Niesamowity Spider-Man | FILM.ORG.PL

Niesamowity Spider-Man

Nieco brutalniejsza wersja przygód Spider-Mana, gdzie mamy akcję, romans i obowiązkową gadkę o odpowiedzialności - szkoda, że nie całkiem wziętą do serca.




Obiecanki cacanki




Krzysztof Walecki
07.07.2012


Gdy dziesięć lat temu na ekrany kin wchodził „Spider-Man” Sama Raimi, chyba nikt nie spodziewał się, jak spektakularny sukces odniesie ta ekranizacja popularnego i u nas komiksu. Kinowy Superman skończył się w latach 80-tych, Batman kojarzył się źle po bardzo słabym „Batmanie & Robinie”(1997) , zaś znakomity „Blade” (1998) Stephena Norringtona nie był kojarzony z komiksowym pierwowzorem. „X-Men” Briana Singera z 2000r. zwiastowali, że oto idzie nowe, ale dopiero film Raimi’ego kazał spojrzeć na komiks jako niekończące się źródło pomysłów dających się świetnie przenieść na ekran, a zarazem bardzo lukratywny interes. Po pierwszym Człowieku Pająku pojawił się drugi i trzeci, w między czasie dwa Hulki, kolejne części „X-Men”, dwie części „Fantastycznej Czwórki”, dwa Ghost Ridery, dwa Punishery, dwa Iron Many, w zeszłym roku Hulk i Kapitan Ameryka, zaś zaledwie parę miesięcy temu przyatakowali „The Avengers” stając się przebojem roku. A to tylko bohaterowie ze stajni Marvela. Już za parę tygodni odbędzie się premiera nowego Batmana – „Mroczny Rycerz powstaje”, a w przyszłym roku kolejny raz reaktywowany zostanie Superman (DC Comics).

Komiks w kinie niepodzielnie rządził przez ostatnią dekadę, skutecznie wypierając czysty gatunkowo film sensacyjny. Czy będzie rządził przez następne dziesięć lat? Spektakularny sukces „The Avengers” oraz plany Marvela (kolejne sequele, spin-offy, rebooty i Bóg wie, co powstałych już filmów oraz całkiem nowe produkcje) każą odpowiedzieć na to pytanie twierdząco. Tymczasem na ekrany kin wchodzi „Niesamowity Spider-Man” Marca Webba, czyli na nowo opowiedziane początki Człowieka Pająka.

Jeśli ktoś widział film Raimi’ego, punkt wyjścia już zna. Nastoletni Peter Parker zostaje pewnego dnia ugryziony przez radioaktywnego pająka, przez co zyskuje super moce (niesamowitą sprawność, pajęczy zmysł, możliwość chodzenia po ścianach i sufitach). Wymyśla sobie kostium, konstruuje wyrzutnie pajęczyn i staje się tytułowym Spider-Manem – zamaskowanym bohaterem miasta Nowy Jork. To, co najbardziej różni wersję Webba od Raimi’ego to dwie rzeczy – wątek rodziców Parkera i ich tajemniczego zniknięcia (w filmie z 2002r. i jego kontynuacjach całkiem nieobecny), które staje się katalizatorem wszelkich zmian w życiu Petera oraz ładunek przemocy. O dziwo, to Raimi, reżyser krwawych horrorów, z większym wyczuciem podchodzi do komiksowego oryginału. Bardziej skupia się na akcji i widowiskowości, przemoc zaś wynika u niego z fabuły, nie z osobistego upodobania. Tymczasem to w najnowszej wersji bójka w szkole wygląda na drastyczniejszą, śmierć bliskiego członka rodziny Parkera jest krwawsza, zaś główny antagonista, Jaszczur, nie boi się przebić na wylot policjanta swoimi wielkimi szponami. Do tego dochodzi mocno obrzydliwa scena, gdy zmutowana mysz wyjada wnętrzności z normalnej białej myszki. To nie oznacza, że nowy „Spider-Man” jest bardziej realistyczny od swojego poprzednika. Nadal mamy do czynienia z komiksem przeniesionym na ekran, może trochę ostrzejszym, lecz wciąż przeznaczonym głównie dla młodzieży. Najbardziej dziwi fakt, że za tę zmianę w ukazaniu przemocy odpowiada pan od komedii romantycznej „500 dni miłości”.

Wątek romansowy jest zresztą w „Niesamowitym Spider-Manie” wygrany. Parker zakochuje się w koleżance z klasy, Gwen Stacy, ze wzajemnością. A że odtwórcy głównych ról, Andrew Garfield i Emma Stone, tak ładnie wyglądają razem i chemia między nimi jest widoczna gołym okiem, podparci dobrymi dialogami czynią tę dosyć banalną i zgraną sytuację, wiarygodną. Na szczęście, rola Stone nie ogranicza się do bycia „damą w opałach”, jak miało to miejsce z Kirsten Dunst w filmach Raimi’ego. Gwen ma własne problemy (jej ojciec jest polującym na Spider-Mana kapitanem policji), a przy okazji więcej szczęścia (a może rozumu), gdy znajdzie się w tarapatach. A za kłopoty w tym filmie odpowiada dr Curt Connors (dobry Rhys Ifans), genialny naukowiec, którego Peter Parker poznaje w trakcie poszukiwań prawdy o swoich rodzicach. Podobnie jak w klasycznej opowieści o doktorze Jekyllu i panie Hydzie, dobry Connors bardzo szybko staje się złym Jaszczurem, i po wstrzyknięciu sobie gadzich genów zaczyna szaleć po ulicach Nowego Jorku niszcząc co popadnie. Rzecz jasna, dopóki nie spotka na swej drodze Spider-Mana. Szkoda, że zarówno filmy Raimi’ego, jak i Webba, nie koncentrują się zbytnio na przeciwnikach Pająka. Dawniej byli to Zielony Goblin i Doc Ock, teraz Jaszczur. Wydają się wymienni, a ich charaktery są wyjątkowo podobne do siebie (niby źli, ale nie do końca). Przydałby się wróg zepsuty do szpiku kości, przeciwnik zupełnie nie ludzki, pozbawiony jakichkolwiek zahamowań, bo póki co, nadal mamy do czynienia z wariacją Jekylla i Hyde’a.

Od strony realizacyjnej film prezentuje się bez zarzutu. Zwłaszcza oszczędność efektów specjalnych jest tu odczuwalna, dzięki czemu pojedynki Spider-Mana prezentują się naturalniej niż było to do tej pory. A jest ich u Webba sporo, zwłaszcza od momentu pojawienia się na scenie Jaszczura. Mamy akcję na moście, w kanałach, w szkole, na dachu wieżowca oraz na ulicach, gdzie zastępy policjantów starają się schwytać zarówno bohatera, jak i łotra. Fani komiksów powinni być usatysfakcjonowani. Ja jestem, choć nie do końca. Peter Parker w interpretacji Garfielda to nie znający strachu młodzieniec, nawet jeszcze zanim stanie się Spider-Manem. Po ugryzieniu, przez krótki moment, staje się zbyt pewnym siebie pajacem, którego trudno lubić, ale później jest już tylko dobrze. I nagle, niezauważenie, nadchodzi coś, co sprawia, że jego bohatera znów nie znosimy. Parker wypowiada zdanie, które każe nam, widzom, zastanowić się nad jego wylanymi łzami, wszystkimi siniakami i krwią przelaną za innych oraz obietnicami, które miał zamiar dotrzymać, a których dotrzymać już nie chce. I zadajemy sobie pytanie: czy ten chłopak niczego nie zrozumiał? Głupich bohaterów, choćby byli super bohaterami, nie lubię.  







  • DaveWaw

    Nie jest to czasem to zdanie wypowiedziane w ostatniej scenie w szkole na końcu filmu?

  • Crash

    Dokładnie to.

  • Cody

     Witam. Moim zdaniem złamanie obietnicy to nie głupota, a miłość do
    Gwen. Dostał lekcję życia ( śmierć wujka, walka z jaszczurem ), ale to
    wciąż siedemnastolatek, który ma przed sobą pierwszą miłość i ma z niej
    zrezygnować?! Scena po napisach sugeruje ciąg dalszy filmu. Mogę tylko
    się domyślać fabuły kolejnej części, w której śmierć Gwen uświadomi mu
    że „wielka moc to wielka odpowiedzialność”.

  • Cacper

    Błędy ortograficzne mnie zabijają w tym tekście

  • Bandora

    „Po ugryzieniu, przez krótki moment, staje się zbyt pewnym siebie pajacem” – i bardzo dobrze. Człowieczek ma 17 lat, jest obijany, ma przechlapane w swoim otoczeniu i nagle dostaje od losu coś, co może mu przerwać taką sytuację. Myślę że takie pokazanie bohatera dodaje mu tylko naturalności i nic więcej.
    Film jak dla mnie świetny. O wykonaniu nie ma co pisać bo jest niemal idealnie :) (na moje oko). Fabuła bardzo fajna, dla niektórych prawdopodobnie film będzie zbyt „przegadany” ale to już kwestia gustu. Czy iść do kina – zdecydowanie warto.

  • kelley

    nie glupi, crash, ale mniej jednoznaczny, czyli bardziej ludzki :)

  • widzimisie.blox.pl

    Wolałbym unikania w recenzjach liczby mnogiej, szczególnie używanej w formie pewnej sugestii jak w zdaniu „(…)I nagle, niezauważenie, nadchodzi coś, co sprawia, że jego bohatera znów nie znosimy.”. Sęk leży w uzmysłowieniu sobie, jak ogromny ciężar przychodzi dźwigać siedemnastolatkowi, który jeszcze przed chwilą był szkolnym chłopcem do bicia. Ciężar, z którym Peter sobie zupełnie nie radzi, co pięknie pokazał Webb i przynajmniej kilku niby typowych, ale jednak nie do końca scenach.

    Począwszy od bufoniady szkolnej, przez głupawe krzyki podczas ekstremalnej jazdy na desce i przychodzenie na pierwsze odwiedziny do dziewczyny przez okno (swoją drogą rodzice nie zauważyli, że nie wszedł drzwiami?) aż po lekceważenie pięknych przemów swojego wujka, kiedy wielkie słowa o odpowiedzialności moralnej skwitował ironicznym „to pięknie” – i jeszcze kilka innych mniej lub bardziej istotnych scen, w których Spiderman jawi nam się jako dzieciak, który wie, że coś może zrobić, ze swoim talentem, ale nie wie dokładnie co i jak. Kwintesencją tego jest właśnie ostatnie zdanie, za które ponoć mamy chłopaka nie lubić. Nie lubić za to, że jest młody, pokrzywiony przez wydarzenia z przeszłości i najzwyczajniej w świecie nie zdążył jeszcze dojrzeć? Młody Peter odszczeknął się moralności superbohaterskiej, założeniu dobro innych zawsze nad swoim i za to mamy go potępić?

    Druga sprawa, która ogromnie mnie cieszy, uwidacznia się szczególnie podczas walk Spidermana i warto na nią zwrócić uwagę. Nasz Peter wreszcie jest porządnym ancymonem i chochlikiem, zgodnym z komiksowym oryginałem i jakże odmiennym o wielu innych superbohaterów. Te głupawe teksty („kurza twarz”), ironiczna gra z przeciwnikiem, teatralne pajacowanie mówi wiele o samej postaci. Dla młodego Petera jest to na razie zabawa, niebezpieczna, ale jednak zabawa.

    Uważam, że właśnie za Petera, za jego wybory i jego nieokrzesaną młodość ten film zasługuje na wysokie oceny. Jest znacznie bardziej nieobliczalny i szalony niż inni marvelowscy bohaterowie, którzy choć ciekawi w zasadzie nie będą już mieli możliwość rozwoju. A Pajączek będzie mógł nas jeszcze zaskoczyć. Nawet jeśli obieca, że to zrobi – może dla odmiany dotrzyma obietnicy.

  • mały

    Amazing ? Chyba tylko z nazwy.
    Bardzo średnio i przeciętnie jak na adaptację komiksu spodziewałem się że to będzie udany restart i wniesie coś do filmowych adaptacji rzecz jasna się pomyliłem.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Dyktator

Następny tekst

Horror bycia z Obcym



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE