OBYWATEL | FILM.ORG.PL

OBYWATEL

Portrety herosów już były. Kolej na normalnych ludzi.




Zwykły Polak




Jan Dąbrowski
09.11.2014


obywatel_450Szczyt biurowca Telewizji Polskiej. Podczas czyszczenia ogromnego neonu z nazwą firmy jedna z liter zostaje uszkodzona, choć pozornie wszystko jest w porządku. W momencie, gdy pod budynek podjeżdża prezydencki samochód (z głową państwa na pokładzie), pęknięta bryła spada z impetem z dachu. Szczęśliwie dla prezydenta, ofiarą pada Jan Bratek – główny bohater najnowszego filmu Jerzego Stuhra, Obywatel. Wypadek okazuje się na tyle ciężki, by unieruchomić poszkodowanego w szpitalnym łóżku. Od tego momentu będziemy się sukcesywnie cofać w czasie, by prześledzić lawinę wydarzeń, które doprowadziły do nieszczęśliwego wypadku.

Jan Bratek (Jerzy Stuhr/Maciej Stuhr) i jego życiorys zabierze nas w podróż od 2014 roku począwszy, aż do lat 50. XX wieku. Główny bohater szarpany jest wiatrem historii (wszak była ona burzliwa) i ciągle lawiruje – to w prawą, to w lewą stronę – byle nie stracić równowagi wśród wszystkich tych przemian.

W prologu filmu Jan Bratek jest wysoko postawioną personą kurii biskupiej – z czasem dowiemy się, jak otrzymał tę posadę. Kiedy akcja przeniesie się do PRL-u, poznamy jego podejście do legitymacji partyjnej i solidarnościowych głodówek. Śledząc jego przeszłość okaże się, czy donosił na kolegów, a także jak poznał przyszłą żonę. Zobaczymy, jakie miał stosunki z MSW, jak zaliczył zajęcia na strzelnicy w wojsku ludowym oraz jaką pracą się parał. W tej podróży w czasie poznamy dzieciństwo Bratka i jego rodziców. Żaden z tych elementów nie jest bez znaczenia, a wszystkie razem składają się na obraz człowieka. Poza tym, że reżyser w swoim filmie występuje, umieścił w swoim obrazie elementy autobiograficzne. Dodaje to wiarygodności perypetiom Bratka, a sam obraz czyni dziełem bardzo osobistym.

Niektórzy widzowie mogą być zawiedzeni (ja jednak odetchnąłem z ulgą), ponieważ Obywatel nie opowiada się po żadnej ze stron. O ile w filmie pojawiają się główne opcje polityczne, sam Bratek po żadnej ze stron miejsca nie zajmuje, choć przez każdą z nich się przewija. Jest ku temu kilka powodów. Sam reżyser chciał pozostać w ramach gatunku, który podjął i nie chciał opowiadać się po żadnej ze stron. Wybranie przez bohatera którejkolwiek z opcji nobilitowałoby ją w oczach widza, a tego także twórca sobie nie życzył. Bratek jest przeciętną jednostką – nie wybija się ponad ogół, nie stać go na heroiczne zrywy, nie macha szabelką – co nie oznacza, że jest nijaki. To zwyczajny człowiek, który nie stanie wprawdzie na barykadzie, lecz stara się żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Błądzi, lecz potrafi wykazać się tzw odwagą cywilną. Ma swoją godność i pojęcie o uczciwości. W zastanej sytuacji radzi sobie na tyle, na ile jest w stanie.

Aktorsko Obywatel obsadzony jest zacnie. Duet Jerzego i Macieja Stuhrów w roli Bratka to najlepsza opcja z możliwych, drugi plan także budzi entuzjazm (Piotr Głowacki, Ireneusz Czop, Sonia Bohosiewicz, Krzysztof Dracz, Magdalena Boczarska – to tylko wybrane nazwiska). Odpowiedzialny za zdjęcia Paweł Edelman oddaje każdą przedstawioną epokę w innej tonacji barwnej (od obrazu monochromatycznego, przez kolory à la ORWO aż do silnego nasycenia kolorów), co pomaga odnaleźć się w tej podróży w czasie. Muzycznie (Adrian Konarski) jest po prostu poprawnie (z dużym plusem za Tercet Egzotyczny).

Trudno nie zauważyć podobieństwa do innych polskich produkcji – Obywatela Piszczyka Kotkowskiego, czy Zezowatego szczęścia Munka. Godne uwagi jest także umieszczenie w filmie Stuhra sceny cytującej fragment słynnego 8 i pół Felliniego (Saraghina – Angelika). Z takich szczegółów buduje się obraz produkcji czerpiącej z historii Polski, odwołujący się do klasyki kina, osadzony w „polskiej mentalności”. Nie jest to zarzut w stronę filmu, jednak osoba nieobeznana w wydarzeniach ostatniego półwiecza może nie zrozumieć ani sytuacyjnego humoru, ani przedstawionych scen. Czyni to Obywatela filmem dobrym i solidnym, lecz nie uniwersalnym.







  • Artur Gralla

    Jak ja nie lubie Polskich filmow nie wiem dlaczego.To sie zaczelo juz jakis czas temu.

    • Mefisto

      I co na to lekarz?

      • Artur Gralla

        zalecil akiro kurosawe.

    • Jan Dąbrowski

      A gdybyś miał podać powody, to co byś wymienił? Pytam serio, bo ja czasem też mam problem z rodzimym kinem, ale ostatnio (cały miniony fragment 2014 roku) jest nieporównywalnie lepiej, niż jeszcze kilka lat temu. Przynajmniej jeśli chodzi o pomysły, kwestie techniczne (zwłaszcza dźwięk i montaż).
      W razie chęci mile widziana każda rzeczowa polemika.

      • Artur Gralla

        Powaznie to kino polskie cierpi na kompleks mesjasza,polski rezyser nie moze zrobic zwyklego film,on musi zrobic arcydzielo,w polsce rezyser tworzac film cierpi.

        • M.Cobretti

          Coś w tym jest. Albo silą się na wielką sztukę, albo na totalną (zazwyczaj pseudoromantyczną szmirę). Nie ma nic po środku. Wyraźny deficyt porządnego kina gatunkowego, chociażby w stylu „Jacka Stronga”.

          • Jan Dąbrowski

            Niby racja, ale ten rok jest – i chyba większość się z tym zgodzi – przełomowy jeśli chodzi o powstawanie filmów, które coraz lepiej się ogląda, są właśnie takim kinem środka (np. Bogowie), gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, a film w dodatku jest o czymś konkretnym. Jeszcze 3-4 lata temu nie było aż tak dobrze. Oczywiście jest to kwestia gustu, ale ja ten rok uważam za bardzo udany, a przecież jeszcze trwa :)

        • Andriej

          Chyba najdoskonalsze podsumowanie polskiej kinematografii, jakie widziałem lub słyszałem w życiu!

  • apolinary

    Po obejrzeniu trzech dobrych polskich filmów, tj. „Miasto 44”, „Służby specjalne” i „Bogów” sezon ochronny dla polskich filmów się skończył.
    W związku z tym trzeba sobie jasno powiedzieć, że „Obywatel” jest słaby.
    Owszem, koncept jest ciekawy, i aż dziw, że nikt go do tej pory nie podjął – przygody zwykłego Polaka w trybach współczesnej historii.
    Co do scenariusza jednak, a – zwłaszcza – wykonania, to już jest słabiutko.
    Aż dziw, jak ten film jest topornie zrobiony. Dziw, bo np. autorem zdjęć jest Paweł Edelman. Co z tego, skoro nic się nie klei, nie potrafiłem dostrzec żadnej myśli montażowej, sceny sklejone na zasadzie: to po tym, a tamto po tamtym, nieważne czy plany się komponują czy gryzą. W ogóle realizacja wygląda jakby kamerę włączano 5 minut po tym, jak ekipa znalazła się w danym obiekcie.
    Krótko mówiąc – reżysersko bardzo topornie, bez polotu; kino papy, krótko mówiąc.
    Jak już się pojawia świetny moment „kinowy”, to… nic z niego nie wynika. Przykładem jest scena, gdy ZOMO ma rozbić strajk głodowy – dowódca podaje w tył rozkaz: „nie bijemy”. ZOMO-wcy kolejno podają sobie tę wiadomość – jest to dobrze zmontowane z przygotowaniami strajkujących do odparcia szturmu, scena ma rytm; ostatecznie rozkaz dociera do ostatniego milicjanta, z wyglądu – psychopaty, ten w odpowiedzi na „nie bijemy” odpowiada: „za późno” – w tym momencie dowódca daje sygnał do rozpoczęcia szturmu. I… nic z tego nie wynika. ZOMO-psychopata znika, nikt nikogo nie bije. Po co więc był ten motyw?
    Inny przykład kiepskiej realizacji: Bratek roznosi mleko w bolku. Chodzi o to, że mieszkańcy bloku rozpoznają bohatera jako opozycjonistę i traktują jak – nomen-omen – bohatera. Więc, zostaje to wytłumaczone po 3-4 minutach, a cała scena trwa ok. 10 min. i dłuży się niemiłosiernie.
    Generalnie, moim zdaniem, film ten jest za mały dla kina. Myślę, że lepiej sprawdziłby się w telewizji, być może jako serial. Na małym ekranie wszystkie niedoróbki i szwy nie przeszkadzałyby tak bardzo.
    Szkoda, że polskie kino wraca do swojej poprzedniej formy.

  • Pingback: 20 najważniejszych premier filmowych 2014 roku (lista bardzo subiektywna) | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

3. Festiwal Aktorstwa Filmowego im. Tadeusza Szymkowa - DZIEŃ 1.

Następny tekst

3. Festiwal Aktorstwa Filmowego im. Tadeusza Szymkowa - DZIEŃ 2.



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE