Miasto 44 | FILM.ORG.PL

Miasto 44

"Miasto 44" to czyste kino atrakcji. Tradycyjna, literacka dramaturgia scenariusza ustępuje tu miejsca „dramaturgii inscenizacji”




Realizm odrealniony




Miłosz Drewniak
19.09.2014


dfba1b7919901502019d2e90c8caa404

Stefan – główny bohater Miasta 44 – w jednej ze scen biegnie przez ostrzeliwany cmentarz. Zabłąkane kule świszczą koło niego, a w głębi ujęcia widać spadające bomby i ginących powstańców (wszystko to w sloł mołszyn). W tle – Dziwny jest ten świat śpiewa nam Czesław Niemen. To chyba najbardziej reprezentatywna scena najnowszego, tj. drugiego po Sali samobójców filmu Jana Komasy. Jest w tym jednym sceno-ujęciu zawarte wszystko, co w poetyce Miasta 44 najbardziej charakterystyczne: widowiskowość, naturalizm, apokaliptyczna groteska, a także swego rodzaju bohaterski liryzm (nie mylić z patosem!) i – co chyba najważniejsze – postawa narratora wobec opisywanych wydarzeń, do której jeszcze wrócę.

Trzeba to zaznaczyć już na samym początku – tak jak podpowiadał nam zwiastun filmu, Miasto 44 to czyste kino atrakcji. Tradycyjna, literacka dramaturgia scenariusza ustępuje tu miejsca „dramaturgii inscenizacji”. Jeżeli więc ktoś nie zauważy, że scenariusz Miasta 44 jest nijaki, to tylko dzięki niebywałemu talentowi reżyserskiemu Jana Komasy, który równoważy fabularne niedociągnięcia. Sam autor powiedział, że głównym bohaterem swojego filmu uczynił Miasto. Mamy więc do czynienia z bohaterem zbiorowym, co w ogólnym planie wypada nieźle, jednak jeśli przyjrzeć się bliżej poszczególnym postaciom, ich psychologiczne sylwetki rozłażą się, jakby ulepione były z felernej gliny. I tak na przykład Stefan, który w jednej chwili chce „mieć papiery, pracę i święty spokój”, w następnej rzuca się na uzbrojonego wroga z gołymi rękami. Tak na przykład wyemancypowana „Biedronka” (bo jej Zofia Nałkowska nakładła głupot do głowy) traci ją [głowę] dla chłopa i biega za nim po całym mieście, mimo że tamten ją zostawił. Niestety, zabrakło również reżyserowi-scenarzyście pomysłu na rozwiązanie akcji…

Miasto44_PREWKI_50

Nie jest Miasto 44 filmem dla ludzi o słabych żołądkach. Wszędobylskie flaki, bestialskie mordowanie dzieci, deszcz krwi, który spada na ulicę po wybuchu czołgu-pułapki – wszystko to obrazki, których należy się spodziewać, wybierając się do kina. Jednak nawet widzowie, których podobne sceny odpychają, powinni zmusić się do seansu Miasta 44 po tym, jak zareagowali na niego uczestnicy powstania, będący pod wrażeniem filmu i zgodnie przyznający, że tak to właśnie wyglądało. W ten „namacalny” świat przedstawiony Komasa po mistrzowsku wplata liryczne i odrealnione, chciałoby się powiedzieć – komiksowe nawiasy, kontrastujące z ogólną, realistyczną konwencją filmu. Takim nawiasem będzie wspomniany bieg przez cmentarz, czy zupełnie odjechana, ale przez to właśnie piękna, scena pocałunku wśród gradu kul. Jeśli Komasa popada tutaj w kicz, to zupełnie świadomie, zaznaczając tę swoją świadomość szalonej „niepowagi” rozświetleniem kadru i nienaturalnym poprowadzeniem jednej z roziskrzonych kul.

Widać w tym całym naturalizmie (jednak znacząco przeważającym) bardzo wyraźne inspiracje twórczością Stevena Spielberga, którego pracę na planie Listy Schindlera młody Komasa miał szansę podglądać. Echa nieokiełznanego, bitewnego chaosu z prologu Szeregowca Ryana odbijają się na przykład w scenie cmentarnej Miasta 44, a jeden z dowódców, który ze śmiertelną raną głowy spaceruje jeszcze przez chwilę w przerażającym amoku, od razu przywodzi na myśl żołnierza z Normandii, który wędruje po plaży w poszukiwaniu własnej ręki.

bobsadag

Po seansie Miasta 44 muszę też stwierdzić, że nie mieli racji ci, którzy widzieli w Komasie następcę Andrzeja Wajdy. W przeciwieństwie do Mistrza, Komasa nie bawi się w politykę. Nie rozlicza i nie rozgrzesza. Nie zadaje nawet pytania o sens sierpniowej masakry. Jego celem jest pokazanie ludzkiego dramatu i palety emocji w obliczu zagłady miasta, gdzie nie tylko Niemcy i Rosjanie zachowują się jak zwierzęta (choć, oczywiście, nie do końca udało się uniknąć wartościowania na naszą korzyść). Najlepszym przykładem postawy narratora jest, jak pisałem na początku, scena cmentarna, w której głos zabiera sam Czesław Niemen i „dziwi się”, nawet nie jest przerażony, ale „dziwi się” groteskowej przemocy, która wdarła się do stolicy. Nie uderzył też Komasa w martyrologiczne tony. Polska w jego filmie nie jest przedmurzem chrześcijaństwa, Winkelriedem, ani nawet Chrystusem narodów. Nie uświadczymy tu żadnych krucyfiksów, czy płonących kieliszków ze spirytusem, jak u Wajdy-symbolisty.

Miasto 44 jest filmem młodych, przede wszystkim dla młodych. To ich oczyma patrzymy na płonące miasto i zadajemy sobie pytanie, co my – pokolenie, które nigdy nie zostało wystawione na próbę – zrobilibyśmy w podobnej sytuacji. To przejmujące i autentycznie wzruszające kino, a w Polsce z całą pewnością nowa jakość. Mimo wad scenariuszowych Miasto 44 potwierdza reżyserski status Jana Komasy, w którym po Sali samobójców pokładano wielkie nadzieje.

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak






  • Michał

    Komasa to świetny reżyser ale słaby scenarzysta. Gdyby dostał lepszy skrypt to „MIasto 44” byłoby filmwem wybitnym (pod względem technicznym to perełka w polskim kinie). Tak czy inaczej bardzo dobre kino.

  • zipperblog

    Może to nie było dość zaznaczone, ale jak dla mnie Stefan szybko zmienił zdanie, bo znajomi mu wmówili, jaka to fajna zabawa być w konspiracji, że przygody, dziewczyny i ogólnie czad. Może za mało było takich scen.

    • Kazik

      Warto dodać tutaj jedną rzecz o której nikt nic nie napisał. Ten film nie posiada fabuły, postacie są przedstawieni w sposób fragmentaryczny, o wielu osobach, które widzimy na ekranie reżyser zapomina. W dużej mierze dzieje się tak dlatego, ze do jednym z koproducentów „Miasta 44” jest TVP. Dlatego obraz ten kręcony był jako serial a nie film fabularny. Film kinowy jest po prostu średnio udanym zlepkiem scen wyjętych z serialu pt „Miasto 44”. Stąd też i słusznie, film sporo obrywa w recenzjach, między innymi za fragmentaryczność. Przekonacie się, że kiedy program 1 TVP rozpocznie emisję serialu, okaże się, że fabuła jest a serial po prostu jest dużo lepszy.

      Z drugiej strony, Polska to taki dziwny kraj gdzie największe rodzime produkcje filmowe kręci… telewizja. Wymóg jest jeden, film ma jak najszybciej pojawić się na kanale a że kina też chcą swoje zarobić, robi się serial, kinu zostawiając wybrane ochłapy. Oto cała tajemnica braku scenariusza w filmie Jana Komasy. Prawdę mówiąc trochę mu współczuję.

      • Kazik

        Polecam jeszcze ten tekst, gdyby ktoś zechciał stworzyć 44 prawdy objawione filmu Komasy. Naprawdę nieźle się czyta.

        http://qrkoko.pl/miasto-44/

        • Geronimo

          Niezbyt. Wysilone ględolenie, a podsumowanie i teksty o „Gimbazie” sprawiają, ze w ogóle chce się tylko machnąć ręką.

          • pietia76

            to zrob lepiej jak taki jestes kozak. byle gimbaza tylko krytykowac potrafi…

  • janko

    Mi średnio pasowało połączenie brutalnego realizmu i tych komiksowych scen. Natomiast głowni aktorzy mimo małego doświadczenia i słabego rozpisania postaci dali radę. Choć mam mieszane uczucia seansu nie żałuję.

  • ech

    „Widać w tym całym naturalizmie (jednak znacząco przeważającym)
    bardzo wyraźne inspiracje twórczością Stevena Spielberga, którego pracę
    na planie Listy Schindlera młody Komasa miał szansę podglądać.” – mocno naciągane stwierdzenie, sprawdziłem sobie, na planie Spielberga miał jakieś 11 lub 12 lat. Raczej poczuł atmosferę dużej produkcji, ale żeby coś z tego zrozumieć to wątpię.

  • Andriej

    Bardzo dobry film jak na polskie warunki. Recenzja też dobra.

    Pozdrawiam.

    • Andriej

      Kogo znowu dupsko boli? Przyznać się!

      • Andriej

        A, już wiem. Mnie.

        • Andriej

          Nie czytajcie tego drugiego, to jakaś marna podróbka (ten co używa wulgaryzmów, ja jestem kulturalny).

          • Andriej

            Nie, to ja jestem prawdziwy! Tamci dwaj to kuce.

          • Andriej

            Żeby robić coś takiego naprawdę trzeba cierpieć na przewlekły butthurt, ciekaw jestem czy to ten pajac, który ostatnio pluł się przez tydzień, bo nawet nie zrozumiał mojej odpowiedzi. Tia, pewnie to on.

          • Andriej

            Żeby robić coś takiego i jeszcze podszywać się pode mnie udając skargę, to trzeba naprawdę cierpieć na przewlekły butthurt. To pewnie ci wredni kuce, którzy mają dość mojego wysublimowanego humoru, kultury, obycia, wrażliwości i wiedzy filmowej.

          • jjjj

            Niech podniesie rękę ten Andriej który nie lubi ekranizacji komiksów ;)

          • Andriej

            Ja!

          • Andriej

            Ja ja ja!

          • Andriej

            Ja ja…ej, no nie podszywajcie się! Kurde….

          • Andriej

            Jem kupe [cool]

          • Andriej

            Mówiłem od początku, że Marvel/DC to coś dla autystycznych piwniczan i popatrzcie,
            właśnie dobitnie udowodniliście że mam rację.

          • bobzielarz

            To niestety nie ja ale świetnie się czyta:D

  • Kazik

    Nie wiem, może się mylę. Niech więc ktoś mnie poprawi. Ale w jaki sposób film może być dobry, skoro ma, cytując recenzenta, miałki scenariusz?

    • MP

      Wystarczy obejrzeć, żeby się przekonać :). Michael Bay od zawsze kręci filmy z takim sobie scenariuszem, które obronną ręką wychodzą z zestawienia „dobry-zły” dzięki realizacji. Komasie udaje się coś więcej: to bezsprzecznie dobry film, który w jego realizacji staje się kapitalny, a z lepszym scenariuszem byłby prawdziwie doskonały ;).

  • Piotr

    „Nie uderzył też Komasa w martyrologiczne tony. Polska w jego filmie nie jest przedmurzem chrześcijaństwa, Winkelriedem, ani nawet Chrystusem narodów.”

    Nie wierzę! Czy wreszcie udało się zrobić taki film? ;)

    • MP

      Na moje oko – jak najbardziej! Widowiskowy do granic kiczu (zamierzonego) i makabry (uzasadnionej historycznie – Borgward) przykład diablo składnego opowiadania o tragedii bez popadania w cierpiętnicze epatowanie symbolami. Scenariusz – owszem, letni, ale tutaj rzeczywiście siłę ma akcja. Akcja, ludzie i miasto, w którym rzecz się dzieje. Bardzo dobre kino!

    • Tak, zdecydowanie :)

  • Andriej

    „co my – pokolenie, które nigdy nie zostało wystawione na próbę – zrobilibyśmy w podobnej sytuacji” – Oj, kuce pewnie by się z tym twierdzeniem nie zgodziły, ale rację masz absolutną. Póki co do filmu podchodzę z rezerwą, ale może seans mnie do niego przekona, skoro ocena taka pochlebna…

  • Paweł Tylko Wtajemniczeni Wied

    cholera, czemu nie podoba mi się plakat?

  • Do Autora recenzji: świetny tekst. Tez piszę, myśle, że dobrze, i tego samego wymagam od innych piszących. Ty ująłeś w recenzji wszystko, co trzeba, a nawet trochę więcej, bo zrobiłeś małe rozpoznanie kulturoznawcze. Bardzo, bardzo pięknie piszesz.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

ZBLIŻENIA - Gdynia 2014

Następny tekst

ŻYCIE JEST PIĘKNE - II Wojna Światowa wg KMF



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE