RONALDO. Teatr jednego aktora | FILM.ORG.PL

RONALDO. Teatr jednego aktora

Dużo za dużo Ronaldo w Ronaldo




Teatr jednego aktora




Radosław Pisula
24.11.2015


Filmowe dokumenty poświęcone aktywnym zawodowo piłkarzom są mocno kłopotliwym tematem, szczególnie gdy ich bohaterami są zawodnicy, których definiują jedynie osiągnięcia sportowe – bo powiedzmy sobie szczerze, jak wybitne by nie były, to zawsze chcemy na ekranie zobaczyć jakieś pozaboiskowe skazy, odbrązawianie ikon, wejście w ich życia prywatne.

George Best, Paul Gascoigne (którego historia zresztą miała w tym roku swoją premierę na ekranach telewizyjnych), Eric Cantona, Roy Keane, Vinnie Jones – to nazwiska, których celuloidowe biografie pożerałbym bez patrzenia twórcom w CV, bo mam pełną świadomość, że tutaj życiowego „mięsa” nie byłoby jak pominąć. Oczywiście dobre dokumenty o ikonach starszych (Puskás Hungary) i młodszych (The Class of ’92) cały czas powstają, ale żadna z nich nie miała jeszcze takiego rozmachu oraz promocji i nie opowiadała o zawodniku znajdującym się w tak ważnym momencie kariery, jak ta o Cristiano Ronaldo – jednym z najlepszych zawodników w historii piłki nożnej.

ron1

Obraz wyreżyserował Anthony Wonke, ale prawdziwym mózgiem przedsięwzięcia był tak naprawdę Asif Kapadia, który wcześniej stworzył bardzo dobre dokumenty o dwóch zmarłych ikonach – Ayrtonie Sennie (2015) i Amy Winehouse (2015). W odróżnieniu od poprzednich produkcji, z racji ich tragicznych uwarunkowań, tym razem bohater filmu miał szansę nadzorować powstawanie widowiska, selekcjonował wypowiadające się w filmie osoby (ograniczając się do bliskich i przyjaciół, całkowicie ignorując kolegów z boiska, trenerów czy postronnych obserwatorów). Jaki jest tego efekt?

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z popadającą nieustannie w kiczowate tony laurką.

Kamera śledzi poczynania Ronaldo w 2014 roku, towarzysząc mu podczas batalii o upragnioną La Decimę w Lidze Mistrzów i nieudanych dla Portugalii Mistrzostw Świata. Tutaj obraz Ronaldo jest nienaganny, pozbawiony wad, zmitologizowany do granic przyzwoitości – nawet jeżeli przegrywa. To jego akcje widzimy na ekranie, a koledzy z boiska stanowią tak naprawdę tylko wymagane tło, bez którego nie można toczyć rozgrywki (zdanie podsumowujące jakieś zachowanie Cristiano, nie mające zresztą wpływu na nic, wypowiada jedynie Raul Meireles).

Ronaldo mówi, że Ronaldo jest najlepszym zawodnikiem świata. Matka Ronaldo tłumaczy, że jej syn jest najlepszy. Menedżer nie może się nadziwić wielkości Ronaldo, podobnie jak brat Ronaldo i kibice zakochani w Ronaldo. Dowiadujemy się również, że reprezentacji przydałoby się jeszcze kilkunastu Ronaldo, żeby grać z wielkim Ronaldo, a sam Ronaldo rządzi, Ronaldo radzi, Ronaldo nigdy piłki nie zdradzi. Na płaszczyźnie potwierdzania zawartości Ronaldo w Ronaldo – całkowicie zafiksowanego na swojej osobie i dbającego z całych sił o własne przetrwanie w historii futbolu, dostajemy spodziewaną oraz dopieszczoną „kluchę”, którą zawodnik po prostu musiał zatwierdzić.

ron2

Na szczęście widać, że twórcy spodziewali się takiego przebiegu wydarzeń od momentu, gdy szczelnie pilnujący prywatnego życia futbolista zgodził się na archiwizowanie swojej egzystencji i całkiem zgrabnie – jeśli tylko odrzucimy na chwilę na bok potok chorobliwych zachwytów armii znajomków nad Portugalczykiem – udało im się pokazać pułapkę, w jaką wpadł bohater. Wyraźnie nakreślony zostaje wątek odcięcia się Ronaldo od świata, gdyż ważniejsza jest dla niego własna ikoniczna kreacja niż samo uczestnictwo – jeśli imprezy, to zazwyczaj w gronie znajomych, personalia matki samotnie wychowywanego przez gracza syna do dziś nie są znane publiczności, a jego willa znajduje się na spokojnych obrzeżach miasta.

Tak naprawdę nie dowiadujemy się o nim niczego zaskakującego (wątki alkoholizmu brata i ojca są brutalnie mordowane w zalążku), ale to właśnie sceny obnażające jego chorobliwą fiksację na punkcie indywidualnego sukcesu i chęci symbolicznego przetrwania w postaci syna, wciśnięte między kolejne wybujałe sekwencje piłkarskie, w pewnym stopniu go uczłowieczają. Obok gradu bramek i garażu pełnego samochodów dostajemy przeraźliwie ciche mieszkanie zawodnika, zwyczajne śniadania z potomkiem i archiwalne zdjęcia z małym chłopcem, który kocha piłkę ponad wszystko.

Najciekawiej udało się jednak przemycić wątek jego rywalizacji z Messim, który jest tu jedyną osobą mającą dla Ronaldo jakiekolwiek znaczenie na boisku.

Pojedynek dwóch najprawdopodobniej najlepszych zawodników w historii tej dyscypliny (jeśli weźmiemy pod uwagę przemiany historyczne i sposoby dbania o organizmy futbolistów) obnaża trochę Portugalczyka, który wyraźnie ma świadomość, że Argentyńczyk pomógł mu stać się wielkim piłkarzem – co podkreśla scena w kuluarach przed ceremonią wręczenia Złotej Piłki za 2014 rok. Całkiem nieźle autorom udało się też uciec w kilku momentach przed blaskiem Ronaldo i sprawnie nakreślili miniatury poświęcone dwóm postaciom: współczesnemu agentowi z najwyższej półki, w tym wypadku Jorge’owi Mendesowi, który dla pełnej unifikacji z klientami musi stać się członkiem rodziny, odgrywając rolę perfekcyjnego przyjaciela (świetny temat na oddzielny film), i matce wielkiego zawodnika, oddzielającej dziecko od gwiazdy.

ron3

Ostatecznie dostaliśmy wysokobudżetowy dokument pochwalny, który powstał zdecydowanie za szybko.

Wpływ Ronaldo na całość był ogromny i nie znalazło się tutaj miejsce na chociażby jeden negatywny komentarz, dlatego trzeba pochwalić twórców za naprawdę sprawne poskładanie zatwierdzonego materiału do kupy, dzięki czemu udało się dodać kilka zmarszczek i niewielkich bruzd na starannie wykreowanym obliczu Portugalczyka. Dodatkowo pod względem technicznym całość wygląda bardzo solidnie – szczególnie zdjęcia, bo postawa zawodnika może odrzucać, ale trudno nie zachwycać się jego zagraniami. Film na pewno zyska na wartości za kilka lat, gdy kiczowate wyolbrzymienia zestawione z podsumowaną już karierą Ronaldo mogą być odczytywane w całkowicie inny sposób. Dzisiaj to kosztowne bife jest mdłe w smaku i wyraźnie przesmażone. Na szczęście Ronaldo zapomniał, że autoryzowane biografie najeżone są pułapkami, dlatego widz może chociaż trochę zabić głód dodatkami wypełniającymi wykalkulowane widowisko jednego aktora.

Fakt pozostaje faktem – na dobre biografie czeka się do momentu, gdy z zawodników zaczyna schodzić nagromadzona przez lata kariery para, topiąca pozłacaną skorupę. Ronaldo na razie nie ma zamiaru wyściubiać z niej nosa.

korekta: Kornelia Farynowska

Radosław Pisula

Radosław Pisula

Całkowicie pożarty przez popkulturę. Poświęcił studia na analizowanie kina Johna Woo i Johna Carpentera, a obecni w ramach doktoratu pisze monografię Waltera Hilla. Zjada wszystko, co zapisano na taśmach celuloidowych i nośnikach cyfrowych – szczególnie wszelkiej maści horrory, wysokooktanowe akcyjniaki oraz klasyczne amerykańskie kino sygnowane nazwiskami m.in. Capry, Stewarta, Hitchcocka, Granta czy Hawksa. Uwielbia Grace Kelly, Nikolę Teslę oraz Godzillę – najlepiej, gdy pojawiają się w tym samym filmie. Kocha swoją dziewczynę.
Radosław Pisula






  • to i tak zdecydowany faworyt do Oscara w kategorii „najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny o Cristiano Ronaldo”.

  • Kenneth

    zdaje się że wszystkie stereotypy o Ronaldo zostały potwierdzone przez jego samego.

  • Masakrycznie zły dokument. Wszystkie najgorsze skojarzenia, stereotypy i uprzedzenia zostały potwierdzone. Niby wybitny sportowiec, a nic tu o sporcie nie ma, wyłącznie o zwyciężaniu; nic o grze zespołowej, jaką jest piłka nożna, wyłącznie o Ronaldo, który mocno żałuje, że inni na boisku nie są Ronaldo. Ot, zadufany w sobie bubek, którego mocno szanuję za osiągnięcia sportowe, bo na pewno daje z siebie więcej niż inni (czego w dokumencie nie widać), natomiast wizerunkowo tym filmem siebie zniszczył, szczególnie, jak mi się wydaje, w oczach umiarkowanych fanów futbolu, którzy wiedzą tyle, że ktoś jest najlepszy i gra w słynnym klubie. Dla fanów Realu to też musi być jakaś załamka, bo film świadczy jak najgorzej o największej gwieździe tego klubu.

    I jeszcze wisienka na torcie w postaci dzieciaka, który jest kolejną ozdobą życia Cristiano, a sposób wychowywania syna – przynajmniej ten pokazany na filmie – sugeruje, że jeden egocentryk wychowuje drugiego egocentryka; kupił go od matki i uczy go bycia Ronaldo. Nie wierzę, że tak jest i tym większe moje zdziwienie, że CR podpisuje się pod tego typu wizerunkiem.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

DŁUGIE ŻYCIE DLA NOWEGO CIAŁA. Szkic o Davidzie Cronenbergu (cz.1)

Następny tekst

DRUGIE DNO #1 - O SERIALACH SŁÓW KILKA



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE