Niezniszczalni 2 - recenzja | FILM.ORG.PL

Niezniszczalni 2

Stallone i przyjaciele kontratakują – więcej akcji i śmiechu niż w oryginale; komu się podobała część pierwsza, sequelem będzie zachwycony.




Jaja jak berety




Krzysztof Walecki
15.08.2012


W prologu „Niezniszczalnych 2” główni bohaterowie, pod wodzą Sylvestra Stallone (w tym filmie nazywa się Barney Ross), dziesiątkują zastępy wroga na wszystkie możliwe sposoby. Czy to na ziemi, czy na wodzie, czy nawet w powietrzu – nie ma to znaczenia. Mają pistolety, karabiny, noże mniejsze, noże większe, działa, ale wykorzystują również moc swoich pięści i zwinność innych kończyn. Jeżeli napiszę, że w ciągu pierwszego kwadransu ginie z ręki „niezniszczalnych” 100 osób, nie pomylę się za bardzo w swoich obliczeniach. Naszym bohaterom, oczywiście, żadna krzywda się nie dzieje, nawet berety im z głów nie spadają. Tacy to herosi. Uratują kogo trzeba, zabiją tylu, ilu da się zabić, po czym wrócą do domu, a następnego wieczoru wybiorą się do ulubionej knajpy, aby pożartować i wypić piwo. Nie zagłuszają tym sposobem swoich sumień, bo ich nie mają. Po prostu czekają na kolejne zlecenie, aby znów walczyć i zwyciężyć.

Ich następna misja dotyczy przechwycenia pewnej rzeczy z wnętrza wraku samolotu, który rozbił się na terenie Albanii. Z pozoru proste zadanie zamienia się w sprawę osobistą, gdy oddział Rossa zostaje zaatakowany przez nieznanego napastnika (Van Damme), który odbiera im znalezisko, a jednego z nich morduje. Żądni zemsty rozpoczynają pościg. W tym miejscu fabuła się kończy, bowiem to, co mamy później, to seria niekończących się strzelanin, walk i wybuchów, okraszona mnóstwem śmiesznych komentarzy i one-linerów.

Jednym z moich zastrzeżeń przy oryginale sprzed dwóch lat było wzięcie fabuły i bohaterów w nawias. Niekoniecznie taki film akcji chciałem zobaczyć, gdy po raz pierwszy usłyszałem o pomyśle skrzyknięcia największych gwiazd tego gatunku. W kontynuacji nawias jest już kwadratowy. Żartuje się już nie tylko z samych postaci, ale również z poprzednich wcieleń aktorów, którzy je odtwarzają. Stąd Chuck Norris w tym filmie każe do siebie mówić „Samotny Wilk”, zaś Willis i Schwarzenegger wymieniają się swoimi kultowymi odzywkami – gdy Willis mówi „I’ll be back”, Arnold ripostuje to „Yippee-ki-yay”. Ale to nie koniec, bo i fakty biograficzne można też znaleźć, gdy np. bohater grany przez Dolpha Lundgrena wyznaje, że jest stypendystą Fulbrighta i doktorem chemii. To nie żart, bo Lundgren ma rzeczywiście takie wykształcenie. Natomiast dowcip o Chucku Norrisie opowiada, nie kto inny, jak Norris we własnej osobie. Wspominiany jest również niejaki Rambo… Kontynuacja więc nie tyle powiela błędy oryginału, ile czyni z nich atuty.

Czym zatem są „Niezniszczalni 2” i jak należy ten film ocenić? W swym postmodernistycznym nastawieniu nie posuwa się tak daleko jak „Bohater ostatniej akcji” McTiernana, gdzie w pewnym momencie mamy spotkanie dwóch Schwarzeneggerów – tego prawdziwego i filmowego. Usilnie nie chce być traktowany jako parodia gatunku, gdyż cała intryga prowadzona jest bardzo serio, a i sam motyw zemsty nie pozwala widzom na ignorowanie powagi sytuacji. Wyolbrzymione jest tu jednak praktycznie wszystko – od nazwisk głównych bohaterów (złoczyńca nazywa się Vilain) po ilość trupów w finale. To nie jest film, który chce być jak najlepsze dokonania Stallone’a z lat 80-tych i 90-tych. Bo nie chce. Ale gdyby Tango, Człowiek Demolka, bądź Rambo chodzili do kina, właśnie taki film dostaliby w swoim multipleksie.

Śmiech nie jest zły w filmach akcji, lecz najważniejsze, aby spełniały one swe podstawowe założenie. „Niezniszczalni 2” je spełniają. Simon West („Con Air: lot skazańców”), w przeciwieństwie do odpowiedzialnego za część pierwszą Stallone’a, to reżyser nadmiaru – wie, że kręci widowisko, więc pozwala sobie na wszystko. Fani tego gatunku nie powinni narzekać na brak akcji i mocnych wrażeń. Strzelaniny są głośne i jest ich dużo, pojedynki są epickie i świetnie sfilmowane, krew leje się często i gęsto. Gdzieś w połowie filmu tempo siada, ale dokładnie wtedy pojawia się Chuck Norris i ratuje sytuację. Każdy z aktorów gra swoje – w tym przypadku to nie zarzut, lecz pochwała. O samym scenariuszu nie chcę za dużo mówić. Po co? Jest pretekstowy i oparty na samych kliszach. Największą jego zaletą jest fakt, że istnieje. Niektórzy powiedzą, że to jego największa wada, ale to będą osoby, które „Niezniszczalnych 2” obejrzeć nie zechcą. Wszyscy znają swój gust.

 

Moją oceną proszę się nie sugerować. Trudno zrecenzować film, który jednocześnie broni i śmieje się z samego siebie. Dla jednych będzie to popisowe kino akcji z komediowymi wtrętami, dla innych parodia gatunku, ale nieudana, bo miejscami śmiertelnie poważna. Jeszcze inni uznają to za meta-kino akcji, bo świadomie bawi się z własną konwencją, nie przestając być jednocześnie przedstawicielem swojego gatunku. Ja bawiłem się przednio, choć znów nie dostałem do końca tego, na co liczyłem. Ale przynajmniej wiem, czego mogę spodziewać się po następnej odsłonie i mam pewien pomysł. Proponuję, aby w części trzeciej Barney Ross, pan Church oraz Trench ujawnili swoje prawdziwe nazwiska, czyli Stallone, Willis i Schwarzenegger. Jak się bawić, to na całego.

 

PS. Pierwszym „Niezniszczalnym” w chwili premiery również dałem 7/10, choć to film zdecydowanie słabszy. Sequel jest nie tylko lepiej zrobiony, ale i wie, czym dokładnie jest. 







  • rodger

    śmiechi i wybuchi czego chcieć więcej

  • Marek1983

    …czyli jest tak jak się spodziewałem:) zdecydowanie pójdę do kina i to więcej niż raz:)

  • Kadr

    Kompletnie się nie zgadzam. Co to znaczy, że „nie mają sumień?” Znaczy, że co? Wg ciebie są krwawymi bestiami, moralnymi szmatami, pozbawionymi ludzkich uczuć? To zawodowcy, którzy nie zabijają po raz pierwszy i co najważniejsze, wiedzą kogo zabijają. Czyli jest jasne, że mają swój własny kodeks, którym się kierują przy wypełnianiu kolejnych zleceń. Jak się wg. ciebie mają zachowywać? Stallone po dokonaniu sieczki powinien paść ze szlochem na kolana i przepraszać wszystkich za zabicie handlarzy narkotyków, czy innej maści gangsterów? Posłać im wieniec, albo palnąć wzruszający speech na ostatnią drogę? Odwiedzić zbolałą matkę, która właśnie pochowała syna bandziora? Scena z Mickeyem Rourke w 1 części wyraźnie pokazuje, że posiadają moralne zasady. Grupa Rossa nie eliminuje samotnych kobiet z dziećmi, tylko bandytów i to właśnie im daleko do empatycznych zachowań.

    Dodatkowo w brutalny sposób zaprzeczasz sam sobie. Najpierw jawnie kpisz z głównych bohaterów, teksty o niespadających beretach a potem masz pretensje do pierwszej części, że otoczyła Rossa i spółkę umownym nawiasem. Zaś sequel dla ciebie jest lepszy tylko dlatego, że więcej jest w nim wybuchów. Naprawdę?

    Generalnie, typowy przykład domorosłego recenzenta, który chęć napisania efekciarskiego tekstu przekłada na logikę tego co dzieje się na ekranie. Wstyd.

    • Crash

      Pisząc, że nie mają sumień, chciałem zaznaczyć, na jaki film należy się nastawić. „Niezniszczalni 2” to nie jest kino moralnego niepokoju, gdzie bohater będzie się zastanawiał nad słusznością swoich czynów. Zauważ, że bohater grany przez Hemswortha chce odejść z drużyny Rossa, ale nie dlatego, że ma dylematy moralne, tylko dlatego, że chce spędzać więcej czasu ze swoją dziewczyną. Piszesz o monologu Rourke’a z pierwszej części (bardzo dobrym zresztą, o czym pisałem w recenzji oryginału), ale nie bez powodu tej postaci w sequelu nie ma. Oczywiście są tu sceny dramatyczne, bez dowcipów, jak choćby scena pogrzebu, bądź wspomnienia Hemswortha z frontu, ale ogólne wrażenie jest takie, że ci ludzie choćby nie wiem, ile osób zabili, nie będą z tego powodu płakać, czy zadawać sobie pytanie, jak z tym żyć.
      Zaznaczyłem, dlaczego część druga jest dla mnie lepszym filmem – nie tylko chodzi o realizację, ale również o świadomość twórców, co kręcą. Jedynka, ze swoimi żartami i scenami gore, stwarzała wrażenie filmu gdzieś w pół drogi – niby kino akcji a’la lata 80-te, ale jednak jakieś inne, wzięte w nawias. Sequel brnie też w żart, ale już bardziej złożony. Postmodernizm sam w sobie nie jest wartością, lecz w przypadku tego filmu, jest czymś co wyraźnie pomaga widzom (mnie pomógł) przełknąć wszelkie nielogiczności i przebrnąć przez seans z poczuciem mile spędzonego czasu. Oryginał tego nie miał i również dlatego stawiam go niżej od drugiej części. W kwestii wybuchów – w końcu to jest kino akcji ze Stallonem i Schwarzeneggerem, nie Bourne! Te nazwiska zawsze dostarczały mocnych wrażeń, więc wybuchów i strzelanin się po nich spodziewam.
      A „logika tego, co się dzieje na ekranie” pozwala na napisanie efekciarskiego tekstu, i nie ma wstydu, że wykorzystałem okazję, aby to zrobić.

  • rodger

    cos mi si e zdaje że to nie film dla pokolenia transformieróf, ja w tym widzę film typu Commando gdzie porywają córkę, dowódca mówi ze oczekuje 3 wojny światowej, a główny bohater zabija około 80 osób

  • kadr

    „Nad słusznością swoich czynów”. Ale nad czym tu się zastanawiać???? Ci których Stallone i reszta posyła na śmierć, po prostu na nią zasłużyli. Naprawdę nie trzeba mieć matury, żeby to stwierdzić. Naprawdę myślisz, że ktokolwiek mógłby uznać, że „Niezniszczalni 2” to bergmanowski, egzystencjalny dramat? Nie kupuję takiego tłumaczenia. Przyznaj, że po prostu napisałeś to niepotrzebnie i tyle.

    • Crash

      Czemu od razu Bergman? We wspomnianym przeze mnie Bournie główny bohater ma dylematy moralne, a to przecież również kino akcji. W każdej części Rambo tytułowa postać zastanawia się nad samym sobą – maszyną do zabijania. Czy znajdzie dla siebie miejsce w świecie bez przemocy, czy ta przemoc zawsze go odnajdzie? A może on ją. Znów, jest to przykład kina akcji, klasyka gatunku. Tymczasem „Niezniszczalni” to kino uboższe o takie rozważania. Nie wiem, czy to co napisałem jest niepotrzebne, ale z pewnością daje jakieś rozeznanie w kwestii, z jakim kinem akcji mamy do czynienia.

      • maszor

        jedna z najciekawszych scen części pierwszej to ta z monologiem Rourke’a. był to jakiś „dylemat” moralny i bardzo ładnie wpasował się w konwencję. rozumiem więc stwierdzenie Crasha i chyba przesadzają Ci którzy mu to wytykają.

        • Crash

          Akurat tę scenę przytoczył wcześniej Kadr jako przykład, że Niezniszczalni mają sumienia i zasady moralne nie są im obce.

  • kartofelek007

    Kolego czy ty aby na pewno wiesz co robisz pisząc źle na temat filmu w którym gra Chuck Norris i reszta? ja bym się bał…

  • Sly

    a jakby ktoś noże z filmu szukał to można kupić na http://www.goods.pl, polecam bo to fajny kawał żelastwa ;) mam już jeden

  • sandra

    Siemka jak sie nazywa buz co mial crerch ten taki z luljiem na trzonie






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Amator

Następny tekst

Psychopaci



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE