nowości kinowe

Sicario

Pierwszorzędnie nakręcony i zagrany, niepokojący, choć miejscami również nieprzekonujący thriller Denisa Villeneuve’a.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

W jednej ze scen Sicario grany przez Josha Brolina agent specjalny tłumaczy pewnemu skorumpowanemu i mocno pobitemu już policjantowi, że istnieje jasna strona całej sytuacji – nikt nie zauważy różnicy, jeżeli otrzyma kilka ciosów więcej. Nowy film Denisa Villeneuve’a zasadza się na podobnej filozofii, dzięki której postaci znajdują usprawiedliwienie dla siebie i przemocy, jaką stosują. Zważywszy natomiast, że walczą z kartelem narkotykowym potrafiącym odrąbywać ludziom głowy i wieszać ich okaleczone ciała na widoku publicznym, granica między tym, co zrobić wolno, a tym, co należy, aby zwyciężyć wroga, praktycznie nie istnieje. Pojawia się jednak osoba, która uważa inaczej.

Agentka FBI Kate Macer (Emily Blunt) zostaje zaproszona do specjalnej jednostki antynarkotykowej po tym, jak podczas jednej z akcji znajduje kilkadziesiąt zwłok ukrytych w ścianach znajdującego się na przedmieściach domu. Okazuje się, że są to ofiary meksykańskiego kartelu, który coraz śmielej poczyna sobie po amerykańskiej stronie granicy. Aby uderzyć w nich tak, żeby zabolało najbardziej, dowodzony przez Matta (Brolin) zespół decyduje się na przeprowadzenie akcji w Juarez i wyeliminowanie szefów narkotykowej organizacji. Kate tymczasem zaczyna mieć wątpliwości, czy w tym przypadku cel uświęca środki.

Podobne moralne pytanie było tematem poprzedniego filmu kanadyjskiego reżysera, Labiryntu, w którym ojciec porwanej dziewczynki próbował torturami złamać człowieka podejrzanego o zbrodnię. Tam jednak tragedia dotknęła bohatera w sposób bezpośredni, dodatkowo typowego everymana, z którym łatwiej było się utożsamić. Sicario przyjmuje inny punkt widzenia. Kate wierzy w słuszność swoich działań, gdyż reprezentuje prawo. Daje jej to jednak tyle wolności, ile zapisane jest w regulaminie. Nic więc dziwnego, że gdy pojawiają się pierwsze wątpliwości, pyta swoich szefów, czy tak wolno, choć doskonale zna odpowiedź. Jest idealistką, która ma szczęście doskonale obchodzić się z bronią, dzięki czemu nie stwarza wrażenia bezbronnej kobiety w typowo męskim świecie. Widzi również, jakimi metodami posługuje się przeciwnik, jak bardzo walka z nim jest nierówna, co potwierdza tylko słuszność działań jej przełożonych. Ale to za mało, aby ją przekonać.

Zwłaszcza że Macer trzymana jest w niewiedzy przez większą część filmu, podobnie zresztą jak widz. Ciągnięta z jednego miejsca w drugie, bez jakichkolwiek wyjaśnień, pozostawiona samej sobie, ale wciąż nieugięta. Początkowo takie podejście jest intrygujące i generuje sporo napięcia, lecz po pewnym czasie byłem zwyczajnie zmęczony ciągłymi zmyłkami i niedopowiedzeniami. Nie rozumiałem Kate, która za wszelką cenę chciała poznać cel całej operacji oraz zasady rządzące tym światem. Jawił mi się jako pozbawiony punktów odniesienia chaos, w którym trudno się odnaleźć, a co dopiero nad nim zapanować. Gdzie tylko bezwzględnością da się coś ugrać.

sicario-sicario-939102

Villeneuve kreuje przytłaczający koszmar na ekranie, rzeczywistość, w którą nietrudno uwierzyć, ale nie sposób jej zaakceptować. Jest w tym tak przekonujący, że atmosfera braku zaufania i nieustannej podejrzliwości pozostaje w widzu na długo po wyjściu z kina. Ale sam scenariusz autorstwa Taylora Sheridana jest daleki od doskonałości. Rozpada się, wciąż szukając historii, jaką naprawdę chce opowiedzieć. Początkowo sprawia wrażenie całkiem realistycznego obrazu wojny z narkobiznesem, stylistycznie podobnym do Wroga numer jeden Kathryn Bigelow, który dotykał tematu walki z terroryzmem. Scenarzystę jednak bardziej interesuje manipulacja Kate, bezradność, w końcu bezcelowość jej działań. Lecz nawet to wydaje się być za mało – w pewnym momencie opowieść przenosi swój ciężar z postaci agentki FBI na Alejandro (Benicio Del Toro), małomównego „eksperta” do walki z kartelami. Ostatecznie analiza i ocena ustępują miejsca sensacyjności.

[quote]Łatwo odczytać, do jakich wniosków dochodzi Villeneuve – nietzsche’owska myśl o patrzeniu w otchłań znajduje tu swoje pełne odzwierciedlenie.[/quote]

Reżyser nie usprawiedliwia działań swoich postaci, choć tłumaczy, że to właśnie takie skrajne podejście może przynieść najlepsze rezultaty. Tacy ludzie jak Matt oraz Alejandro jawią nam się nie jako bohaterscy strażnicy prawa, lecz cyniczni pozoranci bądź pozbawieni złudzeń cyngle. Są tego jednak na tyle świadomi, że każda ich decyzja związana z Kate jawi się w dwojaki sposób. Nie ma potrzeby, aby była taka jak oni. Może dlatego nie mówią jej wszystkiego, pozostawiają w cieniu, czyniąc z niej zaledwie pionka. Nie w idealizmie, lecz w nieświadomości, a potem uległości Villeneuve wydaje się widzieć ratunek, zarówno dla ciała, jak i duszy swojej bohaterki. Myśl ta bardziej mnie niepokoi niż ciała znalezione w prologu.

[quote]Sicario wyciska z widza ostatnie soki, nie pozwalając na choćby odrobinę odprężenia.[/quote]

Niewinne sceny śniadania z rodziną bądź wyjścia do baru, żeby się napić i potańczyć niosą w sobie pytanie o rolę tych momentów w spektaklu przemocy. Pełne napięcia sekwencje akcji – zwłaszcza początkowy nalot oraz zasadzka na autostradzie – stawiają w mniejszym stopniu na rozrywkowość i efektowność, a w większym na niepokój i lęk. Ściśnięte jeden przy drugim samochody stwarzają wrażenie pułapki (pomagają w tym rewelacyjne zdjęcia Rogera Deakinsa), dodatkowo spotęgowanej faktem, że Kate ani przez moment nie opuszcza swojego auta, choć wszyscy inni tak zrobili. Gdy widzimy ją potem przez noktowizor, błąkającą się w ciemnościach, ponownie przypomina osobę w potrzasku. Ale nie poddaje się.

Żałuję, że reżyser nie pozwolił jej iść dalej. Ostatecznie to nie Macer dociera do jądra ciemności – zostaje w tym wyręczona i niejako oszczędzona. Na ostatniej prostej Villeneuve poddaje się klasycznemu motywowi zemsty, który pozbawia główną bohaterkę głosu, widzów natomiast odpowiedzi na to, co by zrobiła w ostatecznej próbie. W finale padają trupy, ale racje się już nie ścierają. Nigdy nie było na to szans. Chęci chyba też nie.

korekta: Kornelia Farynowska

cinema

Ostatnio dodane