Niezniszczalni 3 - recenzja | FILM.ORG.PL

Niezniszczalni 3

Nowa odsłona przygód „spisanych na straty” ma punkt wyjścia, który przeczy całej idei stojącej za serią. No bo, czy fani Sly’a i Arniego chcą oglądać młode i nieznane buzie zamiast starych wyjadaczy?




Grzanie ławy




Krzysztof Walecki
15.08.2014


4534Expendables-3_poster_big_new_webmasteruj_pl_ex3_stallone_arnold_sylvester_crews_snipes_wesley_jet_li_mel_gibsonJakkolwiek dziwnie to zabrzmi nawet taka seria jak „Niezniszczalni” powinna wiedzieć, po co i dla kogo powstała. Zamysł był prosty – zebrać gwiazdy kina akcji z lat 80-tych i 90-tych w jednym filmie i dać im postrzelać. Pierwsza część była przebojem, druga również, bo pomimo wręcz prześmiewczego charakteru dała widzom możliwość zobaczenia Stallone’a, Schwarzeneggera, Willisa, Van Damme’a, Norrisa, Lundgrena, Stathama i Jeta Li obok siebie, na dodatek na dużym ekranie, co dla niektórych z nich było nie byle jakim zaszczytem, po latach występów w filmach straight to DVD. Czy powstały klasyki na miarę „Komando” i „Rambo”? Nie, gdyż zamiast stworzyć bohaterów na miarę nowych czasów aktorzy woleli pośmiać się ze swoich emploi, nierzadko cytując własne filmy. Ale wypaliło. „Niezniszczalni” są ulokowani gdzieś między parodią, a śmiertelną powagą, i najwyraźniej taka nisza pasuje tak twórcom, jak i fanom. W trzeciej części jest mniej kpiny, choć to widz może się poczuć obiektem żartu; oto bowiem film, który zdradza własne ideały, odstawiając stare wygi na boczny tor. Nieładnie. 

Fabułę można zamknąć w jednym zdaniu: po nieudanej akcji zlikwidowania handlarza bronią, Conrada Stonebanksa (Mel Gibson), podczas której jeden z Niezniszczalnych zostaje ciężko ranny, Barney Ross (Sylvester Stallone) postanawia odmłodzić swój zespół, rezygnując z dotychczasowych ludzi (m.in. Stathama i Lundgrena) na rzecz młodszych i sprawniejszych. Czy z takim punktem wyjścia nowy film miał prawo się udać? Na dodatek sekwencja kompletowania nowej drużyny trwa niemiłosiernie długo, zaś ich akcja, choć nie pozbawiona napięcia, jest zupełnie obdarta z jakiejkolwiek zabawy i rozwałki, które miały być podstawą „Niezniszczalnych”. Jak na ironię, młoda ekipa też szybko zostaje posłana na ławkę, co umożliwia powrót tych, których zdążyliśmy poznać i tych, którzy pojawili się dopiero w tej odsłonie (Snipes, Banderas).

exp3

Bo niejako o próbie pogodzenia doświadczenia z nowoczesnością chce opowiedzieć Patrick Hughes w swoim filmie. Tyle, że brzmi to sztucznie, a decyzja o porzuceniu swoich starszych towarzyszy broni jest czysto pretekstowa i kompletnie niezrozumiała, zwłaszcza jeśli przypomnieć sobie poprzednie dwa filmy. Maksyma Muszkieterów najwyraźniej nie obowiązuje tym razem, a widz siedzi w kinie i nie rozumie tego, co widzi, winą za taki stan rzeczy obarczając Rossa czyli Stallone’a, gwiazdę, ale też współscenarzystę i pomysłodawcę filmu. A przecież z całej ekipy to właśnie on jest najstarszy. Czy zatem nie on powinien w pierwszej kolejności zrezygnować i przejść na emeryturę? Argument, że ma ze Stonebanksem swoje własne porachunki jest najwyraźniej przeważający, jak również fakt, że Gibson i Stallone nigdy wcześniej nie spotkali się na ekranie. Jeśli zatem ktoś ma zagrozić aktorowi znanemu z ról Rocky’ego i Rambo może to być tylko Mad Max i Martin Riggs w jednej osobie.

Grany przez Gibsona Stonebanks jest łajdakiem jednowymiarowym, choć ma dobre momenty, w których udowadnia pozytywnym bohaterom, że rzeczywiście są spisani na straty, niekoniecznie dlatego, że on jest od nich lepszy. Nie wiedzą, dla kogo pracują, ani z kim się biją i o co. Czy świadomość tego, że walczą z „tymi złymi” wystarczy, aby pozostań po jasnej stronie? I czy nie jest tak, że odwracając się od swoich przyjaciół Ross nie czyni z nich potencjalnych wrogów? Stonebanks, współzałożyciel Niezniszczalnych i dawny kompan Barney’a, może coś o tym wiedzieć. Scenarzyści jednak nie idą tym tropem. Podejrzewam, że zbyt bardzo odeszliby od radosnego charakteru cyklu, choć pomysł jest to przedni i intrygujący – o ile ciekawiej byłoby oglądać zmagania Rossa, gdyby jego starzy przyjaciele nie przyszli mu w finale z odsieczą, a nawet zbuntowali się przeciwko niemu.

exp31

Ci się jednak pojawiają, gotowi wspomóc swego lidera w walce i rzucaniu sucharami na lewo i prawo. A obok nich niejaki Galgo, rwący się do akcji Hiszpan, gotów w kwestionariuszu osobowym skłamać, że ma 30 lat, byle tylko walczyć u ich boku. Antonio Banderas jest w tej roli wyśmienity, czyniąc ze swojego bohatera nie tylko najjaśniejszy punkt filmu, ale i postać prawdziwie oryginalną. W sytuacji, gdy każdy kopiuje samego siebie, nie dodając nic nowego, słynny Desperado odchodzi od wizerunku namiętnego wojownika na rzecz wesołego gaduły, który jednak w walce jest niepokonany. Również historia jego oddziału może wzbudzić większe współczucie niż oglądanie jednego z oryginalnych Niezniszczalnych w stanie krytycznym. Chętnie obejrzałbym film z Galgo w roli głównej, co dla Banderasa nie byłoby niczym nowym – jego Kot w butach ze „Shreka” też przecież doczekał się własnego obrazu.

Dla kogo powstali „Niezniszczalni 3”? Na pewno nie dla trzynastolatków, o których pomyślano przy przyznawaniu kategorii wiekowej, choć pasuje to do pomysłu, aby odmłodzić skład tytułowych najemników. Tyle, że obie decyzje są chybione, dlatego fanom poprzednich części odradzam wizytę w kinie. Zwłaszcza, że scen akcji porywającymi bym nie nazwał – już nie chodzi o kompletną bezkrwawość, ale można było się postarać o choćby ciekawą inscenizacją. Hughes niestety nie ma żadnego pomysłu na obrazowanie akcji, zostawiając wszystko w rękach speców od pirotechniki i wysportowanych aktorów.

exp35

Film w finale wraca na właściwe tory, dając miejsce do popisów dla weteranów takiego kina, a Stallone dostarcza one-liner na miarę swoich najsłynniejszych wcieleń. Czy to wystarczy, aby zmazać złe wrażenie, jakie zostawiła po sobie zwłaszcza pierwsza połowa? Tylko częściowo. Cykl ten od samego początku miał problemy ze scenariuszami, choć tym razem już sam punkt wyjścia kompletnie wypaczył ideę stojącą za serią. Żałować też można kompletnie niewykorzystanego Snipesa, niewdzięcznej roli dla Harrisona Forda i parominutowego występu Jeta Li. Zmarnowani ci Niezniszczalni, oj zmarnowani. Skąd zatem taka wysoka ocena? Bo Banderas.







  • Mefisto

    Niby sporo racji w recce, ale jednak młoda ekipa jakoś wielce nie przeszkadza, a całość oglądało mi się lepiej, niż niesamowicie siermiężną, kiczowatą dwójkę. No i Mel, Banderas czy takie momenty, jak przytoczony one-liner/puenta wynoszą ten film jednak przynajmniej o oczko wyżej od poprzednika (bo od jedynki już niestety nie – w sumie Stallone mógłby powrócić do reżyserii cyklu, a nie tylko pisania sucharów).

    • Andriej

      Ja spokojnie dałbym 7/10, szczególnie jeśli takie gówna jak „Edge of tomorrow”/”Queerdians of Gaylaxy” dostają takie wysokie noty, no ale żeby zarobić na reklamach pewnie trzeba trzymać się młodszej widowni…

      • Dareth

        Gównem to chyba ty jesteś.
        Fuck you Andriej.

  • Mefisto

    Niby sporo racji w recce, ale jednak młoda ekipa jakoś wielce nie przeszkadza, a całość oglądało mi się lepiej, niż niesamowicie siermiężną, kiczowatą dwójkę. No i Mel, Banderas czy takie momenty, jak przytoczony one-liner/puenta wynoszą ten film jednak przynajmniej o oczko wyżej od poprzednika (bo od jedynki już niestety nie – w sumie Stallone mógłby powrócić do reżyserii cyklu, a nie tylko pisania sucharów).

  • Andriej

    Ja na razie oglądałem go tylko raz i sam byłem zaskoczony, kiedy brak krwi przestał mi przeszkadzać (jednak pewna sztuczność jaka PG-13 zawsze towarzyszy, trochę wpłynęła na odbiór – oby była wersja „unrated”), bo oglądało się go bardzo fajnie. Jedyne moje zarzuty to właśnie te „młodziaki” – bezpłciowi są strasznie i nie pasują mi do tego filmu (blondi feminazi jeszcze jako tako), po drugie: wyjatkowo chamskie CGI(śmigłowce i zawalający się budynek na koniec). Ogólny bilans dobry, na pewno o niebo lepszy od „dwójki”, jednak pierwsza część pozostaje najlepsza.

  • Marek

    …starych wyjadaczy widzielismy juz w dwoch poprzednich częsciach. Koniec końców i tak udowodnili, że są niezastąpieni, ratując dupy „naszym milusinskim”. Gibson, Banderas, Snipes i Grammer byli swietni – material jaki dostali, wycisnęli w 110%. Jest lepiej niż w przypadku częsci drugiej. Szkoda tylko, że zrobili z tego na siłę film dla 13-latków.

  • graham

    Czekam na jakies wydanie DVD z krwawymi scenami. Np Lina na pociagu!!!!!

    • Andriej

      OO TAAAK

  • kubik

    pg13 tyle w temacie

  • Cassel

    „sekwencja kompletowania nowej drużyny trwa niemiłosiernie długo, zaś ich akcja, choć nie pozbawiona napięcia, jest zupełnie obdarta z jakiejkolwiek zabawy”

    No tak, w temacie kompletowania drużyny mało co może przebić „Siedmiu wspaniałych”. Pamiętam, jakie to było świetne i chyba nie do przebicia.

    A Wesley Snipes to wygląda jak Grace Jones na tym obrazku na stronie głównej. :)

    • Artur Gralla

      Frantic ;).

    • Artur Gralla

      Frantic ;).

  • Michał

    Jaram się mega i czekam na 4 część :)

  • Artur Gralla

    Boziu ale sie autor napocil zeby wymyslec taki tekst,nawet jest lepszy odemnie ;).

  • Danio31b

    Za samo PG 13 film powinien dostać pałę .To zdrada fanów i ostateczny dowód ,że cudowne czasy filmów lat 80 które faktycznie były dla dorosłych, odeszły na zawsze .Smutne

  • SilverAG

    Taa, Banderas bryluje – zagrał Kota w butach…

  • Mak

    Czekam na 4






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Lucy

Następny tekst

Lucy



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE