nowości kinowe

Mandarynka

Autor: Agnieszka Stasiowska
opublikowano

Trudno mi jakoś zręcznie skomentować tę półtoragodzinną stratę, która mnie poprzez seans Mandarynki dotknęła. Cóż mogę napisać? Chyba wprost – brak formy nie jest formą, wbrew temu, co się niektórym współczesnym twórcom wydawać może. Na dobrą sprawę Mandarynka nie jest filmem w ogóle, jest utworem, który powinien był trafić na jakąś przeznaczoną dla takich produkcji stronę internetową – YouTube chyba by ten wątpliwy zaszczyt uniósł.

Utwór Seana Bakera to opowieść o transseksualnej prostytutce, Sin-Dee, która po wyjściu z więzienia, w którym spędziła zaledwie cztery tygodnie, dowiaduje się, że jej alfons/chłopak, niejaki Chester, zdradził ją z koleżanką po fachu. Koleżanka jest biała, i (co jeszcze bardziej obelżywe!) jest biologiczną kobietą. Sin-Dee zatem, w towarzystwie Alexandry, rusza w miasto celem dokonania – ręcznej, a jakże – konfrontacji. Postacią główną drugiego wątku jest pochodzący z Erywania kierowca taksówki, Ramzik, bliski znajomy Sin-Dee i Alexandry, gustujący w rozrywkach, których te panie odpłatnie dostarczają.

mandarynka 1
Jak już wspomniałam, w mojej opinii Mandarynka w ogóle nie jest filmem jako takim. Nie ma scenariusza, nie ma gry aktorskiej, nie ma przesłania, niczego, co do tej pory zwykliśmy z tą formą ekspresji artystycznej wiązać. Została rzekomo nakręcona iPhonem. Nietrudno w to uwierzyć, choć podejrzewam, że to jedynie częściowo prawda, a częściowo żenujący sposób na lans producentów utworu. Poszczególne sceny prowadzone są liniowo, bez jakiegoś widocznego planu czy zamysłu – reżyser po prostu podąża za swoimi bohaterami, nagrywając ich poczynania.

Brak jakiejkolwiek pracy światłem, ujęciem, nawet towarzysząca akcji muzyka wydaje się być dobrana przypadkowo i nie odgrywa większej roli. Dialogi są na poziomie bruku, który wycierają na co dzień Sin-Dee i jej koleżanki. Nie wiem, gdzie ta ich domniemana błyskotliwość – takie odzywki słychać wszędzie wokół, niestety, i przeciętnie wrażliwy człowiek stara się jednak takich atrakcji unikać.

mandarynka 2
Scenariusz praktycznie nie istnieje, od pierwszej sceny wiadomo, o co chodzi, jak się sytuacja rozwinie i jak się zakończy. Nie ma żadnego suspensu, intrygującego zwrotu akcji, napięcia między bohaterami, absolutnie nic. Wątek Razmika oferował pewne możliwości, niestety jest tak samo płytki, jak wątek Sin-Dee oraz Chestera, i sprowadza się w gruncie rzeczy do pyskówek w gronie rodzinnym w stylu The Jerry Springer Show. Fani muszą być zachwyceni.

Kitana Kiki Rodriguez oraz Mya Taylor, występujące w rolach – odpowiednio – Sin-Dee i Alexandry, mimo że grają de facto same siebie, nie potrafią pozbyć się sztuczności zachowania i tremy przed nawet tak prymitywną kamerą. Część tej sztuczności, przesady w gestach, ruchach i sposobie wysławiania się jest z pewnością elementem tworzonej przez nie kreacji, tym niemniej dla widza jest irytująca. Karren Karagulian jako Ramzik poradził sobie znacznie lepiej, choć nie było to zbyt wielkie aktorskie wyzwanie, ale też i on ma z tej trójki największe doświadczenie przed obiektywem.

mandarynka 3
Wszystko to składa się na mocno niestrawną całość. Dziwić zatem powinno, że Mandarynka została nagrodzona jako „najlepszy film fabularny”. Zdumienie jednak mija, kiedy się doczyta, że nagroda ta została przyznana przez Nowojorskie Niezależne Nagrody Filmowe Gotham. „Niezależne” jest tu słowem-kluczem, które sugeruje raczej polityczną czy społeczną „poprawność” aniżeli rzeczywiste artystyczne osiągnięcie. Mandarynka pojawia się w nominacjach i nagrodach także takich instytucji jak „Film Independent”, „American Film Festival” czy w „Konkursie Wolny Duch” Warszawskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego. Duch może i wolny, ale widz, uwięziony w fotelu kinowym przez prawie dziewięćdziesiąt minut, życzliwie o filmach niezależnych raczej nie pomyśli – chyba że jest fanem tego typu produkcji, czego wykluczyć nie można.

Mandarynka jest trochę jak gore – część ludzi wie, że jest, i niektórzy nawet lubią, ale jest to zdecydowanie wąska grupa odbiorców. Innymi słowy, rozrywka nie dla każdego. Co bardziej wrażliwych może zostawić w najlepszym wypadku z uczuciem niesmaku – a może być znacznie gorzej.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane