Przeznaczenie | FILM.ORG.PL

Przeznaczenie

Time travel SF w dobrej odsłonie. Co ważne, potrafi zaskoczyć, a to ostatnio towar deficytowy w Fabryce Snów.




Gdzie jest koniec tego węża?




Jakub Piwoński
01.03.2015


Uroboros, staroegipski wizerunek węża zjadającego własny ogon, skrywa w sobie koncepcję wiecznego powrotu. Rozumie się przez nią, że czas to wiecznie powtarzalny cykl narodzin i śmierci. Kultura, także popularna, polubiła ten motyw i po wielokroć go przetworzyła. Dostrzegam go m.in. treściach science fiction – w szczególności tych spod znaku podróży w czasie, zainicjowanych słynnym Wehikułem czasu Herberta G. Wellsa. Ostatnią ich godną uwagi reprezentacją jest Przeznaczenie autorstwa braci Spierg.

W filmach traktujących o podróżach w czasie często czuję się jak w labiryncie. Słabo odnajduję się w logice paradoksów czasowych, wyraźnie opierających się możliwościom mojej wyobraźni. Ale bynajmniej nie postrzegam tego jako wady filmów, a raczej subiektywnych ograniczeń. Od czasu Powrotu do przyszłości oraz momentu, w którym jako młodszy widz w końcu pojąłem, dlaczego rodzeństwo Martiego znika z rodzinnej fotografii, w wysokim stopniu zacząłem sympatyzować z tą osobliwą odmianą science fiction. Filmy te, prócz tego, że działają zwykle na trzech liniach czasowych – przeszłości, teraźniejszości i przyszłości – potrafią także dostarczyć wiele frajdy przy szukaniu właściwych tropów interpretacyjnych. Ich twórcom zależy bowiem na tym, by znacząco utrudnić odbiorcom lokalizację początku i końca węża.

predestination-noah-taylor

Motyw przewodni Przeznaczenia braci Spierg nie różni się zbytnio od swoich poprzedników bawiących się motywem podróży w czasie. Poznajemy szpiega, który jako członek specjalnej rządowej agencji odpowiedzialnej za zapobieganie przyszłym zbrodniom zostaje wysłany w przeszłość. Ma on odnaleźć i zneutralizować groźnego przestępcę, zanim ten faktycznie się nim stanie. Choć na tym etapie trudno się w fabule zagubić – wszak brzmi ona jak opis nowego Strażnika czasu – bracia Spierg zadbali o to, by maksymalnie skomplikować jej rozwinięcie.

W głównej roli wystąpił Ethan Hawke – znany, choć wciąż niedoceniany – ale to nie jego osoba pozostaje w centrum uwagi widza podczas seansu. Partnerująca mu Sarah Snook kradnie ekran; jest wręcz zjawiskowa. Miała trudne zadanie do wykonania, z którego nie każda aktorka potrafiłby się wywiązać – musiała zagrać mężczyznę. I to nie w sposób prześmiewczy, nie w sposób jedynie naśladujący cechy płci przeciwnej na potrzeby pojedynczej sceny. Na skutek uzasadnionego faktu wypływającego z fabuły musiała się ona mężczyzną po prostu stać, i to przekonująco. Nie wiem, jak wy, ale ja w „scenie barowej” (zaskakująco poprowadzonej) bardzo długo zastanawiałem się, jakiej płci jest osoba, na którą patrzę. Według mnie, wywołanie – nawet jeśli chwilowe – takich wątpliwości, wystarczy za rekomendację tej kreacji.

predest-4

Recenzencka rzetelność nie pozwala mi na uchylenie rąbka tajemnicy dotyczącego zastosowanych przez twórców rozwiązań fabularnych (jedyną wskazówką pozostaje symbolika uroborosa). To jeden z tych filmów, w przypadku którego im mniej się o nim powie, tym lepiej. Podkreślić jednak trzeba, że cała siła Przeznaczenia opiera się na wyjątkowo zaskakującym zakończeniu, którego, co istotne, nie dało się w żaden sposób przewidzieć.

Używając kinofilskiego kolokwializmu, to, z czym mamy do czynienia to klasyczny mindfuck, który decyduje o wywołaniu efektu szoku, skutkującego opadem szczęki
.

Nie wyolbrzymiam: od pewnego czasu wyczulony jestem na filmowe zwroty akcji, których odczuwam przesyt, bo raz, że źle są akcentowane, dwa, że zwykle ich rozwiązane jest przewidywalne. Przeznaczenie poprzeczkę ustawiło wyżej, a swym finałem podkreśliło zagubiony w czasoprzestrzennych dociekaniach wydźwięk całości. Wystrzegałbym się jednak dorabiania do niego ideologii większej, od tej mającej na celu dostarczyć widzowi czystą frajdę z seansu pełnego zaskoczeń.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Andriej

    Kolejny saj-faj o podróży w czasie potrafi jeszcze widza zaskoczyć? Jak dla mnie to wystarczająca rekomendacja…

  • Dawid

    Moje pytanie do twórców serwisu: Gdzie się podziały informacje na końcu recenzji na temat reżysera, scenarzysty, dacie premiery i dystrybutorze?

  • Maciek

    Ja kompletnie nie kupiłem tego filmu, totalny paradoks. Ogólnie film nie wywołał u mnie „mindfucka”, w połowie filmu dało się domyśleć o co chodzi. Gra aktorów może nie była najgorsza, ale fabuła zniszczyła cały film.

  • Mr Robertson

    Uwaga spojlery!!!
    Co do filmu mam mieszane odczucia. Opowiadanie Heinlein’a ( na którym film bazuje) było i jest dla mnie jednym z najlepszych tekstów sci-fi jakie powstały.Film wprowadza jednak kilka wątków, historii, które samemu trzeba sobie dopowiedzieć – normalnie mi to nie przeszkadza, ale tu zaburza ciąg przyczynowo-skutkowy. W filmie czekałem aż Pan Robertson okaże się być głównym bohaterem, nic takiego się jednak nie stało – kim był, skąd się wziął… nic.. ( chyba, że cos mi umknęło). W końcówce „samobójstwo” bohatera było pięknym zapętleniem historii, ale sposób w jaki to pokazano postawia, wiele do życzenia… częsc widzów z pewnoscia odniesie wrażenie, że bohater zmienil swoje przeznacznie…

    Scenarzysci spi*****li swietną historię i tyle w temacie.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Dwa dni, jedna noc

Następny tekst

POLSKI WIKING. "Gry wojenne" Dariusza Jabłońskiego



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE