nowości kinowe

Niesamowity Spider-Man

Nieco brutalniejsza wersja przygód Spider-Mana, gdzie mamy akcję, romans i obowiązkową gadkę o odpowiedzialności - szkoda, że nie całkiem wziętą do serca.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Gdy dziesięć lat temu na ekrany kin wchodził „Spider-Man” Sama Raimi, chyba nikt nie spodziewał się, jak spektakularny sukces odniesie ta ekranizacja popularnego i u nas komiksu. Kinowy Superman skończył się w latach 80-tych, Batman kojarzył się źle po bardzo słabym „Batmanie & Robinie”(1997) , zaś znakomity „Blade” (1998) Stephena Norringtona nie był kojarzony z komiksowym pierwowzorem. „X-Men” Briana Singera z 2000r. zwiastowali, że oto idzie nowe, ale dopiero film Raimi’ego kazał spojrzeć na komiks jako niekończące się źródło pomysłów dających się świetnie przenieść na ekran, a zarazem bardzo lukratywny interes. Po pierwszym Człowieku Pająku pojawił się drugi i trzeci, w między czasie dwa Hulki, kolejne części „X-Men”, dwie części „Fantastycznej Czwórki”, dwa Ghost Ridery, dwa Punishery, dwa Iron Many, w zeszłym roku Hulk i Kapitan Ameryka, zaś zaledwie parę miesięcy temu przyatakowali „The Avengers” stając się przebojem roku. A to tylko bohaterowie ze stajni Marvela. Już za parę tygodni odbędzie się premiera nowego Batmana – „Mroczny Rycerz powstaje”, a w przyszłym roku kolejny raz reaktywowany zostanie Superman (DC Comics).

Komiks w kinie niepodzielnie rządził przez ostatnią dekadę, skutecznie wypierając czysty gatunkowo film sensacyjny. Czy będzie rządził przez następne dziesięć lat? Spektakularny sukces „The Avengers” oraz plany Marvela (kolejne sequele, spin-offy, rebooty i Bóg wie, co powstałych już filmów oraz całkiem nowe produkcje) każą odpowiedzieć na to pytanie twierdząco. Tymczasem na ekrany kin wchodzi „Niesamowity Spider-Man” Marca Webba, czyli na nowo opowiedziane początki Człowieka Pająka.

Jeśli ktoś widział film Raimi’ego, punkt wyjścia już zna. Nastoletni Peter Parker zostaje pewnego dnia ugryziony przez radioaktywnego pająka, przez co zyskuje super moce (niesamowitą sprawność, pajęczy zmysł, możliwość chodzenia po ścianach i sufitach). Wymyśla sobie kostium, konstruuje wyrzutnie pajęczyn i staje się tytułowym Spider-Manem – zamaskowanym bohaterem miasta Nowy Jork. To, co najbardziej różni wersję Webba od Raimi’ego to dwie rzeczy – wątek rodziców Parkera i ich tajemniczego zniknięcia (w filmie z 2002r. i jego kontynuacjach całkiem nieobecny), które staje się katalizatorem wszelkich zmian w życiu Petera oraz ładunek przemocy. O dziwo, to Raimi, reżyser krwawych horrorów, z większym wyczuciem podchodzi do komiksowego oryginału. Bardziej skupia się na akcji i widowiskowości, przemoc zaś wynika u niego z fabuły, nie z osobistego upodobania. Tymczasem to w najnowszej wersji bójka w szkole wygląda na drastyczniejszą, śmierć bliskiego członka rodziny Parkera jest krwawsza, zaś główny antagonista, Jaszczur, nie boi się przebić na wylot policjanta swoimi wielkimi szponami. Do tego dochodzi mocno obrzydliwa scena, gdy zmutowana mysz wyjada wnętrzności z normalnej białej myszki. To nie oznacza, że nowy „Spider-Man” jest bardziej realistyczny od swojego poprzednika. Nadal mamy do czynienia z komiksem przeniesionym na ekran, może trochę ostrzejszym, lecz wciąż przeznaczonym głównie dla młodzieży. Najbardziej dziwi fakt, że za tę zmianę w ukazaniu przemocy odpowiada pan od komedii romantycznej „500 dni miłości”.

Wątek romansowy jest zresztą w „Niesamowitym Spider-Manie” wygrany. Parker zakochuje się w koleżance z klasy, Gwen Stacy, ze wzajemnością. A że odtwórcy głównych ról, Andrew Garfield i Emma Stone, tak ładnie wyglądają razem i chemia między nimi jest widoczna gołym okiem, podparci dobrymi dialogami czynią tę dosyć banalną i zgraną sytuację, wiarygodną. Na szczęście, rola Stone nie ogranicza się do bycia „damą w opałach”, jak miało to miejsce z Kirsten Dunst w filmach Raimi’ego. Gwen ma własne problemy (jej ojciec jest polującym na Spider-Mana kapitanem policji), a przy okazji więcej szczęścia (a może rozumu), gdy znajdzie się w tarapatach. A za kłopoty w tym filmie odpowiada dr Curt Connors (dobry Rhys Ifans), genialny naukowiec, którego Peter Parker poznaje w trakcie poszukiwań prawdy o swoich rodzicach. Podobnie jak w klasycznej opowieści o doktorze Jekyllu i panie Hydzie, dobry Connors bardzo szybko staje się złym Jaszczurem, i po wstrzyknięciu sobie gadzich genów zaczyna szaleć po ulicach Nowego Jorku niszcząc co popadnie. Rzecz jasna, dopóki nie spotka na swej drodze Spider-Mana. Szkoda, że zarówno filmy Raimi’ego, jak i Webba, nie koncentrują się zbytnio na przeciwnikach Pająka. Dawniej byli to Zielony Goblin i Doc Ock, teraz Jaszczur. Wydają się wymienni, a ich charaktery są wyjątkowo podobne do siebie (niby źli, ale nie do końca). Przydałby się wróg zepsuty do szpiku kości, przeciwnik zupełnie nie ludzki, pozbawiony jakichkolwiek zahamowań, bo póki co, nadal mamy do czynienia z wariacją Jekylla i Hyde’a.

Od strony realizacyjnej film prezentuje się bez zarzutu. Zwłaszcza oszczędność efektów specjalnych jest tu odczuwalna, dzięki czemu pojedynki Spider-Mana prezentują się naturalniej niż było to do tej pory. A jest ich u Webba sporo, zwłaszcza od momentu pojawienia się na scenie Jaszczura. Mamy akcję na moście, w kanałach, w szkole, na dachu wieżowca oraz na ulicach, gdzie zastępy policjantów starają się schwytać zarówno bohatera, jak i łotra. Fani komiksów powinni być usatysfakcjonowani. Ja jestem, choć nie do końca. Peter Parker w interpretacji Garfielda to nie znający strachu młodzieniec, nawet jeszcze zanim stanie się Spider-Manem. Po ugryzieniu, przez krótki moment, staje się zbyt pewnym siebie pajacem, którego trudno lubić, ale później jest już tylko dobrze. I nagle, niezauważenie, nadchodzi coś, co sprawia, że jego bohatera znów nie znosimy. Parker wypowiada zdanie, które każe nam, widzom, zastanowić się nad jego wylanymi łzami, wszystkimi siniakami i krwią przelaną za innych oraz obietnicami, które miał zamiar dotrzymać, a których dotrzymać już nie chce. I zadajemy sobie pytanie: czy ten chłopak niczego nie zrozumiał? Głupich bohaterów, choćby byli super bohaterami, nie lubię.  

Ostatnio dodane