Oh, Boy! - Za hajs ojca baluj | FILM.ORG.PL

Oh, Boy!

To pełna ironii, podszyta finezyjnym humorem, uniwersalna, słodko-gorzka opowieść o pokoleniu młodych, zdolnych i leniwych.




Za hajs ojca baluj




Krzysztof Połaski
05.05.2014


plakat_mNiemiecki raper Sera Finale, w jednym ze swoich najpopularniejszych utworów,  powiedział, że Berlin to najlepsze miejsce na planecie. Patrząc na debiutancki film Jana Ole Gerstera trudno się z tymi słowami nie zgodzić – stolica naszych zachodnich sąsiadów jest urzekająca, nawet jeżeli składa się z zakompleksionych artystów, jeszcze bardziej zakompleksionych dresiarzy, sfrustrowanych „kanarów” czy upierdliwych urzędników. A gdzieś pomiędzy nimi wszystkimi spaceruje wielu takich jak Niko, główny bohater „Oh, Boy’a!”.

Berlin jest miastem kontrastów. Znajdzie się w nim miejsce chyba dla każdego; zarówno dla stereotypowego, zapracowanego Niemca w nienagannie wyprasowanej i zapiętej pod samą szyję koszuli, jak i dla wszelkiej maści artystów, ludzi wolnych duchem. Zdecydowanie bliższym tej drugiej kategorii mieszkańców miasta z niedźwiedziem w herbie jest Niko, przez większość dnia poszukujący… sensu życia i swojego miejsca w rzeczywistości. Przy okazji szuka też kawy, nektaru domorosłych filozofów XXI wieku.

Niko to dwudziestoparolatek, który dwa lata temu rzucił studia prawnicze. Jak sam stwierdził, nie nadawał się do tej profesji, więc po co ciągnąć coś, co nie ma sensu? Słuszne podejście, tyle, że od tego czasu w jego życiu kompletnie nic się nie zmieniło. Nie podjął nowych studiów oraz nie znalazł pracy. Jak mawia klasyk – świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia – więc pan Fischer koi swój weltschmerz alkoholem, przez co traci prawo jazdy. Na własne życzenie traci także dziewczynę, aczkolwiek to można zapisać po stronie pozytywów. Tłamsił się w tym związku, jedynie szkoda, że nie potrafił zakończyć go jak na prawdziwego mężczyznę przystało. Ponadto „zapomniał” wspomnieć rodzinie, że od dwudziestu czterech miesięcy nie jest studentem, dzięki czemu jego konto miesiąc w miesiąc jest pokaźniejsze o tysiąc euro. Za hajs ojca baluj.

ikona

Jednak coś sprawia, że główny bohater fabuły Gerstera budzi sympatię. To typowy przedstawiciel generacji współczesnych dwudziestokilkulatków. Ludzi, w których pokładane są ogromne nadzieje i którzy mają nieporównywalnie większe możliwości od pokolenia swoich rodziców. Są wręcz skazani na sukces, co niektórych po prostu przytłacza. Niko zwyczajnie boi się życia, jest w nim strach przed zmarnowaniem szansy. Obawia się podjęcia jakiejkolwiek decyzji, bo wie, że będzie ona miała swoje konsekwencje w przyszłości. Strach przed porażką go paraliżuje.

Jego życie jest jak mieszkanie do którego właśnie się wprowadził. Nieuporządkowane, urządzone prowizorycznie, aby tylko móc się przespać. Nic nie jest w nim na swoim miejscu, wszystko czeka na rozpakowanie. Nie da się ciągle żyć z dnia na dzień, trzeba w końcu dorosnąć. Być może wystarczy do tego doba bez kawy?

1

Na ekranie obserwujemy absurdy życia codziennego. Zapewne wielu z was wykłócało się kiedyś z kontrolerem w metrze czy autobusie, zostaliście „kulturalnie poproszeni” o papierosa przez ortalionowych rycerzy czy stoczyliście słowną batalię z aroganckim i wszechwiedzącym urzędasem. To sytuacje wyciągnięte wprost z rzeczywistości, lecz absolwent DFFB był w stanie wzbogacić te banalne wydarzenia o ogromną dawkę subtelnego komizmu. Nie będziecie się raczej śmiać wniebogłosy, ale na pewno się uśmiechniecie.

Jan Ole Gerster w swoim debiucie nie oszczędza nikogo. Szydzi zarówno z usprawiedliwiania się Niemców za zbrodnie II wojny światowej, pokazując realizację kiczowatego filmu o dobrym naziście zakochanym w Żydówce, jak i z samozwańczych artystów, twórców eksperymentalnych teatrów, których spektakle są tak głębokie, że potrafią je odczytać wyłącznie sami autorzy inscenizacji.

2

Chociaż film jest dość mocno osadzony we współczesności, to wątek historyczny ma w nim niebagatelne znaczenie. Twórca pokazuje nam, że dzisiejszy Berlin nie jest tym samym miejscem, co w czasie wojny, czy nawet podczas podziału na NRD i RFN. Zmieniło się wszystko, czego symbolem jest postać starszego mężczyzny z baru. Powrócił do stolicy po sześćdziesięciu latach i – jak sam przyznaje – zna niemiecki, ale nie rozumie co ludzie do niego mówią. Dawnych Niemiec już nie ma, zmarły śmiercią naturalną.

Urodzony w Hagen reżyser w dość ciekawy sposób przedstawia miasto, do którego sam przybył, jako 22-latek, w 2000 roku. Odszedł od pokazania Berlina przez pocztówkowy pryzmat i dlatego widzowie nie są raczeni obrazkami jakby żywcem wyjętymi z przewodników turystycznych. Zamiast tego skierował kamerę na miejsca, jakie sam dość dobrze zna i ceni, dzięki czemu na ekranie obserwujemy Berlin widziany oczami autora.

3

Być może ten niepozorny obraz nie miałby tak dużej siły oddziaływania, gdyby nie naprawdę świetna kreacja Toma Schillinga. Chociaż ma dopiero 32 lata, to w niemieckiej kinematografii jest obecny już dawna i z roku na rok radzi sobie coraz lepiej. Nie jest to również postać anonimowa dla polskich widzów; w 2001 roku partnerował Alicji Bachledzie-Curuś w „Z miłością nie wygrasz”, a w ubiegłym roku zagrał w owianym złą sławą serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Jako wiecznie niezdecydowany Niko Fischer jest niezwykle autentyczny, nie musi nawet wiele mówić, abyśmy mu uwierzyli. Ból istnienia ma wypisany na twarzy.

Gerster w wywiadach mówi, że ta prosta czarno-biała historia o kolesiu chcącym wypić filiżankę kawy początkowo miała być hołdem dla kina, w tym twórczości Woody’ego Allena, co chyba jest najbardziej dostrzegalne. Jednak finalnie widz otrzymał coś więcej niż tylko pean. Kibicuję głównemu bohaterowi, ponieważ rozumiem jego rozterki oraz dylematy. Potrafię w tym zobaczyć samego siebie.

„Oh, Boy!” to bardzo udany komediodramat. Zasłużenie był odkryciem ubiegłorocznych Europejskich Nagród Filmowych. To pełna ironii, podszyta finezyjnym humorem, uniwersalna, słodko-gorzka opowieść o pokoleniu młodych, zdolnych i leniwych. Jeden dzień może zmienić wiele w życiu człowieka. I pamiętajcie, nigdy, ale to nigdy, nie wyśmiewajcie otyłych koleżanek w szkole podstawowej, bo możecie się zdziwić, gdy spotkacie je dziesięć lat później.

Polas - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

CYBERPUNK - Nemesis

Następny tekst

Fota dnia - Rutger Hauer



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE