Prometeusz | FILM.ORG.PL

Prometeusz

Powrót Ridleya Scotta do stworzonej przez niego sagi o Obcym – ambitny temat zniszczony przez średni scenariusz, choć patrzydło z tego przyzwoite.




Czekając na arcydzieło




Krzysztof Walecki
20.07.2012


„Prometeusz”, najnowszy film Ridleya Scotta, z góry skazany był na przegraną. Tak to już jest, gdy po latach twórcy chcą wrócić do historii, która na trwale zmieniła kino i która żyje do dziś. Ten sam błąd popełnił kilka lat temu Steven Spielberg z kontynuacją przygód Indiany Jonesa, wcześniej George Lucas z nową trylogią „Gwiezdnych wojen”, a jeszcze wcześniej Francis Ford Coppola kręcąc trzecią część „Ojca chrzestnego”. Tamte, oryginalne filmy były robione, wydawać by się mogło, z potrzeby serca i ze świadomością, że czegoś takiego jeszcze nie było. Były to dzieła ludzi nie tyle utalentowanych, ile wizjonerów, pionierów, artystów. I nawet, gdy Spielberg kręcił drugiego i trzeciego Indianę, czuć było, że mierzy się z czymś, dla wielu innych twórców, niewyobrażalnym, zarówno formalnie, jak i fabularnie. W ostatnim Indym z niczym się już nie mierzył.

Natomiast Scott, wręcz przeciwnie. On chciał, aby „Prometeusz” był o czymś i był jakiś. Aby ambicjami nie tylko dorównywał, ale i przewyższał „Obcego”. Reżyser „Gladiatora” zdawał sobie sprawę, że jeśli ma wygrać z własną legendą musi nakręcić arcydzieło.

Akcja „Prometeusza” rozgrywa się pod koniec XXI wieku. Znaleziska archeologiczne dwójki naukowców budzą w nich nadzieję na znalezienie cywilizacji, która dała początek naszej. Zwłaszcza dla dr Elizabeth Shaw (dobra Noomi Rapace), wierzącej w boskie oblicze Inżynierów, jak nazywa istoty, odpowiedzialne za życie na Ziemi. Jej partner, tak w pracy, jak i w życiu osobistym, dr Charlie Holloway (słaby Logan Marshall-Green) liczy przede wszystkim na odpowiedź na pytanie, dlaczego powstał człowiek. Odpowiedzi na pytanie o własne istnienie szuka też android David (kolejna znakomita rola Micheal Fassbendera), który leci z nimi oraz czternastoma innymi pasażerami tytułowym statkiem kosmicznym na nieznaną planetę, gdzie ma dojść do spotkania z obcą cywilizacją. I do spotkania dochodzi, z katastrofalnymi następstwami, zarówno dla ludzi, jak i dla tych drugich.

O boskości chce mówić Scott w swoim „Prometeuszu” – o naszych bogach i twórcach, o naszych tworach i naszej boskości w ich oczach (David) oraz o mocy, jaką posiąść mogą ci ostatni, i stworzyć coś własnego. Konsekwencje „narodzin” każdej istoty myślącej są, według Scotta i jego scenarzystów, druzgocące, bo wszyscy mogą być bogami, i wielu do tego dąży. Wszystko to – zarówno fabuła, jak i myśl przewodnia – każe spojrzeć na ten prequel „Obcego”, jak na coś oryginalnego, nie do końca (jeśli w ogóle) przejawiającego objawy typowego „skoku na kasę”, na który choruje większość części drugich i „połówek”. Ambicje Scotta sięgają wysoko, co widać już po prologu, majestatycznym jak w „2001” Kubricka, dającym nadzieję na wielkie kino. Niestety, szybko okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak być powinno i „Prometeusz” zaczyna gubić swoje części. Największa w tym wina scenarzystów, bo biorąc się za taki temat oraz mając w świadomości, że mierzy się z pierwszym „Obcym”, należy wpierw zapytać samego siebie, „Czy podołam?”. Panowie Jon Spaihts i Damon Lindelof dali Scottowi świetny pomysł podparty bardzo średnim scenariuszem.

Ciężko powiedzieć, co zawodzi w tym tekście najbardziej? Fakt, że naukowcy nie zachowują się, jak badacze, lecz jak banda znudzonych indywiduów, których niespecjalnie interesuje obca i niezbadana wcześniej planeta? Że nie informują nikogo, gdy zaczynają chorować, narażając tym samym całą misję? Że gubią się w tunelach, które zostały już sprawdzone? A może, że jak na naukowców ich język i rozmowy są zadziwiająco ubogie? Czym innym jest ignorancja, czym innym głupota, a jeszcze czymś innym brak profesjonalizmu. Bohaterowie „Prometeusza” cierpią na to wszystko i nie tylko. Taki kapitan Janek (niewykorzystany Idris Elba) wydaje się być jakimś wróżbitą, albo prorokiem, bo nie schodząc ze swojego statku, wie więcej od tych, którzy ów statek opuścili. Skąd wysnuł teorię o bazie wojskowej i w jaki sposób odkrył statek kosmiczny (szkoda tylko, że tak późno), to pytania, na które w kinie odpowiedzi nie znajdziemy. Może w wersji reżyserskiej. 

O dziurach logicznych nie wspominam – po co psuć zabawę widzom w próbie ich łatania? Uprzedzam, nie warto. Lindelof, znany jako scenarzysta serialu „Zagubieni”, użył w „Prometeusza” podobnych metod, co w produkcji J.J.Abramsa. Na niektóre pytania udziela odpowiedzi (np. na temat legendarnego Space Jockeya z oryginalnego „Obcego”), obecność innych ignoruje, licząc zapewne na szansę ich wyjaśnienia w sequelu. Ale kilka razy przynosi to dobre rezultaty, zwłaszcza, gdy spojrzeć na postać Davida, w fenomenalnej interpretacji Fassbendera. Do końca nie wiadomo, czy ten android miał świadomość konsekwencji swoich czynów. Zachowuje się raczej, jak dziecko, które nabroiło i wie o tym, ale równocześnie czuje z tego powodu dumę. Podobnie jest z postacią Meredith Vickers, nadzorującej misję z ramienia sponsora, korporacji Weylanda. Zimna, opanowana, stanowcza, pozbawiona skrupułów – nieprzypadkowo jeden z bohaterów pyta się, czy jest robotem. Gra ją Charlize Theron i jest wyborna. Najlepszą scenę ma z Fassbenderem, gdy grozi mu, że wyrwie mu kable, jeśli ten nie odpowie na jej pytanie.

„Prometeusz” ma też problem z pierwszą godziną, która, o dziwo, wydaje się wolniejsza niż w starszym o prawie ćwierć wieku „Obcym”. Po genialnym prologu, przychodzi bardzo długa ekspozycja, zwieńczona przylotem statku na planetę oraz wyprawą do piramidy. Ale nawet po znalezieniu obcych form życia, film jest niespecjalnie żwawy.  Nie ma tej fascynacji wynikającej z kontaktu z nieznanym. W oryginale kolejne stadia rozwoju Obcego obserwowałem z rosnącym zainteresowaniem, ale i niepokojem. Tu mamy scenę badania znalezionej głowy, lecz i ona nie przynosi spodziewanej satysfakcji. Jak już wspomniałem, gdyby bohaterowie rzeczywiście zachowywali się jak naukowcy i mówili żargonem („Zwiększ dawkę do trzydziestu” to nie żargon, lecz „Dr House”), byłoby dużo lepiej. „Prometeusz” rusza z kopyta dopiero w momencie użycia miotacza ognia przez Vickers, czyli grubo po godzinie seansu, ale mocno i straszno jest już tak do samego końca.

Nie wydaje mi się jednak, aby Scott myślał o swoim dziele w kategoriach filmu, który ma straszyć. „Obcy – ósmy pasażer Nostromo” był o potworze atakującym członków statku kosmicznego, i w warstwie fabularnej, niczym więcej. Jego prequel, ze swoimi ambicjami i bogatą warstwą wizualną, ma przede wszystkim za zadanie zadziwiać, wprawiać w osłupienie, niekoniecznie przerażać w sposób typowy dla horroru. Ma on momenty obrzydliwe i brutalne, jak choćby znakomita scena „cesarki”, lecz reżyser „Łowcy androidów” nie chce już opowiadać historii o Obcym. Problem polega na tym, że musi. Prequele rządzą się własnymi prawami, a Scott, choćby nie wiem, jak bardzo chciał odejść od pierwowzoru, w końcu będzie musiał do niego nawiązać. „Prometeusz” chciał być o absolucie, lecz w trakcie pisania scenariusza, ktoś się zorientował, że pisze nowego „Obcego”. Ambitna, choć słabo napisana fantastyka w pojedynku z horrorem, gdzie z potworem walczy się za pomocą siekiery. Ogłaszam remis. Arcydzieła brak.

Krzysztof Walecki

Krzysztof Walecki

Lubi horrory.
Krzysztof Walecki

Latest posts by Krzysztof Walecki (see all)







  • Kaziq Maziq

    Świetna recenzja -najlepsza jaką czytałem.
    Brawa dla utora za umiejętność (rzadką) nie tylko pisania ale robienia tego również składnie i ze swadą!

    Te wszystkie „zawiedzione” nadzieje wyrażane przez kolejnych recenzentów powodują tylko u mnie wzrost ciekawości i chęć do jak najszybszego pójścia na seans.Od AVATARa nie było w kinie NIC co przekonałoby mnie do jego odwiedzenia. Mam nadzieję że podobnie jek ten ostatni Prometheus skłoni mnie by zrobić to 3 krotnie…

  • Stemider

    Prometeusz to niewątpliwie film klasy „B”. I nie zmieni tego ani nazwisko reżysera, ani efekty. Żal takiej obsady i takiego budżetu na film nielogiczny, nieprofesjonalny, nieprawdziwy w zachowaniu i emocjach bohaterów, a także emocjach widza, który czuje tylko zażenowanie tą tandetą i absurdem.

  • BIgFatBoy

    zgadzam się – recenzja trafnie opisuje wszystkie wady i zalety filmu :)

  • Wookie

    Opinia na temat filmu taka sama jak i jego recenzja. Spojler na spojlerze spojlerem pogania (brak spojlerów to nie tylko omijanie informacji o najważniejszych zwrotach akcji), od wyliczanie wad i zalet fabuły z krótką pochwałą bądź krytyką dla kilku aktorów. Zero wzmianek o genialnej warstwie wizualnej (kostiumy, charakteryzacja, efekty, powalające zdjęcia, scenografia), dla której zdecydowanie warto zobaczyć ten film w kinie bez względu na fabułę. Do tego niezły montaż i przemycone odniesienia niefabularne do Obcego, ale gdzie… o tym też ani słowa. Nie ma co, świetny tekst… ;)

    • Stemider

      Tak, iść na film tylko z powodu efektów…. Najlepszym efektem była charakteryzacja Weylanda – w serialach są lepsze!!! Wyglądał jak z gumy, a po prostu mogli zatrudnić starca!!! I w dodatku stopy już miał niestare!!! masakra. Efekty to były cudowne już za czasów Matrixa. EFEKTY nie są już wyznacznikiem klasy filmu, to dziś oczywista niezbędność. Ten film to porażka roku, a może nawet dekady.

  • yossarian

    Niestety nędzna ta recenzja, Scott wcale nie musiał bezpośrednio nawiązywać do Aliena, stworzył po prostu odrębną historię w tym samym uniwersum toczącą się całe dekady przed pamiętną podróżą Nostromo.
    Nie do końca zgodziłbym się z tezą o słabości scenariusza – jest ambitny, a fakt że nie odpowiada na wszystkie pytania, to raczej dobrze. Naprawdę oczekiwaliście wyjaśnienia zagadki pochodzenia ludzkości, celu istnienia? Przecież to dziecinnie niepoważne oczekiwania. Film nie był po to, by odpowiadać na pytania podstawowe, tylko by opowiedzieć jakąś historię. Ja byłem usatysfakcjonowany prowadzeniem fabuły, tempem i dialogami. Wiedziałem, że nie należy się spodziewać krwawego horrou w klaustrofobicznych lokacjach.
    Zarzuty dot. aktorstwa czy też braku wiarygodności w zachowaniu postaci też mnie dziwią. Prometeusz to znakomite otwarcie nowego rozdziału w mitologii Aliena i czekam na następne części. Mam nadzieję, że powstaną.

    • hyper

      całkowicie sie zgadzam

    • graba666

      w 100% zgadzam się z kolegą

    • Michal

      yossarian – świetnie powiedziane, rzekome „luki” w scenariuszu to moim zdaniem zaleta filmu, dobry film powinien pozostawiać pewne kwestie otwarte

    • iOguido

      „..a garbaty anioł zniknął”

  • adas

    dobra i trafna recenzja

    ps : schodzicie na psy z całym serwisem … coraz rzadziej recenzje coraz częściej bezsensowne artykuły

  • mały

    Film miał odpowiedzieć na pytanie kim byli Space Jokey i skąd na miłość boską wzięły się jaja w ładowni derelict ship-a .”Naprawdę oczekiwaliście wyjaśnienia zagadki pochodzenia ludzkości, celu istnienia?” nikt
    tego
    nie oczekiwał jak bym tego chciał tobym sobie dokument na Discovery.Ten film jest wielką klapą i kładzie się cieniem na legendę.

    • yosssarian

      Skąd wiesz, że miał odpowiedzieć akurat na pytanie o pochodzenie space jokey? Bo ty sobie tego życzyłeś? Na litość boską, to jest przecież poletko pana Scotta i on chyba wie najlepiej co chciał przekazać, nie musiał się uginać pod żadną presją, ani nawiązywać do Aliena bezpośrednio. Komu tak naprawdę zależało, by obejrzeć Alien 5? Na pewno nie mnie. Wolałem coś innego i to właśnie otrzymałem. Chciałem zwrócić tylko uwagę, że naukowcy wcale nie wylądowali sobie w ciemno na obcej planecie. Kto oglądał uważnie i słuchał tekstu, ten wie co zrobili przedtem. Każdy w miarę ogarnięty kinoman od razu załapie, że nie trzeba wszystkiego pokazywać, by było jasne, że coś zostało zrobione. Film ma przecież ograniczony metraż.

  • Grzegorz

    Tylko wysoka cena biletu powstrzymała mnie od wyjścia z kina w trakcie seansu. Ten film to półka AVP lub niżej. Zachowania głównych bohaterów, pomysł na misję i jej przygotowanie/przeprowadzenie są tak irracjonalne, tak boleśnie bezsensowne i głupie, że nie sposób tego oglądać. Serdecznie odradzam. Aż mnie korci by gościnnie napisać 50 prawd objawionych przez Prometeusza. Klapa roku.
    Jedyne co w miarę zjadliwe było w tym filmie to oprawa wizualna i garść ciekawych scen – czy warte biletu? Moim zdaniem nie.

  • asterisk

    Film równie dobrze mógłby się nazywać „Prometeusz – lądowanie”
    Pierwsza połowa filmu jest miła dla oka (lądowanie statku!) i wprowadza w swoisty nastrój.
    Istotne jest dopracowanie wielu drobnych szczegółów.

    A druga połowa…to jakby inny film. Dialogi urwane z kontekstu, fabuła z wieloma dziurami, brak logiki i błędy w scenariuszu, to wszystko zaprzeczenie pierwszej połowy filmu. A dla uważnych, wpadek na scenie nie zliczę.

    Film bardziej zawodzi niż cieszy. Nie wiem po co 3D, nie rozumiem całej istoty głupoty ‚naukowców’ Tłumaczenie na siłę historii Spejs Dżokeja mnie nie rajcuje. Komiks był ciekawszy.

    Na następny film Scott’a do kina nie pójdę, prędzej wypożyczę film. Szkoda nerwów, szkoda kasy.

  • Moriaty

    Nie zgodzę się z recenzją i opiniami negatywnymi. Film podobał mi się. Nawet bardzo. Przypominam tylko że „Łowca Androidów” też nie zbierał pochlebnych recenzji, a po latach stał się filmem kultowym. Co prawda ma niedociągnięcia w warstwie fabularnej (ale bądźmy szczerzy, który film nie ma?), ale jako całość odbieram go pozytywnie. Oczywiście czekam na kolejną część.

  • Bartek

    Film jest świetny ! Właśnie wróciłem z kina, i powiem jedno kto nie widział a jest fanem hard sf – warto! Jestem fanatykiem 3 pierwszych części Obcego a Blade Runner, którego widziałem kilkanaście razy to jeden z moich ulubionych filmów. Na nowy film Ridleya szedłem z przeświadczeniem że to będzie coś innego, nie oczekiwałem kolejnej części Aliena. Dostałem com chciał – szczękę z podłogi zbierałem długo po tym jak z ekranu zniknęły napisy końcowe. W tej chwili ze świecą szukać po multipleksach produkcji sf, które byłyby zrobione i opowiedziane na podobnym poziomie co rzeczony Prometeusz. Czapki z głów same spadają przed panem reżyserem.

    p.s.
    nie zgodzę się z Autorem – ten film jest JAKIŚ a na dodatek o CZYMŚ

  • Mesjasz

    Przeciez ten film to kolo hard s-f nawet nie stal. jest wrecz zaprzeczeniem tego rodzaju s-f. w ogole nie ma hard s-f filmow, jedyne wyjatki jakie mozna podpiac pod ten termin to Andromeda Strain Roberta Wise i moze niektore czesci/filmy serii Star Trek(ale przy nich to raczej lizniecie tematu). Prometeusz ogolnie zawiodl, jest piekny wizualnie ale tego Scott nie musi udowadniac, robi ladne filmy od samego poczatku. Straszne jest za to przede wszystkim zachowanie postaci, czasem w kinie az parskalem smiechem widzac „biologa” i „geologa”. Ogolnie lata czekania, wielki zawod. Do nastepnych czesci raczej juz z dystansem bede podchodzil, jesli w ogole.

  • mały

    Film jest słaby ujdzie w tłum innych produkcji.
    A ty jedyny yossarian wiesz co chciał stworzyć twój buuuuug………..życzę powodzenia na drodze zatracenia.

    • yossarian

      Piszemy twój bóg albo twój Bóg, Januszu. Jak już coś postujesz, to chociaż sprawdź pisownię, bo żenada. W ogóle polski internet stara się być strasznie w kontrze do logiki i sensu. Zawsze wtrącić swoje 3 grosze. na ogół bez uzasadnienia i argumentów.
      Poza tym, w sprawie tych słynnych geologów: przecież oni nie mieli podglądu tej mapy, ona się „rysowała” na statku ekspedycji więc mogli się zgubić całkiem łatwo zwłaszcza, gdy dodamy do tego element paniki, która się im udzielila.

  • Wreszcie moja obejrzeć filma.
    Mogę z czystym sumieniem powiedzieć -warto było.
    Nie -nie był to kolejny „Alien” ale ogląda się to z niekłamaną przyjemnością.
    Żadnych większych głupot w filmie nie ma (nie większych jak w najnowszym Batmanie) co już jest wyróżnikiem w konstelacji naszych dzisiejszych „hitów” kinowych.
    Poziomu 2001 Space Odyssey nie osiąga -brakuje mu trochę na wiarygodności, ale to w końcu blockbuster mający w głównej mierze bawić. Robi to i jeszcze trochę więcej :)
    Na siłę można by wyszukać parę naciąganych akcji (głupi i głupszy w dolinie pełzających żmijowatych potworków) ale bądźmy fair > tak srogo do kina rozrywkowego nastawionym być nie można bo nie byłoby już czego oglądać.
    Kawał dobrej zabawy i bardzo dobre 3D (prawie dościgające perfekcyjnego AVATARa).
    Oglądać !
    7/10

  • Pavel
  • Pavel

    Kiedyś
    człowiek szedł do kina, żeby obejrzeć film, podziwiać wyobraźnie reżysera,
    wspaniałe krajobrazy, sceny akcji, a nie przejmować się tym co jest logiczne a
    co nie. Film robiony jest z myślą o widzu, tak? Czyli jakby taki aktor grający
    naukowca nawijał inteligentnym językiem, to widz mający IQ poniżej 100
    powiedziałby sobie ” Kurna o czym on gada, już się pogubiłem?”.
    Nie każdy ma IQ 148. Filmy są tworzone z myślą o każdym widzu, a więc
    scenariusz i logika muszą dopasować się do każdego umysłu. Ja nie spodziewałem
    się jakiejś superprodukcji, a jednak film mi się podobał. Nielogiczności
    rzuciłem w kąt, dlaczego? Bo filmów o eksploracji kosmosu, nowych planet jest
    ostatnio jak na lekarstwo. Aby stworzyć „superinteligętnąprodukcję”
    trzeba nad takim dziełem popracować kilka lat. Zatrudnić mnóstwo fachowców,
    profesorów, inżynierów, naukowców. To nie jest ten moment, żeby Hollywood na
    coś takiego się rzucił. Jeżeli nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o
    pieniądze. Choć coraz więcej pojawia się tzw. inteligentnych widzów, to
    będziemy jeszcze długo czekać na coś, co będzie można nazwać
    „superinteligętnąprodukcją”. Są filmy, jak ja to je określam ”
    Za Dolara „, czyli niskobudżetowe, to są dopiero gnioty, ale kasa na
    więcej nie pozwalała,tak, to i powstaje gniot. Prometeusz rewelacją jakąś nie
    jest, ale mi się podobał i z chęcią poszlibyśmy z dziewczyną na ten film jeszcze
    raz. No, ale polaczki mają to do siebie, że zawsze wszystko musi być idealne i
    marudzą. Popatrzcie na siebie nazwalibyście się
    „superinteligętnąprodukcją” czy gniotem. Pozdro;))))))))))))

  • kilof

    Zgadzam się z wszystkimi negatywnymi ocenami tego filmu. Strasznie się rozczarowałem. Ten film tak naprawdę nie ma fabuły. Z dużą dozą konformizmu można nawet przymknąć na to oko, ale na motywację i logikę działania bohaterów (której nie ma) niestety już nie da się. Zadawane przez autorów filmu pytania o sens istnienia, wiarę i inne ważne idee, na tym tle, wypadają głupio, infantylnie i nie na miejscu. Dopracowana jest tylko warstwa wizualna filmu, ale gdyby chodziło tylko o to, to poszedłbym do galerii sztuki nowoczesnej, żeby pooglądać sobie obrazy, a nie do kina. Film zrobiony za dużą ilość kasy tylko po to, żeby zarobić jeszcze więcej kasy. Autorzy sklecili scenariusz na zamówienie, nie mając wcześniej żadnego pomysłu i zwyczajnie odwalili chałturę tak samo, jak i pan reżyser. Film nadaje się do obejrzenia w domu, po wypożyczeniu za 5 złotych, przy piwie z kolegami. Do kina radzę wybrać się na coś innego.

  • marcin sopot

    Powiem tak……zupełnie szczerze. Wiedziałem ,że film …….przeprawa przez niego bedzie ciężka i musi mnie najść klimat żeby to obejrzeć,……ale czegoś takiego to się….. „niespodziałem”. ….rykło ,pierdło,bekło i się wieldzi kalmar wykluł, a rogal trzepnął o gleba i tak powstała garbata pokraka zwana Obcy,pędzla i nasienia Hansa Rudolfa Gigera….Ot co. Żeby tak film spierdolić mając nazwisko,a co za tym idzie aktorów na pstryknięcie,budżet i zdolnych specmajstrów od dekoracji,grafiki,F/X i innych sztuczek kina XXIwieku….to aż trudno uwierzyć,że to …….Ridley Scott

  • marcin sopot

    .Wiedziałem tylko że ten film nie jest jakiś rewelacyjny bo przeszedł bez echa.Postanowiłem poddać się fali i zamysłowi reżysera. Poczatek super i super temat.Następne odkrycie iwspólny mianownik starożytnych cywilizacji na jaskiniowych bohomazach i rycinach kamiennych. Nic lepszego jako DOBRY TEMAT nie można już wymyśleć.Po co wplatać elementy z Obcego?To wiązanie kokardki na kokardce.Cały czas podczas oglądania filmu miałem uczucie niewykorzystanego potencjału,a zarazem zmarnowanych scen do innych filmów.Kapsuła do wykonywania auto-operacji super pomysł i zdjęcia rewela…tylko nie ten film…..do tego jeszcze kalmar wyciągnięty z brzucha.Scena która totalnie rozwala powagę filmu grozy s-f to wyciąganie ciekawskiej łapy do wynurzającego się zwierzaka z czarnej brei. Naukowcy?na obcej planecie po tym co zobaczyli?stos trupów tubylców?…a za chwilę „kici,kici” i cap za łapsko.Sikanie płynami ustrojowymi żrącymi jak kwas w przyspieszonym tempie,cofa widza w rozwoju o 20lat edukacji filmów S-F. Bardziej to przypomina „Kosmiczne Jaja 4” niż ambitniejszy film.Podobnych scen które sprowadzają „to dzieło” na samo dno kiczu i miernoty,jest sporo.Wyklucie Obcego w ostatnich scenach to już tylko przypieczętowanie tej porażki. …….. Taka szkoda.Taki temat.Tak popsuć.

  • marcin sopot

    kolega kilka postów nizej zakfalifikował film do kat B………………..wysoko……..nawet kat C to dużo.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Trailer THE MASTER

Następny tekst

Ranking filmów Romana Polańskiego



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE