Roman Polański: moje życie - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Roman Polański: moje życie

Nieco powierzchowny pogląd na jego życie i artystyczne dokonania Romana Polańskiego




Za wcześnie




Edward Kelley
13.06.2012


Życie i twórczość Romana Polańskiego może być tematem fascynującym nie tylko dla jego wielbicieli. Truizmem byłoby stwierdzenie, że swoimi przeżyciami mógłby obdzielić co najmniej kilka innych osób, a i to pewnie wystarczyłoby, żeby niejednego z nich doprowadzić do zakładu zamkniętego. Z jego fenomenem mierzyło się już kilku autorów (w tym on sam w autobiografii Roman by Polanski) i dokumentalistów (ostatnio Marina Zenovich w Polańskim. Ściganym i Pożądanym). Tym razem jednak mamy do czynienia z czym innym – jest to mniej próba zgłębiania zagadek jego twórczości i tragedii które go prześladowały, a bardziej dokumentalne podsumowanie; pamiętnik, którego stworzenia podjął się Laurent Bouzereau. Wykorzystał do tego moment, kiedy Polański przez 7 miesięcy przywiązany do jednego miejsca, przebywał w areszcie domowym w Gstaad i Andy’ego Braunsberga, jego przyjaciela, producenta filmowego (Listonosz zawsze dzwoni dwa razy, Wystarczy być), który zorganizował również kilka produkcji Romana (Tragedia Makbeta, Lokator).

Gdyby zbadać skąd świat czerpał przez lata informacje o reżyserze, z dużym prawdopodobieństwem okazałoby się, że głównym źródłem wiedzy na jego temat były prasowe doniesienia opisujące kolejne skandale, na które solidnie zapracował i tragedie, które go spotykały. Paradoksalnie, zarówno w jednych, jak i drugich występował często jako czarny charakter. O ile w przypadku skandali było to dosyć zrozumiałe,  o tyle np. reakcje prasy na zabójstwo Sharon Tate graniczyły z absurdem, łącznie z sugestiami, że Polański był zamieszany w morderstwo swojej spodziewającej się dziecka żony, mimo że przebywał w tym czasie w Londynie (tragedia rozegrała się w Hollywood). Tak wyglądał wizerunek reżysera stworzony przez media, głównie amerykańskie, należałoby dodać, bo Europa okazała się znacznie bardziej dla niego tolerancyjna. Większość późniejszych relacji, szczególnie tych filmowych, również skupiała się na pojedynczych faktach z jego życiorysu. Film Bouzereau, natomiast, ma znacznie pełniejszy charakter – jest kilkudziesięciominutowym zapisem rozmowy dwóch przyjaciół, wzbogaconym dodatkowymi materiałami filmowymi, zdjęciami i wycinkami z prasy. Obraz postaci, który się z niego wyłania, to ktoś zupełnie inny niż powszechne wyobrażenie ukształtowane przez brukową prasę.

To nie Polański – reżyser, Polański – artysta, król życia, skandalista czy skruszony grzesznik, ale Polański – człowiek, którego twórczość ma swój ściśle określony kontekst – mapę jego przeżyć. Od dzieciństwa w Krakowie i szaleństwa Holokaustu po jego ostatnie dokonania filmowe. Nie można tego nazwać filmową spowiedzią, ale już pamiętnikiem lub wspomnieniem jak najbardziej. Zresztą oryginalny tytuł brzmi właśnie Roman Polanski. A film Memoire. Największą zaletą dokumentu jest to, że widzimy reżysera na ekranie jak z zaangażowaniem opowiada o sobie, przytacza anegdoty, wzrusza się. Schodzi z piedestału, przestaje być celebrytą, wielkim artystą, Polakiem, który odniósł światowy sukces, a staje się poniekąd jednym z nas; dzięki swoim uczuciom uczłowiecza się, odbrązawia, głęboko przeżywa to, co się dookoła niego dzieje; staje się bliski. Za to należą się twórcy brawa. Bouzereau nie miał ambicji zachowania obiektywizmu. Opowiedział kamerą o Polańskim, który mówił sam o sobie, przyznając się do życiowych błędów, ale też trochę usprawiedliwiając swoje działania. Na tym polu dokument odnosi pełny sukces, bo przybliża nam nie symbol, ale zwykłego człowieka.

Nie oznacza to jednak, że jest doskonały. Problemem filmu jest bowiem to, że w ciągu 90 minut nie da się upchnąć biografii tak bogatej. Siłą rzeczy po dosyć rozbudowanym wstępie dotyczącym dzieciństwa i przeżyć wojennych Romana, mamy coraz bardziej powierzchowny przegląd jego twórczości i życia z krótkim zatrzymaniem na dwóch najważniejszych epizodach – zabójstwie przy Cielo Drive i skandalu z Samanthą Geimer. Dla kogoś zaznajomionego z jego życiorysem to stanowczo za mało. Po prostu trudno z niego dowiedzieć się czegokolwiek nowego, czegoś, co nie byłoby już wcześniej wielokrotnie opisane przez samego Polańskiego (lub jego biografów) lub sfilmowane przez innych dokumentalistów. To pozostawia widza z dużym niedosytem.

Trudno również przejść do porządku dziennego nad nieco zbyt dosłownymi zobrazowaniami związków między życiem reżysera, a jego twórczością. Czym innym jest mówić o inspirowanych przeżyciami kadrach jego filmów, a czym innym podrzucać widzowi gotowe fragmenty w tle zdań jakby pod nie napisanych; jak w scenariuszu – jak sielska wieś, to domek z Olivera Twista; jak człowiek na polu, to scena z Ssaków; jak ogórki, to z Pianisty, etc. etc. Po pewnym czasie to męczy i oczy, i inteligencję oglądających. Jak na standardy, do których przyzwyczaiło nas kino fabularne, ale również dokument ostatnich lat, obraz Bouzereau jest również nieco zbyt statyczny, surowy; by nie powiedzieć lekko amatorski wręcz. Model pod tytułem „dwie gadające głowy na ekranie” mógł być w cenie w latach siedemdziesiątych, ale obecnie wydaje się już nieco anachroniczny, nawet biorąc po uwagę, że zarówno Polański, jaki Braunsberg to już raczej leciwi panowie.

Roman Polański: Moje Życie spełnia swoją rolę – pokazuje nam człowieka, a nie posąg, daje niezły, choć nieco powierzchowny pogląd na jego życie i artystyczne dokonania i mimo, że nie mówi o nich niczego nowego, to staje się pewnego rodzaju podsumowaniem dobijającego do 79 roku życia reżysera. Nasuwa się tylko pytanie czy podsumowaniem potrzebnym na tym etapie kariery, kiedy wciąż pełen wigoru Polański artystycznie przeżywa swoją drugą młodość.

 

Już niedługo na stronie KMF pokażemy ranking filmów Romana Polańskiego. 

Kelley - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Disney dla geeków

Następny tekst

OCENARIUM #5/12



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE