SABOTAŻ [Sabotage] - recenzja | FILM.ORG.PL

Sabotaż

W „Sabotażu” David Ayer znów porusza ulubiony przez siebie temat korupcji w siłach porządkowych, lecz nadmierna przemoc i wulgarność tego filmu szybko odrzuci każdego widza.




Zadanie specjalne 2




Krzysztof Walecki
23.07.2014


Sabotage-2014-Movie-Poster-650x1002Wydawać by się mogło, że film z Arnoldem Schwarzeneggerem jako dowódcą specjalnej jednostki do walki z handlarzami narkotyków, i z Davidem Ayerem za kamerą to samograj. Ten pierwszy zjadł zęby na kinie akcji, nawet jeżeli jego ostatnie dokonania pozostawiają wiele do życzenia. Ten drugi natomiast dał się poznać najpierw jako scenarzysta „Dnia próby”, zaś całkiem niedawno reżyser „Bogów ulicy”. Lubi realizm, krew i bohaterów nie do końca pozytywnych, nawet jeżeli ci rzekomo stoją na straży prawa. Jednak to właśnie te ambiwalentne uczucia, jakie żywimy do wymyślonych przez niego postaci, są powodem, dla którego jego kino się podoba. Czy wydaje się dzięki temu prawdziwsze? Tak, ale Ayer nie zapomina, że kręci filmy sensacyjne, a te wymagają również scen akcji oraz jasno nakreślonych konfliktów.

Jego twórczość broni się w większości przypadków, choć zdarzyły mu się chybione projekty – „Królowie ulicy” mają fabułę bliźniaczo podobną do napisanej przez niego „Policji”, a i „SWAT”, przy którym maczał palce, lepiej pominąć milczeniem. Jednak tamte niepowodzenia są niczym w porównaniu z „Sabotażem”, filmem tak bardzo przesadzonym i nihilistycznym, że nie tylko sprawia wrażenie dzieła chorego umysłu, ale i trudno go uznać za przykład rozrywki dla fanów mocnego kina akcji. Właściwie to trudno go uznać za przykład rozrywki dla kogokolwiek.

Sabotage

ABSURDALNA PRZEMOC

Zaczyna się jednak obiecująco: po udanej akcji zlikwidowania ludzi narkotykowego kartelu ekipa Johna Breachera postanawia obłowić się kradnąc z tony znalezionych pieniędzy „skromne” 10 milionów dolarów. Sprytnie je chowają, lecz gdy wracają po forsę, tej już ma. Jest za to śledztwo i zawieszenie całej jednostki na pół roku. Breachera w tym czasie niby gryzie sumienie – no bo, czy warto było poświęcić wiele lat uczciwej służby dla łatwej kasy – ale bardziej jest zły, że ktoś go wyrolował. Podobne odczucia mają zresztą jego ludzie, dla których taka niesprawiedliwość nie może pozostać bez kary. Ale gdzie jest winny? Czy wśród nich czai się zdrajca, czy może pieniądze ukradł ktoś z zewnątrz? Sytuacja wymyka się spod kontroli, gdy agenci dowodzeni przez Breachera zaczynają ginąć w iście makabrycznych okolicznościach.

Powiedzieć, że Ayer przedobrzył byłoby sporym niedopowiedzeniem. „Sabotaż” aż kipi od nienawiści, bohaterów wydają się nie obowiązywać żadne zasady, a to przekłada się na stosunek widzów do nich. Co innego opowiadać o męskim kodeksie, który wystawiony jest na najcięższe próby, ilustrując to odpowiednią dawką widowiskowej przemocy (co było domeną m.in. Sama Peckinpaha i Waltera Hilla), a rzeczą całkiem inną, gdy ta przemoc bierze górę nad bohaterami oraz twórcami. Objawia się ona nie tylko w krwawych scenach akcji, ale i w rysunku postaci – dosłownie nikt z głównych bohaterów filmu nie budzi w widzu sympatii, i sam Breacher/Schwarzenegger ma z tym poważne problemy. Wszyscy jak jeden przypominają degeneratów, którzy żyją po to, aby zabijać, a odznaka sprawia, że nie muszą się z tym kryć. Nawet prowadząca śledztwo policjantka, grana przez Olivię Williams, musi być twardzielką, rzucającą chamskimi ripostami. Ayer ze współscenarzystą, Skipem Woodsem, obecnie najgorszym autorem kina akcji („Szklana pułapka 5”, „Hitman”, „X-Men Geneza: Wolverine”), próbują jednak usprawiedliwiać ich czyny, lecz robią to w sposób absurdalny, nierzadko przeczący logice. Bo „Sabotaż” to nie tylko wielki pokaz wulgarności, ale i głupoty.

sabotage-review-6

TĘPE BUCE

Przykład – jeden z bohaterów budzi się pijany w swoim kamperze, tylko po to, aby odkryć, że jego wóz stoi na torach kolejowych i zaraz rozjedzie go nadjeżdżający pociąg. Pierwsze, na co wpada ten tęgi umysł to myśl, że przeparkuje auto, ale po odszukaniu kluczyków porzuca ten pomysł, wiedząc, że nie zdąży. Próbuje zatem otworzyć drzwi i uciec, ale te są zablokowane. Ostatnie sekundy swojego marnego życia spędza drąc się wniebogłosy, ustawiony centralnie przed pociągiem. Czy w samochodzie były okna? Oczywiście, mógł spróbować uciec w ten sposób. Czy miał pistolet, aby przestrzelić zamek w drzwiach? Bez wątpienia, przecież to agent DEA. Czy mógł nie stać na wprost jadącej na niego lokomotywy, a np. schować się na samym końcu kampera? Pewnie i tak by nie przeżył, ale szanse na ocalenie miałby nieporównywalnie większe. Zamiast tego robi wszystko, aby zginąć, co nieco kłóci się z wizerunkiem członka najlepszej jednostki antynarkotykowej, ale z drugiej strony może oni wszyscy mają skłonności samobójcze. Bohaterowie Ayera to albo tępe buce, albo psychopaci. I nawet grający najporządniejszego z nich Sam Worthington jest nie do wybronienia – jego głupota bierze się z tego właśnie, że jest współczujący i ma miękkie serce.

Moje zarzuty odnośnie nihilizmu biorą się również ze sposobu, w jaki reżyser inscenizuje sceny akcji oraz ukazuje śmierć na ekranie. Nie pozostawia niczego w domyśle, zatem jeśli kogoś przybili do sufitu i otworzyli brzuch, to widz zobaczy i zalaną krwią podłogę i flaki zwisające z nieboszczyka. Podczas pościgu samochodowego, który przeradza się w jatkę rodem z „Carmageddon”, krwi i trupów jest co niemiara, a zadźganego na śmierć trzeba jeszcze związać sznurem i schować do lodówki. Do tego dochodzi reżyserska bylejakość Ayera, od pewnego momentu czyniąca z „Sabotażu” dziełko klasy b – widać to właśnie w nie silących się na oryginalność sekwencjach akcji, gdzie najważniejsze są jak najczerwieńsze rozbryzgi i siła ognia. Również pomysł, aby kamerę zamontować na muszce karabinu, tak aby było widać strzelającego, wydaje się nietrafiony i tani.

sabotage-image10

ARNIE DAJE RADĘ

Opierając się na samych negatywach można by spróbować napisać pracę naukową o porażce „Sabotażu”, dlatego poprzestanę na tym, co już wymieniłem. Warto jednak zwrócić uwagę na samego Schwarzeneggera, który wydaje się najlepszym elementem całego filmu. W przeciwieństwie do swoich partnerów gra postać wyważoną, skomplikowaną, i nawet jeżeli trudno Breachera polubić, to sam aktor sprawia, że trzymamy z nim, na dobre i na złe. Poboczny wątek jego rodziny, o którym dowiadujemy się niejako po drodze, tłumaczy wiele, choć równocześnie wpisuje się w obraz bezsensownej przemocy, której Ayer hołduje. Finał, z Breacherem-mścicielem, jest natomiast wyjęty jakby z innego filmu – z jednej strony sprawia wrażenie kuriozum, bo tak bardzo nie pasuje do historii, jaką oglądaliśmy, z drugiej zaś daje zakończenie godne tego bohatera. Również duet Arnolda i Olivii Williams należy do nielicznych pozytywów, ale zapewne wynika to z faktu, jak bardzo wydają się do siebie nie pasować, a jednak obojgu udaje się uwiarygodnić ich współpracę.

Tytuł recenzji odnosi się do ponurego filmu Williama Friedkina z Alem Pacino, w którym poziom brutalności i nihilizmu również przekraczał dopuszczalną normę. O ile jednak „Zadanie specjalne” jechało na kontrowersji związanej ze środowiskiem homoseksualnym, a po latach doczekało się rehabilitacji w oczach wielu, o tyle „Sabotaż” ma do zaoferowania dużo mniej, jedynie krew i fucki. Wybaczę tę wpadkę Schwarzeneggerowi, bo wychodzi z niej obronną ręką, ale nie Ayerowi. Jeśli rzeczywiście postrzega świat jako miejsce brudne i ohydne, gdzie nie liczy się nic poza własnym interesem, to strasznie mi go żal. Jeśli natomiast chciał zrobić czysto eskapistyczny i rozrywkowy film, to jest z niego reżyser nieudolny, bo bawić się na „Sabotażu” nie sposób. Dzieło Friedkina przynajmniej nie udawało, tego czym nie jest.

Krzysztof Walecki

Krzysztof Walecki

Lubi horrory.
Krzysztof Walecki

Latest posts by Krzysztof Walecki (see all)







  • Snow

    Nie zgadzam się z recenzją! Film nie jest może kinem zbyt inteligentnym ale oglądało mi się dobrze. Byłem nawet zaskoczony poziomem. Jak dla mnie, to najlepszy film Arniego od czasu jego powrotu. I co takiego złego jest w kinie nihilistycznym? Najlepsze thrillery ostatnich lat od reżyserów koreańskich są właśnie przykładem kina nihilistycznego. I są świetne. Jeśli Pan recenzent ma tak delikatne emocje to może niech lepiej unika takiego kina i ogląda tylko komedie romantyczne.

    • Krzysztof Walecki

      Zgodzę się z tezą, że Korea wyrosła na potęgę thrillerów – filmy Parka Chan-wooka (trylogia zemsty), Kim Jee-woona („Słodko-gorzkie życie”), Joon-ho Bonga („Zagadka zbrodni”, „Matka”) czy Na Hong-Jina („Chaser”) są nie tylko rewelacyjnie zrealizowane, robią również wrażenie pod względem narracyjnym, ale nie ograniczają się tylko do licznych scen przemocy. Ich bohaterowie siłują się z własną nienawiścią i nierzadko bezsilnością, za co płacą wysoką cenę, choć czasem udaje im się zachować dusze. Próżno tego szukać w „Sabotażu”. Nie jestem przeciwko przemocy w kinie, ale niech będzie ona po coś. Czysty eskapizm też wystarczy, tyle, że film Ayera jest nawet na to za głupi. Co z tego, że film jest mocny, skoro po seansie nie mam ochoty nawet o nim myśleć? W filmach z Korei też nie brakuje ohydy, lecz są one jakoś dziwnie stymulujące.

  • Khisley

    Zgadzam się, bardzo dobra recenzja oddająca to co nie wyszło Ayerowi. Głupia przemoc, tandetnie zarysowane charaktery. Film nieudany tak po prostu, nieprzemyślany, chaotyczny.

  • Krzysiek eM

    Albo płacz, że PG13 albo płacz, że brutalnie… Załamujecie mnie ludzie ZAŁAMUJECIE. Ludzie, którzy zabiją na codzień są zbyt wulgarni?! A jacy mają być? Ich codzienność, to krew, karabiny i stres! Jak można mieć pretensje do tego jaki charakter miał bohater i jak się zachowywał….

    • Kelevra

      Recenzent pizda, co czego się spodziewasz? Film kuleje na polu dialogów i spójności fabuły, jest dobrze nakręcony, panowie (i jedna crack lady) świetnie trzymają zasady obsługi broni palnej i poruszania się w CQB. Parę bardzo dobrze nakręconych scen (czyszczenie ćpalni pod koniec filmu – maestria!), fabuła która pomimo kilku luk jest całkiem znośna i wszechobecne zepsucie antagonistów – to właśnie jest zajebiste.

      • Krzysztof Walecki

        Serio? „Recenzent pizda”, bo nie lubi jak w filmach się zabijają? Litości. Gdybyś przeczytał moją odpowiedź na komentarz Snowa wiedziałbyś, że nie mam z tym problemu. Ale jeżeli wartością dla Ciebie jest fakt, że bohaterowie trzymają palec na spuście tylko wtedy, gdy powinni, albo że ich akcje mają znamiona realizmu, to nie bardzo mamy o czym rozmawiać. Nie skreślam filmu za słabą fabułę, czy zepsucie głównych bohaterów, tylko za ich głupotę i wulgarność, które rzutują na cały „Sabotaż”. Tobie to może nie przeszkadzać, mi natomiast tak. I nie obrażaj mnie. Film może i ma paskudny przekaz, ale niech przynajmniej komentarze pod recenzję stoją na poziomie.

        • Andriej

          Mnie to wyglądało głównie na tendencyjne jęczenie i czepianie się, po to tylko żeby jak najniżej ocenić film z Arnie’m, no bo przecież to „dinozaur, bo to stare jest, teraz Marvel rulezz herp derp”, przecież nerdy całe życie nienawidziły napakowanych twardzieli ze spluwami i teraz mogą się zemścić. Akurat po tobie nie spodziewałem się popełnienia tego „czegoś”

          • Krzysiek eM

            I teraz się dziwią, że w filmach gwiazdy kina akcji to lalusie w rurkch. Jeśli krytykujecie mocne brutalne, nieugrzecznione kino akcji to takich filmów jak Sabotaż, Niezniszczalni nie ma prawie w ogóle. Recenzent zapewne nie był w wojsku dlatego oburzony wulgarnością i brutalnością….

  • SoKoMoK

    Wstrzymam się z opinią zanim obejrzę. „Plan ucieczki” dawał radę, a teraz z kolei mamy Arniego i Worthingtona w jednym filmie – nie wierzę że to się mogło nie udać. A że są bebechy – cóż przypominam co zostało z Hawkinsa w „Predatorze”

    • Carlos

      Miło wspominam czas spędzony podczas oglądania „Escape Plan”, ale teraz przeżyłem spore
      rozczarowanie. Pomijając fragment o przemocy to zgadzam się z zamieszczoną
      recenzją.

  • Andriej

    Krzysiek, za dużo tego „comic-based” gówna się naoglądałeś i po prostu zmiękłeś, LoL
    Brutalne, za dużo przekleństw, za ponure… Kurwa, co to ma być? Może już się lepiej trzymaj pstrokatych Avengersów, Guardians of Galaxy, X-Menów i reszty tego badziewia – już chyba dla ciebie za późno

    • Krzysztof Walecki

      Z ręką na sercu mówię, że po trailerze spodziewałem się nie tylko najlepszego filmu Arniego po powrocie, ale i jednego z jego najlepszych dzieł w karierze. A dostałem zły film, nie tylko dlatego, że zbyt brutalny, ponury, ale i pełen debilizmów oraz słabo zrobiony. I nie, nie zmiękłem – ostatnio świetnie się bawiłem na obu „Raidach”;)

  • canismajoris

    Ayer zrobił ten film na odpierdol. Ani to dobre kino akcji [brak ciekawych sekwencji, onelinerów], ani to realistyczny sensacyjniak [patrz: groteskowy epilog z Arnoldem]. Żadnej chemii między papierowymi postaciami. Masa kretynizmów o których lepiej zapomnieć. Fuck this shit.
    Arnold niepotrzebnie wracał z tej emerytury. Mógł sobie wystąpić w epizodach w w Expandebles i dalej być legendarnym hardkorem. Teraz tylko czekać jak zniszczy magię Terminatora

  • ther

    Nie wiem jak w czasach wszechobecnego PG13 można narzekać na nadmierną przemoc w filmie, który jest filmem akcji/thrillerem. Poza tym to co wyprawia „kartel” w tym filmie jest niczym w porównaniu z prawdziwym życiem, kto twierdzi inaczej niech poczyta o torturach stosowanych przez kartele – np. o pozole.

  • Yaca

    „W „Sabotażu” David Ayer znów porusza ulubiony przez siebie temat
    korupcji w siłach porządkowych, lecz nadmierna przemoc i wulgarność tego
    filmu szybko odrzuci każdego widza”

    Uwielbiam jak recezent z góry wskazuje, że odrzuci KAŻDEGO widza i KAŻDEMU kto to obejrzy na pewno się nie spodoba.

  • Minusjeden

    Ja wytrzymałem 17 minut chyba. Gniot jakich mało – David Ayer człowiek, który stał z kamerą Hrash Times, End of Watch. O masz… Szkoda mi tylko Arniego.

  • Wojciech Wierzbicki

    Bardzo dobra recenzja. Film nie był aż tak zły jak się spodziewałem po niej. Całkiem fajnie się oglądało Arnolda wreszcie w jakieś konkretniejszej roli. Ale rzeczywiście to co kuleje w tym filmie to scenariusz. Mam wrażenie ze reżyser chciał zakryć braki mocnymi brutalnymi scenami i przez to urealnic swój film. Być może jestem w mniejszości ale nigdy nie uwazalem Ayera za jakiegoś nadzwyczaj dobrego reżysera. Nawet dzień próby był dla mnie przereklamowany. Policja natomiast dla mnie jego szczytowe osiagniecie. Potem tylko odcinał kupony. Z tym filmem mam taki sam problem jak z filmami smarzowskiego, a w szczególności z drogówką. Czasami lepiej czegoś nie pokazywać w kinie, żeby film dało się ogladac






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

"Penny Dreadful" - recenzja ostatniego odcinka

Następny tekst

Plakat do MIASTA 44



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE