Na skraju jutra - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Na skraju jutra

"Na skraju jutra" skutecznie zniechęca mnie nie tylko do literackiego oryginału ale osłabia wiarę w pomysłowość hollywoodzkich scenarzystów.




Na skraju bezsensu




Maciej Niedźwiedzki
08.06.2014


eg

Na skraju jutra to pseudo-skomplikowana wydmuszka opierająca się na kumulacji kilku tematów typowych dla kina science fiction. Ta koncentracja motywów w intencji twórców ma nas oszołomić i zadziwić. We mnie natomiast zrodziła jedynie poczucie zażenowania.

Nie potrafię się zdecydować, od którego składnika Na skraju jutra powinienem zacząć. Każdy wydaje mi się w takim samym stopniu nieudolny, koślawy, sztuczny, naiwny. Wiem, wiem, widzę i słyszę to – ze wszystkich stron atakują oklaski i wiwaty; kolejni krytycy prześcigają się w coraz to wyższych gwiazdkowych ocenach. Na rottentomatoes.com tylko jedenaście procent to zgniłe pomidorki. Może tylko dla mnie film Limana to kuriozum, w którym bezsens jest głównym narzędziem do napędzania fabuły. 

Oczywiście, prawdopodobnie jak większość kinowych widzów, nie znam literackiego pierwowzoru. Nie stanowi to też dla mnie żadnego problemu. Można poświęcić tydzień, by przed seansem Na skraju jutra wgryźć się w powieść Hiroshiego Sakurazakiego i dopiero z takim przygotowaniem wychodząc z kina pozostaje nam jedynie w zachwycie krzyknąć: „Cóż za arcydzieło!” – to niewątpliwie szlachetne podejście do kina. Jednak dla mnie film musi obronić się sam. Jeśli tego nie robi, to nie będę sięgał po książkę, na podstawie której powstał, by dowiedzieć o co w jej ekranizacji chodziło. Na skraju jutra skutecznie zniechęca mnie nie tylko do literackiego oryginału ale osłabia wiarę w pomysłowość hollywoodzkich scenarzystów, którzy, w przypadku filmu Limana, bezrefleksyjnie oddają się zasadzie: „Im więcej tym lepiej”.

Dla większości recenzentów jednym z głównych atutów filmu Limana jest umiejętne połączenie wielu konwencji. Zacytuję fragment z pierwszej recenzji Szymona Pajdaka, który stwierdza, że „To, co stanowi o niewątpliwej sile „Na skraju jutra”, to przede wszystkim świetny scenariusz, który można nazwać połączeniem „Dnia świstaka”, „Raportu Mniejszości” i ”Obcego”. Twórcy ustrzegli się błędów logicznych, dzięki czemu nie musimy podczas seansu co chwilę łapać się za głowę zwracając uwagę na różnego rodzaju głupoty. Nie zaserwowano nam także taniej łopatologii, wierząc w to, że sami będziemy potrafili dopowiedzieć sobie pewne rzeczy i zrozumieć przedstawiony w produkcji świat.

Dla mnie Na skraju jutra to festiwal taniej łopatologii i tandeciarstwa.

eg

Jeśli rzeczywiście odwołujemy się do Dnia świstaka to Na skraju jutra bardzo szybko bagatelizuje problem jakim jest pętla czasowa. Montaż skutecznie eliminuje wrażenie beznadziejnej powtarzalności – bezcelowości. Z upływem czasu wszystko zaczyna przebiegać całkowicie płynnie. Tom Cruise, dzięki szkoleniu, staje się coraz lepszym żołnierzem – to samo uzyskalibyśmy przecież gdyby całą akcję opowiedzieć linearnie. Wtedy byłoby nawet ciut bardziej emocjonująco bo wyraźniej przeczuwalibyśmy zbliżanie się nieuchronnego dead-linu – godziny zero. Wiedzielibyśmy o możliwości popełnienia przez bohaterów błędu, którego nie będzie się dało naprawić. W wypadku Na skraju jutra, przez 5/6 filmu, nie potrafię przejąć się losem postaci bo wiem, że zawsze mają w zanadrzu guziczek „restart” i bez żadnych konsekwencji mogą powtórzyć te same czynności. Nie istnieje widmo porażki. Nie pozwala to jakkolwiek zaangażować się w akcję. Oddalamy się jednocześnie od bohaterów, nad którymi ciągle wisi parasol bezpieczeństwa.

Jeszcze pod jednym względem porównywanie obu tych filmów wydaje mi się nieodpowiednie. Pomijam to, że oba filmy reprezentują zupełnie inne gatunki i są skierowane do nieco innej widowni. Chodzi mi jednak o podejście do kreacji psychologicznych głównych bohaterów konfrontujących się z identycznym problemem. Ta sytuacja w filmie Harolda Ramisa prowokowała Phila do wielu poszukiwań, refleksji nad sobą. Rozczarowany życiem meteorolog wielokrotnie zmieniał własną ideologiczną postawę: z hedonisty stawał się nihilistą, z poczucia bycia kimś na miarę Boga zmieniał się w samobójcę. Film Ramisa ma zróżnicowaną emocjonalną tonację, jest huśtawką nastrojów dla bohatera. Zakrzywienie czasu zostaje kreatywnie wykorzystane, by ciągle grać z widzem bo również on czuje się uwięziony. W Na skraju jutra Tom Cruise praktycznie od razu zaczyna widzieć w sobie bohatera i wybawcę ludzkości. To jedyna myśl jaka przychodzi mu do głowy – przez to film jest wybitnie jednokierunkowy, męcząco monotonny, w kółko powtarzający dokładnie to samo. To w moich oczach obala sensowność wykorzystania pętli czasowej. Staje się ona pretensjonalną bańką mydlaną.

eg

Dziwi mnie również fakt, że nikt nie starał się wyjaśnić dlaczego kosmici przeprowadzają inwazję na naszą planetę. Rzeczywiście naukowiec w pewnym momencie tłumaczy Cruisowi, że „mamy ponoć jakieś surowce, którymi kosmici są zainteresowani.” To nie jest dokładny cytat, ale mniej więcej o to chodzi. Jednak ta wypowiedź jest jedynie nieuargumentowanym gdybaniem – ani razu nie zobaczymy gdy nasi najeźdźcy cokolwiek wydobywają z ziemi bądź okradają nas z jakichś dóbr. Jeśli więc nie otrzymuję odpowiedzi to od razu czuję się sprowokowany do zadania twórcom najbardziej kluczowego, prymarnego pytania: „Po co więc wprowadzacie obcą cywilizację?”. Znajduje tylko dwie odpowiedzi i nie wiem, która jest korzystniejsza. Pierwsza polega na tym, że kosmici pojawiają się bo mogą atrakcyjnie wyglądać i filmy z nimi dobrze się sprzedają. To dość tania i fałszywa marketingowa zagrywka. Druga możliwość jest taka, że wprowadzając takie fantastyczne stwory możemy sobie pozwolić na zrobienie jeszcze większej rozpierduchy i desantować na francuski brzeg potężniejszą artylerię. To z kolei infantylne, głupiutkie fabularne założenie.

O braku kreatywności świadczy rozczarowujące zakończenie ładnie podsumowujące ten chaotyczny film. Scenarzyści bowiem nie mieli żadnego pomysłu na sensowną puentę rehabilitującą nieskładną całość. Przyjacielski uśmiech Toma Cruisa tylko potwierdza fasadowość i błahość tego pokracznego obrazu, którego twórcy nie wiedzieli do czego zacząć i na czym skończyć. Nie chcę już zagłębiać się w anonimową stronę wizualną, pozbawioną charakteru muzykę czy wreszcie aspekty realizacyjne. Nie lubię operować tak pustymi wartościującymi zwrotami jak „dobre”, „nie dobre”, „imponujące” czy „nie imponujące”. Nie znoszę po prostu gdy pędzący bez opamiętania montaż łączy się z nieustannie trzęsącą się kamerą i efektem 3D. Wtedy żaden z tych elementów nie działa. Nawet więcej: dekoncentruje, drażni i powoduje wręcz fizyczny ból oczu.

DAY 06

Nie jestem jednak przeciwnikiem tej technologii, tylko uważam, że akurat ona wybitnie wymaga inteligentnego rzemieślnika umiejącego z niej korzystać. Dla mnie trójwymiar to stylistyczny zabieg służący do podkreślenia głębi świata przedstawionego – zaznaczenia, że przestrzeń odgrywa szczególnie ważną rolę dla danej opowieści. W przypadku Na skraju jutra jestem przekonany, że okularki 3D to jedynie narzędzie do podwyższenia cen kinowych biletów.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Latest posts by Maciej Niedźwiedzki (see all)







  • Andriej

    Maciej, czapki z głów. Wreszcie znalazł się ktoś z jajami-ratujesz honor i reputację tego serwisu!

    • Maciej Niedźwiedzki

      dzięki Andriej za wsparcie. Cieszę się, że w końcu się zgadzamy :)

  • Mefisto

    na rottentomatoes są, jak sama nazwa wskazuje, pomidorki, nie jabłuszka :)

    • Maciej Niedźwiedzki

      tak, tak, tak. oczywiście, dzięki. To tym lepiej dla „Na skraju jutra” – bo okazuje się, że zgniłych jabłuszek nie ma już w ogóle żadnych ;)

  • Brawo.

  • Pur Pur

    Wyjatkowo kiepski i stronniczy tekst,recenzent już na początku przedstawia swoją ocenę której nawet nie próbuje jakoś zbytnio uzasadnić po za „jaraniem” się jakie to inne zdanie od reszty świata ma,i do tego łączy to odniesieniem się do drugiego tekstu zamieszczonego w serwisie jakby umiał jedynie określić się przez wyśmianie drugiej wypowiedzi.Czuję zniesmaczenie,dziękuję do widzenia

  • Bocian

    Czytając tę recenzję mam wrażenie, że autor postanowił powalczyć z tezą, którą sam postawił – może się nie znam ale czy naprawdę „Edge of Tomorrow” jest przez kogokolwiek traktowany jak arcydzieło? Przecież ten film nie ma nawet połowy cech, które autor mu przypisuje aby je potem obalać. Dlaczego niby jest pseudo-skomplikowany? Przecież fabuła jest prosta jak drut i nie udaje że tkwi w tym coś więcej. W ogóle film pozbawiony jest jakiegokolwiek zadęcia i w żadnym miejscu nie udaje że jest czymś innym niż zabawą – sporo w nim humoru i mrugania okiem. Skąd pomysł na recenzję, która obnaży słabości domniemanego geniuszu skoro nikt tego filmu o żaden geniusz nie podejrzewa?
    Myślę że film ma pozytywną opinię, bo na tle innych wysokobudżetowych widowisk daje mimo wszystko lekki powiew świeżości – ta formuła poza „Dniem świstaka” i jeszcze jednym filmem, którego tytułu nie pamiętam, nie była raczej wykorzystana, a że Cruisa się dobrze ogląda i nie jest to kolejny remake/sequel/prequel/reboot/crossover czy inna powtórka z rozrywki, ludziom się po prostu spodobało, nikt nie postuluje Oskara za reżyserię czy scenariusz.

    • Andriej

      Nikt nie jest bardziej uczulony na remaki/komiksowe tasiemce bardziej niż ja, a mimo to samo nie-należenie do tych dwóch kategorii nie gwarantuje wg. mnie udanego filmu!
      Podobnie jak to, że oparty jest na wypocinach jakiegoś mieszkańca Wyspy Wąchaczy Bielizny.
      Japońszczyzna =/= poza krytyką, dotrze to kiedyś?

  • bobzielarz

    Haha czytam beznadziejny lead, myślę sobie, to pewnie pan Maciej. Kabum. Tekst autora też żenującej recenzji wygląda wg mniej więcej tak; gimnazjalista nauczył się kilku trudnych słów, dorósł, poznał kolejne ciekawe słowa, pomyślał że nie wie co zrobić ze swoim życiem, wybrał drogę „humanisty”, pisze recenzje, zatrzymał się w rozwoju i broni go całe KMF. Może pozwolić sobie nawet na pisanie „ktury” i gura” taki jest super.

    • Andriej

      Twoje skamlenie wygląda mniej więcej tak: Jakiś biedny dweeb napalił się na film, bo oparty jest na komiksie jakiegoś tam przedstawiciela #JapaneseMasterRacekawaiidesuXD, a zatem NIE MOŻE BYĆ ZŁY I KAZDY MUSI GO LUBIĆBOKTONIELUBITONAPEWNOGIMBUSALBOWCALENIEOGLĄDAŁ!!1!
      Jak niektórzy śmią nie lubić tego, co ja lubię? STRASZNE!!!
      Jest niestety sporo ludzi, którzy pomyliliby gówno ze złotem, na szczęście Pan Maciej zdał sprawdzian – Deal with it

      • bobzielarz

        Suuuuper Andriej. Twoja teoria byłaby iście zajebista gdybym odniósł się w swojej opinii do filmu, którego nie widziałem. Czytałem kilka twoich wpisów i z tego co widzę jesteś tylko geekeiem, który za cel obrał sobie posiadanie opinii innej niż wszyscy przy okazji walcząc ze zwolennikami komiksów! (można tak jak się ma beznadziejne życie). Zdaję sobie sprawę, że jest to dla ciebie rytuał i swoista masturbacja ego. Teraz wyjdź z piaskownicy, poskładaj łopatki i wróć do Sosnowca.

    • Maciej Niedźwiedzki

      Bobzielarzu. Jak nie lubisz czytać moich recenzji to ich nie czytaj. Jak nie umiesz w merytoryczny i kulturalny sposób uzasadniać swoich wątpliwości (jak np. wpis Janka Steifera, Bociana czy Pur Pura) to nie zastępuj tego infantylnym komentarzem wspomagając się fikcyjnym skorumpowanym założeniu („ktury” i „gura”??? – nie napisałem tak, nie widzisz? może nie przeczytałeś mojej recenzji i od razu przechodzisz do sekcji komentarzy) i atakiem na mnie. Przecież również widzisz, że na stronie są dwie skrajne recenzje – KMF to portal dyskusji i rozmowy o kinie – nie noży, bójek i wiązanek. Odnieś się do recenzji, nie besztaj jej autora. Bo ja pisząc nie mam zamiaru wyśmiać Czytelników.

      • bobzielarz

        Widocznie to co napisał Pur Pur, Bocian czy Janek to było dla mnie za mało. Kogo mam krytykować jak nie autora? Jeszcze nie mam schizofrenii żeby uderzać do postaci fikcyjnych. Użyłem sformułowania „ktury” i „gura” żeby podkreślić fanatyzm, niektórych osób zaciekle broniących autorów miernych tekstów na tym Portalu. Do dobrego recenzenta dużo ci brakuje ale z twojego komentarza uderza brak dystansu do siebie i swojej, nazwijmy to, twórczości. Podstawowa różnica między tą, a drugą skrajną recenzją jest taka, że pierwsza była poprawna, a ta jest mizerna. Dobranoc.

        • Maciej Niedźwiedzki

          Nie ma szans byśmy się dogadali. Ty używasz jedynie przymiotników jak „mizerna”, „mierna” i „poprawna” za którymi nie kryją się żadne argumenty. Mam wrażenie, że nie atakujesz jakości mojego tekstu (bo nie umiesz jej wytłumaczyć i zamykasz ją w wyeksploatowanym sloganie – „nauczył się kilku trudnych słów i teraz nimi szpanuje”) tylko bardzo niską ocenę jaką wystawiłem filmowi, który Tobie się podobał. Przeszkadzają Ci po prostu te moje 2 gwiazdki na górze i to „co sądzę”, a nie jak ubieram to w słowa.

          Trzymaj się,
          Mam nadzieję, że przy kolejnej mojej recenzji nasz spór będzie bardziej konstruktywny.

          • bobzielarz

            Jeśli przeczytałeś mój drugi komentarz to tam odpowiadam Andriejowi, że filmu nie widziałem. Twoje wrażenia są twoją osobistą sprawą i średnio mnie obchodzą. Jak się chcesz bawić w domysły i szukanie drugiego dnia to zapraszam na kurs detektywa. Tymczasem trzymam kciuki za redaktora żeby zwracał uwagę na jakość recenzji.

          • Maciej Niedźwiedzki

            Faktycznie, masz rację. Sorry za pomyłkę. Swoją drogą, ja też zawsze trzymam kciuki za mojego naczelnego. To może jednak się kiedyś dogadamy :)

      • Maciej Gronostaj

        w dupie byłeś i gówno widziałeś gimnazjalisto, a na kinie to ty się znasz jak wieprz na sadownictwie. żal mi cię po prawdzie

        • mall

          Widać że ty nawet byś przeterminowane żarcie w………….

  • mucha

    Spodziewałem się rozmachu i ciekawej historii w zamian dostałem tani kicz z poprawnością polityczną i społeczną.
    Jeżeli wzorowali się na Overlord to zabrakło flaków,krwi i odpadających kończyn.

  • Janek Steifer

    Strasznie dziwna recenzja. Autor z jednej strony mowi, ze w sumie to wszystko idzie plynnie, by potem napisac, ze jednak chaotyczne. Niby bohater Cruise’a sie nie zmienia, ale jednak tak (zreszta wyraznie na poczatku widac chec ratowania wlasnej dupy). Niby nie ma deadline’u, licznika i konsekwencji, podczas gdy w filmie WYRAZNIE jest powiedziane, ze sa (m.in. Wizje, transfuzja, etc). Czepiania sie wstawienia obcej rasy natomiast w ogole nie kumam – zwlaszcza, ze jakby film mowil o wspolczesnym konflikcie raczej nie moznaby uzasadnic petli czasowej i fabuly w taki sposob.

    A porownania z filmem Dzien Swistaka i postacia Murraya sa sensowne tylko powierzchownie, bo i w filmach chodzi.o inne rzeczy i – przede.wszystkim – bohaterowie sa w KOMPLETNIE innych sytuacjach.

    buzi

    • Maciej Niedźwiedzki

      Hej, akurat tym razem płynność nie jest dla mnie znakiem jakości. W kontekście „Na skraju jutra” jest dla mnie wadą o tyle, że kłóci się ona z koncepcją pętli czasu. Ten zabieg nie zostaje w ogóle wykorzystany i staje się tylko tandetnym bajerem – efekciarskim dziwactwem – mało przekonującym alibi dla fabuły – stworzonym tylko po to, by widz mógł z hipokryzją stwierdzić : „wowow, ale to przemyślane, pętla czasu i w ogóle, to takie inteligentne!”.
      I tak z początku Cruise chce ratować własną dupę, ale to jakieś 15min. Dla mnie to pokraczny i nie do zniesienia film.

      • Janek Steifer

        Jak to nie zostaje wykorzystany? Toc wiekszosc dzialan Cruise (i sukcesow) ma zrodlo w petli czasu. Nawet humor z niej wynika.

        A ja nie pisze ze plynnosc powinna byc dla ciebie zaleta, tylko ze przeczysz sam sobie.

        Nie rozumiem kompletnie co to znaczy „by widz mogl z hipokryzja stwierdzic…” Widz jest hipokryta, bo uznaje film za przemyslany? WTF?

        Cruise chce ratowac wlasna dupe czesc filmu – ale za krotko? Toc jego motywacja przez conajmniej polowe filmu to „chce sie stad wydostac”. Wlasnie dzieki innemu spojrzeniu na ludzi, ktorych dotyka ta wojna, ktore dala mu petla czasowa, Cruise sie zmienia.

        Dla ciebie to pokraczny film – spoko, ale twoje argumenty nie trzymaja sie kupy.

        • Maciej Niedźwiedzki

          Już nie wiem co mam odpisać. Musiałbym powtórzyć argumenty z recenzji. Dotyczące i samych obcych i tego jak pętla czasowa odbiera temu filmowi emocje, poczucie stawki i jaja. „Hipokryzja” to rzeczywiście mocne słowo ale chodziło mi o to, że w tym wypadku ten scenariuszowy zabieg jest dla mnie pretensjonalny. Ostentacyjnie domaga się, by widz zachwycony był zapętleniem fabularnym a tak na prawdę mało z tego wynika. I oczywiście większość sukcesów Cruise odnosi dzięki pętli ale również paradoksalnie dzięki niej kompletnie nie imponuje mi, nie zachwyca i nie obchodzi to, że mu się to udaje.

          Tak jest chyba zazwyczaj, że w skrajnych recenzjach te same przykłady z filmu stają argumentami dla obu stron do dania wysokiej/niskiej oceny. Podobnie to też wyglądało choćby w mojej kontrrecenzji „Transcendencji” – ładnie się w sumie zrymowało. To nie matematyka gdzie zawsze musi wyjść ten sam wynik. Identycznie jest nawet z polityką, sportem czy każdą inną sztuką. Tutaj już zbliżam się do nieszczęsnego pozbawionego dna konfliktu o zasadność „subiektywnej opinii”.

          Generalnie nie mam nic do czasowych pętli w kinie tylko tu wybitnie mnie ona drażni. Do kina na „Na skraju jutra” nie szedłem z wysokimi oczekiwaniami. Jestem fanem wielu amerykańskich hitów, i daleko mi do (chyba muszę was zacytować :)) recenzenta z Krytykowa ceniącego jedynie mołdawskie kino niezależne. Lecz na „Edge of tomorrow” nie potrafiłem się nawet dobrze bawić.

  • Paweł Tylko Wtajemniczeni Wied

    Film widziałem i nie wieszał bym na tym obrazku tylu psów co autor. Podoba mi się jednak podejście autora do ekranizacji. Film MUSI obronić się BEZ podparcia książką. Czy „Polowanie na Czerwony Październik” film potrzebuje „Polowania na Czerwony Październik” książki? NIE… bo to jest przykład dobrej ekranizacji. Film jest spójny (pomimo posiadania pewnych nieuniknionych zabiegów fabularnych przyśpieszających akcję) i nie wymaga książki dla rozwikłania nieścisłości fabuły. Akurat Edge of Tomorrow książki nie wymaga, bo jest w konstrukcji swojej prosty jak budowa cepa. Pozdrawiam.

  • Negatywny

    2/10? Świnie pasać a nie recenzje pisać.

  • Akaki

    Bosz, ale głodny kawałek. Poszło się do kina z tezą i powstaje taki kwiatek.
    W ChiChocie był swego czasu komiks. Sala kinowa, leci jakaś komedia. Widownia zarykuje się ze śmiechu, pośród nich nich nieruchomo siedzi kolo w pretensjonalnej pozie i czerwonym sweterku, nieruchomo. Kolejne salwy śmiechu – zero reakcji jegomościa. Wreszcie sala pustoszeje. Z ust facia wydobywa się ciche „hihi”, z przerażeniem zakrywa sobie usta, rozgląda się czy nikt nie widział, i zaczyna gryzmolić w notesiku. Orzechy przeciw dolarom że może i nie miałeś czerwonego sweterka, ale widownia świetnie się na „Na skraju jutra” bawiła, co Cię, autorze, niemożebnie męczyło.
    Btw, „naukowiec w pewnym momencie tłumaczy Cruisowi, że „mamy ponoć jakieś surowce, którymi kosmici są zainteresowani.””. Ojajebie. Pijaczek w barze rzuca to w rozmowie, z podobnym „insight” co koleś od ameliniumtegoniepolamujesz”.

  • Słaba recenzja

    Onanizm pseudokrytyka, więcej dystansu, to film ironiczny, bardziej komedia sytuacyjna.

  • lol

    do kibla z tą recenzją…

  • bobzielarz

    Byłem w końcu na tym filmie. Mam nadzieje, że w momencie pisania recenzji autor był na permamentnym kacu bo nie mam pojęcia jak można dać 2/10. Za takie pieprzenie powinni zamykać w więzieniu.

  • J. T. Kirk

    Sz. P. Redaktorze: prawdopodobieństwo jest praktycznie równe 1 co do tego, że jeśli kiedykolwiek zostaniemy zaatakowani przez obcą cywilizację, to nie będziemy wiedzieć dlaczego (co najwyżej będziemy snuć domysły, o ile zdążymy, co wątpliwe). To naprawdę logicznie elementarne. A film jest bardzo zgrabny.

  • JT

    Jedna z niewielu recenzji na KMF z którą sie po prostu nie zgodzę i mam wrażenie że oglądaliśmy inny film (ja w 2D, może stąd ten dysonans :-). Nic o filmie nie czytałem przedtem, żadnej recenzji czy wiedzy o mangowych konotacjach. I wyszedłem chyba na tym lepiej niż p. Maciej, bo ja bawiłem się podczas seansu doskonale – ten film ma wszystko co powinien mieć porządne, rozrywkowe kino SF, a historia jest opowiedziana logicznie i ogląda się ją nie tylko bez bólu zębów (nawet zeby Toma nie przeszkadzają, co jest rzadkością ostatnio), a nawet powiedziałbym że ze sporym napięciem, co konstrukcyjnie scenariuszowo było trudne (co sam autor rezenzji stwierdził, bo przez większość filmu bohaterzy są w „God Mode ON” ), ale twórcy wybronili się znakomicie. Daje 8/10

  • tonkpils

    Nigdy nikogo nie obrażałem na tej stronie,ale to muszę napisać-Autorze tej recenzji,jesteś kompletnym antykonformistycznym idiotą.Twoje argumenty i ocena są aż tak głupie że nie warto się nad nimi kłócić

  • Joe Chip

    Film nie jest wybitny ale ta ocena jest po prostu niepoważna. Na gruncie czystej rozrywki film broni się doskonale. Taka może troszkę słabsza nowa wersja Żołnierzy kosmosu.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Drive Hard

Następny tekst

PLAKAT - "Ewolucja planety małp"



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE