Moonrise Kingdom - recenzja | FILM.ORG.PL

Moonrise Kingdom

„Moonrise Kingdom” to doskonała historia, która zostaje opowiedziana i zilustrowana w niezwykły, pełen dziecięcej wrażliwości sposób, będący równocześnie osobistym podpisem reżysera.




Miłość z palcem na mapie




Filip Jalowski
30.11.2012


Po animowanej przygodzie z „Fantastycznym Panem Lisem” Anderson powraca do filmu aktorskiego. Wszystko wskazuje na to, że opowieść o zwierzętach zmagających się z rodzinnymi problemami oraz podłym farmerem zadziałała na reżysera odświeżająco. „Moonrise Kingdom” (pozwolę sobie na używanie oryginalnego tytułu, ponieważ polskie tłumaczenie jest co najmniej idiotyczne) to doskonała historia, która zostaje opowiedziana i zilustrowana w niezwykły, pełen dziecięcej wrażliwości sposób, będący równocześnie osobistym podpisem reżysera.

Akcja filmu rozgrywa się na nieco oderwanej od rzeczywistości, niewielkiej wyspie o nazwie New Penzance, która ma znajdować się w Nowej Anglii (w istocie w tle oglądamy plenery Rhode Island, choć warto wspomnieć, że Penzance to w rzeczywistości miasto portowe w Kornwalii, które może poszczycić się dość andersonowską historią). Mamy rok 1965, a na głównych bohaterów wyrastają dwunastoletni Sam Shakusky oraz jego rówieśniczka, Suzy Bishop. Chłopak jest wzorowym skautem, który nie jest jednak zbyt lubiany wśród harcerskiej braci obozu Ivanhoe. Brak dobrych kontaktów z chłopakami rekompensuje sobie dzięki wypisywaniu listów do Suzy, czyli dziewczyny poznanej w trakcie przedstawienia „Powódź Noego”. Partnerka od pióra podziela sympatię Sama i, od listu do listu, konstruuje z nim plan wspólnej ucieczki. Kiedy wybija listownie ustalona godzina zero, chłopak i dziewczyna znikają ze swoich domów (w przypadku Sama jest nim namiot w szkocką kratę), aby spotkać się w wyznaczonym przez Sama punkcie. Wkrótce, za zakochaną parą rusza pościg mający na celu jej rozdzielenie i ukaranie. W kontekście Sama kara jest dosyć surowa. Z racji tego, że jest sierotą grozi mu pobyt w zakładzie poprawczym.

Wyspa New Penzance jest wprost wymarzonym miejscem eksploratorskich eskapad, jakie odbywają dzieci, które z wymyślonymi mapami w ręku bawią się w odkrywców i podróżników. Mamy na niej lasy, rozległe polany, jaskinie, wzgórza i wybrzeże, które formuje się w urokliwe zatoki. Dodatkowo, New Penzance posiada historię, która elektryzuje młode umysły. Wśród drzew i kamieni ciągną się dawne indiańskie szlaki, które przypominają o tajemniczych czasach znanych z legend i ogniskowych opowieści. Jednym z takich magicznych miejsc jest tytułowe „Moonrise Kingdom”, do którego zmierzają Sam oraz Suzy.

Anderson doskonale akcentuje niezwykłość miejsca, w którym toczy się akcja. Żaden kadr jego filmu nie jest przypadkowy. Dzięki zabawie z ich kompozycją, twórcy osiągają niezwykły efekt. Bohaterowie niezwykle często stają się elementem symetrycznych kompozycji, dzięki którym oglądanie filmu przypomina podążanie za skrupulatnie przemyślanym planem ucieczki głównych bohaterów. Nawet chaos wpisuje się tu w ramy z góry przewidzianego porządku – silna burza i ulewa, pojawiające się na końcu filmu, korespondują z opowieścią o Arce Noego z początku projekcji. W ten sposób Anderson spina opowieść o Suzy i Samie kompozycyjną klamrą, która potęguje wrażenie śledzenia z góry ustalonego planu przedstawienia.

Wśród formalnej symetrii kwitnie jednak nieskrępowana relacja pomiędzy młodymi ludźmi. Miłość Sama i Suzy, jak wszystko u Andersona, jest nieco ekscentryczna i odrealniona, ale za to niezwykle szczera i ujmująca. Dwunastolatek z kamienną powagą malujący akty swojej ukochanej, formalne listy przypominające miłosną korespondencję z czasów, kiedy pocztę dowożono konno, tańce na plaży i wspólne noce w zatoce – takie przerysowanie może być szczere i nieprzesłodzone jedynie u Andersona.

„Moonrise Kingdom” ogląda się jak magiczny kolaż filmu i sztuki wystawianej na deskach dziecięcych teatrów. Prawdopodobnie dlatego na ścieżce dźwiękowej pojawiają się utwory pochodzące ze scen ukrytych na co dzień za czerwonymi kotarami (m.in. utwory Benjamina Brittena z opery „Powódź Noego”). Zresztą, cały film skoncentrowany jest na snuciu dziecięcych opowieści, które pojawiają się na jego różnych płaszczyznach. Najważniejsza jest jednak historia Sama i Suzy, którzy postanowili uciec od świata, aby być razem.  To właśnie dzięki ich decyzji możemy dać się porwać „Moonrise Kingdom”, które stanowi kolejny niezwykły punkt na mapie filmowych światów Wesa Andersona.

 

Zapraszam również do przeczytania artykułu przybliżającego kino Wesa Andersona – [KLIK]

 

P.S.

Na potrzeby ucieczki z domu rodzinnego Suzy zabrała ze sobą sześć ulubionych książek. Każda z nich jest pozycją fikcyjną, stworzoną specjalnie na potrzeby filmu. Za każdą okładkę odpowiada inny ilustrator. W trakcie trwania „Moonrise Kingdom” Suzy czyta fragmenty trzech opowieści. Niemniej, widzowie mogą poznać wszystkie sześć pozycji. Poniżej, zamiast trailera, zamieszczam film promocyjny, w którym filmowy narrator wprowadza nas w światy ulubionych opowieści głównej bohaterki filmu.

 

 







  • Na jakiś forum amerykańskim mi przemknęło, że pedomisie bardzo ten film lubią, co za świat…






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Chaika

Następny tekst

URWANY FILM #6 - Incepcja



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE