Sicario - recenzja | FILM.ORG.PL

Sicario

Pierwszorzędnie nakręcony i zagrany, niepokojący, choć miejscami również nieprzekonujący thriller Denisa Villeneuve’a.




Jądro ciemności




Krzysztof Walecki
25.09.2015


W jednej ze scen Sicario grany przez Josha Brolina agent specjalny tłumaczy pewnemu skorumpowanemu i mocno pobitemu już policjantowi, że istnieje jasna strona całej sytuacji – nikt nie zauważy różnicy, jeżeli otrzyma kilka ciosów więcej. Nowy film Denisa Villeneuve’a zasadza się na podobnej filozofii, dzięki której postaci znajdują usprawiedliwienie dla siebie i przemocy, jaką stosują. Zważywszy natomiast, że walczą z kartelem narkotykowym potrafiącym odrąbywać ludziom głowy i wieszać ich okaleczone ciała na widoku publicznym, granica między tym, co zrobić wolno, a tym, co należy, aby zwyciężyć wroga, praktycznie nie istnieje. Pojawia się jednak osoba, która uważa inaczej.

Agentka FBI Kate Macer (Emily Blunt) zostaje zaproszona do specjalnej jednostki antynarkotykowej po tym, jak podczas jednej z akcji znajduje kilkadziesiąt zwłok ukrytych w ścianach znajdującego się na przedmieściach domu. Okazuje się, że są to ofiary meksykańskiego kartelu, który coraz śmielej poczyna sobie po amerykańskiej stronie granicy. Aby uderzyć w nich tak, żeby zabolało najbardziej, dowodzony przez Matta (Brolin) zespół decyduje się na przeprowadzenie akcji w Juarez i wyeliminowanie szefów narkotykowej organizacji. Kate tymczasem zaczyna mieć wątpliwości, czy w tym przypadku cel uświęca środki.

Podobne moralne pytanie było tematem poprzedniego filmu kanadyjskiego reżysera, Labiryntu, w którym ojciec porwanej dziewczynki próbował torturami złamać człowieka podejrzanego o zbrodnię. Tam jednak tragedia dotknęła bohatera w sposób bezpośredni, dodatkowo typowego everymana, z którym łatwiej było się utożsamić. Sicario przyjmuje inny punkt widzenia. Kate wierzy w słuszność swoich działań, gdyż reprezentuje prawo. Daje jej to jednak tyle wolności, ile zapisane jest w regulaminie. Nic więc dziwnego, że gdy pojawiają się pierwsze wątpliwości, pyta swoich szefów, czy tak wolno, choć doskonale zna odpowiedź. Jest idealistką, która ma szczęście doskonale obchodzić się z bronią, dzięki czemu nie stwarza wrażenia bezbronnej kobiety w typowo męskim świecie. Widzi również, jakimi metodami posługuje się przeciwnik, jak bardzo walka z nim jest nierówna, co potwierdza tylko słuszność działań jej przełożonych. Ale to za mało, aby ją przekonać.

Zwłaszcza że Macer trzymana jest w niewiedzy przez większą część filmu, podobnie zresztą jak widz. Ciągnięta z jednego miejsca w drugie, bez jakichkolwiek wyjaśnień, pozostawiona samej sobie, ale wciąż nieugięta. Początkowo takie podejście jest intrygujące i generuje sporo napięcia, lecz po pewnym czasie byłem zwyczajnie zmęczony ciągłymi zmyłkami i niedopowiedzeniami. Nie rozumiałem Kate, która za wszelką cenę chciała poznać cel całej operacji oraz zasady rządzące tym światem. Jawił mi się jako pozbawiony punktów odniesienia chaos, w którym trudno się odnaleźć, a co dopiero nad nim zapanować. Gdzie tylko bezwzględnością da się coś ugrać.

sicario-sicario-939102

Villeneuve kreuje przytłaczający koszmar na ekranie, rzeczywistość, w którą nietrudno uwierzyć, ale nie sposób jej zaakceptować. Jest w tym tak przekonujący, że atmosfera braku zaufania i nieustannej podejrzliwości pozostaje w widzu na długo po wyjściu z kina. Ale sam scenariusz autorstwa Taylora Sheridana jest daleki od doskonałości. Rozpada się, wciąż szukając historii, jaką naprawdę chce opowiedzieć. Początkowo sprawia wrażenie całkiem realistycznego obrazu wojny z narkobiznesem, stylistycznie podobnym do Wroga numer jeden Kathryn Bigelow, który dotykał tematu walki z terroryzmem. Scenarzystę jednak bardziej interesuje manipulacja Kate, bezradność, w końcu bezcelowość jej działań. Lecz nawet to wydaje się być za mało – w pewnym momencie opowieść przenosi swój ciężar z postaci agentki FBI na Alejandro (Benicio Del Toro), małomównego „eksperta” do walki z kartelami. Ostatecznie analiza i ocena ustępują miejsca sensacyjności.

Łatwo odczytać, do jakich wniosków dochodzi Villeneuve – nietzsche’owska myśl o patrzeniu w otchłań znajduje tu swoje pełne odzwierciedlenie.

Reżyser nie usprawiedliwia działań swoich postaci, choć tłumaczy, że to właśnie takie skrajne podejście może przynieść najlepsze rezultaty. Tacy ludzie jak Matt oraz Alejandro jawią nam się nie jako bohaterscy strażnicy prawa, lecz cyniczni pozoranci bądź pozbawieni złudzeń cyngle. Są tego jednak na tyle świadomi, że każda ich decyzja związana z Kate jawi się w dwojaki sposób. Nie ma potrzeby, aby była taka jak oni. Może dlatego nie mówią jej wszystkiego, pozostawiają w cieniu, czyniąc z niej zaledwie pionka. Nie w idealizmie, lecz w nieświadomości, a potem uległości Villeneuve wydaje się widzieć ratunek, zarówno dla ciała, jak i duszy swojej bohaterki. Myśl ta bardziej mnie niepokoi niż ciała znalezione w prologu.

Sicario wyciska z widza ostatnie soki, nie pozwalając na choćby odrobinę odprężenia.

Niewinne sceny śniadania z rodziną bądź wyjścia do baru, żeby się napić i potańczyć niosą w sobie pytanie o rolę tych momentów w spektaklu przemocy. Pełne napięcia sekwencje akcji – zwłaszcza początkowy nalot oraz zasadzka na autostradzie – stawiają w mniejszym stopniu na rozrywkowość i efektowność, a w większym na niepokój i lęk. Ściśnięte jeden przy drugim samochody stwarzają wrażenie pułapki (pomagają w tym rewelacyjne zdjęcia Rogera Deakinsa), dodatkowo spotęgowanej faktem, że Kate ani przez moment nie opuszcza swojego auta, choć wszyscy inni tak zrobili. Gdy widzimy ją potem przez noktowizor, błąkającą się w ciemnościach, ponownie przypomina osobę w potrzasku. Ale nie poddaje się.

Żałuję, że reżyser nie pozwolił jej iść dalej. Ostatecznie to nie Macer dociera do jądra ciemności – zostaje w tym wyręczona i niejako oszczędzona. Na ostatniej prostej Villeneuve poddaje się klasycznemu motywowi zemsty, który pozbawia główną bohaterkę głosu, widzów natomiast odpowiedzi na to, co by zrobiła w ostatecznej próbie. W finale padają trupy, ale racje się już nie ścierają. Nigdy nie było na to szans. Chęci chyba też nie.

korekta: Kornelia Farynowska

cinema

Krzysztof Walecki

Krzysztof Walecki

Lubi horrory.
Krzysztof Walecki

Krzysztof Walecki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Kris K.

    Ech, rozczarowanie niestety.
    (UWAGA SPOJLERY – chyba tak się to pisze :))
    I trzeba się zgodzić, że scenariusz jest zdecydowanie słaby. Nawet bardzo slaby miejscami. No bo mamy naprawdę znakomitą i wciągającą sekwencję na autostradzie. Pytanie tylko brzmi – A nie mogli po tego gościa polecieć helikopterem, zamiast ryzykować korki na autostradzie i strzelaninę z potencjalnymi dziesiątkami niewinnych ofiar? No ale przez takie dużo bardziej logiczne rozwiązanie nie byłoby fajnej sekwencji. To jednak potwornie drażni.
    Ale „najlepsza” rzecz jest serwowana na koniec. Cała ta akcja w tunelu, nasza bohaterka idzie za daleko, Del Toro łapie skorumpowanego policmajstra i jedzie dorwać gościa w czarnym mercedesie. No po co to wszystko? Przecież i tak wiedzieli gdzie gość w czarnym mercedesie jest. Wystarczyło tylko do niego pojechać i go złapać. Ja rozumiem koronkowe akcje gdyby chodziło o infiltrację kartelu, o zdobycie dowodów do jakiegoś wielkiego procesu. No tak, wtedy to ma sens. Ale przecież chodziło tylko o to żeby ich pozabijać. Zamiast wbijać gwóźdź młotkiem będziemy go wbijać kryształowym wazonem bo tak wygląda bardziej „cool”.
    W dzisiejszej dobie permanentnej inwigilacji też jest trudno uwierzyć, że nie wiedzieli kto stoi na czele kartelu i gdzie mieszka.
    Kupy się to wszystko nie trzyma.
    No ale trzeba przyznać, że oglądało się to bardzo dobrze. Aktorzy, zdjęcia, cały klimat filmu na najwyższym poziomie, ale cała historia cieniutka i słabiutka.
    5/10 to maks i to przy bardzo dobrych chęciach.

    • Mefisto

      Następnym razem polecam oglądać film oczami, bo wszystko jest jasne i klarowne. To byli agenci federalni, którzy by dorwać bad guya nie grali do końca czysto, bo nie mogli, gdyż albo nie mieli jurysdykcji albo dowodów albo prawo zwyczajnie udupiłoby ich starania – stąd brak helikoptera (który swoją drogą mógł zostać zestrzelony z łatwością gdzieś nad miastem, bez możliwości obrony, jak na ziemi miał konwój), brak oficjalnych akcji z przechwycaniem kolesia w czarnym mercedesie po złej stronie granicy, tylko pojedyńczy kiler z kolumbijskiego kartelu, który akurat też ma w tym biznes.
      Bohaterka Blunt z kolei nie tyle poszła za daleko, co po prostu w złym kierunku, bo miała się trzymać innej grupy, a trafiła na Del Toro, który działał tak naprawdę na własną rękę, choć z błogosławieństwem Amerykanów.

      • Kris K.

        Czy aby na pewno Ty oglądałeś film oczami jak mi doradzasz :)
        Na początku mieli po prostu przewieźć więźnia z Meksyku do USA. Bez żadnej potrzeby „mataczenia”. Zresztą nawet widać jak jedzie ten konwój lecące nad nim helikoptery (Black Hawki chyba). Więc tłumaczenie, że od początku działali poza prawem niestety obronić się nie da. Co do przewagi udupionego w korku na autostradzie konwoju 5 samochodów nad lecącym helikopterem, to pozostaje mi się mimo wszystko nie zgodzić.
        Jeśli chodzi o „czarnego mercedesa” to chodzi mi tylko, że śledzili go po prostu cały czas (tak przynajmniej wynika z filmu), więc nie było żadnej potrzeby, żeby Del Toro w ogóle brał udział w tej akcji. Po prostu od razu po tym jak gość wrócił do Meksyku Del Toro powinien go „zdjąć” jak tylko miał ku temu okazję. Nie był mu do tego potrzebny ani ten policjant, ani jego samochód ani nic innego.
        Nie będę powtarzał reszty bo nie ma po co, a na jakąś wielką dyskusję nie mam ochoty.
        Tobie się ta intryga klei mi kompletnie nie.

        • Mefisto

          Na początku mieli go przewieźć, ale tylko po to, bu użyć go do swoich celów. Samo przewiezienie było legalne, reszta już nie do końca (był chyba nawet dialog, że koleś miał zdaje się w perspektywie dość szybką śmierć po tamtej strony granicy, a tak przynajmniej się wygada). Helikoptery nad nimi latały dla oceny sytuacji i widoku z powietrza, nie dla obrony (to by dopiero były straty w ludziach!) – nie ma tu nic dziwnego.
          Co do reszty – Del Toro CHCIAŁ brać udział w tej akcji, więc było to wszystkim na rękę. A śledzili cały czas podwładnego boss , żeby wiedzieć kiedy wyjdzie z chałupy. I przecież Del Toro przechwycił go właśnie już w Meksyku, do którego ten wracał, by stawić się u głównego bossa, o którego właśnie chodziło wszystkim (podgląd z powietrza na posiadłość samego bossa mieli dopiero wtedy, gdy wiedzieli, gdzie jego pomagier jedzie), w tym głównie Del Toro. Policjant się napatoczył i okazał się przydatny jak widać. Nic tu się nie kłóci ze sobą. :)

        • lisen

          Tak się zastanawiam, helikopter byłby prostszy, tylko: gdzie by miał wylądować? Jeśli nie gdzieś w pobliżu (słupy telegraficzne, mała przestrzeń, to jak więźnia tam przetransportować? W konwoju?) I druga wydaje mi się ważna rzecz: czy wtedy eskorta miałaby okazję na pokaz siły i bezwzględnego potraktowania przeciwników? (jakby nie patrzeć, to była egzekucja na oczach tłumu, nie wszyscy w samochodzie strzelali)

          • Kris K.

            Dajmy już spokój temu nieszczęsnemu helikopterowi :)

            To akurat najmniejszy z zarzutów i nie ma sensu się
            o to spierać.

            Podstawowy zarzut jest taki, że jak się obejrzy ten
            film to nasuwa się pytanie po co to wszystko?

            Mamy dwóch gości którzy mają różne motywy ale jeden cel.
            Wykończyć szefa kartelu narkotykowego. Jeden bo tak będzie łatwiej nad tym
            zapanować, a drugi z zemsty. Plan jest prosty. Najpierw robimy rozpierduchę w
            kilku miejscach, gość w czarnym mercedesie się wkurza/boi, jedzie do Meksyku do
            wielkiego szefa. Dwóch gości nie wie gdzie ten szef mieszka, więc śledząc
            gościa w czarnym mercedesie poznają lokalizację domu wielkiego szefa.

            No przecież już samo to jest idiotyczne i skrajnie nieprawdopodobne. Przy dzisiejszych technikach inwigilacji nie wiedzieć gdzie mieszka szef kartelu? Mając do dyspozycji CIA, FBI, policję, jakieś służby inspekcji skarbowej, wojsko itp.?

            No ok, ale przyjmijmy ten punkt wyjścia jaki jest w filmie –
            nie wiedzą gdzie Boss mieszka. Nie mogli tego gościa w czarnym mercedesie
            zwinąć w Stanach po prostu? Po co go płoszyć i komplikować sobie robotę? Do
            tego twarda kobiet w ogóle nie byłaby im potrzebna, bo działaliby na terenie
            USA. Skoro Del Toro złapał go na drodze w Meksyku i tam grożąc mu dowiedział
            się czego chciał, to równie dobrze mógł go dopaść na drodze w Teksasie i grożąc
            mu też dowiedzieć się to czego chciał. Potem pojechać do Meksyku (sam, albo z
            tym gościem) i zabić kogo trzeba i po sprawie.

            Ja rozumiem skomplikowaną intrygę gdy trzeba zinfiltrować
            kartel, zdobyć jakieś dowody, wpuścić tam jakiegoś „kreta”, bo chcemy złapać Bossa,
            zrobić mu pokazowy proces i skazać na 5000 lat więzienia. Ok to ma sens.
            Natomiast chodziło o zwyczajne zabójstwo w celu wyeliminowania konkurencji/zemsty.

            To przypomina sytuację, że mamy pojechać z punktu A do punktu B i zamiast wybrać prostą drogę, wybieramy drogę dookoła przez góry i doliny i rwące rzeki bo tak będzie fajniej i trudniej. Oczywiście można tak zrobić, ale jest to po prostu głupie.

            I w sumie tyle (i aż tyle) moich zarzutów.
            Szkoda bo film oglądało się świetnie i przy innym scenariuszu byłby to dla mnie klasyk jak „Gorączka”.

          • lisen

            sorry, helikopter był tak fajny że nie dało rady ;)
            a ten facet w mercedesie był w Stanach lub mógł być?

            Dobra, nawet gdyby był i gdyby go zwinęli w Teksasie istnieje większa szansa że ktoś zdążyłby ostrzec bossa lub kogoś z jego środowiska (kupiona policja np.). A tak mieli przewagę, wszystko działo się na tyle szybko i przy ograniczonej ilości swiadków, że miało szansę powodzenia

          • Kris K.

            No był w Stanach i stamtąd go „wypłoszyli”.
            Nie ma się co dalej spierać. Ty to kupujesz ja nie :)

      • anka

        Sicario online cały film tutaj :) po polsku zobaczcie:
        http://www.alekina.pl/2015/09/sicario.html

    • ania

      Sicario online cały film :) po polsku:
      http://www.alekina.pl/2015/09/sicario.html

  • Łukasz Wojtkowski

    Film Sicario 2015 można już pobrać lub oglądać online na tej stronie
    http://kinocda.pl/filmyonline/sicario-2015-napisy-pl/

  • ania

    Sicario online cały film tutaj :) po polsku:
    http://www.alekina.pl/2015/09/sicario.html






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Moje córki krowy - Gdynia 2015

Następny tekst

NOCNY KOWBOJ. Słońce i kokosowe mleko



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE