„Penny Dreadful” – recenzja piątego odcinka | FILM.ORG.PL

„Penny Dreadful” – recenzja piątego odcinka








Rafał Donica
14.06.2014


Zanim przystąpiłem do seansu piątego odcinka „Penny Dreadful”, zajrzałem na IMDb aby sprawdzić, jaką ma ocenę. Jakież było moje zdziwienie, gdy przy piątej odsłonie pierwszego sezonu serialu ujrzałem dumnie stojącą dziewiątkę, podczas gdy poprzednie, bardzo dobre przecież odcinki, zadowalały się ocenami w granicach 8,1-8,7/10. Moje zdziwienie było jeszcze większe po spojrzeniu na listę płac. I nie chodzi wcale o kolejną, trzecią już zmianę na stołku reżysera (za „Closer Than Sister” odpowiada nieznana mi reżyserka serialowa Coky Giedroyc). Na liście płac najlepszego, jak wskazywała ocena, dotychczasowego odcinka „Penny Dreadful” nie było ani doktora Frankensteina, ani monstrum, ani Chandlera czy Doriana Graya. Wszystko miało opierać się na bohaterach Evy Green i Timothy’ego Daltona…

penny dreadful 5 1

Niemal w każdej minucie seansu coraz dosadniej docierało do mnie, że mam do czynienia z najlepszym odcinkiem serialu. Co zaskakujące, „Closer Than Sister” nie rozwija fabuły wprzód, lecz przerzuca nas w przeszłość, do trwającej niemal godzinę, szokującej, tak, SZO-KU-JĄ-CEJ retrospekcji. To, co wyprawia tu Eva Green, bez dwóch zdań można nazwać kreacją przez duże K. Jej aktorska szarża (nie mylić z przeszarżowaniem), ekspresja, oddanie roli (ogolona na łyso głowa, oszpecenie charakteryzacją, kąpiel w lodowatej wodzie, wleczenie po podłodze itd.) i stuprocentowe wejście w postać, wzbudziło moje ogromne uznanie. Była dziewczyna Bonda, w „Penny Dreadful” po prostu „pozamiatała”, ukradła całe show pozostałym aktorom i jest to zdecydowanie jej serial. Idę o zakład, że w przyszłym roku Green powalczy o Złotego Globa w kategorii Najlepsza aktorka w serialu dramatycznym. Nie można oderwać od niej oczu, co istotne, nie tylko ze względu na jej niezwykłą urodę i atrakcyjne ciało, w całej okazałości prezentowane w odważnej scenie seksu z niewidzialnym demonem.

penny dreadful 5 3

Kroku Evie Green stara się dotrzymać Timothy Dalton, którego kojarzę z przeciętnymi rolami w tych Bondach, za którymi akurat mało przepadałem. Tymczasem Dalton doskonale odnajduje się w roli żądnego przygód, charyzmatycznego Sir Malcolma, dotkniętego rodzinnymi tragediami; przyjemnie się na niego patrzy, przyjemnie się go słucha – naprawdę rzetelnie i z wigorem zagrana rola, aż trudno uwierzyć, że emerytowany 007 kończy właśnie 70 lat, bo tych lat po nim nie widać.

penny dreadful 5 2

Żeby dopełnić formalności, słów kilka o fabule piątego odcinka. Jak już wspomniałem, w całości jest on retrospekcją. Wyjaśnione zostają okoliczności w jakich poznali się Sir Malcolm i Vanessa Ives, a także co łączyło Vanessę z Miną, kiedy i dlaczego Vanessę zaczął nawiedzać demon i jak doszło do zniknięcia Miny. Wszystkie relacje między postaciami zostały przedstawione w sposób przejmujący, chwilami chwytający za gardło. To nie tylko popis aktorski wyżej wymienionych aktorów, ale i solidna praca reżyserki – kobiecą rękę widać zwłaszcza w przesiąkniętych erotyzmem i subtelnością scenach rozbieranych. Dramaturgia z najwyższej półki i chemia między bohaterami świadczą o tym, że wszystkie składniki „Penny Dreadful” zostały dobrane perfekcyjnie i podane w odpowiednich proporcjach, ze smakiem i wyczuciem.

penny dreadful 5 4

Reasumując, poprzeczka została ustawiona niezwykle wysoko. Trudno będzie w kolejnych odcinkach przebić aktorsko Evę Green – chyba, że zrobi to ona sama, trudno też będzie wynieść fabułę na równie wysoki poziom dramaturgii (tu liczę jeszcze na, mającą ogromny potencjał, relację Frankenstein / monstrum). Tymczasem bez dłuższego zastanawiania się, wystawiam „Closer Than Sister” najwyższą ocenę, bo nie wyobrażam sobie lepszego odcinka.

Ocena 10/10

Odwiedź Blog autora:
CinemaFrankenstein.blogspot.com 

Rafał Donica

Rafał Donica

Rocznik 77, od chwili obejrzenia „Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia „Akirę”, „Drive” i niedocenioną „Nienawistną ósemkę”). Miłośnik Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Od seansu „Frankensteina” Jamesa Whale'a – niepoprawny wielbiciel postaci monstrum. Założyciel i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Wieloletni współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE.
Prowadzi blog tematyczny poświęcony klasycznym monster-movies: cinemafrankenstein.blogspot.com
Rafał Donica

Latest posts by Rafał Donica (see all)







  • Kazik

    Mam wrażenie, że tylko Ty jeden jesteś mega zachwycony tym pustym, efekciarskim serialem, który nic innego nie robi poza żonglowaniem najgorszymi schematami z gatunku gotyckiego horroru.

    • Lizergamid

      No to masz mylne wrażenie, bo ja też się zachwycam. Serial na tyle pozytywnie mnie zaskoczył, że na nowy odcinek czekam bardziej niż na GoT. Nie odczuwam tutaj nużącego żonglowania schematami, to po prostu jest podane na tacy w inny sposób, ja powiem świeży, ktoś powie że nietrafiony – jestem w stanie to zrozumieć. Porównanie ze Zmierzchem nietrafione, nawet w formie żartu. 10/10 bym temu odcinkowi nie dał, ale ósemkę już tak. Scena końcowa na plaży rewelacyjna, już dawno nie dostałem takich ciar. Aż szkoda, że będzie tylko 8 odcinków.

      • Kazik

        Mnie przede wszystkim niesłychanie drażni sprowadzanie poziomu aktorstwa do różnych ekranowych szarż – typu darcie mordy, miotanie się przed kadrem, oczopląs i różne tego typu podobne wygibasy. Każdy debil coś takiego zagra i nie ma to nic wspólnego z dobrym aktorstwem! Przeciwnie. Prawdziwy kunszt aktorstwa tkwi w pojedynczych słowach, gestach, które dopiero w całości składają się na odtwarzaną postać a nie w tym że Pani Green (wg mnie od jakiegoś czasu jest zwyczajnie szpetna. W żadnym razie nie zachwycam się jej urodą) głośno poudaje głos małej dziewczynki. Nie wiem za bardzo o jakiej scenie na plaży mówisz, bo sobie odpuściłem tę produkcję, wierzę jednak, że może ci się podobać. Niech i tak będzie. Dla mnie to klasyczne efekciarstwo i pseudo oryginalność.

        • Kazik

          Miotanie się w kadrze. Potworek mi wyszedł.

        • TheOrangeOrangeade

          Jesteś ignorantem. To już tylko i wyłącznie Twój problem, że nie widziałeś „Pani Green” w rolach, gdzie jej gra skupia się na pojedynczych słowach czy gestach (patrz: „Womb”). Radzę zapoznać się z jej filmografią, a dopiero później wystawiać Evie tak bzdurną ocenę.

        • loretti

          Innymi słowy Al Pacino to cienias, skoro gros jego najlepszych kreacji opiera się na nadmiernej ekspresji?

    • Andriej

      Czemu czytając twój bełkot mam wrażenie, że oto widzę jednego z tych żałosnych white-knightów, którzy jęczą razem z internetowymi feministkami o mizoginii, ilekroć na (jakimkolwiek – kinowym, telewizyjnym, komputerowego monitora) ekranie pokaże się atrakcyjna kobieta, w dodatku się rozbierze. Oczywiście mozecie się perfidnie chować za „wyczuciem smaku”, „piętnowaniem efekciarstwa”, „wytykaniem braku oryginalności”, ale spod nich zawsze wyraźnie wyziera zwykły ból dupy. Poza tym skoro „odpuściłeś sobie” ten serial, to czemu w ogóle uzurpujesz sobie prawo do mówienia w czyimś imieniu („Mam wrażenie, że tylko Ty jeden jesteś mega zachwycony tym pustym ble ble ble”), chyba że sam się w swojej perfidii pogubiłeś. Skoro nie lubisz, nie chcesz oglądać, to nie komentuj pod każdą kolejną recenzją na bieżąco! Wypierdalaj na tumblr i tam ponarzekaj na to, jak cię brzydzi zgrabne kobiece ciało

  • pornokrator

    Dotrwałem do drugiego odcinka. Scena seansu spirytystycznego mnie obrzydziła totalnie – okultystyczne porno przeciągnięte do granic możliwości. Zresztą ten serial to festiwal irytujących charakterów, jeden bardziej wkurzający od drugiego, zwłaszcza postacie męskie, w tym Dorian Grey który aż się prosi o ręczny retusz twarzy, piękniś Hartnett, którego nie cierpię i obleśny Frankenstein, który został sportretowany w naprawdę odpychający sposób. Jedyna jasna postać to Sir Malcolm grany przez Daltona, ale nie będę się męczył dla jednego aktora.

    Taki Zmierzch, tylko dla trochę starszych satanistów ;-)

    • Andriej

      Kazik, naprawdę żal mi ciebie. Brzydzi cię, nie oglądasz, to się odpieprz od tych, co oglądają i zostaw te artykuły w spokoju, zamiast robić tu sztuczny tłum. Samefagging to rzecz nienowa, więc nie licz że urodziliśmy się wczoraj

      • Kazik

        Po pierwsze, nigdzie nie napisałem, że mierzi mnie nagie kobiece ciało i naprawdę bardzo mi daleko do tych twoich white knightów. To jest jakiś totalny absurd z Twojej strony. Jestem pierwszą osobą, która zawsze doceni sprawną erotykę na telewizyjnym ekranie, wiec te swoje komentarze wyciągnąłeś prosto z dupy, Napisałem jedynie, że nie podoba mi się Ewa Green i tyle. W „Marzycielach” była śliczna, w „Królestwie Niebieskim” tak samo, w „Casino Royale” jak najbardziej. W sumie całkiem fajna jest też w sequelu 300. W tym serialu jednak pozostaje dla mnie zwyczajnie brzydka. Nic na to nie poradzę. Może to wina charakteryzacji, może upływu lat, braku odpowiedniego makijażu? Nie wiem. Dodatkowo, spierdalaj! Nie dopuszczasz w ogóle innych sądów na temat tego serialu niż Twoje? Jeżeli tak, to się wal! Dopieprzałem się do kogokolwiek kto to ogląda? Deprecjonowałem czyjeś gusta w tym względzie? Dziwiłem się? Jedyne co napisałem to moja opinia na temat tego serialu i poziomu aktorstwa jaki prezentuje. Ani razu nie użyłem wobec kogokolwiek zwrotu powszechnie uważanego za obelżywy (wyjątkiem jest niniejszy post), więc radzę ci, żebyś sam się opanował bo ci żyłka, Andrzejku, pierdolnie, Nie mam pojęcia czym jest Samefagging a jeżeli publikację mojego jednego czy dwóch postów nazywasz robieniem sztucznego tłumu, to mogę jedynie wyrazić zdziwienie, że zostały one zauważone. Wielce mi to schlebia, bo wydawało mi się, że jeżeli chodzi o samą ich treść, były bardzo wyważone. Na wszelki wypadek jednak, bez odbioru.

        PS. Aha, nigdy nie komentowałem recenzji odcinków tego serialu na bieżąco. Jeżeli znajdziesz pod każdym z nich mój post to mi go zaprezentuj a jeżeli nie to stul paluchy i nie składaj tez bez jakiekolwiek pokrycia, ok? Bólu dupy właśnie można dostać od oglądania Penny Dreadfull. Nadal twierdzę bez dorabiania czegokolwiek, że serial ten jest efekciarskim zlepkiem różnorakich stylistycznych figur z XIX-wiecznej literatury tudzież horroru gotyckiego i jak ci się, kurwa, nie podoba, to nie staraj się czytać.

        • Kazik

          Dodatkowo, wybacz proszę, ale jeżeli chodzi o ten akurat serial, to wszelkie przejawy ukazywania powabu kobiecego ciała palą na panewce poprzez cały ten turpistyczny kontekst, tę mroczną otoczkę. Naprawdę, podnieca cię scena gdzie rozciągnięta na łóżku Green z wywalonymi białkami oczu jest gwałcona przez bezcielesnego demona? Bo mnie nie. Tak, właśnie tak! Gdyby ktoś napisał, że tego typu scena zajeżdża mizoginizmem, przyznał bym mu rację.

  • Puscifer

    Zdecydowanie najlepszy odcinek serii, Eva Green jest rewelacyjna, nigdy wcześniej jakoś nie przepadałem za tą aktorką, ale teraz nastąpił zwrot o 180 stopni :) Sposób w jaki zagrała opętaną podczas seansu spirytystycznego w jednym z poprzednich odcinków to mistrzostwo i klasa aktorki. Zgadzam się również z autorem recenzji odnośnie Timothy Daltona – w serialu gra fantastycznie, co potwierdza ostatni odcinek.
    Serial coraz bardziej wciąga, głównie poprzez klimat oraz grę aktorską wyżej wymienionych.
    Jestem ciekaw dalszych perypetii.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Zniewoleni przez pamięć. Fantazmaty bohaterów SPRAGNIONYCH MIŁOŚCI Wong Kar-waia

Następny tekst

Michael Kohlhaas



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE