PIKNIK Z NIEDŹWIEDZIAMI. ŚCIEŻKI ZDROWIA DLA TWARDZIELI | FILM.ORG.PL

PIKNIK Z NIEDŹWIEDZIAMI. ŚCIEŻKI ZDROWIA DLA TWARDZIELI

Kino poniżej możliwości: aktorów, twórców i widzów.




Kawały z brodą i sztuczne szczęki




Jan Dąbrowski
30.06.2016


1012x1500_np1zswDobiegający osiemdziesiątki pisarz Bill Bryson (Robert Redford) w spontanicznym zrywie postanawia wybrać się w pieszą wędrówkę po Appalachach. Mimo protestów zaniepokojonej żony (Emma Thompson) i reszty rodziny kompletuje wyposażenie i przygotowuje się do wymarszu. Problemem jest znalezienie kompana do podróży, ponieważ znajomi Billa uważają jego pomysł za absurdalny i niebezpieczny. Jedynym zainteresowanym wspólną wycieczką jest były kolega Brysona, Steven Katz (Nick Nolte). Choć czas nie był dla niego zbyt łaskawy, starsi panowie z zapałem wyruszają w trasę, by sprawdzić swoje możliwości i udowodnić sobie, że potrafią pokazać, na co ich stać. Determinacja postaci granych przez tak popularnych aktorów podczas seansu nasuwa pytanie: czy Redford i Nolte jeszcze potrafią?

Film bazuje na jednej z podróżniczych książek prawdziwego Billa Brysona – pisarza i językoznawcy. Piknik z niedźwiedziami na duży ekran przeniósł zaprawiony w lekkim kinie Ken Kwapis, znany między innymi ze Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów czy komedii Kobiety pragną bardziej. Połączenie eleganckich, pięknie nakręconych krajobrazów z perypetiami dwóch zabawnych staruszków stanowi właściwie najlepsze streszczenie tej produkcji. Niewątpliwie plastyczna strona została zrealizowana na bardzo wysokim poziomie – widoki potrafią zaprzeć dech, a lasy, rzeki i strome szlaki są cieszącym oko tłem dla fabuły. Bryson i Katz nieporadnie próbują poradzić sobie na trasie. Jednak ani doświadczenie sprzed lat, ani drogi sprzęt nie są w stanie cofnąć czasu i obaj panowie zamiast zapału mają zadyszkę. Ich nieszczególna kondycja i przechodzący obok nich irytująco wysportowani młodzi ludzie to najczęstszy przyczynek do ciętych żartów, którymi raczą się dwaj seniorzy. Do tego dochodzi kilka scen, w których wspominają młodość, kobiety, podróże i przeżyte przygody. Jest w tym wszystkim ogromny ładunek nostalgii, co może wzbudzić uśmiech niektórych widzów, choć innych będzie denerwować.

A-Walk-in-the-Woods-DI-1

To właśnie nostalgia jest motorem napędzającym bohaterów. W imię przeszłości wyruszają w niebezpieczną dla nich trasę, a w przerwach rzucają anegdoty z dawnych lat. Ten rodzaj filmowej nostalgii, gdy jest poprowadzony umiejętnie, potrafi być zaraźliwy i rozbudzić w widzu podobne emocje.

W tym przypadku zabieg okazał się nieudany. Zgoda, produkcję Kwapisa wypełnia pogodna muzyka, kadry są słoneczne, a bohaterowie zazwyczaj uśmiechnięci. Jednak pretekstowa fabuła i jej poprowadzenie sprawiają, że brak tu miejsca na wiarygodność. Bez niej perypetie dwóch nieporadnych starców są zaledwie przeciętną komedią pełną mało finezyjnych żartów (np. o majteczkach XXL). Najlepszym-najgorszym jej elementem jest obsada. Nick Nolte – poza tym, że nieco wylał się z formy i brzmi, jakby zdubbingował go Tom Waits – w pewnym stopniu odnalazł się w konwencji filmu i jego otyłość i niezgrabność w połączeniu z rubasznym humorem stanowią niezłą przeciwwagę dla poważnego i ustatkowanego Redforda. Ten z kolei gra znacznie poniżej swoich możliwości. Jego Bill Bryson jest banalną i przewidywalną postacią, której powiedzonka i sposób bycia wypadają sztucznie. Nie dlatego, że z wiekiem ubyło mu zdolności aktorskich. Po prostu Robert Redford sprawia wrażenie, jakby nie potrafił się odnaleźć w bohaterze. Tym samym nie może w swojej roli pokazać, na co go stać. Pokazał swój talent komediowy w Orłach Temidy jako sympatyczny prawnik, więc jego mało ciekawy i niezbyt zabawny Bryson budzi zdziwienie. Z kolei obecność Emmy Thompson w Pikniku z niedźwiedziami to absurdalna pomyłka obsadowa. Drugoplanową postać dobrej i poczciwej żony z powodzeniem mogła zagrać mniej utalentowana aktorka w podobnym wieku. Marnotrawstwo talentu.

Trudno stwierdzić, kto zawinił bardziej – obsadzeni poniżej swoich możliwości aktorzy, pełen banałów scenariusz czy reżyseria komediowego wyrobnika. Niezależnie od odpowiedzi, Piknik z niedźwiedziami nieszczególnie sprawdza się jako poprawiacz humoru, nie działa jako film-motywator, a oglądanie marnujących się tu Redforda i Thompson jest przykre (zważywszy na ich możliwości i dorobek aktorski). Najgorsze jest to, że zwyczajnie nie potrafią zaangażować widza.

korekta: Kornelia Farynowska

walk-in-the-wood-movie







  • vera

    Oj nieee. O kurczę, zupełnie odwrotnie odebrałam ten film. Właśnie wróciłam z kina w przekonaniu, że zobaczyłam świetną i dowcipną opowieść o starości, która się ze wszystkich rzeczy najbardziej nieudała. Co do dowcipu – zgoda – każdemu według gustu, jednak rubaszny i przysadzisty dowcip Stevena (Nolte) znakomicie opisuje całą tę postać.Nolte jest wisienką na torcie tego filmu! Co do Redforda, absolutnie należy odżegnać się od jego legendarnego emploi. Nie dziwi mnie, ani nie rozczarowuje rola Redforda. Nie powinien być ani „bardziej”, ani „intensywniej”. Jest introwertykiem,racjonalistą, nieco zbyt serio, co doskonale opisują początkowe sceny. Nolte to przykład ekstrawertyka, „brata łaty”, gorączki emocji. Te dwie osobowości,chociaż bardzo różne to jednak komplementarne jeżeli chodzi o wypad w Apallachy. Przecież chodzi o coś więcej. Chodzi o ten niesamowity zew wolności, który ciągle w nich ryczy niczym grizzly a któremu nie są w stanie (z racji wieku) sprostać.Obu panom świetnie te role wybrzmiały. Jest autoironia, jest dystans i jest dowcip. Jest wiarygodność historii.A czy scenariusz pełen banałów? Życie u schyłku jest pełne banałów, rutyny, zwiotczenia, ma swoje okrutne tempo, jest pełne – jak wypowiada się bohater Redforda – dializ i leków. W najlepszym wypadku robisz z tego komedię, żeby ludzie przyszli do kin. Ten film robi to w bardzo urokliwym stylu. Ja ten film gorąco polecam! ps. Co do Thompson – zgadzam się. Skandalicznie „ciasna” rola dla takiej aktorki.

    • Jan Dąbrowski

      A widzisz, zatem pięknie się różnimy. Co do Noltiego – ok, jest najlepszy w całym filmie i brawo dla niego, że swoją kondycję potraktował z takim dystansem. Bardziej żałuję, że pokazał mniej, niż potrafi (casus Roberta De Niro ostatnimi czasy). Redford tak samo – wszystko ok, ale nadal na pół gwizdka, a elementy stricte komediowe wyszły moim zdaniem niezbyt naturalnie. We wspomnianych Orłach Temidy Redford był chwilami przezabawny i naturalny, tego tu zabrakło trochę. A co do filmów dotyczących „życia u schyłku”: Al Pacino zagrał to trzy razy pod rząd (Humbling, Danny Collins, Manglehorn) i za każdym razem bardzo podobne historie uwiarygodnił swoimi zdolnościami aktorskimi i różnorodną interpretacją, płynnie przechodząc z komedii w tragedię. To samo Hopkins z McKellenem w Garderobianym, etc, etc. To tylko przykłady filmów, które zrobiły to lepiej, niż piknikowy Redford i Noltie, że o Thompson nie wspomnę.
      A na polu komediowym nieźle sobie poradzili – zachowując kwestie utraty zdrowia i śmierci, lecz lekko i zabawnie – Nicholson i Freeman w The bucket list :). Nadal lepiej, niż w Pikniku z niedźwiedziami.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Przed zachodem słońca

Następny tekst

MAD MAX: FURY ROAD w czerni i bieli. Potwierdzone!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE