Sęp | FILM.ORG.PL

Sęp

Można by pewnie wrzucić „Sępa” do coraz pełniejszej ostatnimi czasy szufladki z napisem „polskie kino gatunkowe, które chce być hollywoodzkie”, gdyby nie jeden istotny fakt: ten film ma rewelacyjny scenariusz.




Porywanie psychopatów Sp. z o.o.




Grzegorz Fortuna
12.01.2013


Druga scena „Sępa” i już mamy typowo amerykańskie wejście smoka – tytułowy bohater filmu, komisarz Aleksander „Sęp” Wolin, biega po placu budowy w ramach porannego joggingu. Wskakuje na rozbity samochód, daje susa przez płot, bije wściekle worki z cementem, tak, jak Rocky tłukł świńskie tusze w jednej z pamiętnych scen pierwszego hitu Sylvestra Stallone’a. Towarzyszy mu zwolnione tempo, efektowny montaż i ciężki rock. Jesteśmy w Warszawie, ale moglibyśmy być w Detroit. Eugeniusz Korin kręci w końcu po amerykańsku.

Wolin studiował fizykę i ma do niej wielki talent, ale postanowił zostać policjantem. Mieszka tylko z kotem, sypia wtedy, kiedy akurat ma czas, co rano ćwiczy, a pracę traktuje jak życiowe wyzwanie. Zamiast telewizora powiesił na ścianie wielką tablicę, żeby każdą zawodową zagwozdkę zapisywać w formie równania. Lubimy go, bo nie mamy wyboru. Jest w końcu asem wydziału, oddanym sprawie samotnikiem, a w wolnej chwili opiekuje się umierającym na serce dzieciakiem. Gdyby nie pogrążona w zasępieniu twarz Michała Żebrowskiego, moglibyśmy pomyśleć, że trafiliśmy na seans ekranizacji którejś z książek Johna Grishama. Ciężko byłoby bowiem przedstawić tego bohatera w sposób bardziej jankeski.

Michał Żebrowski nie wie jednak, że występuje właśnie w amerykańskim thrillerze, więc – zamiast posłusznie wczuć się w klimat – gra klasycznego Michała Żebrowskiego, czyli postać wiecznie zamyśloną, zbolałą i nienaturalną; trochę polskiego Nicolasa Cage’a, tylko że bez nagłych wybuchów wściekłości. Każdą linijkę wypowiada tak, jakby chciał, żeby usłyszeli ją widzowie w ostatnim rzędzie; można odnieść wrażenie, że w myślach ciągle jest na planie „Pana Tadeusza”. Scenarzysta mu zresztą nie pomaga, bo dialogi trzeszczą w uszach jak trapery na śniegu, a wypowiadane przez bohatera teksty – w szczególności te, w których nawiązuje do swojej wiedzy fizycznej – zasługują na nagrodę Suchara Roku.

Na drugim planie mamy sinusoidę: Anna Przybylska, obsadzona niefortunnie jako mistrzyni kickboxingu, powtarza w zasadzie swoją rolę z „Superprodukcji” (tym razem, niestety, na poważnie), Daniel Olbrychski trochę się gubi, Piotr Fronczewski zalicza najbardziej przekonującą rolę w całym filmie, a Paweł Małaszyński – wcielający się w nadpobudliwego gliniarza – nie irytuje, szczególnie wtedy, kiedy akurat nie ma go na ekranie.

I można by pewnie wrzucić „Sępa” do coraz pełniejszej ostatnimi czasy szufladki z napisem „polskie kino gatunkowe, które chce być hollywoodzkie”, gdyby nie jeden istotny fakt: ten film ma rewelacyjny scenariusz.

Owszem, dialogi to tragedia, ekspozycja śmieszy, bohaterowie powinni być subtelniej nakreśleni. Fabuła Eugeniusza Korina, cenionego reżysera teatralnego, jest jednak tak dobra, że –  po małych poprawkach i przepisaniu 95% dialogów – mogłaby posłużyć za scenariusz do następnego filmu Davida Finchera. Sytuacja wyjściowa wydaje się klasyczna: oskarżony o morderstwo bandzior zostaje porwany z sali sądu w biały dzień przez najemników przebranych za lekarzy. Do wyjaśnienia sprawy – nie pierwszej tego typu, jak się szybko okazuje – oddelegowany zostaje Wolin i starszy rangą policjant, grany przez Daniela Olbrychskiego. Jeżeli spodziewacie się jednak typowego kryminału, w którym celem będzie po prostu odnalezienie winnego, miło się rozczarujecie. „Sęp” pełen jest fałszywych tropów, nagłych zwrotów akcji i scen, na wyjaśnienie których będziemy czekać z niecierpliwością.

I nie tylko to: choć Korin-reżyser przez cały film nie potrafi znaleźć swojego charakteru pisma, to Korin-scenarzysta wie, jak trzymać widzów w – nomen omen – szponach. Kolejne wolty pojawiają się dokładnie wtedy, kiedy powinny, poszczególni bohaterowie okazują się być zupełnie innymi ludźmi, niż na początku podejrzewaliśmy, a finał jest wspaniale niekonwencjonalny. „Sęp” trwa ponad dwie godziny, ale nie nudzi ani przez moment, bo narzucone przez scenarzystę tempo wydarzeń i nadchodzące w odpowiednich momentach zwroty akcji tworzą z niego widowisko wciągające i intrygujące. Nie ma w tym ani sztampy, ani wyrachowania. To po prostu przemyślana, spójna i inteligentna fabuła, w której gatunkowe wzorce ulegają twórczej przemianie.

Szkoda, że ten scenariusz nie trafił w ręce kogoś, kto potrafiłby nadać mu odpowiedni ciężar – choćby Władysława Pasikowskiego, który nakręcił przecież (w formie serialu, ale jednak) najlepszy polski thriller policyjny ostatnich lat. W warstwie realizacyjnej brakuje bowiem „Sępowi” zarówno oryginalności, jak i specyficznego kopa, który spowodowałby, że przedstawioną w nim historię oglądalibyśmy z zapartym tchem.

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Krzysztof Walecki

    Ha! Ocenę wystawiłbym „Sępowi” oczko niższą, ale to, co Ciebie zachwyciło, mnie zupełnie nieprzekonało. Niestety, to scenariusz wydaje się największą bolączką filmu Korina, nie zaś reżyseria. Być może nie ma on (jeszcze) pazura jak Pasikowski, ale opowiada potoczyście, i ani na moment nie nudzi, choć sceny przy tablicy wydają mi się zupełnie niepotrzebne. Poza tym zdjęcia Arkadiusza Tomiaka nadają całości klasy, jakiej nie miał jeszcze żaden polski film sensacyjny.
    Punkt wyjściowy jest świetny, lecz potem jest tylko gorzej, bo przewidywalnie – za szybko połączyłem wszystkie kropki, żebym mógł dobrze się bawić na „Sępie”. Finał natomiast nie ma nic z typowo hollywodzkiego zakończenia, co jest niekoniecznie dobre. Rozrywka gdzieś ulatuje, bo Korin stawia pytania natury moralnej i szybciutko udziela na nie odpowiedzi. Wybór, jakiego dokonuje główny bohatera dla jednych będzie szlachetny, dla innych głupi. Ja z kina wyszedłem oszukany i rozczarowany.

    • Grzegorz Fortuna

      Dla mnie właśnie finał (i ogólnie to, co się dzieje w ostatniej części) był sporym zaskoczeniem i bardzo mi się spodobało, że Korin poszedł w tę stronę. Dylemat natury moralnej rzeczywiście zbył dość szybko, ale wydaje mi się, że ta fabuła sprawiłaby się idealnie w filmie, który zostałby zupełnie inaczej zrealizowany – bez tych koszmarnych dialogów, aktorów, którzy nie wiedzą, co z sobą zrobić i „amerykanizmów” na każdym kroku, które moim zdaniem zostały dość nieudolnie wprowadzone (vide wspomniana scena-montażówka na początku). Zdjęcia Arkadiusza Tomiaka z kolei podobały mi się bardzo w niektórych scenach (szczególnie tych dziejących się w lesie), ale w innych sprawiały wrażenie trochę przesadzonych, bo Tomiak korzystał z dość specyficznej palety barw.
      Zgadzam się natomiast, że film zasłużył na oczko mniej, poniosło mnie wczoraj nieco :)

  • Wezyr

    Ciekawe, że było ich stać na muzykę od Archive. Niby nic wielkiego, ale nie spotykam polskich filmów, do których tłem jest muzyka zagranicznego zespołu. Zabawne też, że dzień przed premierą filmu, miał też premierę teaser polskiej gry Cyberpunk 2077, w której również użyto muzyki Archive.

  • Jakuzzi

    Rewelacyjny scenariusz? Nie wierzę, że pod taką oceną podpisał się Motoduf. Przecież to istny scenariuszowy bajzel, zdradzający ewidentne braki w umiejętności budowania fabuły: grubymi nićmi szyta kryminalna intryga mogłaby zaskoczyć jedynie osobę, dla której byłby to pierwszy w życiu kryminał, łopatologiczne prowadzenie śledztwa przez głównego bohatera to jak policzek w twarz dla kogoś z iq wyższym niż przedmioty martwe, jego astrofizyczny background jest dosłownie po nic, umiejscowienie w fabule postaci Małaszyńskiego i Przybylskiej jest tak wyraźnie pretekstowe, że aż śmieszne, itd., itp. Można by jeszcze długo wymieniać, ale zwyczajnie szkoda czasu na takie truchło. W USA tego typu podrzędne thrillery od razu wydawane są jako dvd i nikomu się o nich nie chce gadać.

    • Grzegorz Fortuna

      Właśnie im więcej czasu mija od seansu, tym bardziej zastanawiam się, czy z tą rewelacyjnością to jednak nie przesadziłem. Zaskoczyła mnie po prostu wprawa w myleniu tropów i podrzucaniu fałszywych odpowiedzi, a kilka rozwiązań jest naprawdę ciekawych – choćby postać Małaszyńskiego, która w klasycznym thrillerze byłaby prawdopodobnie pretekstem do zemsty, tu staje się w ostatnim akcie zupełnie nieistotna. Albo nieszablonowe, jednak dość odważne zakończenie. Ale zgodzę się z Tobą, że „rewelacyjny” to przesada i znalazłoby się pewnie trochę błędów, a postać Przybylskiej jest beznadziejna.

  • Nie tylko dialogi fatalne, ale sama jakość ich nagrania… bez polskich napisów nie ma co oglądać „Sępa”

    • Łukasz

      czyli tradycyjnie jak to w polskim filmie nic nie słychać? a jak jest ciemno to na ekranie nic nie widać :D ?

  • kadr

    Czytam recenzję tego, za przeproszeniem, wymiotu , i że co??? Rewelacyjny scenariusz??? Bosze, gdzie? W którym miejscu? A potem patrzę na fotkę u góry. Aaaaa, Motoduf napisał. No to wszystko jasne.

  • Marcin

    Ten film to kompletne dno. Wrócilem z kina oburzony żenującym wręcz poziomem, jaki zaprezentowal „Sęp”. Producenci mają chyba widzów za kompletnych debili.

  • GandalftheRainbow

    Jedyne co mnie w recenzji razi to pisanie jednocześnie o wspaniałym scenariuszu i beznadziejnych dialogach. Tego chyba jednak nie da się pogodzić. Wiem, co Ci chodziło, panie Grzegorzu, ale dialogi to część scenariusza przecież, nierozerwalna. No chyba że to film, w którym dialogów właściwie nie ma i nikt nie rozmawia dłużej niż przez kilka sekund.

    • Grzegorz Fortuna

      Zdaję sobie sprawę, że to brzmi raczej dziwnie, dlatego rozgraniczyłem te dwie kwestie dość wyraźnie. Dialogi są niemal bez wyjątku do wymiany, reszta jest ciekawa i zaskakująca :). Ale bardzo dziękuję za spostrzeżenie, mogłem to nieco bardziej zaznaczyć w recenzji :)

  • Kazzet

    Gdyby film skończył się kilka minut wcześniej byłoby ok. Ale niestety w ciągu ostatnich 5 minut twórcy serwują nam najbardziej idiotyczne możliwe rozwiązanie. Po co to zrobił? Dlaczego uważał, że to słuszne? W filmie nie było nawet przez ułamek sekundy pokazane, że Wolin ma jakieś mesjańskie cechy.

    Pomijaj fakt, że to słaba w wykonaniu kopia pomysłu z Siedmiu Dusz. Tam chociaż bohater miał jakieś uzasadnienie dla swojego czynu…

  • Ola

    Scenarzysta uznał, że widz jest debilem. Pokazał dokładnie swoja
    wydumaną wersję, nie pozostawiając żadnej wątpliwości, ani nadziei.
    I tak super inteligentny bohater wybiera nieuzasadnione wyjście. Po prostu głupie.
    Dla mnie jest to chęć zaskoczenia widza niespodzianym
    finałem. Próba ta wypadła fatalnie. Zgodnie z budową dramatu (klasyka
    literatury): strzelba, która w pierwszym akcie wisi na ścianie w
    ostatnim powinna być użyta. A tu tego nie ma.
    Moralnie-
    głupi wybór. Żadna etyka nie uzasadnia takiego poświęcenia.

    Dla mnie zabrakło w końcówce dopełnienia w postaci: symbolu złamanej brzozy
    smoleńskiej, biało-czerwonej flagi z orłem w koronie i mapy z
    rozbiorami Polski ;-)
    Ja przeginać to na maksa !

  • boulderdash

    Więcej takich filmów tylko lepiej zrealizowanych. Bardzo słabo nakreślony dylemat moralny jak i sam bohater (jeśli już brać się za takie podsumowanie historii) ażeby mogło dojść do tak nieuzasadnionego w końcu wręcz absurdalnego zakończenia, gdzie jeszcze następuje ( trudno powiedzieć świadome czy nieświadome) zbicie z tropu. To wszystko jednak nie ma rąk i nóg. Film porządny w niektórych momentach. Scena wypadku (i dalszego ciągu) małaszyńskiego (dosłownie) gdzie pościg (śledzenie) się jeszcze nawet dobrze nie zaczął do teraz jest dla mnie wielką zagadką, kto tak pięknie nad tym popracował i o co tu chodzi? Majstersztyk absurdu.
    I w imię czego to wszystko, w imię zemsty która tak naprawdę nie mogła się dokonać. Brakuje ładu, składu, porządku w tym wszystkim






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Urwany film #17 - Hobbit: Niezwykła podróż

Następny tekst

Dźwięki, szepty, zgrzyty. Wywiady z kompozytorami



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE