Poltergeist (remake) - recenzja | FILM.ORG.PL

Poltergeist

Bezmyślne kopiowanie i stylistyczna nuda straszą najbardziej w tym remake’u „Poltergeista”.




Kolejny niepotrzebny remake




Krzysztof Walecki
31.05.2015


To od początku był zły pomysł. Oryginalny Poltergeist z 1982 roku (w Polsce znany pod tytułem Duch) wciąż zaskakuje swoją żywotnością, poziomem realizacji oraz tym, co w horrorze wydaje się najważniejsze – umiejętnością straszenia. Nakręcona przez Tobe’a Hoopera, przy znacznym wsparciu Stevena Spielberga, który film napisał, wyprodukował i, jeśli wierzyć powszechnej opinii, w znacznej mierze wyreżyserował, historia rodziny walczącej ze złośliwymi zjawami była przebojem sezonu, a zarazem rozpoczęciem serii liczącej trzy tytuły. Tymczasem ta typowo spielbergowska atmosfera w połączeniu z grozą, jaką serwuje widzom Hooper, okazała się być największą przeszkodą przy próbie zdystansowania sukcesu oryginału.

Poległy w tym oba sequele, a teraz i nowa wersja.

Pięcioosobowa rodzina Bowenów przeprowadza się do nowego domu, choć ojciec niedawno stracił pracę, więc nie bardzo wiadomo, skąd decyzja o kupnie nowego lokum. Agentka nieruchomości spuszcza jednak z ceny, co już powinno być dla nich sygnałem ostrzegawczym. Te, głośne i wyraźne, pojawiają się nader szybko – sprzęt elektryczny i elektroniczny lubi wariować, sześcioletnia Maddy zaczyna rozmawiać z kimś (najwyraźniej nieistniejącym) w szafie i przed telewizorem, a jej parę lat starszy brat Griffin jako pierwszy staje się celem ataków zjaw. Wkrótce dziewczynka zostaje porwana przez tytułowego poltergeista. Rodzice zwracają się o pomoc do wydziału zjawisk paranormalnych pobliskiego uniwersytetu.

poltergeist 3d

Kto widział pierwowzór, wie, czego się spodziewać. Uczucie déjà vu towarzyszy widzowi od początku do końca, gdyż remake w warstwie fabularnej wyjątkowo mocno trzyma się oryginału. Film Gila Kenana nie próbuje natomiast kopiować stylu swojego poprzednika, co wydawałoby się jeszcze bardziej karkołomnym pomysłem. Hooperowi i Spielbergowi udało się stworzyć atmosferę beztroski i słodkiej naiwności w pierwszych partiach filmu, co tylko zaprocentowało, gdy na ekranie zaczęły szaleć duchy i efekty specjalne. Wszystko tam było kolorowe i nawet małe dramaty jak śmierć rybki potraktowane zostały z odpowiednią dozą zrozumienia, ale też humoru. Twórcy nowej wersji idą w innym kierunku.

Remake nie rezygnuje z żartów, lecz wypadają one topornie ze względu na szaroburość obrazu oraz ciążenie ku realizmowi.

Dlatego brak środków na koncie jest problemem dla pana Bowena, co wyraża waląc w kierownicę swojego samochodu. Potem kupuje prezenty dla rodziny, aby zatuszować swoją kiepską sytuację finansową. Tego w oryginale nie było, ale twórcy nie robią z tym wątkiem nic więcej, poza rzuceniem podejrzenia w późniejszej części filmu, że na rzekomym porwaniu dziewczynki przez duchy można zarobić. Cała sytuacja nie ma jednak wpływu na dalszy rozwój wydarzeń, stając się tym samym zbytecznym dodatkiem.

poltergeist-2015-movie-screenshot-jared-harris-carrigan-burke-5

To kurczowe trzymanie się oryginału sprawia, że nawet zmiany ważne i intrygujące nie sprawdzają się. Najodważniejszą postacią jest w remake’u nie matka, lecz Griffin, który ma wyrzuty sumienia po tym, jak nie pomógł siostrze w krytycznym momencie. Kamera woli jednak skupiać się na ich rodzicach, bo tak było w pierwowzorze. Podobnie postać telewizyjnego egzorcysty, Carrigana Burke’a, ważna, acz wyraźnie drugoplanowa. Ale z niejasnych przyczyn to on decyduje się na desperacki krok w finale, choć w pierwowzorze to znów matka była tą najbardziej waleczną. Siłą tamtego filmu stanowiła właśnie miłość rodzica do dziecka, sprawiająca, że nawet granica dzielącą żywych od martwych jest bez znaczenia. Tutaj tego braknie. Można było to zastąpić uczuciem brata do siostry, ale poza strachem i łzami twarz Griffina wyraża niewiele więcej.

Trudno nie skupiać się na różnicach między obydwoma filmami. Duch jest filmem wyjątkowo rozpoznawalnym, realizacyjnym majstersztykiem, z którego parę scen i kwestii przeszło już do klasyki. Nowy Poltergeist nie doczeka się takich pochwał ani teraz, ani za 30 lat. Za bardzo trzyma się znanej z pierwowzoru historii, a gdy już wprowadza zmiany, wydają się one zbyteczne i całkowicie nietrafione, bo nie prowadzą do żadnych ciekawych rozwiązań. Ale nawet bez tych porównań jest to film nieudany. Przeszkadza zbytnia szkicowość bohaterów, która sprawia, że trudno przejąć się ich dramatem. Pozostaje zatem zadać najważniejsze pytanie, jeśli mowa o horrorze – czy mnie przeraził, albo chociaż sprawił, że po moim karku przeszły ciarki? Nie bardzo. I już nie chodzi o to, że nie bałem się o bohaterów, bo doskonale wiedziałem, co się z nimi stanie.

W filmie Kenana straszyć mają efekty dźwiękowe i specjalne. Te pierwsze umieją doprowadzić widza do zgrzytania zębami, te drugie do umiarkowanego zachwytu.

Najlepsza scena w filmie to pierwszy skoordynowany atak na rodzeństwo Bowenów. Starszą siostrę nawiedza coś niezbyt żywego w piwnicy, Griffina napada najpierw zabawka klauna, a potem atakują go gałęzie stojącego przed domem drzewa, zaś mała Maddy wchodzi do szafy, która zamienia się po chwili w ciemnię bez drogi powrotu. To ostatnie ujęcie jest czymś, czego w starszej wersji nie było, czymś co jednocześnie działa na wyobraźnię i autentycznie straszy. Podobnie sekwencje w zaświatach są nowe i sprawdzają się wyjątkowo dobrze, również dzięki wykorzystaniu drona jako przewodnika w obcej krainie.

Gdyby w twórcach było więcej odwagi we własne pomysły, a mniej bezczelnego kopiowania i stylistycznej nudy, ten Poltergeist miałby rację bytu. A tak – nie ma.

korekta: Kornelia Farynowska

cinema

Krzysztof Walecki

Krzysztof Walecki

Lubi horrory.
Krzysztof Walecki

Krzysztof Walecki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • bobzielarz

    Czyli kolejny, kuriozalny remake. Może jakby reżyser zobaczył nową wersję „Psychozy” to poszedłby po rozum do głowy i stwierdził, że nie ma sensu powielanie czegoś co jest o ile nie doskonałe, to bardzo dobre. Niestety, pewnie dożyje nowych wersji „Ojca Chrzestnego”, „Dawno temu w Ameryce”, „Forresta Gumpa” i wielu innych klasyków.

    • wisznu

      no właśnie – i drażni to niesamowicie, bo jest sporo filmów, które miały potencjał, ale coś twórcom nie poszło i wystarczyłoby doszlifować, albo taich, które się po prostu zestarzały. Sporo filmów z lat 50-60 nie da się teraz oglądać bez uczucia lekkiego zażenowania z powodu stylu krecenia, czy gry aktorskiej. A zamiast tego twórcy wolą robić popłuczyny.

  • Szaman

    Czyli wygląda to niestety na kolejny taśmowy horror ze stajni producenckiej Sama Raimi.

  • Andriej

    Powinniście wprowadzić osobną rubrykę dla remaków itp., takie wasze własne „kaszanka zone” albo YMS, w praktyce mogłoby to być coś w stylu genialnej recki „Obcego ciała” – jedyny sposób aby taki chłam jak film opisywany powyżej przekuć w coś pozytywnego i nie tracić przy tym czasu

  • Przemysław Zakrzewski

    Zawsze mnie zastanawia w takich momentach jedna rzecz – po co powstają remaki, które są praktycznie kalką rewelacyjnego oryginału. To, że dla kasy jest oczywiste i chyba to jedyny powód.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

PLEMIĘ

Następny tekst

KINO NA GRANICY: filmy dokumentalne



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE