ŁOWCA - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

ŁOWCA

Uczta dla oka i ucha, broni się jako samoistny byt (nie wymaga znajomości książki), stanowi też ciekawe i przemyślane studium ludzkiej kondycji moralnej, bez zbędnego filozofowania.




Pod tą wszechstronnością kryje się pustka, brak sympatii do czegokolwiek.*




Jan Dąbrowski
21.06.2014


Wilk workowaty (Thylacinus cynocephalus):

gatunek ssaka z rodziny wilków workowatych, największy drapieżny torbacz czasów współczesnych. Pierwotnie występował na terenach Australii i Nowej Gwinei, w czasach historycznych został wyparty wyłącznie do terenów Tasmanii, gdzie wyginął w XX wieku. Powszechnie jest znany jako tygrys tasmański (ze względu na paskowany zad), a także jako wilk tasmański i kolokwialnie, Tassie (albo Tazzy) fałszywy tygrys lub po prostu tygrys.

Był ostatnim przedstawicielem swojego rodzaju, Thylacinus.

 Wikipedia, Wolna Encyklopedia

The-Hunter-with-Willem-DafoeWyreżyserowany przez Daniela Nettheima film Łowca (będący ekranizacją wydanej w 1999 r. książki Julii Leigh pod tym samym tytułem) jest dziełem prostym i czytelnym, lecz w żadnym wypadku nie jest to przytyk. Dzięki nieskomplikowanej konstrukcji widz może swoje skupienie zogniskować na niezwykle pięknych dziełach natury i ich kontrastowaniu z egoistyczną i niszczycielską ludzką działalnością.

Głównym bohaterem – a zarazem przewodnikiem widza w wędrówkach po malowniczej Tasmanii – jest Martin David (Willem Dafoe), będący zawodowym tropicielem. Od koncernu farmaceutycznego RedLeaf otrzymuje on zadanie, by zweryfikować informacje o domniemanych śladach uznanego za zaginiony gatunek wilka workowatego. Jeśli uda mu się wytropić takiego osobnika, zobowiązany jest do dostarczenia koncernowi próbek DNA oraz pozbyciu się materiału dowodowego. Świadom niejasności związanych ze swoim zadaniem, lecz zaintrygowany, Martin podejmuje się zadania i wyrusza samotnie do Tasmanii, gdzie będzie działać pod przykrywką badań naukowych dla uniwersytetu. Na miejscu, w miasteczku nieopodal rezerwatu przyrody łowca poznaje lokalną społeczność, w większości złożoną z mężczyzn pracujących przy wycinaniu lasu. Brany przez miejscowych za jednego z „zielonych” zapaleńców (którzy bojkotują niszczenie tutejszej flory) popada z nimi w konflikt. Na dodatek rodzina, u której znajduje nocleg na czas pobytu także nie jest wolna od problemów, które nie pozostaną bez wpływu na samotnego tropiciela.

Tak w skrócie prezentuje się zarys fabuły, a i ciąg dalszy – choć nie jest pozbawiony zwrotów akcji – ciężko nazwać innowacyjnym. W filmie postawiono zdecydowanie na eksplorowanie przebogatej przyrody Australii, przy której ogromie i przepychu tropiciel stanowi zaledwie znikomy punkcik wyrażony koordynatami na mapie. Barokowy gąszcz lasu i kapryśna pogoda wystawią Martina na próby, lecz będzie on na nie gotowy – wszak jest on specjalistą od podobnych zadań. Wracając co jakiś czas do rodziny Armstrongów (by wypocząć, zaktualizować informacje, etc) będzie on miał do czynienia ze zgoła innymi próbami. Obsada nie jest zbyt liczna, za to dobrze dobrana – Willem Dafoe jako tytułowy łowca sprawdza się wyśmienicie – z brodą, skupionym wyrazem twarzy, metodyczny i zorganizowany, swojego bohatera czyni wiarygodnym i interesującym. Jest zaradny i bystry, do innych ludzi podchodzi z zawodowym dystansem – choć nie zawsze jest to zadanie proste. Człowiekiem, który wprowadza tropiciela w lokalne sprawy oraz na leśne szlaki jest Jack Mindy, znajomy Armstrongów. Wcielający się w niego Sam Neil nasuwa (przynajmniej na początku filmu) skojarzenia ze swoją postacią z Parku Jurajskiego – kapelusz, czujne spojrzenie, odpowiednie ubranie – skojarzenie nasuwa się samo. Z czasem postać ewoluuje, a Sam Neil, choć jest postacią drugoplanową, swoją dwuznacznością i oszczędną grą zaznacza się w pamięci widza.

Rodzina Armstrongów, gospodarzy Martina, jest barwna, choć niepełna. Jako, że ojciec zaginął a matkę (Frances O’Connor) poznajemy, gdy leży w łóżku naszpikowana lekami, dzieci biegają samopas po obejściu: małomówny chłopiec Bike (Fin Woodlock) i rozgadana, bezpośrednia i wulgarna dziewczynka Sass (Morgana Davies). To właśnie dzięki dzieciom łowca dowie się o sytuacji rodzinnej i kilku innych rzeczach, które rzucą na jego informacje nieco inne światło.

Sceny „rodzinne” stanowią w filmie ośrodek żartów sytuacyjnych. Dzięki takiemu zabiegowi widz odpoczywa razem z tropicielem po wędrówkach przez las. Wart wzmianki jest też Jacek Koman (Moulin Rouge, Ludzkie dzieci, Opór) w roli zleceniodawcy. Pojawia się jedynie w prologu, lecz zawsze miło jest zauważyć rodaka w dobrej, zagranicznej produkcji.

Od strony technicznej jest – jednym słowem – doskonale. Zdjęcia Roberta Humphreysa są wysmakowane i ilustrują fabułę niczym najlepsze olejne obrazy mistrzów pleneru. Chwilami poczynania Martina wręcz umykają oku, które próbuje objąć bogactwo tasmańskiej flory. Warto zwrócić w przyszłości uwagę na to nazwisko – może za kilka lat dostrzeże go jury któregoś festiwalu? Podobnie mają się sprawy z oprawą muzyczną – można w filmie odnieść wrażenie, że kompozytor (Matteo Zingales) postanowił razem z Humphreysem stworzyć symfonię obrazu i dźwięku. Instrumentalna ścieżka dźwiękowa, wysmakowana, mająca znamię tajemniczości, lecz nie rozpraszająca widza – jest bardzo dobrą ilustracją pracy Martina oraz jego otoczenia. Dla samego tropiciela muzyka także ma znaczenie – w chwilach odprężenia słucha Vivaldiego, Dvořáka i Handla.

Łowca jest filmem dobrym, jednak zbyt wyważonym – z jednej strony chce być thrillerem, jednak chwilami przebija z niego kino stricte obyczajowe. Elementy przyrodnicze – choć zachwycające i godne uwagi – chwilami przesłaniają faktyczną fabułę, co nie tyle przeszkadza, co rozprasza. Sama fabuła jest prosta i o ile nie przeszkadza to w odbiorze samego filmu – osoby złaknione intryg i wielowarstwowego scenariusza będą zawiedzione.

Podsumowując – Łowca jest ucztą dla oka i ucha, broni się jako samoistny byt (nie wymaga znajomości książki), stanowi też ciekawe i przemyślane studium ludzkiej kondycji moralnej, bez zbędnego filozofowania. Warto obejrzeć go z tych powodów, oraz dla Willema Dafoe – który (mimo dwukrotnej nominacji) nie doczekał się zasłużonej i ciężko wypracowanej statuetki złotego rycerza.

* – I. Gonczarow „Obłomow”, fragment opisujący kondycję ludzką wg. głównego bohatera.







  • Snow

    Całkiem fajny film. Przyjemne krajobrazy. Historia też nie głupia.

  • q

    Film ma całkiem fajny klimat. Dobry film. Cieszę się że mogłem go polecić koledze, któremu się spodobał tak jak mi.

  • Miecia

    Polecam z czystym sumieniem, The Hunter to mała uczta dla oka i ucha…

    • Jan Dąbrowski

      No i Willem w roli głównej :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Dom Hemingway

Następny tekst

Igrzyska śmierci nr 3 - propagandowe plakaty



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE