów układanki, które bohaterowie łączyliby ze sobą, by dotrzeć do celu. Jeśli oni ich nie mają, to w takiej samej pozycji jest widz, nie mający szans zaangażować się w tą opowieść. Sami nie mamy narzędzi, by indywidualnie rozpracowywać filmową intrygę.

W Sicario przez dwie godziny gwałtownie przechodzimy od punktu A do punktu Z. Villeneuve cały czas  na coś czeka, na siłę podnosi napięcie i niestety nie ma też czym go zwieńczyć. Sicario nie ma punktów zwrotnych.

Zdaje sobie sprawę, że tak może wyglądać funkcjonowanie służb, ale w fabularnym filmie tak wierne ich przedstawienie nie sprawdza się. Ta formuła odniosłaby sukces w dokumencie. Film Villeneuve’a miał być chyba mięsistym kinem sensacyjnym. Reżyser nie zauważył jednak, że scenariusz po prostu nie daje na to możliwości. Trzy bardziej dynamiczne sceny są jedynie krótkimi przerywnikami autentycznego nic-nie-dziania-się.

SICARIO Day 16

Nie przekonuje mnie również trójka głównych bohaterów. O Kate nie da się powiedzieć wiele więcej niż to, że pali papierosy. Dwójka towarzyszących jej agentów – grają ich Josh Brolin i Benicio Del Toro – to wyjadacze, twardzi i niezłomni faceci. Pozbawieni jednak szczególnej osobowości, czy interesującej przeszłości. Interakcja między tą trójką jest nijaka. Między Brolinem a Del Toro nie dochodzi do spięć, rywalizacji czy nawet dłuższych rozmów. W tym momencie nie przypominam sobie nawet czy prowadzą ze sobą jakikolwiek dialog.

Zdjęcia Deakinsa tym razem to jedynie średnia wyższa. Nie oddają tego skwaru, który uchwycił w To nie jest kraj dla starych ludzi – a w Sicario przemierzał przecież ten sam obszar. Nie mają też plastyczności Labiryntu. Nawet one nie sprawiają, że chciałbym do tego filmu wrócić. Ten operator wielokrotnie już udowodnił, że stać go na zdecydowanie więcej.

Sicario jest niestety rozczarowaniem. Villeneuve wydobył ze scenariusza Taylora Sheridana tyle ile sią dało. Tak naprawdę nie powinien w ogóle po niego sięgać. Po Sicario pozostaje ogromny niedosyt.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Marcin Biedroń

    Myślę, że reżyser nie kieruje tego filmu do fanów Agathy Christie lub miłośników rozwiązywania krzyżówek. W tę historię zaangażują się prędzej osoby emocjonalnie rozdarte niż te głodne analitycznych dociekań.
    Reżyser prowadzi narrację w taki sposób, aby rozterki moralne Kate oraz nasze pogłebiały się coraz bardziej. Jest w tym bardzo konsekwenty – zostawia nas z nimi nie tylko do końca filmu, ale i po jego zakończeniu – tak jak Kate.
    „Sceny biurowe” sa przerywnikiem koniecznym, zbyt dużo akcji nuży, widz potrzebuje wytchnienia (wytknę tutaj „Helikopter w ogniu”). Myślę, że autorowi udało się złapać odpowiedni rytm. Trzeba również zaznaczyć, że to nie są szablonowe sceny strzelanin, pomysł na nie jest świeży i przykuwa uwagę.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

NAHID - znakomity irański debiut

Następny tekst

PARTY GIRL



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE