nowości kinowe

PIKNIK Z NIEDŹWIEDZIAMI. ŚCIEŻKI ZDROWIA DLA TWARDZIELI

Kino poniżej możliwości: aktorów, twórców i widzów.

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

1012x1500_np1zswDobiegający osiemdziesiątki pisarz Bill Bryson (Robert Redford) w spontanicznym zrywie postanawia wybrać się w pieszą wędrówkę po Appalachach. Mimo protestów zaniepokojonej żony (Emma Thompson) i reszty rodziny kompletuje wyposażenie i przygotowuje się do wymarszu. Problemem jest znalezienie kompana do podróży, ponieważ znajomi Billa uważają jego pomysł za absurdalny i niebezpieczny. Jedynym zainteresowanym wspólną wycieczką jest były kolega Brysona, Steven Katz (Nick Nolte). Choć czas nie był dla niego zbyt łaskawy, starsi panowie z zapałem wyruszają w trasę, by sprawdzić swoje możliwości i udowodnić sobie, że potrafią pokazać, na co ich stać. Determinacja postaci granych przez tak popularnych aktorów podczas seansu nasuwa pytanie: czy Redford i Nolte jeszcze potrafią?

Film bazuje na jednej z podróżniczych książek prawdziwego Billa Brysona – pisarza i językoznawcy. Piknik z niedźwiedziami na duży ekran przeniósł zaprawiony w lekkim kinie Ken Kwapis, znany między innymi ze Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów czy komedii Kobiety pragną bardziej. Połączenie eleganckich, pięknie nakręconych krajobrazów z perypetiami dwóch zabawnych staruszków stanowi właściwie najlepsze streszczenie tej produkcji. Niewątpliwie plastyczna strona została zrealizowana na bardzo wysokim poziomie – widoki potrafią zaprzeć dech, a lasy, rzeki i strome szlaki są cieszącym oko tłem dla fabuły. Bryson i Katz nieporadnie próbują poradzić sobie na trasie. Jednak ani doświadczenie sprzed lat, ani drogi sprzęt nie są w stanie cofnąć czasu i obaj panowie zamiast zapału mają zadyszkę. Ich nieszczególna kondycja i przechodzący obok nich irytująco wysportowani młodzi ludzie to najczęstszy przyczynek do ciętych żartów, którymi raczą się dwaj seniorzy. Do tego dochodzi kilka scen, w których wspominają młodość, kobiety, podróże i przeżyte przygody. Jest w tym wszystkim ogromny ładunek nostalgii, co może wzbudzić uśmiech niektórych widzów, choć innych będzie denerwować.

A-Walk-in-the-Woods-DI-1

To właśnie nostalgia jest motorem napędzającym bohaterów. W imię przeszłości wyruszają w niebezpieczną dla nich trasę, a w przerwach rzucają anegdoty z dawnych lat. Ten rodzaj filmowej nostalgii, gdy jest poprowadzony umiejętnie, potrafi być zaraźliwy i rozbudzić w widzu podobne emocje.

W tym przypadku zabieg okazał się nieudany. Zgoda, produkcję Kwapisa wypełnia pogodna muzyka, kadry są słoneczne, a bohaterowie zazwyczaj uśmiechnięci. Jednak pretekstowa fabuła i jej poprowadzenie sprawiają, że brak tu miejsca na wiarygodność. Bez niej perypetie dwóch nieporadnych starców są zaledwie przeciętną komedią pełną mało finezyjnych żartów (np. o majteczkach XXL). Najlepszym-najgorszym jej elementem jest obsada. Nick Nolte – poza tym, że nieco wylał się z formy i brzmi, jakby zdubbingował go Tom Waits – w pewnym stopniu odnalazł się w konwencji filmu i jego otyłość i niezgrabność w połączeniu z rubasznym humorem stanowią niezłą przeciwwagę dla poważnego i ustatkowanego Redforda. Ten z kolei gra znacznie poniżej swoich możliwości. Jego Bill Bryson jest banalną i przewidywalną postacią, której powiedzonka i sposób bycia wypadają sztucznie. Nie dlatego, że z wiekiem ubyło mu zdolności aktorskich. Po prostu Robert Redford sprawia wrażenie, jakby nie potrafił się odnaleźć w bohaterze. Tym samym nie może w swojej roli pokazać, na co go stać. Pokazał swój talent komediowy w Orłach Temidy jako sympatyczny prawnik, więc jego mało ciekawy i niezbyt zabawny Bryson budzi zdziwienie. Z kolei obecność Emmy Thompson w Pikniku z niedźwiedziami to absurdalna pomyłka obsadowa. Drugoplanową postać dobrej i poczciwej żony z powodzeniem mogła zagrać mniej utalentowana aktorka w podobnym wieku. Marnotrawstwo talentu.

Trudno stwierdzić, kto zawinił bardziej – obsadzeni poniżej swoich możliwości aktorzy, pełen banałów scenariusz czy reżyseria komediowego wyrobnika. Niezależnie od odpowiedzi, Piknik z niedźwiedziami nieszczególnie sprawdza się jako poprawiacz humoru, nie działa jako film-motywator, a oglądanie marnujących się tu Redforda i Thompson jest przykre (zważywszy na ich możliwości i dorobek aktorski). Najgorsze jest to, że zwyczajnie nie potrafią zaangażować widza.

korekta: Kornelia Farynowska

walk-in-the-wood-movie

Ostatnio dodane