NON-STOP - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Non-Stop

Efektowne kino akcji i niegłupia historia




W drodze do Niezniszczalnych




Maciej Niedźwiedzki
01.03.2014


Porwanie samolotu to wdzięczny temat dla kina akcji. Mieliśmy już Con-Air, Air Force One, Lot 93 i serię Turbulencja. Już sama lokacja nadaje filmowi tempa, podnosi stawkę i poziom trudności dla bohaterów – ponieważ akcja musi rozegrać się tu i teraz, nie ma szans na ucieczkę, najmniejszy błąd może spowodować katastrofę. Po 11 września 2001 roku samolot nabrał zupełnie nowy wymiar i znaczenie. Z najbezpieczniejszego środka transportu stał się symbolem spektakularnych tragedii i terroryzmu. Z takim przeświadczeniem wsiadamy na pokład razem z Billem Marksem (Liam Neeson) – federalnym ochroniarzem linii lotniczych.

Marks nie jest postacią bez skazy. Popadł w alkoholizm, wygląda na samotnika – outsidera, któremu zawaliło się życie. Zanim wsiądzie do samolotu autorzy filmu, za pomocą kilku detali, starają się zarysować jego portret psychologiczny. Drążące ręce, papieros w ustach, dwudniowy zarost jednoznacznie sugerują, że jest to bohater na życiowym zakręcie. Właśnie teraz będzie musiał zmierzyć się z najtrudniejszym zadaniem w swojej karierze. Szybko dostanie od nieznanego numeru smsa o treści: „Czy jesteś gotowy na służbę?” i razem z nim przez półtorej godziny będziemy szukać nadawcy tej wiadomości. Ratować kolejnych pasażerów.

O dziwo, scenariusz Non-Stop jest zaskakująco rzetelny i niebanalny. Jego autorzy praktycznie do samego końca umiejętnie ukrywają tożsamość porywcza. Mocno angażują widza w rozwiązanie zagadki, zapraszają go, by sam prowadził własne śledztwo. Bo w pewnym momencie cała sytuacja wymyka się spod kontroli Billa i wtedy zaczynamy wątpić w jego umiejętności. Sami będziemy starać się przestępcę zidentyfikować: przyglądać się twarzom kolejnych pasażerów, przypominać sobie, czy nie wykonali żadnego fałszywego ruchu, nie zdradzili się jakąś wypowiedzią. Marks jest kierowany przez nieustannie przychodzące na jego komórkę wiadomości. Postać grana przez Liama Neesona staje się marionetką, która nieświadomie zaczyna wykonywać plan porywaczy.

non

I właśnie tutaj odnajdziemy najciekawszy i najlepiej wygrany wątek filmu Jaume Collete-Serry. W środkowym akcie granica między dwoma stronami konfliktu zostaje zamazana. Bill Marks, robiący wszystko, by bronić bezpieczeństwa pasażerów, okazuje się być w ich oczach największym zagrożeniem i sprawcą całego zamieszenia. Bill Marks w swoim obłędzie okazuje się być postacią niejednoznaczną, która często nadużywa swojej władzy i przewagi, jaką mu daje mu naładowana broń. Nie pomaga mu również wizerunek, jaki kreują media zdając relację z porwania. Non-Stop w inteligentny sposób przedstawia względność i wielość perspektyw, którymi możemy kierować się w ocenie czyjegoś postępowania. Na tym poziomie Non-Stop jest zaskakująco oryginalnym i niegłupim filmem. W pewnym stopniu ucieka od konwencjonalnego kina akcji: rzuca światło na problematykę bardziej uniwersalną.

Non-Stop oczywiście spełnia też oczekiwania jako kino sensacji: wyjątkowo dobrze zmontowane, emocjonujące, efektowne (nie efekciarskie) i sprawnie przez reżysera opowiedziane. Serra umiejętnie porusza się w ciasnych i wąskich pomieszczeniach samolotu. Liam Neeson po raz kolejny sprawdza się w tym gatunku. Jest aktorem charyzmatycznym, dominującym na ekranie i przyciągającym uwagę. Nie zdziwię się, jeśli za kilka lat zobaczymy go wśród ekipy Niezniszczalnych. Wciąż jestem zdziwiony kierunkiem, jaki obrał Neeson w rozwoju swojej kariery. Jednak ja dalej czekam na jego powrót do kina bardziej zaangażowanego, do dramatu, gdzie będzie mniej biegał a więcej grał, nawet jeśli to bieganie wychodzi mi całkiem nieźle. 

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • bobzielarz

    Pierwszy akapit, teza zupełnie nie trafiona. Drugi akapit brzmi jakby pisał go sam producent filmu. Pozostałe akapity żywcem wyjęte z pamiętnika domorosłego recenzenta 1 klasy LO w Gnojowicach. Wiem, wiem trochę pojechałem ale niestety to smutna prawda o jakości tych „recenzji”.

    • drDigger

      Pojechałeś, owszem, ale nie skłamałeś. Ja rozumiem, że Maciek może nie dostrzegać tego, że nie ma talentu recenzenckiego, ale powinien czuć podczas pisania, że tak naprawdę nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Pisanie wg szablonu z lekcji języka polskiego nie świadczy o zaangażowaniu, a o odrabianiu pańszczyzny. A jakość recenzji świadczy o szacunku do czytelników. Pal sześć Maćka, jest niereformowalny i po prostu można Go nie czytać. Ale że Desjudi pozwala na tak drastyczne obniżenie jakości tekstów, to już jest w mojej opinii dramat.

    • Andriej

      I powszechne literówki, „któremy”, „Za nim” zamiast „zanim” itd. Czarno widzę przyszłość tego serwisu

  • Szamian

    Niestety, to kolejny tekst, który raczej nie wyczerpuje tematu. Nie oczekuje oczywiście rozprawki na 10 stron ale jeśli autor wystawia ocenę 6/10 i w swojej recenzji chwali film za pomysł i aktorstwo Neesona, to jestem ciekaw co jest w nim takiego złego, że ocena nie jest wyższa…nie życzę autorowi źle ale naprawdę on sam zniechęca do czytania swoich tekstów.
    Ponadto zdradzając środkowy akt filmu autor nie powinien oznaczyć tego jako potencjalny spoiler?

  • Macc

    Recenzja GIT. Błędy ortograficzne się poprawi. Nie rozumiem,dlaczego innym żal dupę ściska. Jak inni zrzędzą, to niech sami staną na wysokości zadania i spróbują napisać recenzję.

    • bobzielarz

      Wspaniały argument. Uwielbiam jak ktoś go podaje np. jak ci się nie podoba to sam .. (proszę wstawić odpowiedni czasownik). Jak idziesz do restauracji to oczekujesz dobrego jedzenia czy zakładasz porażkę kucharza i godzisz się z tym, że poda ci coś niejadalnego, potem mu gratulujesz, wchodzisz na kuchnie i sam gotujesz?

      • Macc

        Nie napisałem żeby to zrobić, tylko spróbować. A nuż się uda. Krytykować zawsze łatwo. Po za tym napisanie recenzji to nie budowa domu lub zrobienie obiadu. Da się też wyczuć lekki mobing w kierunku recenzenta, a z tym zawsze trzeba zachować umiar, a nie od razu kogoś skreślać. Dopóki się walczy, to się zwycięża.

  • Piotr

    Powiem tak. Film słaby, recenzja taka na jaką zasługuje film – nie ma się co rozpisywać o kolejnej powietrznej sensacji. Maciek napisał kilka naprawdę super-recenzji. Choćby Pod mocnym aniołem. Pewnie nie zawsze wychodzi, a zamiast bluzgać, może raczej coś konstruktywnego drDigger? Bawimy się w tej samej piaskownicy, a może niektórzy bardziej :-)

    • drDigger

      Maciek napisał kilka przyzwoitych tekstów – opracowań. Recenzji pisać nie potrafi. A teraz wskaż mi gdzie „bluzgałem”.

      • Piotr

        OK. Wycofuję się z określenia „bluzgać”. Chodzi mi tylko o to, że nie jest to ani recenzja dobra, ani zła, raczej dobra – podobne można przeczytać wszędzie. Tyle. Myślę tylko, że ta nagonka jest bez sensu. Jeżeli ktoś lubi czytać Musila, czyta Musila, jeżeli ktoś lubi teatr Warlikowskiego, chodzi na Warlikowskiego, jeżeli kogoś fascynuje Herzog – ogląda Herzoga …………… i analogicznie jeżeli ktoś lubi czytać Niedźwiedzkiego, czyta Niedźwiedzkiego. Zalecam trochę luzu :-)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

#151 Oscar

Następny tekst

Co jest grane, Davis?



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE