nowości kinowe

POMIĘDZY SŁOWAMI (42. FPFF w Gdyni)

To mógł być festiwalowy faworyt, ale absurdalne zakończenie zrujnowało świetnie prowadzoną opowieść.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Polski übermensch

Urszula Antoniak nakręciła trzy czwarte wyśmienitego filmu, który na długo pozostawałby w pamięci, gdyby nie ostatni akt, który zdaje się być zaczerpnięty z zupełnie innego scenariusza i niestety rujnuje budowaną przez ponad godzinę fascynację.

Na gdyńskim festiwalu Jakuba Gierszała można było oglądać aż czterokrotnie i poza średnią rolą w równie średnim Pokocie, za każdym razem udowadniał, że wśród aktorów urodzonych w latach 80. nie ma sobie równych. Na pewno największe wrażenie będzie robić jego wizualna przemiana w Najlepszym, dla mnie jednak najciekawszą postać wykreował właśnie w Pomiędzy słowami. Nieskazitelne oblicze eleganckiego Michaela przywodzi na myśl okładki płyt grupy Kraftwerk, jego postawa, artykulacja słów, sposób poruszania się, każdy gest sugerują, że element ludzki jest w nim zaledwie symboliczny. Powierzchowna relacja z jedyną kobietą występującą w Pomiędzy słowami może wydawać się płytkim, nieumiejętnie poprowadzonym romansem, ale w istocie wzmacnia obraz głównego bohatera jako istoty aseksualnej, wolnej od wszelkich ludzkich słabości. Efektu dopełniają twardy język niemiecki oraz monochromatyczne zdjęcia i berlińska architektura.

Przyjaciel Michaela (określenie to pada ust z samych bohaterów, niemniej ich relacja nie wygląda ani na szczerą, ani tym bardziej na przyjacielską) zauważa jednak, że gdy ten posługuje się językiem polskim, staje się zupełnie innym człowiekiem. O potędze języka mogliśmy się przekonać niedawno w Nowym początku, postać Gierszała nie używa go z aż takim rozmachem, niemniej skutecznie manipuluje słowami oraz ich tłumaczeniami, by zakrzywiać rzeczywistość na własną korzyść, czyli w taki sposób, aby całkowicie wyplewić z siebie Polaka.

Rozczarowanie jest wyjątkowo dotkliwe, bo do kilku ostatnich minut miałem wrażenie, że Pomiędzy słowami zapisze się w historii jako jeden z najciekawszych obrazów prezentowanych podczas 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych.

Scenariusz stopniowo rozdziela się na dwa główne wątki. Pierwszym jest prawo do migracji wynikające ze statusu społecznego. Antoniak najpierw jedynie pyta, dlaczego polski prawnik może bez trudu zamieszkać w Niemczech, a afrykański poeta musi o to walczyć? Pytanie to na pewno nieraz sama sobie zadawała jako osoba na stałe mieszkająca w Holandii. Drugim wątkiem jest dość oczywista, choć interesująca opowieść o odkupieniu, powrocie ojca, który przez lata zaniedbywał swojego jedynego syna. Andrzej Chyra jest w tej roli dokładnym przeciwieństwem postaci Gierszała, co powoli przeradza się w nowy konflikt.

Gdy ta część scenariusza zostaje zamknięta, niespodziewanie pierwszy z wątków urasta do rangi surrealistycznego absurdu. Michael wyrusza w ślad za napotykanymi na ulicy imigrantami, odnajduje przedziwne miejsce ich spotkań i prowokuje konfrontację. Intencje reżyserki są jasne, to symboliczne poszukiwanie tożsamości, ale właśnie w tych scenach dokonuje się autosabotaż filmu, który na rzecz pościgu za tożsamością głównego bohatera traci swoją własną. Rozczarowanie jest wyjątkowo dotkliwe, bo do kilku ostatnich minut miałem wrażenie, że Pomiędzy słowami zapisze się w historii jako jeden z najciekawszych obrazów prezentowanych podczas 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych.

Pierwszy polski film Urszuli Antoniak na pewno wart jest poświęcenia czasu, ale brak spójnego zamknięcia pozostawia wyraźny niesmak. Szkoda, to mógł być czarny koń tej edycji gdyńskiego festiwalu, a ostatecznie skazany jest na zapomnienie.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane