nowości kinowe

Sausage Party

Marna realizacja oryginalnego, wyjściowego pomysłu.

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Sprośna nuda

Marzeniem każdego z produktów supermarketu Shopwell’s jest wylądowanie w koszyku klientów sklepu. Ludzie to dla nich bogowie, którzy umożliwiają im przekroczenie mistycznych drzwi, prowadzących do wyśnionego raju, do krainy wiecznego szczęścia, wolności i spełnienia. Ustawiona na półkach żywność uśmiecha się i stara zwrócić na siebie uwagę, chce się doskonale prezentować i zostać zauważoną. Oczywiście nie zdają sobie sprawy, że tak naprawdę czeka ich szybka i brutalna śmierć – bolesne konanie we wrzącej wodzie, w mikrofalówce, na rozgrzanej patelni czy bezpośrednie zmielenie przez boski układ trawienny.

Głównym bohaterem Sausage Party jest kiełbaska o imieniu Frank (o głosie Setha Rogena). Poznajemy go, gdy wraz ze swoimi kolegami w foliowym opakowaniu wypatruje swoich potencjalnych nabywców. Obok zestawu parówek znajdują się bułki do hot-dogów, wśród nich ukochana Franka – Brenda (dubbing Kristin Wiig). Chcą trafić do jednego koszyka i spędzić resztę życia razem w idylli znajdującej za rozsuwanymi drzwiami wyjściowymi. Jednak Frank dowiaduje się, jaki jest prawdziwy i nieszczęsny cel ich istnienia, oraz jak złudne są wyobrażenia o uwielbianych przez nich bogach. Kiełbaska chce przekazać tę informację całej reszcie i doprowadzić do zbiorowego buntu, tak by żaden człowiek nie ważył się już nigdy czegokolwiek zjeść.

c

Sausage Party opiera się na oryginalnym, ale ryzykownym pomyśle. W historii kina animowanego ożywiane i personifikowane było już praktycznie wszystko: zabawki, zwierzęta, rośliny, przedmioty codziennego użytku, chmury, maszyny, samochody, budynki czy emocje. W tym przypadku twórcy stanęli przed wyjątkowo trudnym zadaniem, czyli nadania tym bohaterom nie tylko ludzkich cech charakteru, ale również sensownego umotywowania ich działania. Niestety już na tym poziomie pojawiają się pierwsze problemy z Sausage Party. Z jednej strony lęk przed zjedzeniem wydaje mi się łopatologicznie prosty, ale z drugiej nie istnieje też żadna alternatywa, która mogłaby te postaci napędzać. Oglądając ten film, mam ciągłe wrażenie przebywania w ślepej uliczce. To nowatorski fabularny koncept, ale bardzo trudno cokolwiek z niego wydobyć.

W animacji Conrada Vernona i Grega Tiernana, podobnie jak w Toy Story (analogii między Sausage Party i dziełem Pixara można na pewno znaleźć kilka, choć dochodzi przy nich do znaczących przesunięć wartości), wszystko obraca się wokół relacji między głównymi bohaterami a ludźmi. Nie wiem jednak, jaki przyświeca temu wszystkiemu cel, do czego zmierzają twórcy, do czego starają się mnie przekonać. Sausage Party nie jest ani hymnem na cześć wegetarianizmu, ani zachętą do tego, by mięso jednak jeść. Nie jest też kpiną z obżarstwa czy obłąkanego konsumpcjonizmu. To kino ideologicznie puste, mało wciągająca historia, odważny pomysł przekuty w niezbyt inspirujące pytanie do widza: „co by było, gdyby twoja kromka miała osobowość?”. To materiał co najwyżej na krótkometrażówkę.

d

Reżyserom Sausage Party niespecjalnie udaje się sprawić, bym polubił te postaci i im kibicował. Wylewający się z ich ust wulgarny język ma mi zaimponować, mam stwierdzić, że oni są cool. Nieskutecznie. Dodatkowo nieprzerwane aluzje do seksu, sprośne żarty i dwuznaczne propozycje z czasem zaczynają nużyć. To tak naprawdę jedyna płaszczyzna, z której Vernon i Tiernan generują żarty – czy to w dialogu, czy w obrazie. Seans Sausage Party przypomina spotkanie przy piwie z obleśnym znajomym, znającym tylko dowcipy 18+. Nie tylko te z dobrymi puentami. Po pewnym czasie dobrze bawi się tylko jedna strona. To nigdy nie wystarcza, by podtrzymać rozmowę.

W filmie przeskakujemy przez kilka konwencji gatunkowych, realizując wyznaczniki kina postmodernistycznego, ale nie przynosi to specjalnej frajdy. Niezbyt to kreatywne i robione na autopilocie. W pamięci pozostaje tylko zabawna sekwencja parodii kina wojennego, gdzie rzeczywiście twórcom udało się zmieścić niejeden ciekawy, metaforyczny obrazek. Gdy jednak twórcy cytują Terminatora 2, wpadają w kliszę i całkowicie wyeksploatowany, i już nieśmieszny, schemat. Bardzo nierówna to produkcja. 

e

Sausage Party było głośno reklamowane jako animacja dla dorosłych. To jednak bardzo szerokie pojęcie. W przypadku tego filmu wiekowe ograniczenie zostało nadane w prostacki sposób – za pomocą morza bluzgów i erotyki – swoją drogą nie wiadomo, dlaczego zasadnych akurat w świecie artykułów spożywczych. Kolosalna jakościowa różnica dzieli kino dla dorosłych od kina o dorosłych.

Sausage Party pozostawiło mnie z mnóstwem wątpliwości i pytań. Ostatnia scena wyraźnie zapowiada sequel. Nie będę jednak wyczekiwał drugiej części, by otrzymać odpowiedzi.

korekta: Kornelia Farynowska

cinema

Ostatnio dodane