Ostatnie rozdanie - recenzja | FILM.ORG.PL

Ostatnie zadanie

Oglądając ten film po latach można mieć wrażenie oglądania The best of Jack na samym początku jego kariery.








Piotr Gauza
12.12.2013


ostatnieWymieniając filmografię Jacka Nicholsona każdy kinoman bez zająknięcia się wskaże przede wszystkim „Lot nad kukułczym gniazdem”, „Chinatown” czy też „Lśnienie”. Trudno się temu dziwić. W trwającej ponad 50 lat karierze szalony Jack stworzył wiele znakomitych kreacji wpływając na historię kina. A gdzie w jego legendzie zamieścić film „Ostatnie zadanie”? Z perspektywy czasu to z pewnością film o którym można powiedzieć, że jest zapomniany. Ale co jeśli chodzi o jego wpływ na karierę Jacka? Tutaj jego wartość jest nie do przecenienia. W końcu ten film nie tylko przyniósł mu jedne z wielu nominacji do Oscara i Złotych Globów, ale przede wszystkim zapewnił mu niezwykle prestiżową nagrodę aktorską na festiwalu w Cannes.

Obraz ten opowiada historie dwójki żołnierzy marynarki wojennej: Budduskiego oraz Mulhalla, którzy otrzymują niezwykle ważne zadanie: przetransportowanie do więzienia młodzieńca Meadowsa skazanego na 8 lat więzienia za próbę kradzieży… 40 dolarów. Stopniowo dystans między żołnierzami a skazanym zaczyna się zmniejszać i zaczyna budzić się między nimi sympatia oraz niemal ojcowsko – synowskie uczucie. Zdając sobie sprawę że Meadows jest jeszcze młokosem, który nie zdążył zaznać prawdziwego życia wprowadzają go w świat dorosłości. Pierwsze piwo, zwiększanie pewności siebie, pierwszy zbliżenie z kobietą – tego wszystkiego może zaznać Meadows podczas podróży.

Film mimo tematyki utrzymywany jest w bardzo pogodnym nastroju. W przygodach, dialogach głównych postaci nie brakuje dużej dawki humoru. Wszystko to jest zasługą świetnego scenariusza autorstwa Roberta Towne’a, który zaledwie rok później zapewnił sobie filmową nieśmiertelność tworząc genialny skrypt do „Chinatown” Polańskiego. Już tutaj pokazał jednak jakie ma znakomite ucho do dialogów i tworzenia imponujących sekwencji. Lekki charakter całości znajduje tym większy oddźwięk w końcowych sekwencjach w których dotychczasowy uśmiech może nam zastygnąć na twarzy, gdy niczym Meadows zdamy sobie sprawę, że ta przygoda musi się zakończyć, a od przeznaczenia nie ma ucieczki.

Często w przypadku świetnych filmów mówi się jednak, że nie byłoby tak dobrze gdyby nie aktorzy. I trudno nie powtórzyć też już trochę utartej frazy także w tym przypadku. Trio aktorskie, które obserwujemy w tym filmie stoi na niezwykle wysokim poziomie. Bryluje oczywiście wspomniany przeze mnie we wstępie Jack Nicholson. Nieokrzesany, porywczy, zdecydowany i pewny siebie Budduski, który nie bez powody każe mówić o sobie „badass” to prawdziwa gwiazda tego filmu. Ta rola to jednak także prawdziwy pokaz tego z czego Jack jest znany. Wszystkie jego doskonale już dziś znane aktorskie sztuczki na czele z demonicznym uśmieszkiem tutaj dopiero zaczynały stawać się jego znakiem rozpoznawczym.

ostatnie

Oglądając ten film po latach można mieć wrażenie oglądania The best of Jack na samym początku jego kariery. Nie brakuje także absolutnie zapadających w pamięć scen w jego wykonaniu wśród których na pewno należy wyróżnić pijacki wieczór w hotelu – nikt tak jak on w ciągu kilku chwil nie przechodzi od sceny śmiesznej do budzącej napięcie. Jego kompana zagrał Otis Young, który niestety już nigdy nie zagrał w tak głośnej produkcji, a podczas seansu naprawdę nasuwa się na myśl pytanie: dlaczego? O wiele bardziej ułożony, ale wciąż niezwykle podatny na wszelkie pomysły przyjaciela Mulhall to prawdziwie równorzędna postać dla Budduskiego. Na koniec pozostaje młodziutki Randy Quaid, który jeszcze w niczym nie przypomina siebie z czasów „W krzywym zwierciadle: Witaj święty Mikołaju!”. Jego postać to typowy młodzieniec, który całe życie ma jeszcze przed sobą, a nieuchronna wizja więzienia powoduje, że budzi u widowni niezwykle silnie współczucie.

Nieprzypadkowa była nominacja dla Quaida do Oscara i Złotego Globu gdyż pokazanie zachodzących w nim zmian wyszło niezwykle uczciwie i realistycznie. „Ostatnie zadanie” zaginęło w mroku wielu głośniejszych produkcji i raczej nie ma możliwości aby znów zostało odkryte. Wielka szkoda gdyż to niezwykle porządna produkcja zyskująca przede wszystkim fantastycznym triem aktorskim wspartym bardzo dobrym scenariuszem. Może i przy wymienianiu najbardziej znanych filmów Nicholsona o tej produkcji przypomnimy sobie dopiero gdzieś przy trzeciej dziesiątce, ale na pewno film broni się na tyle, że warto go sobie odświeżyć. Bardzo zróżnicowane przeżycia gwarantowane.

Pegaz - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • steppenwolf1982

    trudno uznać akurat ten film za przełomowy we wczesnej karierze
    Nicholsona, bo przecież miał już na koncie znakomite „Pięć łatwych
    utworów”, czy „Porozmawiajmy o kobietach”, nie mówiąc już o pierwszym
    wielkim przełomie czyli „Easy rider”. Ale z pewnością jest to film,
    który nie każdy widział, więc wart przypomnienia, również ze względu na
    osobę takiej indywidualności jak reżyser filmu, Hal Ashby.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Ostatni przystanek Kurtulus

Następny tekst

Kraina Lodu



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE