Restless | FILM.ORG.PL

Restless

Gus Van Sant, wbrew pozorom, nie roztacza przed widzami ckliwego love story pełnego patosu i pretensjonalności.




Życie ma sens




Tekst gościnny
24.05.2012


Autorem recenzji jest Piotr Krajski

Krótki, zdawkowy opis bywa mylący. Zwłaszcza  w przypadku filmu, a świetnym tego potwierdzeniem jest "Restless" Gusa Van Santa. Niewtajemniczeni zapewne uznają, że film tego reżysera to kolejny sztampowy dramat z życia współczesnych, zagubionych nastolatków: dziewczyna chora na raka, której pozostały trzy miesiące życia i samotny chłopak, który z niewiadomych przyczyn odwiedzanie pogrzebów uczynił swoja życiową pasją. Oraz tragiczna, nieszczęśliwa miłość,  która ich połączy. Łatwo w takiej historii o tanią ckliwość i patetyczne wywody o treści egzystencjalnej.  A gdy dodatkowo z naszej pamięci wydobędziemy kilka przykładów  teoretycznie podobnych i nie za wiele różniących się  od siebie filmowych historii, uznamy, że chyba nie warto ponownie przeżywać irytacji w zaciemnionej sali.

Ale czy w przypadku filmu Gusa Van Santa możemy mówić o podobnej konstrukcji? Czy "Restless" to rzeczywiście rasowy dramat? 

 

"Restless" w przetłumaczeniu na polski oznacza mniej więcej tyle, co: niespokojny, nerwowy. Ale wbrew tytułowi  takie odczucia nie dominują w odbiorze dzieła.  W spokojnym i delikatnym tonie zostajemy wprowadzeni w świat bohaterów, który, choć mocno skomplikowany i naznaczony ciężkimi doświadczeniami  oraz zapowiedzią nieuniknionego, nie gęstnieje od pesymizmu. Może początkowo właśnie ten fakt wzbudza  jednak  niepokój: obserwujemy zmagania młodych ludzi ze śmiercią, a jednocześnie na ekranie widzimy kogoś, kto promieniuje  swoją  radością. Subtelne żarty i żarciki, beztroska atmosfera nie pozwalają popaść w przygnębienie.

Historia Enocha i Annabel  zaczyna się od sceny na pogrzebie, przewija się przez szpital, cmentarz i święto Halloween, a wszystkiemu temu przypatruje się duch japońskiego kamikadze, który od pewnego czasu ukazuje się Enochowi.  Ta dosyć zwariowana historia nie ucieka jednak od poważnych treści i dramatycznych wyborów dwójki młodych bohaterów. Zdaje się, że reżyser ciągle balansuje pomiędzy czymś w rodzaju zabawy konwencjami a poważną historią dotykając kwestii sensu życia. Tak, życia, bo wbrew wyrokowi , który usłyszy Annabel, pozostaje ona uśmiechniętą dziewczyną, starającą się z pozostałego czasu wydobyć jak najwięcej. Ta miłośniczka przyrody i dzieł Karola Darwina  za wzór do naśladowania wybierze sobie gatunek ptaków, które, zasypiając, są gotowe do śmierci – po przebudzeniu, już z radości wobec kolejnego darowanego dnia życia, wykonują najwspanialszy ptasi śpiew. Pean radości. 

Inaczej jest w przypadku Enocha. Ten młody zamknięty chłopak przed poznaniem dziewczyny wydaje się osobą pozbawioną radości i celu w życiu. Snujący się w czarnym garniturze,  w towarzystwie ducha kamikadze trwa gdzieś na granicy życia i śmierci. Przypatrując się kolejnym przypadkowym pogrzebom ludzi , których nigdy nie znał, pozostaje w atmosferze niekończącej się żałoby. Początkowo można odnieść wrażenie, że to znudzony nastolatek, który w wyniku braku lepszych zajęć ,  wybrał nietypową zabawę czerpiąc  radość z użalania się nad swoim młodym życiem. Wraz z rozwojem historii poznajemy jednak realny powód, dla którego zaczął tak funkcjonować.

W tym momencie moglibyśmy uznać, że w takim razie Restless rozwija się dwutorowo: drogą Annabel, która pomimo nieuleczalnej choroby , cieszy się tym, co jej pozostało i drogą Enocha, pogrążonego w kontestacji  wobec życia, pomimo całej przyszłości, która jeszcze przed nim. Jednak tak się nie dzieje. Reżyser nie każe nam długo czekać, aż losy dwójki młodych ludzi się połączą. Dopiero wraz z tym spotkaniem, możemy zobaczyć jakiej intensyfikacji podlega ich życie i do jakich przemian prowadzi. 

Gus Van Sant w tym momencie nie roztacza przed widzami ckliwego love story pełnego patosu i pretensjonalności. Jedna ze scen świetnie zburzy ten obraz. Jednak o tym lepiej przekonać się samemu. Wystarczy fakt, że w towarzystwie ducha kamikadze Enoch przygotowuje się wraz z Annabel do nieuniknionego w nietypowy sposób. Młodzi bohaterowie nie uciekają od tematu śmierci, ale przekładają go na swój specyficzny język i potrafią cieszyć się tym co jeszcze przed nimi: czerpią z każdego dnia niezwykle wiele. W ciągu następnych trzech miesięcy uczą się jazdy na łyżwach, karate, szermierki, dokonują przyrodniczych obserwacji, uczą się nazw nietypowych ptaków, przygotowują menu… na przyszłą stypę.  

Tu słodkie miesza się z gorzkim,  jak w skandynawskim filmie. Jednak w tej mieszance jeden składnik jest intensywniejszy. Duch kamikadze wydaje się tego dobrym przykładem. Tragiczna w gruncie rzeczy postać, osoba, która sama doświadczyła nieszczęśliwej miłości, pobudza do śmiechu i pomaga dotrzeć do zakończenia, które nie pozostawia w smutku i w poczuciu werterowskiego bólu istnienia. Jest odwrotnie. Uświadamiamy, że warto walczyć o każdy dzień – bo każdy ma znaczenie, tak jak by był ostatnim w życiu. Że życie po prostu jest piękne,  a nasze małe dramaty zdaja się niewiele znaczyć wobec tego z czym przychodzi  spotkać  się niezłomnej Annabel. 

 

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Krwawa fala zalewa kino

Następny tekst

Człowiek znikąd



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE