Pokłosie | FILM.ORG.PL



Pokłosie

Pokłoń się kosie


...to powinna być prawdziwa, w pełni profesjonalna bomba, którą trudno rozbroić, a wyszedł koktajl mołotowa...

Przywalę od razu konkretami.

„Pokłosie” mogło być i powinno być wielkim, niezapomnianym i ważnym filmem. Pasikowski sprawił jednak, że jedynie to ostatnie słowo się liczy – i to tylko przez fakt wzięcia na barki mocnego, uwierającego wciąż co poniektórych tematu. I choć przyznam, że dwie główne role odegrane są świetnie, a w scenie odkopywania dokumentów w archiwum aż mi ciary przeszły po plecach, to jednak cała reszta w tym filmie leży i kwiczy. Fakt, oddam reżyserowi jeszcze to, iż pierwsza połowa filmu (tak na oko) posiada wciągający klimat thrillera, który odkrywa prawdę kawałek po kawałku. Lecz cała druga połowa niemalże to zabija. Ale po kolei…

Film nie udał się przede wszystkim technicznie. To nie film kinowy, a kolejna produkcja tv made in Poland – możecie zapomnieć o dobrym kadrowaniu i pamiętnych ujęciach, a światło i dźwięk jest dokładnie takie jak w „Klanie” i całej reszcie. Widać to choćby w scenie rozmowy jednego z braci z lekarką w lesie – cisza i spokój wokół, natura niby, a ich głosy jak ze studnia nagraniowego, jakby nie stali w lesie, tylko w hali nr 5, tuż przy mikrofonach. Albo wszystkie sceny bójek, w których kolejne ciosy brzmią, jak z kreskówek – brakuje jedynie dymków z napisami ŁUP! BUM! JEBUT! Żal. PL. Do tego dochodzą takie elementy, jak choćby kłujące w oczy CGI w scenie pożaru – po prostu auć! Panie Pasikowski, korzystający biednie z talentu Pawła Edelmana, czemu to tak nie wygląda (kadry z „Days of Heaven”, czyli filmu sprzed ponad 30 lat!)?:

I już ten fakt sprawia, że „Pokłosie” nie robi wrażenia, jakie robić powinno. Niestety, to jednak nie największy jego minus.

Tym jest scenariusz – u Pasikowskiego, jak to u Pasikowskiego, dialog jest bardzo codzienny, prosty, czy wręcz prostacki. Niby nic złego, wszak mamy polską wieś, a nie warszawską intelygencyję. Ale z czasem to razi, a widz bynajmniej nie ma wrażenia, iż ogląda dobre kino. Amerykanie mają takie fajne określenie odnośnie skryptu, jak "flow" – tutaj w dialogu tego nie uświadczysz. I choć przez większą część seansu brzmi on w miarę naturalnie, to jednak coś nie styka od samego początku. [pullquote]Ten film wręcz tonie w typowo polskim klimacie, a martyrologia wypływa z co drugiego kadru. [/pullquote]

Jeszcze gorzej, że fabuła poprowadzona jest z subtelnością filmu porno i tam, gdzie powinno być oczywiste miejsce na domysły (już abstrahując od faktu, iż tajemnica jest przewidywalna już od pierwszego wypowiedzenia słowa "Żyd"), tak, by widz sam mógł sobie w głowie wszystko poskładać i zareagować na odkrytą prawdę następująco: MATKO BOSKA!, to aktorzy wszystko muszą dopowiedzieć (nawet i po kilka razy pod rząd!) i pokazać palcem, przez co wydźwięk zwyczajnie rozchodzi się w powietrzu. I tego wrażenia nie zacierają nawet te mocniejsze sceny, jak choćby końcowa parafraza słynnej figurki, stojącej/wiszącej w każdym kościele (i już kij z tym, iż, poza nachalną symboliką, moment ten nie ma żadnego sensu). Zresztą jak niby mają to zrobić, skoro tuż po nich dostajemy kolejne banały i dopowiedzenia – tu najlepszym dowodem ostatnia scena, która jest tak zbędna, że nawet nie chce mi się jej opisywać. W Stanach takie coś mogłoby co najwyżej posłużyć za workprint – u nas rzecz jasna obwołuje się to wielkim kinem. Eh…

Tym samym doszliśmy do tego, czego obecność w filmie dziwnie neguje optymistyczna recenzja Motodufa – polskość i martyrologia. Sorry, ale ten film wręcz tonie w typowo polskim klimacie (od najbanalniejszych rzeczy, jak miejsce akcji, po te bardziej oczywiste, ale i bardziej znaczące, jak złota zasada polskiego kina: "jeśli jest źle, to będzie jeszcze gorzej"), a martyrologia wypływa z co drugiego kadru. Trudno zresztą, żeby nie było tak w filmie, który wprost odnosi się do Jedwabnego i nawet tego nie ukrywa. Owszem, mogę naiwnie wierzyć, że Pasikowski chciał z tego zrobić rzecz uniwersalną, ale mu zwyczajnie nie wyszło. To więc kolejny polski film, o polskim męczeństwie, w którym jedynie Polacy mogą się przejrzeć, bo to ich spowiedź przed samymi sobą. Lekko to kiksuje, biorąc pod uwagę, iż za Jedwabne przepraszaliśmy jeszcze za Kwaśniewskiego (a nas ani Niemcy, ani Rosjanie, ani nikt inny do tej pory nie przeprosił za grzechy przeszłości i pewnie do tego nie dojdzie…). Film bynajmniej nie jest więc antypolski (choć o zbrodni Polaków mówi i to oni są tu zepsutym owocem) – jest polski do bólu i to jest najbardziej bolesne, bo ileż można patrzeć na te same flaki z olejem?

No i ostatnie, co kłuje w oczy, jednocześnie stanowiąc gwóźdź do trumny – brak konsekwencji. Nic nie wkurza mnie bowiem bardziej, niż film nieudolnie udający coś bliżej nieokreślonego. Oto mamy polską wieś w XXI wieku (rok konkretny jest co prawda nieznany, lecz możliwości dość ograniczone) – szkoda jedynie, że Pasikowski jawi ją nam, jako totalne zadupie sprzed jakichś trzech dekad, gdzie dosłownie nic się nie zmieniło po upadku Żelaznej Kurtyny. I nie chodzi mi tu bynajmniej o mentalność (bo ta, to wciąż średniowiecze raczej), ale o przedmiotowość, życie codzienne i wszystko to, co zapełnia plan wokół bohaterów. Techniki jako takiej nie ma praktycznie żadnej – jeśli bohaterowie idą gdzieś w nocy, to używają albo zapalniczki (notabene amerykańskiej – czyżby ukryty motyw światłości Zachodu?) albo lamp naftowych. Latarka? A co to takiego? [pullquote]Jak mam niby uwierzyć w to wszystko, skoro sam twórca nie wie, co i jak chce pokazać?[/pullquote]

Idąc dalej za ciosem: w całej wsi (nie takiej znowu małej), w której większość żyje ze żniw jest tylko jeden kombajn – i to taki ostro PRLowski jeszcze. Warzywniak świeci pustkami i prócz gazet, fajek i ogonka pań do plot, dosłownie nic w nim nie ma. Pub wygląda jak zabytkowy bar mleczny, a wszelakie czynności myjąco-czyszczące odbywają się oczywiście w misce przed chałupą (w środku której zapewne woda święcona). Szkoda gadać. Jedynie w dom głównego bohatera jestem w stanie uwierzyć, bo ten „zaprzedał się” Żydom i jego wydatki mogły już dawno pochłonąć współczesną część domostwa (nic dziwnego, że żona uciekła, bo też jak tu oglądać „Taniec z gwiazdami”?). O takich rzeczach, jak komórki możemy więc zapomnieć, a świat przedstawiony to wypisz wymaluj „Konopielka”. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie takie kwiatki, jak np. wspomniana lekarka, która bez pardonu porusza się wszędzie swoim supernowoczesnym, terenowym Suzuki (seans sponsorowany, seans sponsorowany,…).

To samo tyczy się też takich spraw, jak wiarygodność bohaterów. W jednej ze scen nasi bracia idą sobie na ten przykład porozmawiać z bardzo leciwym, jednym z najstarszych we wsi jegomościem (który ma bodaj 90-tkę na karku). A my co widzimy? 60-cio, maks 70-cio latka, w dodatku buńczucznego i energicznego. I kij z tym, że kilka innych, młodszych odeń ludzi ze wsi, wygląda 20 lat starzej. Niby szczegóły, do których polscy filmowcy wciąż nie potrafią się odnieść, wciąż nie mogą upilnować, ale to właśnie w nich tkwi diabeł… Bo też i jak mam niby uwierzyć w to wszystko, skoro sam twórca nie wie, co i jak chce pokazać?

Niestety, ale „Pokłosie” wywołało u mnie głównie zdenerwowanie i irytację. Materiał był znakomity – to powinna być prawdziwa, w pełni profesjonalna bomba, którą trudno rozbroić, a wyszedł koktajl mołotowa, przed którym wystarczy się uchylić, by nie dostać w papę. Co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Pasikowskiemu te „Psy” to jednak przypadkiem się udały – wszak już sequel był lekko żenujący. Ale ma przynajmniej facet jaja i wkłada ten kij w mrowisko – jak widać po niektórych relacjach, choćby z Gdyni, efekt domina jest. I już to się liczy.

Kończąc napiszę jedynie, że nie jest to aż taki zły film, jak można by wywnioskować – przeciwnie, jest nawet angażujący, ma kilka scen perełek, które wciągają nawet mimo okropnej realizacji, a sam temat jest na tyle mocny, że przyciąga z siłą wodospadu. Szkoda jedynie zmarnowanego potencjału. I szkoda aktorów – zwłaszcza Stuhr jr. włożył w swą rolę dużo serca i energii, co widać przez każdą sekundę jego ekranowej bytności. Jeśli miałbym więc „Pokłosie” polecić z ręką na sercu, to tylko dla niego. Całą resztę warto lepiej dwukrotnie przemyśleć. To bowiem jeden z tych ważnych filmów, które są ważne „bo tak”, a nie przez ich faktyczną wartość. Kto wie, czy nie lepiej zmarnować te dwie godziny życia na trzepanie dywanu – bo co, jak co, ale z „Pokłosia” nic nowego się nie dowiecie, a jego toporność może Was jedynie przyprawić o nową parę wrzodów albo wodogłowie. Warto?










Przeczytaj także:

PUNISHER (2004)
PUNCH DRUNK LOVE
Pokusa
Pojedynek na szosie
Riddick
Pussy Riot. Modlitwa punka






  • Połas

    Co jak co, ale komórki w roku 2000, bo właśnie około tego roku dzieje się akcja filmu, szczególnie na wsi, nie były zbyt rozpowszechnione, więc niezbyt trafiony zarzut. Nokia 3210, od której zaczął się boom na telefony komórkowe, swoją premierę miała w 1999 roku, lecz zanim takie luksusy (wiem, że teraz to brzmi dziwnie) dotarły na wieś, musiało minąć kilka lat. Zresztą nie wszyscy na wsi byli biedni, co pokazuje postać wykreowana przez Zuzannę Fialovą, która poruszała się nową, terenową Toyotą. Natomiast Kalina zbyt zamożny już nie był, bo wiadomo na co przeznaczył swoje pieniądze, nawet nie miał samochodu.

    • Mefisto

      Hmm, może coś przegapiłem, ale czy jest jakiś dokładny moment, że chodzi o rok 2000 per se? Zresztą te komórki, to taki tam detal, który akurat wymieniłem z marszu. Choć z drugiej strony, idę o zakład, że i takiej Toyoty (na pewno Toyota? nie wiem czemu zapamiętałem Suzuki…) w roku 2000 nie było, tym bardziej na wsi. Niekonsekwencja po prostu i tyle.

      • Połas

        Franek wyjechał z Polski najpóźniej w 1981 roku, bo jeszcze przed stanem wojennym, a wrócił po 20 latach, więc był 2000 / 2001 rok (a rodzice zmarli w latach 1982 – 1983). Zresztą nie bez powodu wszystkie samochody mają czarne blachy, jakie wtedy obowiązywały.

        Co do samochodu to ręki sobie nie dam uciąć, że na pewno była to Toyota, aczkolwiek wyglądało mi to na samochód wyprodukowany też ok. 1999 roku.

        A tak swoją drogą, to „ten 60-cio, maks 70-cio latek”, czyli Malinowski (Robert Rogalski) urodził się w grudniu 1920 roku, więc teraz ma 91 lat ;-) Troszkę go odmłodziłeś.

        • Mefisto

          OK, dzięki za wyjaśnienia :)
          Co do pana Malinowskiego, to nawet jeśli faktycznie ma te 90 lat, w filmie naprawdę wygląda i zachowuje się znacznie, znacznie młodziej. Podobnież i ta nieszczęsna Toyota/Suzuki również wyglądają zbyt nowo na tle całej reszty. Niby niewielkie wrażenia estetyczne, ale kiksują jak dla mnie.

        • Fidel

          Samochód to Nissan Navara D22 Frontier, w produkcji od 1997.

  • Grzegorz Fortuna

    1) To się dzieje w granicach 1999-2001, więc większość rzeczy, które wypisujesz jako niekonsekwencje, jest uzasadniona. Obejrzyj sobie jakieś dokumenty o polskiej wsi z tamtych czasów, to zauważysz, że komórek nikt nie miał, a puby wyglądały bardzo podobnie jak w „Pokłosiu”. Sam zresztą bywałem jako dzieciak u wujka na wsi i serio, wyglądało to podobnie – rozgracone samochody, peerelowskie sprzęty domowe itd. Co do samochodu lekarki – to nie jest product placement, bo to terenówka właśnie z tamtych lat jakoś. Nie pamiętam dokładnie, jaka to marka, ale nie jest to żaden supernowoczesny samochód terenowy.

    3) Jak już Połas napisał – Rogalski ma 91 lat. A to jak wygląda, to już czepialstwo, serio – facet ma taką twarz, że może mieć równie dobrze 75 co 95 lat ;)

    2) „tajemnica jest przewidywalna” – serio? Po „filmie o Jedwabnem”, jak od kilku lat określała „Pokłosie” polska prasa, można się przecież było spodziewać końcowych twistów i fabularnych mózgotrzepów, które całkowicie zmienią oblicze filmowej zagadki. To oburzające, że Pasikowski ich nie wprowadził! ;)

    • Mefisto

      1 i 3) Ja już pisałem, te komórki to jedynie jeden z detali, podobnie wiek kolesia, ale estetycznie odbija się to na filmie, bo jest zwyczajny dysonans. Podobnie z tym autem, które nawet jeśli autentycznie pochodzi z 1999 r. (lata per se tu zresztą nie padają, więc wciąż jesteśmy w strefie domysłów) to na tle reszty sprawia wrażenie jakiegoś futurystycznego sprzętu. Równie dobrze mogli tam wstawić DeLoreana – a nawet miałoby to więcej sensu, bo wtedy uwierzyłbym, że kobita cofnęła się w czasie, by ratować bohaterów, a tak…. A czy wsie tak wyglądały? Cóż, nie wszystkie :)
      2) Bardzo ładna ironia, ale Ci nie wyszła w tym wypadku. Tu nie chodzi bowiem o brak niezwykłych twistów, ale o to, jak Pasikowski prowadzi ten film. A prowadzi go tak, jakby na samym końcu mielibyśmy poznać bóg wie jaką prawdę objawioną i nie wiadomo jaką tajemnicę. I robi to zresztą z gracją słonia.

      • Grzegorz Fortuna

        1 i 3) Ależ rok jest podany prawie że dokładnie. Jeżeli mamy powiedziane, że bohater wyjechał tuż przed stanem wojennym i przesiedział w Stanach 20 lat, to nie mamy wielkiego pola do interpretacji – to musi być przełom tysiącleci albo jego okolice. A wtedy ludzie na wsi komórek raczej nie mieli, ba, nawet w dużych miastach nie wszyscy je posiadali. Jeśli chodzi o Rogalskiego i samochód – sorry, ale to jest trochę zabawne, bo się kłócisz z faktami, mówiąc o jakimś estetycznym dysonansie :). Facet ma 91 lat, a Ty wyskakujesz z argumentem, że wygląda na mniej. No ale co z tego na dobrą sprawę? Ma 91 lat, kolesie od castingu nie popełnili gafy, zatrudnili po prostu faceta, który się dobrze trzyma. Podobnie z tym autem – nawet jeśli uważasz, że wygląda na bardziej nowoczesny, to chyba nie powiesz mi, że wada „Pokłosia” polega na tym, że Twoim zdaniem samochód wygląda za bardzo nowocześnie, choć tak naprawdę produkują go od – dajmy na to, bo nie jestem w stanie tego powiedzieć na 100% – 1998 roku :). Jakie detale byś jeszcze wymienił? Tylko nie pisz proszę o latarce, bo jak ludzie narzekali na latarkę w „Skyfall” to ich – zresztą bardzo słusznie – wyśmiewałeś :)
        2) No widzisz, tu się kompletnie nie zgodzę. Rozwiązanie zagadki wisi w powietrzu, ale już sposób jej podania jest moim zdaniem bardzo udany, napięcie Pasikowski buduje wzorowo, a zakończenie chwyta (przynajmniej mnie chwyciło) za gardło. I wcale nie przeszkadza to, że wiadomo, co bohaterowie odkryją w przeszłości, bo jest też przecież plan współczesny, na którym finał trudno przewidzieć.

        Przy okazji: a propos strony wizualnej – „Pokłosie” nie jest może pod tym względem arcydziełem, ale serio porównałbyś je do „Klanu”? Przecież zdjęcia i montaż to tutaj po prostu solidne rzemiosło, które trudno porównywać z telewizyjną badziewiarnią.

        • Mefisto

          1/3) Ale fakty swoją drogą, a wrażenia swoją. Niech się facet dobrze trzyma, jak dla mnie może i żyć nawet 200 lat, najlepszego. Ale skoro w filmie pada zdanie o najstarszym człowieku z jakiejś zabitej wsi dechami, który „jeszcze żyje”, to spodziewam się takiego zobaczyć, a nie gościa, który spuszcza łomot młodszym :) To samo auto – mnie po prostu bije po oczach i jeśli tego nie rozumiesz to trudno. Latarkę pominę, bo te już były popularne nawet podczas wojny, także zwalanie tego na okres czasu nie wystarczy. Poza tym tracisz chyba kontekst samego tego czepiania się, które nie jest „bo tak”, tylko są to rzeczy, na które zwróciłem uwagę, a skoro zwróciłem na nie uwagę, to znaczy, że albo one albo historia albo oba te elementy nie grają do końca, jak powinny :)
          2) Wiem, że kompletnie się nie zgodzisz, bo dałeś 9/10 :) Co nie zmienia faktu, że takie sceny, jak ta z borową babcią i inne, wydłużające w nieskończoność, mocno wzięte w nawias dopowiedzenia odbieram jak zwykłe robienie idioty z widza.
          Natomiast w kwestii technicznej dla mnie ten film jest słaby, po prostu. I to zważywszy na osobę operatora (Edelman to przecież czołówka), jak i sam temat, miejsce akcji. Nawet jeśli lepsze od Klanu (nie wiem w sumie, nie oglądam), to i tak jest to poziom telewizyjny, a nie kinowy. I dla mnie te wszystkie rzeczy po prostu kladą moc filmu. Jestem przekonany, że gdyby zrobił go Mallick, czy nawet Scott i Spielberg w obecnej formie, to srałbym po nocach myśląc o tym filmie. Niestety zrobił go Pasikowski, więc film po mnie po prostu spłynął. Tyle :)

          • Zlękniony

            Ależ Ty piszesz kiepsko, sam jad i wątpliwej wartości riposty, słoma. Butów Ci wychodzi. Na forum kozaczysz, w recenzjach piszesz pierdoły i jeszcze ich bronisz. Żal. Ale podziwiam, że od tylu lat tu się utrzymujesz. Pozdrawiam tak sobie – kolega od wielu dyskusji.

          • Mefisto

            Aż taki jesteś zlękniony, że nie potrafisz się podpisać pod podobnymi oskarżeniami? Żałosne.

  • B.

    czyli trzeba poczekać na jakąś sensowną recenzję „Pokłosia”. Bez ładunku wiecznej frustracji.

  • ze Wschodu

    Sama pochodzę ze wsi, ze Wschodu i co prawda CO i wodę ciepłą w domu miałam od dziecka, ale sporo takich domów długo nie miało, jeszcze nie ma;zmiany zaczęły się po dotacjach z UE, a na kombajn, zawsze się czeka i może być tylko 1-2 we wsi jak najbardziej, w Walonkach też jeszcze chodzą…proponuję przejechać się na polską wieś -10 lat wstecz wehikułem czasu… A film jest dobry mnie się podobał, bo podchodziłam do niech jako widz a nie jako rzeźnik z tasakiem, a Pan nie zachęcił, ani nie zniechęcił tylko obrzydził, co nie jest wcale profesjonalne…nie urzekła mnie Pana Historia …

  • Mike

    Polacy sa narodem, który zdobył najwięcej nagród Yad Vashem – Sprawiedliwy wśród narodów świata – przyznawanych za ratowanie Żydów. Tysiące Polaków zgineło a setki tysięcy ryzykowało życiem swoim i swojej rodziny żeby ratowac Żydów. No, ale dzisiaj pojawiła się okazja żeby „zarobić na polskim antysemityzmie” i niektórzy to wykorzystują.
    W tym już nieco zapomniany i zaszufladkowany reżyser bez szans na inny powrót niż próba wywołania małego skandalu.

    • http://www.film.org.pl/ Rafał Oświeciński

      No ale czy Pokłosie – abstrahując od samej filmowej fikcji – pokazuje nieprawdziwe emocje, nieprawdziwą historię? Mamy się wciąż klepać po plecach i retuszować wszystko to, co wstydliwe, nieprzyjemne? Bez przesady. Bardzo dobrze, że powstają takie filmy i bardzo dobrze, że taki Grass powiedział głośno o _faktach_.

      • Mefisto

        Oczywiście, że nie należy chować głowy w piasek. Ale sam przyznaj, kiedy ostatnio widziałeś dobry polski film, w którym poklepujemy się po plecach? Bo ja co nie spojrzę, to albo Plac Zbawiciela, albo Katyń, albo teraz właśnie Pokłosie. I potem się ludzie dziwią, że Polacy tacy smutni, zakompleksieni? A jacy, kurwa mamy być, skoro bezustannie się biczujemy. Przecież nawet tak wielbiona na zachodzie Szumowska to deprecha pełną gębą i żyletki do seansu. Nie, żeby był to jakiś główny zarzut względem filmu – bardziej refleksja ogólna.

  • gość

    Film trzeba obejrzeć a później komentować. Wiadomo że znajdą się tacy co myślą ze to nagonka na nas Polaków a inni że jednak to może być przykra historia z którą trzeba się zmierzyć. Za czasów komuny na siłę nam wciskano wizję „bohatera”. Były to chwyty propagandowe by nikt nie wiedział co się tak naprawdę wydarzyło. Naciągano historie dla poprawienie wizerunku naszych braci czerwonych…tfu. Teraz jak ktoś nam pokazuje że może to nie tylko „oni” ale też my w sensie Polacy nie byliśmy tacy idealni. A nie było w czasie drugiej wojny kapusiów hitlerowskich? A nie było szpicli, sprzedawczyków i szmalcowników? Kto to był? Niemcy? Nie… my Polacy. Tak. To ze ratowaliśmy nie tylko Żydów ale siebie nawzajem to nie znaczy ze nie było takich co chcieli przeżyć i zrobili by wszystko by to uczynić czyli donosili na swoich sąsiadów itp. Czy aby na pewno jest to film antypolski? A czy ktoś mi powie że takich wybryków jak na filmie nie było? A były…więc niestety kochany narodzie mamy w swoich szeregach takich obywateli co mordowali niewinnych i to nie tylko Żydów. Takich trzeba piętnować a jak widać z zamieszania jakie ten film wywołał Ci co to robili najgłośniej teraz mogą protestować. Tak róbmy filmy o tym jak nas tępili i mordowali rosyjscy „przyjaciele”, jak mordowali naszych tylko dlatego ze ośmielili się walczyć za nasz kraj…mówię o AK, róbmy filmy o tym jak nas zachód zostawił w 39 a później w 45 roku kiedy pozwolili na okupację przez Rosję, róbmy filmy o bohaterach wojennych, o ludziach co ratowali innych narażając swoje własne życie ale też róbmy o rzeczach takich które opowiada ten film.

    • Mefisto

      Pełna zgoda – potrzebne są filmy i z jednej i z drugiej strony. Sęk tylko w tym, że jakoś nie widzę póki co tej dwutorowości, a raczej jednostronny prąd, gdzie my zawsze jesteśmy pod pręgierzem – Pokłosie, choć samo w sobie ważne, jest już kolejnym z rzędu filmem o tym, jak to smutno, źle i w ogóle raz jeszcze mamy przesrane z automatu. A że na faktach, to dla mnie jasne. Nikt nie mówi, że Polacy nie mordowali, bo to jasne. Ale jasne jest też, że mordowali także i Czesi, Węgrzy, Rosjanie… Ba! Nawet Żydzi samych siebie potrafili kapować i zdradzać. Słowem: człowiek jest człowiek i wredna wydra w każdym towarzystwie się trafi. Szkoda więc wałkowania wciąż i wciąż samoudręki.

      • sknd

        no z drugiego to ru to ten nieszczęsny „Katyń” był przecież

  • kelley

    tylko jedno ad vocem odnosnie czasu akcji. to sierpien 2000. w taksowce radio mowi o katastrofie kurska i jest to czas zniw.

  • Tytus

    Akcja dzieje sie w 2000r. Na lotnisku jest plakat jakiejś imprezy w Warszawie z napisem 2000r.

  • apolinary

    Zacznijmy od ogółów.
    Film jest opowieścią współczesną, co samo w sobie nie jest złym pomysłem, natomiast nie jest dramatem, jak można by oczekiwać po tego kalibru tematyce, lecz thrillerem. Thrillerem? – myślę sobie. – Jak można zrobić thriller z takiej historii? Hmm, pewnie jest to thriller psychologiczny, moralitet, gdzie rolę przeciwnika gra sumienie.
    G…. tam.
    Jest to normalny thriller, z bandziorami, którymi w tym przypadku są mieszkańcy wsi, którzy nie chcą dopuścić do tego, aby została ujawniona straszna tajemnica z czasów wojny, kiedy to cała wieś dokonała mordu na Żydach. Nie cofają się przed niczym, jak to czarny charakter w filmach z Dolphem Lundgrenem: wybijają Józkowi Kalinie szyby w chałupie, nie dają mu skorzystać z kombajnu w czasie żniw, zabijają mu psa kosą, na końcu go ukrzyżowują. Normalny tydzień na wsi.
    Ze swojej strony stwierdzam, że jestem jak najbardziej gotów na zmierzenie się z tematem Jedwabnego.
    Problem polega na tym, że w „Pokłosiu” mam do czynienia z abstrakcyjną groteską, do której nijak nie można się odnieść. No bo co? – mam dowodzić, że nikt na wsi nikogo nie krzyżuje na drzwiach od stodoły?
    Film o Jedwabnym powinien być jak strzał snajpera – precyzyjny, celny, zamykający sprawę. Tu mamy do czynienia z pierd… z armaty bez zbytniego celowania.
    Teraz szczegóły:
    Sam początek: Franek Kalina przyjeżdża ze Stanów, wysiada z autobusu na wiejskim przystanku. Tam, na ścianie mamy antysemicki napis, ale nie jakieś swojskie Żydzew, Pogoń żydy, tylko równie często spotykane „Śmierć żydom” wraz z rysunkiem: gwiazda Dawida na szubienicy. Od razu jesteśmy ustawieni na odpowiednim kursie.
    Następnie: jeszcze Franek nie dotarł do wsi już mu ukradli bagaż.
    Obraz społeczności wiejskiej: jest to dzicz. Krzywe mordy, dziedziczna tępota wypisana na twarzy, troglodyci. Każdy jeden wygląda jakby właśnie podniósł się z gnojówki.
    Ulubione zajęcia: picie piwa pod sklepem, spoglądanie wrogo dookoła, stwarzanie swoją niepokojącą obecnością atmosfery zagrożenia, krzyżowanie. Moralną władzę nad tym stadem sprawuje Kościół – Księży jest dwóch: stary (Radziwiłłowicz), który jest poczciwy, ale o zbyt słabym charakterze i młody (Mastalerz), który jest nawiedzonym idiotą w habicie.
    Aktorstwo: standardowy grzech polskiego kina, czyli ynteligenci grają postaci z ludu: wysiłek, który wkładają w „zniżenie się” do roli jest wręcz namacalny. Stuhr, przy Czopie wypada blado i niewiarygodnie. Bo to grana przez Ireneusza Czopa postać Franka Kaliny o skupionej twarzy trzyma film.
    Podsumowując – zamiast autentycznego dramatu otrzymujemy prostacki film sensacyjny z autentyczną tragedią w tle, która w ten sposób zostaje zinfantylizowana i przesunięta w okolice, które nie odpowiadają randze wydarzenia.

  • tadeusz

    Lepiej idz sie uczyc historii nieuku i ignorancie

  • k

    O widzę pseudofani z filmwebu nas odwiedzili. Zostańcie trochę dużej poznacie kino światowe, to zrozumiecie, dlaczego pokłosie jest słabym filmem




Jacek Lubiński

09/11/2012

KMF Film.org.pl 1999-2014 Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, modyfikacja, publikacja, dystrybucja w celach komercyjnych bez zgody właściciela tej strony są zabronione.

Strona załadowała się w 7,264 sekund.

banner