LUCY - recenzja filmu Luca Bessona | FILM.ORG.PL

Lucy

Pełna pseudonaukowych i pseudofilozoficznych bredni historia, w której tak naprawdę chodzi o zwykłe łubudu.




Wyłącz myślenie




Jędrzej Dudkiewicz
14.08.2014


poster-200Luc Besson kiedyś był naprawdę dobrym reżyserem. Kluczowe jest tu niestety słowo „kiedyś”, a na jego niekorzyść przemawia fakt, że od piątku w kinach obejrzeć można jego największe dzieło, „Wielki błękit”. Mając w pamięci ten film seans „Lucy” jest jeszcze bardziej przygnębiającym doświadczeniem.

Historia jest prosta jak konstrukcja cepa. Lucy zostaje przekonana przez swojego chłopaka, z którym spotyka się od tygodnia, by dostarczyła walizkę Panu Jangowi. Jak się okazuje, w środku jest nowy rodzaj narkotyku, zaś Lucy zostaje „zatrudniona” (czytaj: zmuszona) do przetransportowania części specyfiku na teren USA. Zaszyta w jej brzuchu substancja przedostaje się jednak do krwioobiegu, co powoduje, że bohaterka zaczyna wykorzystywać możliwości swojego mózgu w coraz większym stopniu.

Besson stara się więc zastanowić, co by się stało, gdyby coś takiego rzeczywiście było możliwe. I nie ma dla niego znaczenia, że z najnowszych badań jasno wynika, że teoria mówiąca, że człowiek ma dostęp jedynie do 10% mocy mózgu jest błędna. No, ale dobrze, na potrzeby filmu można przyjąć takie założenie.

lucy5

Za pomocą wypowiedzi profesora Normana, reżyser prezentuje na ekranie skróconą historię rozwoju człowieka – im dalej jednak, tym bardziej upodabnia się do grafomańskich zabiegów znanych z „Drzewa życia” Terrence’a Malicka. Nie wystarczy, że uczony powie o organizmie żyjącym w niebezpiecznym środowisku. W trakcie jego wypowiedzi widz zostanie uraczony zdjęciami wybuchów wulkanów, powodzi i innych klęsk żywiołowych. W zasadzie nie wiadomo czemu ma to służyć, ponieważ koniec końców i tak wiadomo, że chodzi o zwykłe łubudu (o tym jednak później). „Lucy” pełna jest niestety filozoficznych bredni i pretensjonalnych spostrzeżeń, a ogólna konkluzja, że ograniczenia są tym, co stanowi o naszym człowieczeństwie, jest średnio przekonująca. Besson stara się skrytykować ludzkość za ciągły pęd do nieograniczonej wiedzy, w jakimś stopniu także do nieśmiertelności, ale robi to w sposób, który raczej bawi, niż zmusza do myślenia.

Tym bardziej, że wizytówką zdecydowanej większości filmów, przy których pracował w ciągu ostatnich lat, jest brak jakiejkolwiek logiki. Nie inaczej jest w przypadku „Lucy”. W zasadzie nikt się tu niczemu nie dziwi, a prym w tym wiedzie główna bohaterka. Bez mrugnięcia okiem i chwili zawahania wykorzystuje swoje nowe zdolności, często nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Mnóstwo jest tu dziur w konstrukcji historii oraz idiotycznych rozwiązań fabularnych. Przykładowo nie bardzo wiadomo, czemu Lucy nie zabija swojego głównego przeciwnika, gdy może to zrobić bez najmniejszego problemu (wcześniej zlikwidowała całą jego obstawę). Gdy jadący z nią samochodem policjant sugeruje, że może odwołać ścigające ich radiowozy, bohaterka odmawia. Głównie po to, żeby można było umieścić w filmie scenę efektownej kraksy – to, że w związku z tym zginą stróże porządku nie ma przecież najmniejszego znaczenia. Czasem też Lucy zapomina, że nie ma dla niej żadnych ograniczeń. Całej końcowej strzelaniny dałoby się uniknąć, gdyby tylko poświęciła dwie minuty, by rozbroić przeciwników. Zapewniam, że tego typu kwiatki, to tylko wierzchołek góry lodowej.

Najlepszym więc sposobem, żeby obejrzeć „Lucy” bez wielkiego bólu jest po prostu wyłączenie myślenia na czas seansu. W takim wypadku film Bessona jest w stanie dostarczyć trochę rozrywki. Sceny walk są odpowiednio efektowne, zaś akcja pędzi do przodu na złamanie karku. Ciężko byłoby więc powiedzieć, że pobyt w kinie kogokolwiek zmęczy. Szkoda tylko patrzeć, jak Scarlett Johansson i Morgan Freeman muszą udawać, że starają się grać najlepiej jak potrafią. Wydaje się, że aktorzy zdawali sobie sprawę, że występują w strasznie bzdurnym filmie i tylko czekali na koniec okresu zdjęciowego. W pewnym momencie Lucy pyta swojego rozmówcę, czy cokolwiek z tego co mówi ma sens. Niestety, nie ma.

Jędrzej Dudkiewicz

Ma obroniony licencjat z historii na Uniwersytecie Warszawskim, obecnie robi licencjat z filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Odbył staż w Tygodniku Polityka, na co dzień współpracuje ze Stopklatką, Wirtualną Polską, Magazynem Kontakt, Dwutygodnikiem artPAPIER oraz stroną film.org.pl. Prowadzi również bloga Cisza na planie (ciszanaplanie.com/). Interesuje się filmem, serialami, książkami, polityką, piłką nożną i innymi ludźmi.

Latest posts by Jędrzej Dudkiewicz (see all)







  • steppenwolf1982

    „grafomańskich zabiegów znanych z „Drzewa życia” Terrence’a Malicka”? może byś wyjaśnił o co chodzi w tym zdaniu bo wg mnie film Malicka to współczesne arcydzieło.

    • A według mnie film Malicka to gniot jakich mało. Nudny i grafomański. Malickowi wydaje się, że jest Bogiem i stara się wyjaśnić wszystkie tajemnice wszechświata. I te szepty-zaklęcia, no koszmar po prostu. Jestem wielkim przeciwnikiem tego filmu i stawiam go na równi z tak samo beznadziejnym „Antychrystem”.

      Pozdrawiam serdecznie

      • Fidel

        „Drzewo” to film o próbie przezwyciężenia traumy przez konkretną jednostkę. Mimo całego kosmicznego sztafażu, będącego metaforą wewnętrznego świata bohaterki, to w istocie bardzo minimalistyczne kino, moim zdaniem bardzo dalekie od poszukiwań odpowiedzi na pytania fundamentalne. Przybijam piątkę steppenwolfowi ;)

      • steppenwolf1982

        wciąż nie wyjaśniłeś czemu uważasz go za grafomański. „Malickowi wydaje się, że jest Bogiem”? – przecież to zdanie nic nie oznacza, nie ma żadnego sensu. nie zauważyłem też, aby wyjaśniał w swym filmie jakiekolwiek „tajemnice wszechświata”, co najwyżej opowiada o wewnętrznej próbie kontaktu człowieka z Bogiem. mniejsza z tym, recenzja nie dotyczyła „Drzewa życia”, ale stawianie na wyrost tezy, że film jest grafomański bez jakiegokolwiek merytorycznego poparcia (co najmniej tak, jakby twoja subiektywna ocena „Drzewa życia” była czymś powszechnie uznawanym i oczywistym), podważa twoją kompetencję w roli recenzenta.

        • No jak nie wyjaśnia, jak wyjaśnia. Cofa się nawet do dinozaurów i pokazuje wszystko od początku stworzenia świata. Zastępuje Boga starając się pokazać, że świat mimo wszystko jest jednocześnie piękny i okrutny. Nie twierdzę, że cała Lucy jest grafomańska (tylko bzdurna), jedynie kilka elementów skojarzyło mi się z Malickiem. Nie uważam również, że moja ocena Drzewa życia jest powszechnie uznawana i oczywista, ale warto zauważyć, że nie jest to powszechnie ceniony film, tylko co najmniej kontrowersyjny. I Złota Palma niczego tu nie zmienia.

          • Kelevra

            Piona, Drzewo Życia to bełkot jakich mało. Pseudofilozoficzna opowiastka dla hipsterów i tych samych typów ludzi, którzy pałowali się nad „Mr Nobody”.

          • Pan Zwieracz

            Drzewo Życia to po prostu dobry przykład na to jak z prostej historii patologicznej rodziny (ojciec, który nie potrafi kontrolować swoich wybuchów gniewu i przemocy) zrobić jakąś mdłą, filozoficzną papkę o sensie życia :)

          • steppenwolf1982

            ok, jest to twoja subiektywna opinia, której nie mam zamiaru podważać, ale używanie jej w recenzji bez żadnego klarownego uzasadnienia trąci amatorszczyzną.

            jeśli odwołujesz się w tekście do jakiegoś innego filmu, to albo weź przykład czegoś oczywistego, co nie domaga się specjalnych wyjaśnień, albo, jak w tym wypadku, jest to twierdzenie dość kontrowersyjne, które wypadałoby czymkolwiek poprzeć.

            wciśnięte od czapy zdanie o filmie Malicka w recenzji „Lucy” brzmi co najmniej tak absurdalnie i niepoważnie, jakbyś napisał np: „film równie pretensjonalny co Odyseja Kosmiczna Kubricka” – pusta, pozbawiona jakiejkolwiek argumentacji retoryka, sprowadzająca „recenzję” do poziomu bezrefleksyjnej wypowiedzi gimbazy.

          • W porządku, z tym zarzutem mogę się zgodzić. W odpowiedzi na komentarz Mefisto napisałem o co mi dokładnie chodzi, powinno się to też było znaleźć w recenzji.

        • Polecam w sumie recenzję Drzewa Życia Pawła Felisa, z którym zgadzam się w zasadzie w 100%:

          http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,103502,9751460,Drzewo_zycia____.html

      • Mefisto

        Może i gniot, ale jednak porównywanie obu tych filmów na zasadzie „bo tu i tam są widoki wulkanów”, zwłaszcza, że Malick miał w tym jakimś cel, trochę rozmija się z logiką.

        • Ale Besson robi dokładnie to samo co Malick. Pokazując stworzenie świata stara się udowodnić swoje tezy, w tym przypadku o człowieczeństwie. Ma podobny cel jak Malick i, moim zdaniem, robi to tak samo grafomańsko.

          • Mefisto

            No nie do końca – jakkolwiek nie lubisz Malicka, to robi on jednak kino „ambitne”, a więc w jakiś sposób przemyślane. Ergo czemuś służą mu te widoki, choćby nie wiem jak grafomańsko się prezentowały. Tymczasem u Bessona, co zresztą sam przyznajesz, chodzi o zwykłe łubudubu, do którego na siłę doczepiono „stworzenie świata” :) Dwie totalnie różne rzeczy.

          • Dobra, niech będzie :P

      • Andriej

        No popatrz Jędrej, naraziłeś się hipsterom. To już nie te czasy, kiedy mozna było nazwać gówno gównem. Teraz zawsze pojawi się grupka pożytecznych idiotów, która desperacko chce wmówić sobie że „ten film nie jest gównem, tylko jest dla ludzi ekstra-inteligentnych(jak ja), reszta go nie zrozumi, hurr hurr”. Tzw. syndrom „Prometeusza”(albo Lindelofa, jak kto woli)

  • Krzysiek eM

    Może wreszcie się skończy zachwyt nad tym pięknym haha pasztetem…

  • Pan Zwieracz

    Już z trailera widać było, że będzie straszna bzdura. Nie zaskoczyli mnie.

  • Andriej

    Pytałem się o to filmidło na editing-room.com i dostałem odpowiedź w zasadzie identyczną w treści z tą recenzją. Zresztą nazwisko Besson znaczy dzisiaj mniej więcej tyle co Shyamalan, Szlayamajan czy jak on tam się kurwa nazywa… LoL

  • janosik79

    Już po zwiastunie miałem złe przeczucia co do tego filmu, gdy bohaterka zabija taksówkarza tylko dlatego, że nie chciał jej zabrać. Powyższy tekst utwierdza mnie w przekonaniu, że słuszne to były wątpliwości co do tego jaki poziom będzie ten film prezentował.

  • bart16

    pierwsza zasada krytki filmowej: Jeżeli jakiś film nie podoba się krytykom,to oznacza,że jest dobry

  • Rafał Szturc

    dla mnie film byl ok a dla tych ludzi co ne ogladali to polecam

  • browarek

    udało Wam się wyłączyć, tzn. nic nie zrozumieliści :)

  • Madzia Kamińska

    Jak dla mnie film bardzo okej. Może i historia mało prawdopodobna, trochę wyssana z palca, ale film oglądało mi się świetnie, ba, nawet skłonił mnie do pewnych całkiem ciekawych przemyśleń. Co do gry aktorskiej – również oceniam bdb – fajnie zagrana główna rola, osobiście uważam, że Johannson jak najbardziej do niej pasuje i nikogo innego obecnie nie potrafię sobie w niej wyobrazić. Ogółem fabuła filmu mnie wciągnęła, zaciekawiła i dobrze mi się oglądało – nie męczyłam się, nie miałam wrażenia, że oglądam bzdurę, przeciwnie. Polecam wszystkim, którzy lubią się trochę pozastanawiać po seansie. Dla mnie nie był to czas stracony i zamierzam ten film obejrzeć po raz kolejny w najbliższym czasie.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Revenge of the Green Dragons - trailer

Następny tekst

Niezniszczalni 3



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE