nowości kinowe

Only Lovers Left Alive (prosto z Cannes)

Po trosze smutny, po trochę śmieszny i aktorsko skradziony przez Wasikowską.

Autor: Filip Jalowski
opublikowano

Podręcznikowa dekadencja

W swoim nowym filmie Jarmusch po raz pierwszy decyduje się na wykorzystanie bohaterów, których zazwyczaj łączy się z szeroko pojętym kinem grozy. W swojej wcześniejszej twórczości Amerykanin odwoływał się do wielu gatunków oraz tradycji, ale w „Only Lovers Left Alive” idzie o krok dalej. Fabuła filmu koncentruje się wokół kilku wampirów, które starają się przetrwać w wielkomiejskiej rzeczywistości XXI wieku.

Współczesność nie jest dla nich najlepszym czasem. Krwiopijcy zaniechali praktyk charakterystycznych dla wieków średnich. Nie rzucają się na swoje ofiary, aby wysysać z nich krew. Zresztą, w świecie opanowanym przez narkotyki oraz wszelakiego rodzaju choroby taka praktyka nie jest do końca bezpieczna. Wampiry zaopatrują się w krew u najbardziej zaufanych dostawców, czyli pracowników szpitali. Kieliszek czerwonego płynu wystarczy, aby przetrwać dobę, która – swoją drogą – dłuży się im niemiłosiernie, ponieważ bohaterowie pogrążają się w coraz większym marazmie.

Wampiry Jarmuscha zdecydowanie nie przypominają przebierańców, którzy ostatnimi czasy opanowali kinowe ekrany. To raczej istoty przypominające bohaterów „Wywiadu z wampirem”. Posiadają pełną świadomość swojego losu, starają się kontrolować mordercze instynkty i dopasować do świata, w którym przyszło im egzystować. Adam (Tom Hiddleston) melancholijne usposobienie przelewa na muzykę, z zapałem kolekcjonuje klasyczne gitary. Eve (Tilda Swinton) snuje się pomiedzy słabo oświetlonymi ulicami Tangeru. Wśród nich mieści się również dom Marlowe’a (John Hurt), czyli dramatopisarza z czasów Szekspira (istnieje mit, wedle którego Marlow faktycznie był wampirem – Jarmusch doskonale to wykorzystuje). W tętniącym życiem Los Angeles mieszka natomiast Ava (Mia Wasikowska), która jako jedyna usiłuje przełamać niemoc swoich pobratymców i, choć może zabrzmieć to nieco dziwnie, tchnąć w nich nieco życia.

Świat wampirów Jarmuscha to wręcz podręcznikowa przestrzeń dekadencka. W rozmowach wciąż przewijają się wzmianki na temat dawnych czasów. Bohaterowie odnoszą się do nich negatywnie, gardzą życiem drapieżnika, który poluje na swoje ofiary, ale słychać w tych zapewnieniach fałszywą nutę. Stanowcze odrzucenie pierwotnej natury doprowadza do pogrążenia się w niemocy. Adam zaczyna poważnie myśleć o samobójstwie. Właśnie dlatego na bohaterów tak źle działa obecność młodej Avy, która nie wyzbyła się zwierzęcej dzikości. Bohaterka Mii Wasikowskiej wciąż chce się bawić oraz dać ponosić emocjom oraz instynktom. Ava przypomina bohaterom o tym, że żyją wbrew sobie, a gromadzone przez nich przedmioty działają jedynie na zasadzie sublimacji popędów.

To wszystko brzmi dość poważnie. Jarmusch nie opowiada jednak swojej historii ze śmiertelnie poważną miną. W „Only Lovers Left Alive” pozostaje sporo miejsca na humor. Amerykanin po prostu bawi się wampiryczną konwencją i używa jej do tego, aby opowiadać o tym, o czym zwykł mówić od wielu, wielu lat. Wśród doskonałych zdjęć Yoricka Le Sauxa znów rozgrywa się nieco ekscentryczna historia o ludziach zagubionych, poszukujących „czegoś”, ale czym to „czegoś” jest nie do końca wiadomo.

„Only Lovers Left Alive” momentami nieco się dłuży, jest zbyt senne. W ogólnym rozrachunku jest to jednak film udany. Po trosze smutny, po trochę śmieszny i aktorsko skradziony przez Wasikowską. Nowy Jarmusch jak najbardziej do obejrzenia, choć do zachwytów raczej daleko.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=axFKesdv18A

Ostatnio dodane