„Penny Dreadful” – recenzja szóstego odcinka | FILM.ORG.PL

„Penny Dreadful” – recenzja szóstego odcinka








Rafał Donica
23.06.2014


Za mną seans szóstego odcinka serialu Johna Logana i Sama Mendesa (jeden z producentów). Tak, jak przypuszczałem, nie wytrzymuje on porównania z odcinkiem sprzed tygodnia, ale na szczęście wciąż trzyma standardową, wysoką średnią. Akcja powraca do współczesności bohaterów, a na arenie zdarzeń stawiają się wszyscy ci, których losy śledzimy od kilku tygodni. Niektóre wątki zaczynają coraz śmielej zmierzać ku rozwiązaniu (monstrum coraz mocniej naciska na Frankensteina), inne wciąż drepczą w miejscu – do odnalezienia córki Sir Malcolma wciąż daleka droga…

1

Odcinek przez większą część skupia się na dialogu, ale jest też kolejna zmysłowa scena z udziałem Doriana Graya i Vanessy Ives. Eva Green, pomijając już jej erotyczne szaleństwa w „Penny Dreadful” wyrasta na czołową seksbombę Hollywood, która nie boi się ani drapieżnych scen seksu, ani obnażania przed kamerą. Przykłady pierwsze z brzegu to jej „spotkanie” z Themistoclesem w „300: Początek Imperium” oraz ‚kontrowersyjny’ plakat promujący sequel „Sin City” z jej udziałem, na którym cenzorzy zasłonili sutki Evy Green, wywołując tym samym prawdziwe trzęsienie ziemi w internecie ;).

p3

Trochę jakby utknął w miejscu wątek Ethana Chandlera, bo poza strzelaniem i opieką nad śmiertelnie chorą Broną nie robi w tym odcinku niczego nowego ani ciekawego, co rozbudowałoby w jakiś sposób jego postać. Przypomnijmy, że na Chandlera kilka odcinków temu rzucony został przez twórców cień podejrzenia, że to on stoi za nocnymi, krwawymi morderstwami na ulicach Londynu. Zapewne rozwiązanie jego tajemnicy poznamy więc w następnym, albo finałowym, ósmym odcinku serii.

p4

Tempo szóstej odsłony „Penny Dreadful” jest nieco ospałe, choć cała historia i wątki poboczne wciąż przykuwają uwagę. Na szczęście twórcy w końcówce odcinka przygotowali dla nas dwa smakowite kąski, wyrywające nas nieoczekiwanie z bezpiecznej, wyciszonej atmosfery wykreowanej w trakcie całego epizodu. Za pierwszym „trzęsieniem ziemi” stoi monstrum, a udział w całym zdarzeniu ma także Van Helsing oraz Victor Frankenstein. Powiem tylko, że słynny Van Helsing nie robi tu za łowcę, a za zwierzynę…

p2

Trzęsienie ziemi numer dwa to finałowa akcja na pokładzie statku dokującego w porcie, z wampirami na pokładzie. Mamy tu do czynienia z widowiskową strzelaniną i jednoczesnym nawiązaniem do klasyków gatunku – zarówno w powieści Brama Stokera, jak i w filmach o Draculi, hrabia przybywał na miejsce wydarzeń ukryty pod pokładem statku.

p1

Reasumując, odcinek „What Death Can Join Together” zapowiadał się na jeden z, może nie tyle słabszych, co najbardziej stonowanych, najbardziej kameralnych. Była to jednak pozorna cisza przed burzą, a wspomniane zaskoczenia w końcówce oraz dosłowne zawieszenie akcji z udziałem Evy Green w ostatniej scenie, nie tylko wstrząsnęły universum „Penny Dreadful”, ale sprawiły też, że naprawdę mocno ostrzę sobie zęby na odcinek numer siedem.

Ocena 8/10

 Odwiedź Blog autora:
CinemaFrankenstein.blogspot.com 

Rafał Donica

Rafał Donica

Rocznik 77, od chwili obejrzenia „Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia „Akirę”, „Drive” i niedocenioną „Nienawistną ósemkę”). Miłośnik Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Od seansu „Frankensteina” Jamesa Whale'a – niepoprawny wielbiciel postaci monstrum. Założyciel i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Wieloletni współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE.
Prowadzi blog tematyczny poświęcony klasycznym monster-movies: cinemafrankenstein.blogspot.com
Rafał Donica

Latest posts by Rafał Donica (see all)







  • Andriej

    Nie posiadam się z radości dzięki temu serialowi, Gra o Tron jest niezła, ale najwyższy kurna czas, żeby ktoś pomyślał o „mocniejszym” serialu dla fanów zupełnie innych klimatów. Recka na poziomie, jak co tydzień ;)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

MICHEL GONDRY. Autorskość widziana ze stratosfery.

Następny tekst

URWANY FILM #57 - Recenzja 22 JUMP STREET



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE