nowości kinowe

MIASTO DUCHÓW. Smartfon zamiast karabinu

Bohaterowie "Miasta duchów" w większości uciekli z opanowanej przez Państwo Islamskie Syrii, a ich walka odbywa się za pomocą mediów, ale nie znaczy to, że wojenny koszmar się dla nich skończył.

Autor: Dawid Konieczka
opublikowano

W 2014 roku samozwańcze Państwo Islamskie objęło kontrolę nad syryjską Ar-Rakką i uczyniło ją swoją stolicą. Mieszkańcy tego ponad dwustutysięcznego miasta doświadczyli nieopisanego okrucieństwa ze strony terrorystów i zostali zmuszeni do życia w ciągłym strachu w miejscu, które mimo panującego terroru wciąż nazywają domem. Grupa Syryjczyków postanowiła sprzeciwić się barbarzyństwu religijnych fanatyków, jednakże nie w sposób otwarty. Ich narzędziami walki z Państwem Islamskim stały się bowiem telefony i ukryte kamery, a metodą udostępnianie w Internecie nagrań pokazujących z pierwszej ręki horror rozgrywający się w Syrii. Życie dziennikarzy-amatorów naznaczone jest jednak strachem na wielu poziomach.

Ten najbardziej oczywisty to piekło wojenne rozgrywające się w Ar-Rakce. Matthew Heineman stosunkowo rzadko korzysta z materiałów zarejestrowanych przez bohaterów swojego filmu, ale nie ze strachu czy niechęci do pokazania brutalności członków ISIS — wstrząs udaje mu się wywołać w inny sposób. Miasto duchów jest bowiem opowieścią przede wszystkim o ludziach, zarówno tych, którym udało się uciec z Syrii, jak i pozostających na terenach objętych działaniami wojennymi. Większa część filmu rozgrywa się w Europie i dotyczy życia syryjskich uchodźców już w pozornie bezpiecznym miejscu. Reżyser często odchodzi od samego tematu wojny, by przyjrzeć się całej działalności grupy funkcjonującej pod nazwą Raqqa is Being Slaughtered Silently („Rakka jest mordowana w ciszy”). Interesują go jednak przede wszystkim sami aktywiści, ich determinacja i kondycja psychiczna; nie ma niepotrzebnego szokowania wojennym okrucieństwem. Heineman pokazuje też, że niebezpieczeństwo wisi nad bohaterami nawet po ucieczce z Syrii i nie chodzi tu wyłącznie o zwolenników Państwa Islamskiego obecnych w Europie. Widzimy potencjalne zagrożenie ze strony nacjonalistycznych środowisk, które żądają odesłania imigrantów z powrotem na Bliski Wschód. Reżyser na szczęście nie oskarża, nie zagłębia się specjalnie w politykę — wyłącznie obserwuje i oddaje głos filmowanym ludziom. Różnica polega na tym, że niektórzy z nich opowiadają o strachu i nadziei, a inni postulują deportację wszystkich uchodźców.


Internet stał się nieodłącznym elementem współczesności i jej tragedii — nigdy nie wiadomo, kiedy dostanie się wiadomość o śmierci przyjaciela, który pozostał w Syrii.

Kluczowym tematem Miasta duchów jest również szeroko pojęta wojna medialna. Członkowie RBSS zajmują się przecież nagrywaniem i udostępnianiem w mediach, zwłaszcza zachodnich, nagrań, na których widać tragiczną codzienność mieszkańców Syrii. Jest to odpowiedź na propagandę serwowaną przez ISIS, które nie tylko głosi nieuchronną zagładę wszystkich swoich przeciwników, ale także przekonuje o doskonałym funkcjonowaniu i potędze swojego „państwa”. RBSS demaskuje kłamstwa terrorystów, pokazując skalę ubóstwa, głodu, chorób i niewydolności gospodarczej okupowanej ojczyzny. Heineman w swoim filmie podkreśla moc oddziaływania nowych mediów i ich znaczenie: potrafią one kreować konkretne wyobrażenia, wpływać na młode umysły (przerażające nagrania kilkuletnich dzieci wymachujących flagą Państwa Islamskiego i uczących się egzekucji na pluszowych misiach) czy osłabiać morale przeciwników. Wojna prowadzona przez bohaterów Miasta duchów opiera się na, skądinąd dość monotonnym, publikowaniu nagrań i zdjęć, ale jest ona równie zacięta i istotna dla losów konfliktu, co działania zbrojne. Internet stał się nieodłącznym elementem współczesności i jej tragedii — nigdy nie wiadomo, kiedy dostanie się wiadomość o śmierci przyjaciela, który pozostał w Syrii. W kontekście mediów wyjątkowo przygnębiające są zwłaszcza dwie sceny. W pierwszej rodzeństwo bezsilnie obserwuje ostatnie chwile własnego ojca za pośrednictwem wideo przesłanego przez bojowników Państwa Islamskiego. W drugiej mężczyzna, tęskniąc za bratem, który zginął w trakcie ucieczki z Syrii, wysyła mu wiadomości na Facebooku. Podczas czytania opisu może wydawać się to dziwnym, ale rozpacz osamotnionego uciekiniera, któremu pozostało jedynie zdjęcie najbliższej osoby na portalu społecznościowym, jest przytłaczająca.

Chociaż w Mieście duchów są momenty nadziei na lepszą przyszłość, czy to mieszkających w Europie, czy walczących w Syrii, to wydźwięk filmu wydaje się mało optymistyczny. Swoistą klamrę kompozycyjną stanowi sekwencja gali, na której członkowie RBSS otrzymują dziennikarską nagrodę. Sala pełna jest elegancko ubranych osobistości pijących szampana, wszystkim robione są zdjęcia. W pewnej chwili fotograf zwraca uwagę jednemu z bohaterów filmu, by nie wyglądał tak smutno podczas sesji zdjęciowej. Celem bohaterskich Syryjczyków było pokazanie światu tragedii, która rozgrywa się w ich kraju i wywołanie jakiegoś odzewu, sprowokowanie reakcji ludzi, którzy są w stanie pomóc. Terroryści z Państwa Islamskiego odcinają Ar-Rakkę od dostępu do świata zewnętrznego, ale nie wydaje się, by ten był szczególnie zainteresowany odbudowaniem łączności. Od razu przypomina się cytat z Hotelu Ruanda: „Myślę, że gdy ludzie zobaczą ten materiał, powiedzą: »O Boże, to okropne!«, a potem dalej będą jeść swój obiad”.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane