Mroczny Rycerz Powstaje | FILM.ORG.PL

Mroczny Rycerz Powstaje

Mało odważna, zachowawcza, pełna klisz, wielowątkowa historia. Ale zrealizowana i zagrana rewelacyjnie.




Zakalec




Rafał Oświeciński
29.07.2012


„Dupy nie urywa” – to krótka recenzja jakiegoś kolesia, który siedział rząd wyżej. W trzech słowach doskonale podsumował zamknięcie nolanowskiej sagi o Batmanie. Również nie chciałbym niepotrzebnie strzępić języka, bo nie ma co dywagować o ekranizacjach komiksów, przyglądać się szczegółom, omawiać pojedyncze ujęcia i skupiać się na duperelach. Gorące dyskusje o detalach i zaletach najnowszego filmu Nolana zostawiam dla innych autorów, których teksty pojawią się już wkrótce.

Wkurzył mnie ten film. Serio. Jestem rozczarowany całą kupą rzeczy, choć de facto „Mroczny Rycerz Powstaje” nie zasługuje na ciskanie krytycznymi gromami. Jest to przedziwnego typu dysonans: nie sposób nie docenić, ale jednocześnie nie można nie ujrzeć całej masy głupot, skrótów, banałów – tak nachalnych, ewidentnych. W tym rozkroku pewnie zostanę przez długi czas, tym bardziej, że poprzednik, czyli „Mroczny Rycerz”, oceniam jako kino niemalże doskonałe, kanoniczne: z wadami, które nie rzucają się w oczy; ze skazami ukrytymi pod warstwą wybornej realizacji; ze słabościami, które są nieistotne w ocenie Batmana jako nowej formy komiksowej historii. Tym razem jednak Nolan przegiął. Zastanawiam się, w którym miejscu i dlaczego?

Największy grzech – brak odwagi

Jestem przede wszystkim zawiedziony reżyserią Nolana i permanentnym brakiem odwagi w wypchnięciu tej historii w bardziej dorosłe rejony. Bo to, że jego Batmany były odbierane jako poważne kino, to wiadomo. Na pierwszy rzut oka zdawało się, że mamy do czynienia z dojrzałą wersją kina superbohaterskiego, tak skrajnie odmiennego stylistycznie od pogodnych, pozytywnych i dość nonszalanckich adaptacji Marvela. Pod płaszczykiem złożonym z marsowych min i realistycznego tła nie tak łatwo było dostrzec „komiksowość” Gotham City. Wiele osób, w tym ja, widziało w TDK przede wszystkim świetny film akcji w nienachalnie komiksowej, czyli upraszczającej wiele spraw, konwencji. To wielka zaleta i jednak – nie boję się tej tezy – mała rewolucja gatunkowa udanie zapoczątkowana w „Batman Begins” i osiągająca swe apogeum już w pierwszych scenach napadu na bank w TDK. Nolan porzucił schematy sprytnie je ukrywając w całkiem ambitnym scenariuszu, znakomicie nakreślonych postaciach i sensacyjnej rozwałce na szczytowym poziomie. Czasami tylko tyle wystarczy, aby film docenić (a w niektórych przypadkach – okultowić, pokochać).

TDKR jest prawie taki sam. Ale irytuje cała kupa skrótów, które Nolan obrał. To odróżnia tę część. Zdaję sobie sprawę, że zakończenie trylogii jest cholernie trudnym zadaniem: zebranie do kupy wszystkich wątków, nadanie sensu działaniom, konsekwentne kreowanie charakterów to w przypadku podsumowania, jakim jest najnowsza odsłona, dość karkołomne sprawa. Już „Batman Begins” budował zupełnie nową mitologię Gotham – na większej ilości poziomów niż w przypadku filmów Burtona czy Schumachera. „Mroczny rycerz” rozbudował ją kilkukrotnie dorzucając  do dotychczasowych bohaterów jeszcze więcej postaci, jeszcze więcej relacji, co niejako pogłębiało warstwę fabularną, nadawało jej nowy, ambitniejszy sznyt. Zamknięcie trylogii dodaje jeszcze więcej, bardziej, głośniej. Problemy Bruce’a Wayne’a to wiadomo. Tym razem hamletyzm jest większy niż wcześniej. Dodajmy do tego powracający kontekst polityczny, a teraz także wątek korporacyjny (Wayne Enterprises), społeczny (coś a la nowojorscy Oburzeni w socjalistycznym sosie), historyczny (Liga Cieni). Złym jest Bane, a polem akcji jest całe miasto. Celem – kraj, gothamowska/jankeska tożsamość. Wbrew pozorom wielowątkowość nie jest sprowadzona na manowce – Nolan nad wszystkim panuje, nie ma tu logicznego niechlujstwa.

Jest za to cała masa dziur, uproszczeń. Każdy z wątków jest na tyle płytki – nie może być inaczej przy takiej ilości – i na tyle upchany kliszami, że aż staje się dowodem na pewną tandetę scenariusza. Tym bardziej to gryzie, ze względu na „urealistycznienie” całej opowieści, nadanie jej odpowiednio poważnego tonu. Najbanalniejszym tego przykładem jest całkowity brak wyrazistej przemocy. Nie żebym jej żądał, oczekiwał i była ona wyznacznikiem jakiejkolwiek jakości. Ale brak choćby kropelki krwi w momencie ostrego obijania mordy wprost zadziwia. W tym momencie możecie oczywiście wypomnieć, że podobny zabieg, zgodny z polityką PG-13, był obecny i w poprzednich filmach Nolana, niemniej tutaj skala przemocy jest zdecydowanie większa, zarówno jeśli chodzi o uliczne bijatyki, jaki walki jeden-na-jeden. Żeby jeszcze częściej bawiono się sugestywnością, ale nie, najczęściej ciała i ciosy są pokazane dosłownie, ale efekty są sterylne, jakby widok juchy płynącej z rozerwanych pięścią ust był czymś nagannym, niszczącym niewinne wyobrażenia o bólu, śmierci, przemocy. Ależ to tanie. I mocno widoczne, naprawdę.

Od razu muszę uprzedzić – tak zaserwowana przemoc nie musi razić, a scenariusz jest wierny związkowi przyczynowo-skutkowemu, jednak brakuje w tym wszystkim sensownego i mniej naiwnego, mniej przewidywalnego spoiwa. W wielu momentach trzeba zwyczajnie nie zadawać pytań „dlaczego”, „a jak to?”, nie drążyć w poszukiwaniu zdrowego rozsądku. Niektóre sceny/wątki można podsumować facepalmem, lecz byłaby to złośliwość – całkowicie zasadna i sprawiedliwa, lecz niekoniecznie potrzebna. Tym razem komiksowy kontekst – z całym arsenałem obrazkowych uproszczeń – jest mocniej wyczuwalny. To tak jak ze słynną sceną na barce w TDK, czyli jaskrawym przykładem zagrania bajkową, pozbawioną jakiegokolwiek realizmu konwencją. W TDKR podobnych głupstw mamy kilka: gliny w kanałach, efekty ataku na giełdę, próby wydostania się ze studni. Plus jeszcze kilka i od razu uprzedzam – to mój subiektywny wybór głupotek.

Niektórzy je lubią lub ignorują, niektórzy – w tym ja – poczytują to sobie za niepotrzebną infantylizację historii. Tym bardziej, że dialogi są niesamowitymi sucharami, pełnymi coelhizmów i pierdzielenia o przeznaczeniu, odpowiedzialności i tym podobnych banialukach podanych do tego w ilości przekraczającej dopuszczalne przez intelekt normy. Szczególnie góruje tutaj Michael Caine, w cholernie łzawych scenach, wypełnionych mokrymi od wzruszenia oczami. Ech. Kto ma się na to nabrać?

Nie ma Batmana!

Gorzej jednak z innymi skrótami Nolana. Wyobraźcie sobie, drodzy czytelnicy, że w tym filmie prawie nie ma Batmana! Tego kolesia właśnie, tego w pelerynie, z uszkami, z bajeranckimi gadżetami! Gdyby podsumować jego obecność na ekranie to z pewnością nie przekroczyłaby 10 minut, z czego ¾ czasu to jazda człowieka-nietoperza na wypasionym motorku i latanie na nie mniej wypasionym helikopterku. Zamiast niego mamy egzystencjalne rozterki Bruce’a Wayne’a i dwukrotne obijanie ryjów między nim a Banem – nie powiem, emocjonujące.

Zamiast Batmana mamy Cat-woman/Selinę Kyle. Świetna rola: magnetyzująca, doskonale zagrana przez Anne Hathaway. To postać zupełnie inna od niezrównanej Michelle Pfeiffer, ale równie ponętna, co męska część publiczności może potwierdzić. I Bane. Głos przede wszystkim – w kinie brzmi naprawdę intrygująco i inaczej niż jakikolwiek villain w ostatnich latach. Głos i niebanalna postać, która w drugiej połowie filmu zostaje właśnie zbanalizowana okrutnie, co naprawdę irytuje (trudno o tym zapomnieć). Bane nie dominuje tak jak Joker, bo nie jest jedynym oponentem Batmana (ten na głowie ma m.in. siebie i problemy korporacyjne). Nie jest też Jokerem, bo nie jest złem wcielonym pomimo tanich deklaracji. Jest raczej środkiem prowadzącym do większego celu. To odróżnia go od nieskrępowanego niczym Jokera, wokół którego szaleństwa toczyła się rozgrywka w TDK. Innymi słowy – jako postać robi wrażenie, jest znakomicie wycharczana przez Hardy’ego ale nie buduje jakiejś większej wartości całego filmu. Pozostałe postaci mają również swój czas ekranowy i każda z nich jest solidnie zagrana, więc tu absolutnie czepiać się nie można.

Solidność to zresztą słowo-klucz. Film jest bowiem wybornie zrealizowany i do tego już Nolan zdążył przyzwyczaić. Jest monumentalny, spektakularny, co jeszcze bardziej podkreśli pewnie seans w IMAXie (ale tego nie wiem, widziałem tradycyjną wersję). I zwyczajnie piękny w nocnych scenach ucieczki przed policją. Gwoli prawdy – nie ma tutaj jednak zapadających w pamięć scen akcji, tych bombastycznych, wybuchowych, efektownych. Efektów specjalnych tu w bród, ale tak umiejętnie ukrytych, tak doskonale podporządkowanych historii, że robi to dość duże wrażenie. Dodajmy do tego muzykę Zimmera odpowiednio budującą nastrój i tempo i otrzymujemy w efekcie  smakowity zakalec z luksusowej  piekarni.

Pierwszy gryz przeszedł łatwo i nie można powiedzieć, że ciastko nie jest pyszne. Drugi natrafił na zbitkę nierozmieszanych odpowiednio składników, ale miał smakowitą rodzynkę i wyjątkowy aromat. Trzeci gryz ugrzązł w gardle, bo zakalcowa struktura nie chce gładko przejść przez przełyk, lepi się do zębów, choć aromat wciąż ten sam i rodzynki również obecne. Nie można powiedzieć jednak, że nie smakuje. Ale kucharz ewidentnie spieprzył.

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • Twisto

    Kochany Panie, przesadzasz Pan … . Film jest naprawdę genialny. POLECAM !!!

  • Jokullus

    Chyba najlepsze podsumowanie tego filmu jakie na razie przeczytałem, mimo to nadal nie chce się wierzyć że „kucharz ewidentnie spieprzył” :(

  • Amity

    Kucharz nic nie spieprzył, wręcz przeciwnie- podał naprawdę świetnie przyrządzoną potrawę. Film roku : )

  • Jerek

    Nikt nic nie spieprzył, film zdecydowanie jeden z lepszych tego roku i najlepszy Batman do tej pory. A zakalcem jest recenzent tej recenzji.

    • bla

      U mad? :p

    • tchopz

      Ty jesteś jednym z recenzentów tej recenzji. O siebie ci chodziło?

  • Al

    Akurat pan recenzent ma dużo racji. Mówię to z ciężkim sercem, bo Mroczny rycerz był filmem, który naprawdę bardzo mi się podobał (BB mniej, co nie zmienia faktu, że to i tak bardzo dobre kino). Całość zabijają dziury w scenariuszu, jego głupoty i do bólu starte klisze. W przypadku takiego reżysera, jak Nolan, jest odrobinę dziwne. Nie wiem, jaka była tego przyczyna. Fakt skrótów można zwalić na wytwórnie, która naciskała na reżysera, żeby film nie był za długi, ale pewnych dziwacznych rozwiązań scenariuszowych już chyba w ten sposób wytłumaczyć nie można. Cały czas miałem wrażenie, że Nolanowi się nie chciało. Dla mnie to eliminuje ten film z kategorii arcydzieło, ba, eliminuje go nawet z kategorii świetny. TDKR jest filmem „zaledwie” dobrym, sympatycznym kinem akcji, które próbuje udawać to, czym nie jest. Dlatego ocena 7/10 jest jak najbardziej zasłużona.

    PS. Kręcenie sceny „Batman stoi na wierzy radiowej i patrzy się na Gotham”:
    -Christian, właź na górę, potrzebujemy ujęcia do trailera :D

  • janko

    Ja mam podobne ambiwalentne uczucia co do filmu, zdaję sobie sprawę z tych wad opisanych przez recenzenta, z drugiej mimo to bardzo dobrze się to ogladało więc jestem zadowolony.

    • megi

      Zgadzam się. Owszem, film (niestety) błędy i luki posiada, ale nie zmienia to faktu, że w kinie naprawdę dobrze się bawiłam. Podobał mi się, przyznam to głośno ;), choć był słabszy od poprzedniej części.

  • DarkKnight

    Wszystkie te błędy można reżyserowi wybaczyć gdyż ogląda się naprawdę super dobrze i jako całość prezentuje się nieziemsko. Kawał porządnego kina przy czym świetne zakończenie Trylogii.

  • maszor

    ja również, z ciężkim sercem, przyklasnę panu recenzentowi.

    nie we wszystkim się zgadzam (np. cały czas próbuję ogarnąć dlaczego ludzie są zaskoczeni brakiem Batmana w Batmanie. przecież tak było już od czasu Burtona! Batman zawsze jest postacią z cienia. jej heroizm określają zachowania innych bohaterów. Schumacher próbował to zmienić no i wyszło jak wyszło. Daniel Waters, scenarzysta Powrotu Batmana powiedział że Keaton był jedynym aktorem z jakim się zetknął który wykreślał swoje kwestie. Keaton rozumiał. Nolan też) jednak ogólne wrażenie zdecydowanie adekwatne.
    najgorsze to że panu Nolanowi naprawdę świetnie szło. pierwsze… ymmm… 80 minut jest naprawdę imponujące. świetne punkty wyjścia dla zakończenia historii, bardzo ciekawe osadzenie we współczesnych problemach. dobre nawiązania do poprzednich filmów, mając w pamięci imponującą i niebanalną pointę TDK siedzisz i zacierasz ręcę nie mogąc się doczekać co mądrego Nolan powie tym razem na temat postaci którą tak dobrze rozumie (udowodnił to, x2) ale w pewnym momencie, nagle, Nolan zmienia taktykę i idzie w stronę nie tyle co komiksu co klasycznej ekranizacji komiksu i to niestety nie najwyższych lotów, z ratowaniem miasta przed bombą atomową na pierwszym planie. wszyscy bohaterowie którzy tak pięknie się rozwijali w pierwszej połowie filmu nagle stają się banalni, wszelkie dylematy po kolei kończą się jednym zdaniem.
    nie wierzę że to naciski ze strony studia. biorąc pod uwagę że film nie powstał w 3D – najwyraźniej całowali Nolana po piętach. dostał swobodę. czas też. na TDK miał trzy lata (plus Prestiż), na TDKR miał cztery (plus Incepcja). dlaczego nagle stał się tak banalny? dlaczego tak leniwy?
    mam żal. a mówienie że za dużo oczekiwałem – no cóż, miałem podstawy.

    • maszor

      ps. fakt, świetnie się to oglądało. Avengersów też. ale ci byli bardziej konsekwentni w zamierzeniach.

  • robocop

    Film jest koszmarnym Transformersem. Autor jest i tak bardzo łaskawy dla taniochy, którą zaserwował nam Nolan.

  • Bucho

    Des, sorry man, 3/4 tej recki spokojnie mozna podpiac pod poprzedniego batmana. Brak odwagi, przemocy (o dziwo, mimo braku krwi tutaj przemocy jest chyba wiecej, bo przemoc ze strony Jokera raczej bawila, ukrecane glowki i wywieszane zwloki maja zdecydowanie wiekszego kopa) suchary, banaly, coelzhimzy itd. Oczywiscie sie zgadzam z caloscia, bo skutecznie wypunktowales na co choruje nowy nietoperz, nie do konca rozumiem jednak jak mozna krytykowac jeden film, a wychwalac drugi, skoro oba cierpia na te same przypadlosci. Ok, TDK ma moze mniejsza ilosc dziur logicznych i uproszczen, ale reszta to calkowicie ta sama liga, ba! Durnoty, banalu i face-palmowych scen jest w TDK jeszcze wiecej (barki, cala koncowka)
    Nolan zrobil serie filmow niby powaznych, z niby przemoca (N -Rated for Nolan), ktore tylko w USA moze byc brane na serio i z zachwytami nad tym jakie to mocne, wyraziste kino z zabudowanym soc. tlem (walic to, ze to grafomanstwo na poziomie rozprawki z drugiej klasy LO)
    Dobra, ide wlaczyc sobie Batman Returns, w ktorym Batman sie nie szczypie z gnidami, krew sie leje ostro, a rezyser nie udaje, ze jest „uczuny” :)

    PS. Dobry tekscior

    PS 2 Kocham Bane’a , przy nim Joker to taka fajna, gadajaca popierdolka – szkoda tylko, ze rezyserowi starczylo pomyslu na ta postac zaledwie na pol filmu, ehh Nolan, Nolan.

    • Bucho drogi, kwestia całkowicie subiektywnych odczuć. Być może pobłażliwość w stosunku do TDK wynika z jego jako-takiej innowacyjności (przy tym będę się upierał, bo naprawdę towarzyszyło mi uczucie obcowania z nową jakością), której w TDKR nie ma. Dziury, nielogiczności i facepalmy kompletnie mnie nie raziły, choć byłem ich świadomy. Teraz dobijały.

      • Cator

        Desjudi, ale czy naprawdę byłbyś w stanie, tak sam z siebie(pomijając już niektórych forumowych narzekaczy) wymienić jakiś element TDK który naprawdę zasługiwałby na miano „facepalma”? Tamten film miał w sobie dziury, kilka nielogiczności, to prawda. Ale ogólnie była to bardzo ładnie stylizowana crime saga. Błędy logiczne czy dziury były pierdółkami(nie bardziej rażącymi od innych zagrywek hollywodzkich filmów), a przesłanie moralne(zaskoczyło mnie, że nazwałeś -uwielbianą wszędzie, tylko nie tu -scenę z barkami bajkową, głupią konwencją) w żaden sposób nie negujące ciężkiego tonu filmu, momentami nihilistycznej wymowy, czy słodko-gorzkiego zakończenia. Bo tak się zastanawiam, czy ostatnio nie piszesz o tych rzekomych mega dziurach, po to by zaspokoić marudy na forum. Bo ja tak sobie lurkuje na tej stronie i już od paru lat. Czytam regularnie Twoje recenzje i szczerze powiem, że ta jest jakaś inna. W tym sensie, że nagle przykładasz wagę do elementów filmu które w innych jankeskich obrazach, spływały by po Tobie jak po kaczce. Nie odbierz tego źle, to tylko taka moja subiektywna zabawa w psychoanalityka ;) Ale chyba za bardzo udzieliło Ci się czepialstwo niektórych z forum.

        Przy okazji nie zgodzę się z brakiem przemocy w filmie. Tutaj znowu casus forumowgo hate’u dla pg-13. Krwi brak, ale przemoc w filmie była odczuwalna. Byla tez momentami sugestywnie pokazywana(jak w scenie gdy Bane miażdżył twarz Dagetta).

        • cator

          *krwi brak, ale przemoc…

        • Naprawdę mam co w życiu robić, a nie zaspokajać marudy forumowe :) To że ton recenzji jest podobny do przytyków niektórych z forum to już rzecz kompletnie przypadkowa, bo aż sam jestem zdziwiony dość chłodnym odbiorem było nie było, ale niezłego filmidła (tylko rozczarowującego). Co do innych recenzji, to zauważ, że zbyt często kina blockbusterowego nie recenzowałem, stąd być może inny ton całości. Zawsze jednak staram się być w ocenie szczery i zwracam uwagę tylko na te elementy, które – z subiektywnego punktu widzenia – są istotne. TDK i facepalm? Barki, twarz Denta, rozterki egzystencjalne Wayne’a, niektóre czerstwe dialogi. Jednak uprzedzam – nie krzyczały z ekranu, więc nigdy na nie nie musiałem zwracać szczególnej uwagi.

          • cator

            Co do barek, popraw mnie jeśli się mylę, ale czy Ty swego czasu nie broniłeś tego wątku? Prawie wszędzie uwielbiają tą scenę tylko nie tu. Bo tak naprawdę co jest w niej takiego nie do przyjęcia? Czy chodzi o realizm? Nie mam złudzeń co do natury ludzi i tego, że zaprezentowany scenariusz najbardziej prawdopodobnym nie jest, ale nie jest on też niemożliwy czy absurdalny. Przedstawiono konflikt ludzi na barkach, napięcie wynikające z sytuacji i to, że wielu chciało nacisnąć przycisk. Pod koniec po prostu jeden człowiek, kiedy przyszło co do czego, nie dał rady zamknąć sprawy, bo patrząc na drugą łódź na serio dotarło do niego co zrobi. Nie każdy byłby w stanie wysadzić w powietrze dziesiątki ludzi, nawet pod grozbą własnej śmierci. To nie jest naiwny idealizm, a nakręcenie przez Nolana konfliktu ludzi, pokazuje, że zdaje sobie z tego sprawę i nie serwuje obrazu społeczeństwa heroicznie solidarnego. Scena poza tym była emocjonująca, Jokerowa w najlepszym tego znaczeniu i w żaden sposób nie negowała mimo wszystko ponurej wymowy filmu. Nawet jeżeli ktoś uważa, że jest tu jakaś „konwencja” którą trzeba przyjąć(ja tego nie widzę, nie ma tu poziomu heroizmu prezentowanego przez większość filmów z Holly), to raczej i tak ta scena nawet nie zbliża się do określenia „facepalm”.

            Co do Denta. Tutaj subiektywny odbiór, ale trzeba mieć na uwadze to, że wygląd ten był po części odniesieniem do komiksów, gdzie miał bardzo podobny „kształt” obrażeń(w sensie, wystające oko i odsłonięte wnętrze prawej strony żuchwy). Samo w sobie może wydać się nierealistyczne, ale gdy ktoś zna oryginał, to wie, że jest to ładne zagranie stylistyczne, łączące klasyczny wygląd z komiksów z „realizmem” tekstury spalonej skóry.

            Mogłbym tak ciągnąć dalej(co do Wayne’a: dlaczego? Bo Crov na forum napisał, że w spidermanie rozterki też były? ;) Byly ale nawet w połowie nie tak silne, a egzystencjalne rozterki po części pasują do batmana, który choć najczęściej zachowuje się jak skała, to również jest też przygnębionym wariatem. Dialogi? Jedyne naprawde trącące myszką dialogi mają miejsce w końcówce filmu.), ale czy to co wymieniłeś naprawdę zasługuje na miano „facepalmu”? Facepalm to chyba za mocne określenie. Ja użyłbym „detal” ;)

          • nie jest to miejsce na dyskutowanie o TDK. Tak jak powiedziałem – wszelkie nieścisłości, błędy, dziury, nielogiczności były nieistotne w zetknięciu z innowacyjnością całej produkcji. „Barek” nigdy nie broniłem, ale też nie naskakiwałem i nie hejtowałem pojedynczych ewidentnych głupotek, które, właśnie, był detalem, mało istotnym. To całkowicie subiektywny odbiór, tak samo jak irytacja „detalami” przy TDKR. Sam sobie wciąż zadaję pytanie, dlaczego w TDK nie raziło wiele spraw, a w TDKR już raziło. Część starałem się wyartykułować powyżej i strasznie mnie ciekawi, jak po kilku latach od ostatniego seansu widziałby mi się TDK – może ja to zramolałem? ;P

  • robocop

    Film może i zrobiony z rozmachem, ale niestety w porównaniu do 2 poprzednich okropnie płytki. I do tego w wielu miejscach niewiarygodny.

  • Zaiash

    Film bardzo mi się podobał. Wręcz mogę napisać, że jestem oczarowany tym co pokazał nam Pan Nolan w zwieńczeniu tej dramatycznej i porywającej historii. Fabuła jest bardzo solidna i według mnie wszystko co jest nam w tak świetny sposób ukazane jak najbardziej trzyma się kupy i dosłownie urywa zad. Technicznie oczywiście film jest dopracowany i perfekcyjny co przy naprawdę świetnym aktorstwie daje nam istny majstersztyk : )

    • romuald23

      Mogę Ci wymienić kilkadziesiąt rzeczy, które nie trzymają się kupy, ale zacznijmy od podstawowego defektu: braku sensownego motywu czarnych charakterów. Ra Al Gul miał motyw, bo Gotham było zepsute. A jaki motyw ma córeczka?

      • Al

        Teoretycznie jakiś tam motyw był, dokończenie dzieła ojca. Co nie zmienia faktu, że ten film ma inne, dużo bardziej rażące głupoty scenariusza (UWAGA MOGĄ BYĆ SPOILERY! Ten doktorek z więzienia w końcu umiał mówić po angielsku czy nie? Dlaczego tylko jeden człowiek na świecie był w stanie posiąść tajemną wiedzę stworzenia z reaktora bomby atomowej i rozbrojenia jej? Dlaczego Lucius Fox, najbardziej łebski facet w korporacji Wayne’a, nie potrafił naprawić takiej popierdułki jak autopilot? Dlaczego uzbrojone po zęby zbiry Bane’a po prostu nie rozstrzelają kompletnie bezbronnych policjantów? Czy Batman miał naprawdę aż tyle czasu, żeby wziąć i malować swoje logo na moście, w momencie, gdy Gotham za parę godzin czeka całkowita anihilacja? Już o tym skrócie myślowym „jak Bruce dostał się z kompletnego zadupia z powrotem w Stanach” nie wspomnę, a to dopiero wierzchołek góry lodowej).

        • Al

          PS. Czekamy na „50 prawd”.

  • Green_Giel

    Recenzja super trafna, a jednocześnie… ja z filmu jestem w 100% usatysfakcjonowany. Komiksowość, bajeczność wyczuwalna (BARDZO), czułem jednak, że ode mnie zależy, czy będę się na nią irytował czy dam się jej wciągnąć. Wybrałem opcję drugą i bawiłem się przednio. TDKR jako zamknięte dzieło jest stylistycznie spójne. Przejaskrawienie nie jest wyłącznie jednorazowym (lub powtarzanym przypadkowo) wygłupem, a zastosowanym konsekwentnie sposobem opowiedzenia historii. Uproszczenia nie pojawiają się sporadycznie jako błąd, a po prostu od samego stępu budują fabułę. Wewnątrz filmu niekonsekwencji więc nie widzę. TDK był inny, faktycznie bardziej przyziemny, ale właśnie tam, w konwencji realistycznej, wspomniana scena na barce raziła niedopasowaniem. Podobnie finalna przemowa Gordona. Tutaj wszystko, w moim odczuciu, po prostu do siebie pasuje.

    Pozostaje tylko kwestia, kto i na ile kupi konwencję:) Ja kupiłem i jestem zadowolony.

    • arnold333

      wreszcie cos sensownego :) szczerze zazdroszczę; mi się tak nie udało, a z minuty na minutę wściekałem się na film.

  • Prompo

    Zakalec? No błagam, przecież to jest jeden z najlepszych filmów jakie dane mi było obejrzeć !! Ludzie ogarnijcie się !!!

    • arnold22

      nie rozumiem, w czym ten film ma być lepszy od Transformersów, albo Armageddonu.

  • Piotr Piekarski

    Ocena filmu 7/10 wydaje mi się sprawiedliwa, na pewno w porównaniu do poprzedników więcej rzeczy tutaj kuleje i niedoróbki są bardziej widoczne. Na szczęście jest to nadal bardzo dobry film, który miejscami poległ, gdyż połakomił się na chęć przedstawienia zbyt wielu wątków. Zarzut, że za mało samego Batmana na ekranie, to szczyt czepialstwa – jest go tyle, ile potrzeba.
    Jako samodzielny film – ma braki; jako zwieńczenie trylogii – świetny.

  • Red Submarine

    Wielcy krytycy się znaleźli … Film jest super, zachęcam do obejrzenia bo naprawdę jest to extra przygoda.

    • robocop232

      Wielki krytyk sie znalazl. A co? Nie wolno zjechac filmu, ktory sie nie podobal? Musi sie podobac, bo wiekszosc go lubi? Potrafiles przymknac oko na glupoty, absurdy i niespojnosci filmu, to dobrze. Kazdy ma swoje gusta. Ja tylko moge szczerze powiedziec, ze bez zlosliwosci zazdroszcze, ze nie bawilem sie tak jak inni, a draznila mnie plytkosc tego hollywodzkiego blockbustera na miare Transformers.

  • Ja

    Najbardziej dorosłą adaptacją komiksu, są „Watchmen” Snydera. Batman się do tego nie umywa.

  • Bane

    Niedawno wróciłem z kina i muszę stwierdzić, że chyba obejrzałem jeden z najlepszych filmów w swoim życiu… . Jest to rewelacyjnie zagrane i bezbłędnie od strony technicznej kino (w końcu to Nolan) oraz najlepsze możliwe zamknięcie trylogii o Mrocznym Rycerzu.

  • Mefisto

    Najbardziej z tego wszystkiego podoba mi się ostatnie zdanie, w którym, jak na ironię, zawarłeś wszystko to, czego Nolan nie zdołał (nie chciał?) dać widzom w kinie.

  • Rodia

    Hej des, fajnie, że napisałeś tę reckę – nie będę mieć wyrzutów sumienia, że nie napisałem swojej bo zawarłbym w niej prawie to samo co Ty tylko dłużej, rozwleklej i bardziej grafomańsko :P Dwie rzeczy – mi osobiście nie przeszkadzała mała dawka obecności ekranowej Batmana, brak krwi też dało się przełknąć, niech Nolan ma już to swoje PG-13. W sensie – no czy krew jest czy nie na dłuższą metę nie ma żadnego fabularnego znaczenia, a w poprzednich swoich filmach Nolan już przyzwyczaił do jej braku, więc niech mu tam będzie. A to, że było mało Batmana (zresztą wcale jakoś nie poczułem jego braku – jest tam, gdzie ma być i tyle :)) mi się wręcz podobało – jeden z niewielu momentów, gdy Nolan pokazał odwagę i postanowił opowiedzieć film z serii o Batmanie, w którym Batman jest tylko jednym z graczy, wcale nie najważniejszym i mogącym zostać pokonanym jak każda inna postać.
    Pod całą resztą się podpisuję :)

  • enk

    Nic o zaskakującym i pozytywnym rozwiązaniu Nietoperz + Kot i miłosnym spełnieniu marzeń Alfreda?

  • nieObiektywny

    Właściwie zgadzam się z niewielką częścią tej recenzji. Ale zwrócę uwagę na jedno tylko, mianowicie co czyni Batmana tym, kim jest? Gotham i jego pomyleni złoczyńcy. Dlatego właśnie obecność Nietoperza nie jest aż tak potrzebna na ekranie. Widzieliśmy go już w poprzednich częściach. Bane tak jak inne postacie (szkoda, że pojawił się spoiler co do roli Bane`a w filmie) są tym co określa Mrocznego Rycerza, są tłem, dzięki któremu może powstać, dokładnie tak jak w komiksowym oryginale. I niczego tu nie brakuje. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że w filmach o batmanie najważniejsi są jego przeciwnicy. Wszyscy bowiem wiedzą jaki jest Człowiek Nietoperz. Epilog znakomity. Oczywiście są tu pewne rzeczy, które ocierają się o niepoważne traktowanie widza, ale wszystko zależy od tego z jakim nastawieniem idzie się do kina oraz czy potrafimy przymknąć oko na te uproszczenia.

  • Andrzej Wiśniewski

    Ciekawa recenzja ale rzeczywiście zgodzę sieć kolega poniżej, jakaś inna. Niewiele razy widziałem Cię Des żebyś wytykał mało istotne babole, zazwyczaj oceniałeś film jako całość. Mnie na przykład łzawe dialogu nie robiły większej różnicy, podobnie jak banialuki czy brak logiki. Jako całość, zgadzam sie z Buczem – bardzo podobny do TDK, niemalże jakby te same składniki zmieszane nieco inaczej. Dałbym trochę wiecej w ocenie, jak dla mnie super przyjemny seans, zwłaszcza w IMAXie.

    • babole robią różnicę, serio, drażniły mnie, choć sam seans uważam za całkiem udany (bo to widowisko wysokiej klasy i stąd dość wysoka ocena).

  • BlueBerry

    Ten film zniszczył mnie doszczętnie i sprawił, że nie chcę oglądać niczego innego. Duże brawa Panie Nolan ! To nie zakalec tylko najlepsze ciasto jakie w życiu jadłem !

  • Pingback: Christian Bale - Antygwiazda | Film.org.pl()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Cloud Atlas na granicy kiczu i geniuszu

Następny tekst

Mroczny Rycerz Powstaje



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE