„Penny Dreadful” – recenzja ostatniego odcinka | FILM.ORG.PL

„Penny Dreadful” – recenzja ostatniego odcinka








Rafał Donica
23.07.2014


Jak to powiedział facet wbiegając na peron za odjeżdżającym pociągiem: „Lepiej późno niż wcale” ;). Z dość dużym poślizgiem, spowodowanym sezonem urlopowym, zabrałem się w końcu do obejrzenia finałowego odcinka „Penny Dreadful”. W recenzjach poprzednich epizodów dzieliłem się z wami obawami, czy twórcy zdążą pozamykać wszystkie wątki w finałowej odsłonie, czy też zostawią sobie otwarte furtki do, zapowiedzianego już, sezonu drugiego. Znam już odpowiedź; wyszło pół na pół…

1

Przede wszystkim definitywnie i, jak dla mnie, satysfakcjonująco (i, co najważniejsze, zaskakująco!) zakończono wątek Miny, porwanej córki Sir Malcolma, który był motorem napędowym pierwszego sezonu. W ostatnim odcinku więcej „czasu antenowego” dostał wreszcie potwór Frankensteina, który przez większą część serialu skupiał się na wygrażaniu Frankensteinowi z jednej, i nieśmiałym budowaniu relacji międzyludzkich z drugiej strony. W tej kwestii także dostaliśmy konkretny zwrot akcji, który znajdzie zapewne rozwinięcie w drugim sezonie. Jedno jest pewne, Frankenstein i jego potwór dopiero się rozgrzewają, a że dołączył do nich trzeci „osobnik”, na pewno nie będziemy się nudzić śledząc ich dalsze losy w kontynuacji serialu.

4

Bardzo widowiskowo wyłożono wreszcie karty na stół, jeśli chodzi o tajemniczą postać Ethana Chandlera. W recenzjach poprzednich odcinków gdybałem, czy Ethan okaże się wilkołakiem czy może nowym wcieleniem Doktora Jekylla i Mr Hyde’a. Okazało się, co było zresztą bardziej prawdopodobne, że Ethan to, wypisz wymaluj klasyczny Człowiek-wilk – a przynajmniej tak można wywnioskować po charakteryzacji nadzwyczaj podobnej do tej, którą na twarzy nosił Lon Chaney Jr. w „Człowieku-wilku” ze stajni Universalu. Tu także twórcy serialu narobili nam niezłego smaka pokazując bestię na bardzo krótkich, zdawkowych ujęciach, i ja osobiście nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć Człowieka-wilka w pełnej krasie w drugim sezonie.

5

Wątki Vanessy Ives i Sir Malcolma zdają się na razie pauzować, bo po odnalezieniu Miny, obydwoje stali się chwilowo „bezrobotni”. Bardzo możliwe, że w drugim sezonie tych dwoje znowu wdepnie w jakąś paranormalną kabałę i ponownie zbiorą ekipę pomocników, by pomogli im się z niej wygrzebać. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie kontynuacji serialu bez tych dwojga.

2

Dorian Gray. No właśnie, ta jedna jedyna postać – po ośmiu odcinkach mogę to już powiedzieć z pełnym przekonaniem – okazała się trochę zbędna w całej układance. Jeśli wykreślilibyśmy wszystkie sceny z Dorianem, wydźwięk serialu, relacje miedzy postaciami, czy cały przebieg fabuły, nie zmieniłyby się nawet o jotę (ok, nie dowiedzielibyśmy się o pewnych skłonnościach Ethana Chandlera, które ujawniły się w towarzystwie Graya ;). A skoro Dorian Gray nie miał tak naprawdę większego wpływu na nic i na nikogo, oznacza to, że okazał się dla serialu o jedną postacią za dużo. Wyjścia są dwa – albo nie pojawi już w drugim sezonie, bo nic tego nie zapowiada, albo twórcy serialu mają na niego jakiś konkretny pomysł i właśnie w drugim sezonie jego wątek nabierze większego znaczenia.

3

Reasumując, ósmy odcinek, choć poziomem nieco odstaje od najlepszych, zgrabnie zamyka pierwszy sezon „Penny Dreadful”. Dla wszystkich postaci znalazła się odpowiednia ilość czasu przed kamerą, nic nie wyglądało na popychane do przodu na siłę, nic nie sprawiło wrażenia napisanego na kolanie czy dopowiadanego w pośpiechu. Zawieszone losy Vanessy i Sir Malcolma, pchnięte na zupełnie nowe tory wątki Frankensteina i jego monstrum, oraz dalsze Ethana Chandlera / Człowieka-wilka, są wystarczającym powodem dla którego czekam na kolejny sezon tego w pełni udanego horroru psychologicznego.

 

Ocena 8 odcinka 8/10

Ocena 1 sezonu 9/10

 

Odwiedź Blog autora:
CinemaFrankenstein.blogspot.com

Rafał Donica

Rafał Donica

Rocznik 77, od chwili obejrzenia „Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia „Akirę”, „Drive” i niedocenioną „Nienawistną ósemkę”). Miłośnik Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Od seansu „Frankensteina” Jamesa Whale'a – niepoprawny wielbiciel postaci monstrum. Założyciel i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Wieloletni współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE.
Prowadzi blog tematyczny poświęcony klasycznym monster-movies: cinemafrankenstein.blogspot.com
Rafał Donica

Rafał Donica - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Kara

    Fajnie, że w końcu jest recenzja finałowego odcinka, ale umieszczenie na głównej stronie zdjęcie Ethana jako wilkołaka mimo wszystko jest sporym spoilerem :p. Co do Doriana nie mogę się zgodzić. Jego postać ma mieszać w życiu naszych bohaterów, komplikować je. To przez związek z nim u Vanessy zaczął aktywniej ujawniać się demon, który ją opętał.

  • Andriej

    Trochę się odwlekło, ale jak dla mnie ten serial nie potrzebuje już rekomendacji ;)

  • Bartek

    najgorsze jest to że przez dwa ostatnie odcinki Eva tak przeszarżowała swoją grą. o ile przez cały serial doczekać się nie mogłem aż się pojawi, tak w końcówce jej postać i jej gra mnie bardzo irytowała.

  • zonk

    już po akcji z wilkami było pewne, że Ethan jest wilkołakiem. Co Doriana mam nadzieję, że jego wątek skończy się mniej więcej tak jak w książce i innych filmach o tej postaci.

  • golem14

    „PD” to serial, który włącza się w nowy nurt „długi metraż pocięty na kawałki”, do którego należą: „True Detective” czy „Breaking Bead”. Są to historie, które można by opowiedzieć w 2-4 godziny ale z powodów komercyjnych rozciąga się je na „Bóg wie ile”. Niestety nie dorasta on klasą do wymienionych tu tytułów, które wydają się być przemyślane i skończone fabularnie. Po PD widać wyraźnie, iż jest pisany na kolanie z odcinak na odcinek. Niepotrzebne wstawki erotyczne w każdym odcinku zdają się wskazywać, że twórcy nie wiedzą jakiej widowni schlebiać. Trzeba więc dać trochę golizny, trochę sensacji, krwi i strzelanin, a chętni i tak się znajdą. Robi to źle serialowi bo nie wiadomo do jakiej kategorii go zaliczyć. Sama fabuła jest ciekawa bo łączy parę klasycznych postaci archetypicznych nadając im inne rysy. To samo dzieje się z „mistyczną” stroną legend (chociaż by pochodzeniem wampirów). Gdyby wyrzucić z tego 80% seksu, całego Dorina i inaczej rozpisać watek introspekcyjny, to było by to lepsze widowisko. Teraz mamy zaś kilka wątków, które z racji takiego a nie innego tworzenia scenariusza, będą wysuwane na pierwszy plan, mieszane albo i zapominane. Obawiam się więc, że miałka postać Greya nie zniknie tak szybko. Podsumowując: pierwszy sezon to taki przydługi pilot serialu, który nie do końca zachęca do jego oglądania, drugi może go szybko pogrzebać jeśli do fabuły „nie wleje się świeżej krwi”.

  • Piotrek

    Stylowe zdjęcia, muzyka, ogólny wygląd to plusy serialu. Ale minusów jest więcej niestety, a wśród nich: niekonsekwencja fabularna, np. postać monstrum Frankensteina – z jednej strony pełen uczuć i rozterek, z drugiej bezwzględny morderca (nie kupuje tak napisanej postaci); przewidywalność – Hartnett wilkołakiem? A to ci niespodzianka!; ograniczony budżet – stale te same dekoracje, te same miejsca, uliczki itp. a twórcy nie próbują nawet tego maskować choćby różnymi ujęciami; kiepskie sceny akcji – wszystkie naloty na siedziby wampirów pozbawione były „mocy” – wpadali, strzelali, wypadali, a kamera udawała, ze coś pokazuje; szokująca nuda przerywana próbami zaszokowania widza – cyckiem, gejowskim romansem (swoją drogą przez chwilę miałem dziwną nadzieję, że ucieczka Ethana z USA miała także jakieś podłoże obyczajowe – byłoby ciekawiej) lub skokiem na sufit; fabuła momentami ciekawa (egipskie demony, mimo wszystko monstrum Franka), by chwilę później zanudzić (całe opętanie Green, Dorian, główny wątek); ostatnie i najgorsze – tanie porno, seks dla seksu, golizna dla zabawy. Podsumowując, Penny Dreadful niestety przez większość czasu jest dosyć „dreadful” i choć czasem daje frajdę, to raczej tę z kategorii „guilty pleasure”. Pierwszy sezon miał potencjał, ale w rozrachunku wyszło bardzo średnio.

    • golem14

      Może błędnie zakładamy, że to miało być coś więcej niż Penny Dreadful? Może to jest DOSŁOWNE w formie i treści?

  • michas

    ^^






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

WIĘZY KRWI

Następny tekst

Sabotaż



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE