nowości kinowe

Pokuta

Wright ogrywa fabularny schemat melodramatu, zamieniając go w traktat o roli twórcy, o jego uczciwości tak wobec siebie, jak wobec odbiorców.

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Film-fortel

 

Autorem recenzji jest Przemysław Kapela

 

Nazwisko Joe Wrighta przy „Pokucie” właściwie nie mogło dziwić. Brawurowe odświeżenie zmurszałej „Dumy i uprzedzenia” predestynowało Brytyjczyka do ekranizacji powieści Iana McEwana. Temat podobny, w końcu tam miłość i tu miłość. Do tego miłość w kostiumie, bo „Pokuta” to również film historyczny. Co prawda osadzony w trudniejszych czasach – II wojna światowa, stąd inny ciężar gatunkowy filmu – niemniej zainteresowanie reżysera przeszłością jest ewidentne. Last but not least: w obsadzie ponownie Keira Knightley. Nawet plakat obrazujący parę zakochanych obiecywał, brutalnie mówiąc, powtórkę z rozrywki.

Przez twórcę spełnione zostają wszelkie prawidła porządnego (albo nie) melodramatu. Mamy tu parę oblubieńców, do tego rozgraniczonych klasowo (ona – arystokratka, on – syn służącej). Jest też wielki dramat, który nie pozwala się im połączyć – chłopak zostaje oskarżony o gwałt na nieletniej kuzynce ukochanej i skazany na ciężkie więzienie. Wedle praw gatunku najlepiej osnuć historię uczucia na tle wielkich wydarzeń. Robbie i Cecilia, bo tak się nazywają bohaterowie, i w tej kwestii mają „szczęście” – wybucha wojna. Ta rozdziela ich jeszcze bardziej, ale nie pokona uczucia, które paradoksalnie zdaje się jeszcze bardziej umacniać. Takie rzeczy tylko… w kinie. No właśnie, na dodatek wszystko to jest opowiedziane z iście hollywoodzkim rozmachem. Kostiumy zachwycają, a monumentalizm sceny ewakuacji z Dunkierki przerasta nasze wyobrażenia. Bohaterowie są piękni i młodzi. Śledzimy ich losy z napięciem, bo chcemy, żeby im się udało. Są przecież piękni i młodzi.

Wright rozpoczyna swój film nie od wspomnianych bohaterów, lecz od trzynastolatki energicznie stukającej na maszynie do pisania. To Briony, młodsza siostra Cecili. Właśnie skończyła pisać tragedię pt. „Udręki Arabelli”. Jak sama podkreśla, jest to sztuka o tym, że miłość to piękna rzecz, ale musi być pielęgnowana.

Briony na bohaterów swej opowieści wybiera postaci wręcz modelowe. Jej śliczna siostra zostanie samotną księżniczką, natomiast pracujący przy ogrodzie Robbie odegra rolę szlachetnego biedaka. Tak by sobie przynajmniej życzyła. Niestety oboje od samego początku wyłamują się z jej wyobrażenia. Nie są pospolici. Czytują Fieldinga, wymieniają na jego temat uwagi, chodzą do szkół (chłopak chce zostać lekarzem), znają swoje miejsce w porządku społecznym, nie są naiwni. Tak jak ich miłość. Ta, choć oczywista, skrada się na palcach, jest… ostrożna, na tyle, by móc zostać niezauważona. Zwłaszcza przez trzynastolatkę.

Briony, obserwując ich relacje, nie potrafi wychwycić niuansów. Nie może, bo ich nie rozumie. Interpretuje je na swój sposób albo pomija milczeniem. Gdy na naszych (dorosłych) oczach rozkwita niezwykłe uczucie, które w jednej chwili rozpali namiętność, w oczach nastoletniej Briony rozegra się niepojęty (bo nieopisany w czytanych przez nią książkach) dramat. Cielesną miłość Cecilii i Robbiego uzna za przemoc na siostrze. Drugi akt seksualny ujrzany tego wieczora – tym razem faktycznie gwałt – błyskawicznie przypisze Bogu ducha winnemu Robbiemu. I tak oto kończy się coś, co tak opiewała młoda pisarka.

Wright ogrywa fabularny schemat melodramatu, zamieniając go w traktat o roli twórcy, o jego uczciwości tak wobec siebie, jak wobec odbiorców. Aby móc być uczciwym, trzeba umieć (w przypadku Briony również chcieć) odróżniać rzeczywistość od fikcji, a przede wszystkim poznać życie. I dopiero wówczas je komentować, tak słowem, jak czynem. Dojrzała Briony nie będzie już pisać zmyślonych opowieści jak za młodu. Wciąż będzie uprawiać fikcję, ale fikcję, która nie musi oznaczać fantazjowania na temat świata i ludzi.

„Pokuta” to film-fortel. Wright, opowiadając o Robbiem i Cecilii, opowiada o tym, jacy chcielibyśmy być. Opowiadając o Briony, opowiada o tym, jacy jesteśmy. I nie ma wątpliwości, że na świecie powstanie jeszcze wiele takich opowieści jak ta o Robbiem i Cecilii, jeszcze więcej takich jak „Udręki Arabelli”, a najmniej takich jak „Pokuta”.

Ostatnio dodane