Recenzja „Przebudzenia Mocy” | FILM.ORG.PL

Recenzja „Przebudzenia Mocy”

Póki co mamy film na poziomie skocznego i kultowego „Powrotu Jedi”, ale chyba musimy jeszcze chwilę poczekać na prawdziwe, nowe, dwudziestopierwszowieczne „Imperium kontratakuje”. Zaczęło się dobrze.




Dysonans poznawczy i małe drżenie Mocy




Jakub Koisz
16.12.2015


BEZ SPOJLERÓW :)

To jest trochę tak, że czas szybko leci, miga, jak gwiazdy przy wchodzeniu w nadprzestrzeń. Mrugasz nieco wolniej niż zwykle, myk! i siedzisz na tapczanie obok rodziców, oglądając pierwszy raz oryginalną trylogię. Mrugasz znowu i podgrzewasz zniecierpliwionym tyłkiem fotel w kinie na premierze Mrocznego widma jakieś dziesięć lat później. Mrugasz jeszcze raz, mija kilkanaście lat, a ty wychodzisz z kina spocony, ze skołatanym sercem. Właśnie odbył się seans Przebudzenia Mocy. Jesteś stary, myślisz (jeśli oczywiście pamiętasz premierę poprzedniej trylogii). A może młody? Dysonans poznawczy. Bo to film dla staro-młodych. I dokładnie coś takiego towarzyszyło seansowi Gwiezdnych wojen i to na wielu poziomach. Ciągle. Jakiś. Dysonans. Ale jest w porządku.

Chciałbym napisać coś magicznego o tej serii, aby czytać to potem przy kominku, wspominając Gwiazdkę 2015 oraz premierę najnowszej trylogii. Wystrzelałem się jednak z sentymentalizmów w tym tekście; to była nawet taka cwana strategia z mojej strony, aby się od tych percepcji polukrowanych wyswobodzić i do seansu podejść tak analitycznie, jak tylko się da. Na „zimnego recenzenta”, niezakochanego w franszyzie, próbującego zapomnieć o kilogramach książek, komiksów i figurek, które kolekcjonował.

Header-1536×864

Tak, jasne, dobre sobie, bo gdy ekran się zaciemnił  i uderzyły pierwsze tony Williamsowej muzyki, a literki poczęły znowu śmigać po ekranie, wiedziałem, że pozamiatane – jestem znowu szczeniakiem.

Na szczęście ten dzieciuch nie zawsze podążał w kierunku króliczej nory – miałem więc mały problem z klimatem najnowszego rozdziału, tak zakochanego w Nowej nadziei i stylówie George’a Lucasa, jak zakochani jesteśmy w Gwiezdnych wojnach i my. Bo fabularnie (i nie daj Bóg napisać tutaj więcej, bo znajdziecie moje ciało na dnie Wisły, z przywiązanym do szyi ostrzeżeniem „Disney nie wybacza spoilerów”) to wszystko trąci nieco remakiem oryginału. Jest dziedzictwo. Jest swoiste, romantyczne „szukam siebie i szukam Mocy w sobie”. Jest konflikt Jasnej i Ciemnej strony, jest też klasyczny wątek, który najbardziej kocham w serii – przebaczanie, fatum i zmywanie zła wrodzonego. Czyli znowu Gwiezdne wojny są starotestamentową historią okraszoną kosmiczną baśnią, z małą szczyptą awanturnictwa. I dobrze, powinniśmy naprawdę się cieszyć, że J.J. Abrams, który rozbujał nam tego gwiezdnego niszczyciela, jedzie na paliwie znanym, nie szpanuje, nie udaje kogoś, kim nie jest, ale niekiedy zdarzyło mi się mimo wszystkich tych pachnących, znajomych smakołyków łaknąć nowości.

Poznajemy więc kolejny rozdział z życia Hana Solo, Lei, Chewiego, a także prolog historii Finna, Rey i twarzyczek, które powinny się przyjąć jako nadruki na koszulki i plastikowe odlewy w figurkach. Bo postacie w tym filmie są solidnie napisane. Niesamowite, jak udało się uniknąć zapachu domu opieki społecznej, a jednocześnie, mimo jazdy na sentymencie, gdzie tylko się da (głównie w dialogach), udowodnić, że nie o starą gwardię w Przebudzeniu Mocy chodzi.

Star-Wars-Force-Awakens-Rey-Finn-BB8-running

I tutaj wskakuje mój pierwszy dysonans – Harrison Ford jako Han to bohater, który przeszedł ewolucję, życie go do niej zmusiło, ale mimo wszystko drży gdzieś w środku ten dawny awanturnik; Carrie Fisher jako Leia to postać, którą kochamy za mądrość, ale w niej zmian jest więcej, które schodzona i zmęczona wieloma aktywnościami życiowymi aktorka przyjmuje z godnością. Wierzę w tę Leię. Wierzę też we wręcz wyjętego z mitów arturiańskich Luke’a, który jest swoistą legendą tego uniwersum. Ale czy nie był przypadkiem nią już przed bitwą endoriańską? Wszystko więc pasuje.

W czym więc tkwi moje wielkie, włochate jak przedramię wookiego „ale”?

W tym, że naprawdę lubię historię skoncentrowaną wokół nowych postaci, a ich historia przypomina mi, że schematy fabularne w Gwiezdnych wojnach jakby się nieco wytarły. Intrygujące są żywiołowość i zagubienie Johna Boyegi, który kupuje nasze serca szybciej niż smutaśny Luke w czasie podwójnego zachodu słońca na Tatooine. Daisy Ridley to archetypowa silna dziewczyna, zagrana poprawnie i charyzmatyczna na tyle, na ile musi. Adam Driver jako Kylo Ren – tutaj chciałoby się powiedzieć więcej, na pewno też różne będą recepcje tej postaci, ja jednak odbieram go jako godnego kontynuatora tradycji „mocomrocznej” i już teraz uważam go za jednego z najciekawszych łotrzyków uniwersum Lucasa.

Unknown5-1088×650

Gryzę się w język, bo tyle chciałbym omówić, przegadać kumpelsko, z tyloma tajemnicami zostawia przed nami ten film, a jednocześnie czuję się trochę oszukany, bo ton nowych Gwiezdnych wojen jest bardzo zachowawczo skomponowany. Pomysły na sceny akcji to wszak najlepsza tradycja Kina Nowej Przygody, bez oczopląsu, naturalnie wynikające ze scenariusza, walki kendo są dynamiczniejsze i mniej chaotyczne niż w prequelach, a zdjęcia Dana Mindela to wspaniały kolaż galaktycznych pocztówek. Gdybyśmy mieli rok 2000 – ssałbym te obrazki na dyskietkę w kafejce internetowej, aby mieć nową tapetę Windowsa na każdy dzień tygodnia. Również muzyka – nawiązuje do poprzedników, kiedy się da, szkoda jednak, że brakuje w soundtracku tak pamiętnych kawałków jak poprzednio.

W tej zupie pływają znane przyprawy, a nawet kilka świeżych owoców. Nic, tylko konsumować.

Coś się jednak we mnie zmieniło – na oryginalną trylogię zacząłem patrzeć dojrzalej dopiero po latach, zauważając, że to mrok oraz zmiana nastroju w Imperium kontratakuje dopełniają całości, sprawiają, że opowieść wydaje się otwartym kodem, do którego można coś dopisać. Disney chce dopisywać, Disney chce rozbudowywać i rozszerzać, więc po drodze musiały paść trupy. Ofiarami, jak wiemy, są między innymi historie z Expanded Universe, które czasami próbowały eksperymentować z formułą Gwiezdnych wojen, bo właśnie mój największy zarzut wobec Przebudzenia Mocy jest być może również największym atutem tego filmu – to wszystko jest znane.

Czekam więc na kolejne odsłony trylogii, czekam już teraz, bowiem prawdziwe, nieznośne czekanie dopiero się zaczyna. Póki co mamy film na poziomie skocznego i kultowego Powrotu Jedi, ale chyba musimy jeszcze poczekać na prawdziwe, nowe, dwudziestopierwszowieczne Imperium kontratakuje.

Zaczęło się dobrze.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz

Latest posts by Jakub Koisz (see all)







  • Boy

    Znakomita recenzja, chyba najlepsza z dotychczasowych które się pojawiły w polskich mediach bo pozbawiona spazmów na cześć Gwiezdnych Wojen. Szacunek jest, dobrze że nie na kolanach.

  • Piotr

    Recenzja rozbudziła moje nadzieje, gdyż nie oczekuję niczego więcej, niż to co dała mi pierwsza trylogia. Może da się wejść drugi raz do tej samej rzeki. Oby – emocje rosną – a już samo to, że zobaczę Harrisona Forda, po tylu latach w tej roli jest kosmicznym wydarzeniem. Totalna nadprzestrzeń.

  • SoKoMoK

    No cóż, ja sam jutro się przekonam, ale nie sądzę żeby bohater grany przez Boyegę był równie popularny jak Luke, wszyscy wiedzą dlaczego, ja sam nie napiszę żeby nie wyjść na rasistę :))). Osobiście mam do długo oczekiwanych filmów inne nastawienie – lubię spoilery, gdyż zaspokajają w jakiś sposób wrzącą we mnie niecierpliwość i zaliczyłem wszystkie przypuszczenia oraz wycieki serwowane przez Bastion Polskich Fanów Star Wars, a także wypowiedzi Amerykanów na forach, którzy już zaliczyli seans. Wiem też że niezależnie czy wizualnie i dźwiękowo film zrobi na mnie wrażenie, jest coś co sprawi że ostatecznie ocenię go maksymalnie na 7/10. Abrams dokonał bowiem straszliwej zbrodni na fanach, podobną do tej którą popełnił Sapkowski killując Regisa i Milvę w książce „Pani Jeziora”. To policzek, a nawet cios pięścią (i to z kastetem) dla fanów, którzy zdecydowanie wolą starą ekipę a nie „przekazanie pałeczki” w ręce 20-kilku-letnich podlotków, pozbawionych talentu aktorskiego amerykańskich odpowiedników „Musiałów”, „Mroczków” czy „Cichopków”.

    • Darek Kuźma

      Niby subtelnie, niby nie dosłownie, ale pod otoczką osobistej wypowiedzi sadzisz tak mocnym spoilerem, że to jest – eufemistycznie rzecz ujmując – co najmniej niestosowne. Znasz fabułę i zwroty akcij – proszę bardzo, Twój wybór, że nie chciałeś niespodzianki i oceniłeś film zanim go obejrzałeś, ale nie psuj, proszę, zaskoczenia innym. Niech każdy dostanie szansę na wyrobienie sobie własnej opinii. Szanujmy się nawzajem.

      • SoKoMoK

        Jeżeli tak ktoś to wyczaił, to przepraszam, dlatego wspomniałem o Regisie i Milvie żeby nie było jasne czy chodzi o męską czy żeńską postać. Ale jest jeden sposób który twórcy filmów mogą wykorzystać żeby naprawdę zrobić widzom niespodziankę – rozsiewanie totalnej dezinformacji aż do premiery filmu. No i zatrudnianie przy produkcji na tyle zaufanych ludzi, żeby żadnych wycieków nie było.

        • Darek Kuźma

          Racja, ale rozsiewanie dezinformacji może stać się mieczem obosiecznym, co w przypadku Abramsa było trochę widoczne przy „W ciemność. Star Trek”. Być może dlatego w przypadku „Przebudzenia Mocy” poszli inną drogą.

          Sam nie wiem, wydaje mi się, że obecnie nie ma żadnej najlepszej opcji. Przecieków nie da się chyba uniknąć, za dużo ludzi pracuje przy takich produkcjach i za dużo widzów chce takich przecieków. Zakładam również, że w niektórych sytuacjach można przy tym trochę sobie dorobić :).

  • Jurij

    Wszystko fajnie, tylko, że jak się po sali rozglądałem to nigdzie autora recenzji na pokazie prasowym nie było widać…

  • Kuba Koisz

    filmy oglądaj a nie po sali się rozglądasz :D

  • Kuba Koisz

    To może się kolega przedstawi, to wymienimy uprzejmości, porównamy wrażenia, godziny seansów, dystrybutorskie czit-czaty. Wszystko będzie ładnie pięknie.
    Boże, jak ta siódemka na dyszkę pieczę niektórych :D

  • Niania

    Kubon kiedy poprawka?

  • Dominik Herman

    Recenzja Kuby jak zawsze trzyma wysoki poziom. Przeczytałem, polecam i uciekam szybko zanim jakieś spojlery mnie zaatakują.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

ŻÓŁTA CEGLANA DROGA #3

Następny tekst

Gwiezdne Wojny, Część IV: Nowa Nadzieja



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE