Lot | FILM.ORG.PL

Lot

Solidny dramat z bardzo dobrą grą głównego aktora. Tylko tyle i aż tyle.




Katastrofa w (wewnętrznym) przestworzu




Jakub Piwoński
20.02.2013


Robert Zemeckis powraca. Po okresie tworzenia filmów w motion capture, reżyser wyraźnie zatęsknił do tradycyjnej formy filmowania. Twórca, kojarzony głównie z optymistycznym kinem rozrywkowym, tym razem postanowił zgłębić mroki ludzkiej duszy. I tu pojawia się dysonans. Jego „Lot” jest klasycznym dramatem z bohaterem mierzącym się z przeciwnościami losu oraz historią zwieńczoną utartym, acz nader aktualnym, morałem. Jednak sam film już tak klasyczną pozycją w dorobku reżysera nie jest.

W nowym filmie Zemeckisa poznajemy Williama „Whipa” Whitakera- kapitana linii lotniczych. Podczas jednego z rutynowych lotów, maszyna przez niego sterowana zaczyna szwankować. Szybko okazuje się, że lot nieuchronnie zmierza ku katastrofie. Whip zachowując zimną krew decyduje się na trudny i niebezpieczny manewr powietrzny, celem bezpiecznego wylądowania. Samolot w końcu ląduje, choć z niemałymi problemami, co też szybko zostaje określone mianem cudu.  Kapitan ryzykiem jakie podjął uratował życie dziewięćdziesięciu sześciu pasażerom, a śmierć poniosło „zaledwie” sześć osób. Whip nie zostaje jednak bohaterem. Okazuje się bowiem, że pilot odpowiedzialny za brawurowy manewr, jest uzależniony od alkoholu i narkotyków. Co gorsza, podczas feralnego lotu był pod wpływem tych środków. I tu zaczyna się dramat, albowiem rodziny sześciu ofiar nie tak łatwo będzie przekonać, że samolot najzwyczajniej w świecie był uszkodzony. Potrzebny jest winny.

Wypada zaznaczyć, iż nie jest to film o bohaterskiej postawie amerykańskiego odpowiednika kapitana Wrony. „Lot” tylko pozornie zajmuje się też kwestią niesprawiedliwości, będącej pokłosiem tego szczęśliwego lądowania. Atrakcyjny punkt wyjściowy fabuły stanowi więc tylko pretekst do kolejnego przybliżenia widzowi problemu jednostki uzależnionej – problemu alkoholizmu. Mogłoby się wydawać, iż jest to temat wyeksploatowany przez kino do granic możliwości. Jednakże, dopóki pozostanie on w społeczeństwie aktualny, dopóty spodziewać możemy się następnych obrazów, w których motywem wiodącym jest alkoholizm. Grunt by odpowiednio tę historię sprzedać, zaintrygować, a głównemu aktorowi pozwolić na dużą swobodę interpretacyjną. Twórcom „Lotu” się to udaje.

Nowy film Zemeckisa to swoisty teatr jednego aktora. Pozwala na to koncepcja scenariusza, ale także, a może przede wszystkim, wybitne umiejętności pierwszego aktora. Denzel Washington doskonale wiedział, w jaki sposób zbudować swoją rolę by nie uległa przerysowaniu, tym samym – by nie stworzyć karykatury alkoholika. Bohater jest wiarygodny i bliski widzowi. Jego bezceremonialność przykuwa uwagę. Gdy z ekranu bije od niego zapach whisky, ten jednocześnie stara się trzymać fason odpowiedni dla kapitana linii lotniczych. Jest wewnętrznie zniszczony, ale nie chce dać tego po sobie poznać – nie pozwala mu na to egocentryczne usposobienie. Do końca wierzy, że jest panem sytuacji. Ten mistrz pilotażu nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że owa sytuacja już dawno wymknęła się spod jego kontroli, bo przejął ją nałóg… Postać Whipa ewidentnie stanowi o sile tego filmu i choćby dla niej warto do niego sięgnąć. Jeśli jest więc coś, co po latach pozostawi po sobie „Lot”, to z pewnością będzie to właśnie ta rola. Denzel Washington po raz kolejny potwierdza, że stanowi klasę samą w sobie.

Jak to z reguły bywa, wybitna rola męska musi zostać odpowiednio oświetlona przez blask kobiecej urody. W filmie rolę tę pełnić ma rudowłosa piękność, Kelly Reilly. Mam jednak duży problem z jej postacią. W żaden sposób nie potrafię wytłumaczyć sobie funkcji, jaką pełni w tym dramacie. Nicole, bo takie imię nosi bohaterka, kompletnie nie pasuje do tego obrazu, bo w żaden sposób nie pomaga głównemu bohaterowi w otrzeźwieniu- a wydawać by się mogło, że właśnie to swoją obecnością zapowiada. Bohaterka co prawda wchodzi w kontakt intymny z protagonistą, ale kompletnie nic z niego nie wynika.  Jeśli przyjmiemy, że główny bohater tak czy inaczej, musi zmierzyć się ze swoimi demonami w pełni samodzielnie, zasadność postaci Nicole okaże się jeszcze bardziej wątpliwa. Nie mam złudzeń, że postać ta pojawia się w filmie tylko po to, by urozmaicić zdarzenia i dialogi w, których bierze udział główny bohater. Jej rola w tej opowieści jest zbyteczna, nie wnosi nic do ogólnego rozrachunku postaci wiodącej i pewnie dlatego dość niespodziewanie z filmu znika.

Co jednak sprawia, że nowy Zemeckis nie jest typowym Zemeckisem? Przede wszystkim to, że reżyser bodaj po raz pierwszy tak wyraźnie zapragnął zgłębić prawdziwie ludzką tragedię. Reżyser niejako przenosi ośrodek dramatu z egzotycznej, bezludnej wyspy (Cast away), do samego wnętrza głównego bohatera, by ukazać tragedię jednostki zniewolonej przez nałóg. Wzbudzone w ten sposób współczucie ma bardziej realne podłoże, bo odnosi się do bliskich nam przywar.

Eksploracja mroków ludzkiej duszy wychodzi reżyserowi nader przekonująco, a sam film zdaje się być tym mrokiem przesiąknięty. To z pewnością pewne novum w twórczości tego reżysera. Suma summarum, „Lot” może i jest filmem tematycznie wtórnym, lecz dzięki dobrze poprowadzonemu scenariuszowi oraz ponadprzeciętnej grze Washingtona, zasługuje na zmierzenie się z  tematem uzależnienia ponownie.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Dzyndzel jak zawsze najlepszy. Powinien zostac wyrozniony oscarem- zasluzyl w 110%. Dobra recenzja, ale czy kazda postac musi cos koniecznie wnosic?

    • Jakub Piwoński

      Jeżeli postać ta jest głównym partnerem protagonisty w przeżywanej trwodze, to owszem, powinna coś do filmu wnosić.

      • Bogusz

        Nicole tylko pozornie nic nie wnosi. Po pierwsze jest kolejnym „szczeblem” dla Whitakera do samouświadomienia ( oraz sygnałem wysłanym do widzów) w jak głębokiej tkwi on w zapaści, skoro nawet inny, ciężko chory nałogowiec nie jest w stanie z nim trwać w tej całej degrengoladzie.

        Po drugie Nicole poniekąd łamie schemat obecny w innych dramatach, które to opowiadają historię o ludziach tkwiących w szponach nałogów. Zazwyczaj na ich drodze pojawiają się albo „święci”, albo osoby po przejściach, pomagające bohaterowi w wyjściu z matni. Z kolei Nicole okazuje się bezsilna, nie jest katalizatorem, który automatycznie wyzwala u Whipa przemianę. Z pewnością jednak styczność z nią ma wpływ na jego finalną decyzję, kiedy to Whip obnaża się przed światem, przygnieciony ciężarem kłamstw, oszustw i zawodów jakich dopuścił się względem bliskich mu osób. Co najlepsze sytuacja go do tego nie zmusza- trwanie w tych kłamstwach jest w interesie wielu potężnych ludzi. Jednakże Whitaker zwyczajnie czuje do siebie, do tego kim się stał- zbyt wielką odrazę.

        Warto również wspomnieć o tym, że Washington w wywiadzie dla „The Guardian” stwierdził, iż zależało mu na tym, by przemiana bohatera miała również wymiar religijny. Pod koniec Whip dochodzi do takiej bezsilności, że prosi Boga o pomoc. Po tym jak odrzucił wszystkich którzy chcieli mu pomóc, łącznie z Nicole. Denzel dodał również, że starał się pogłębić złożoność swojej postaci i jej tragizm, która według niego była potraktowana w scenariuszu zbyt „lekko”. Podobny zabieg zastosował w „Training Day”.

        • Jakub Piwoński

          W pełni rozumiem twój tok myślenia, brałem takie rozwiązanie pod uwagę. Nie zmienia to jednak faktu, że według mnie film poradziłby sobie bez postaci Nicole całkiem dobrze. Wszystko o czym mówisz działa na zasadzie „dopowiedzenia”- starasz się wytłumaczyć jej rolę w dramacie, przez co nadintepretujesz. Dla mnie jednak jest to zbyt enigmatyczne, by móc uznać to za przemyślany zabieg scenariuszowy. Może i istnieją podstawy do dopowiedzenia sobie funkcji Nicole, ale nie podoba mi się to, że w przypadku tak prostej postaci nie są one widoczne na pierwszy rzut. Taki sam „szczebel”, choć na innej zasadzie, mogła przecież pełnić była żona, lub jego inni znajomi. Gdy więc zostaje wprowadzona inna postać kobieca, z inną historią, wymagam aby jej rola była niepodważalna i jednoznacznie umotywowana.

          • Bogusz

            Jedną z największych zalet „Lotu” jest to, że mamy do czynienia z kinem dosyć inteligentnym, a jednocześnie atrakcyjnym i klarownym w odbiorze oraz interpretacji dla szerokiego grona odbiorców. Zarzutu o „nadinterpretację” wydają się zasadne w stosunku do dzieł twórców pokroju Lyncha i jego momentami bezwiednych apologetów.

            Scenariusz „Lotu” nie jest specjalnie enigmatyczny, tudzież zagmatwany, ale nie skazuj go na totalne prostactwo, odbierając prawa do takich właśnie subtelności jak postać Nicole.

            Roli Nicole nie mogła spełniać jego żona, ponieważ była postacią z przeszłości, rozdziałem z świata do którego Whip nie miał już prawa wstępu- co pokazuje jedna ze scen.

            Filmowa Nicole była natomiast teraźniejszością, jego ostatnią wymówką do babrania się w świecie narkotyków i alkoholu. Mając towarzyszkę tak obeznaną w jego rzeczywistości Whip mógłby wciąż się zatracać w niechybnej drodze prowadzącej do całkowitej autodestrukcji.

            Paradoksalnie z początku to nie Nicole bardziej pomogła Whipowi, ale stało się na odwrót. Whitaker był dla Nicole zapewne najlepszym „partnerem” od lat-dowcipny, inteligentny, z potencjałem i pozycją, ale jednak wciąż przede wszystkim osobą chorą. Kusicielem, który roztaczał przed nią piękne wizje. Nicole jednak nie poddała się urokowi swojego niedawnego wybawiciela, nie chcąc powrócić do nałogu. Wykazała się sporą asertywnością, dzięki czemu stała się silniejsza. Kto powiedział, że film opowiada tylko historię Whitakera ? Mamy też losy Nicole, która wyszła na prostą, bo nie poddała się. Wciąż również twierdzę, że oboje sobie pomogli- w różnym jednak stopniu.

            W celi więziennej Whitakera wisiało szereg zdjęć Nicole- bezsprzecznie pozostała bardzo ważną osobą w jego życiu, być może jego miłością. Wspierała go i wspiera nadal. Tym niemniej oboje najpierw musieli zechcieć wytrzeźwieć i chcieć trwać w tym stanie, by mogli myśleć o budowaniu wspólnej przyszłości. Wolnej od piętna nałogów.

  • Ciekawe kiedy na DVD bedzie. Must have.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Kto zgarnie Oscara? Część 2 - kategorie aktorskie

Następny tekst

Kto zgarnie Oscara? Część 3 - reżyserzy i scenariusze



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE