NEON DEMON. Psychodeliczny taniec śmierci | FILM.ORG.PL

NEON DEMON. Psychodeliczny taniec śmierci

"Neon demon" jest jak parkiet nocnego klubu, zawieszonego między snem a jawą, skąpanego w ciepłej krwi i zimnych kolorach, wściekle pulsującego w rytmie psychodelicznej muzyki. Idealne miejsce do refnowskiego tańca śmierci.








Miłosz Drewniak
22.07.2016


Jeśli miałbym określić poetykę Neon demona w kontekście filmografii Refna, powiedziałbym, że to stylistyczna hybryda. Z jednej strony to film z klasyczną narracją, opierający się na gatunkowych schematach, jakimi Duńczyk posiłkował się w Pusherach i Drive. Z drugiej – sporo w nim surrealistycznego odlotu, znanego z Bronsona, Tylko Bóg wybacza i Valhalli.

Tym razem Refn, znany z portretowania męskich postaci, stawia na bohaterki (z nowego wyzwania wychodzi zdecydowanie zwycięsko). Jesse (zjawiskowa Elle Fanning) jest nowa w mieście aniołów. Marzy o karierze modelki, chociaż nie zna nikogo z branży. W Los Angeles ma tylko jedną przyjazną duszę – Deana (Karl Glusman) – fotografa-amatora. Mimo braku doświadczenia i dziecięcej naiwności (dziewczyna ma dopiero szesnaście lat), inne modelki i projektanci widzą w Jesse nadprzyrodzone zjawisko, wcielone piękno, i wróżą jej wspaniałą karierę. Bohaterka nie jest świadoma uroku, jaki roztacza wśród koleżanek po fachu, projektantów, speców od castingu i fotografów (niektórych dosłownie zatyka na jej widok). Jednak z czasem, karmione narastającą pychą, budzą się w Jesse tytułowe demony.

neon-demon-the-2016-003-girl-looks-in-mirror-covered-in-blood-ORIGINAL

Reżyser opowiada historię dosyć oklepaną – o degeneracji hermetycznego i wpływowego środowiska, które – koniec końców – podetnie skrzydła nawet takim blond aniołkom jak Jesse. Schemat był już wielokrotnie wałkowany przez X Muzę, jednak Refn – jak to Refn – opakowuje go w niepodrabialną wizjonerską formę, decydującą ostatecznie o wartości filmu.

Właściwą akcję reżyser przeplata sekwencjami dziwacznych wizji.

Raz po raz, do rytmu elektronicznej muzyki i gry pulsujących świateł, naszym oczom ukazują się neonowe trójkąty, mężczyzna zawieszony w nieokreślonej przestrzeni i tym podobne dziwactwa. Mimo najszczerszych chęci ich jednoznacznego zinterpretowania, ostatecznie nie bardzo wiadomo, co z nimi zrobić. Wydawałoby się, że sam reżyser tego nie wie, a jego intencją jest  – po prostu – wedrzeć się do naszych głów, przemówić bezpośrednio do podświadomości, odwołać się do emocji zamiast intelektu.

neon-demon-the-2016-004-girl-opens-curtain

Oderwana od rzeczywistości wydaje się również typowo Refnowska gra na biało, którą stosują jego aktorzy, wykorzystując w interpretacjach swoich postaci długie pauzy, przemilczenia i oszczędną mimikę (przez to bohaterowie przypominają żywe trupy).

Oprócz znakomitych ról kobiecych (takich jak występ Elle Fanning i Christiny Hendricks) zobaczymy w filmie równie udane kreacje męskich bohaterów. Reżyser przypomina światu o Keanu Reevesie, który w Neonowym demonie kreuje rolę bardzo nietypową dla swojego emploi. Zarówno Reeves, jak i Alessandro Nivola – inne znalezisko Refna – dostarczają widowni tak bardzo potrzebnego humoru, który rozbraja traumę wielu scen. Neonowy demon jest bowiem dziełem łamiącym kulturowe tabu za kulturowym tabu i odhaczającym kolejne punkty z listy największych dewiacji rodem z filmów klasy B: mamy tu nekrofilię, rytualny kanibalizm, wampiryzm i soczysty gore.

Neon demon jest jak parkiet nocnego klubu, zawieszonego między snem a jawą, skąpanego w ciepłej krwi i zimnych kolorach, wściekle pulsującego w rytmie psychodelicznej muzyki. Idealne miejsce do Refnowskiego tańca śmierci.

okino.ua-i-walk-with-the-dead-795811-a

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak






  • Miałam okazję obejrzeć ten film i mam mieszane uczucia. Z jednej strony akcji nie ma tam za wiele ale aspekty artystyczne nie pozwalały mi uciec od filmu. Pod koniec akcja się troszkę rozkręca ale nadal nie daje jednoznacznej odpowiedzi – dlaczego :) Nie żałuję czasu przeznaczonego na ten film ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy widz będzie szczęśliwy oglądając to dzieło.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

KNIGHT OF CUPS. Recenzja najnowszego filmu Terrence'a Malicka

Następny tekst

STAR TREK: W NIEZNANE. NIEZBYT ODKRYWCZO



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE