LEGENDY RINGU [Grudge Match] - recenzja | FILM.ORG.PL

Legendy ringu

Stallone blisko granicy śmieszności, którą udało się niestety przekroczyć de Niro...




„Rocky 7” na wesoło




Tekst gościnny
06.04.2014


grudge-match-posterAutorem recenzji jest Łukasz Hałajda.

W „Legendach ringu” Robert De Niro i Sylvester Stallone po latach raz jeszcze wkładają bokserskie rękawice. Przy okazji tego mocno spóźnionego pojedynku najsłynniejszych filmowych pięściarzy w dość oczywisty sposób nasuwa się fundamentalne pytanie: czy to jeszcze autoironia, czy może już autoparodia?

Henry „Razor” Sharp (Stallone) i Billy „The Kid” McDonnen (De Niro) to odwieczni rywale. W latach 80. Stoczyli ze sobą dwa pamiętne pojedynki, w których odnieśli po jednym zwycięstwie. Przed trzecim, decydującym starciem, niespodziewanie zakończenie bokserskiej kariery ogłasza Razor, czym rozwściecza niedoszłego przeciwnika. 30 lat po tamtych wydarzeniach, w wyniku nieoczekiwanego zbiegu okoliczności, pojawia się szansa na dopełnienie ringowej trylogii…

Rzecz jasna, takiej fabuły w wersji „na poważnie” nie udźwignęłaby nawet siódma część „Rocky’ego”, toteż „Legendy…” to film o wyraźnym zabarwieniu komediowym. De Niro i Stallone z lubością drwią ze swoich pomnikowych kreacji z przeszłości, często w dosłowny sposób parodiując fragmenty kultowych obrazów sprzed dekad. W błaznowaniu, zazwyczaj całkiem znośnym, wspierają ich chytry i krzykliwy promotor, Dante (Kevin Hart) oraz młody już tylko duchem były trener Razora, Lightning (Alan Arkin).

grudge-match (1)

W nieco poważniejsze tony twórcy filmu starają się uderzyć na drugim planie. W tym celu pojawiają się tam postaci byłej żony Razora, Sally (Kim Basinger) i nieślubnego syna Kida, B.J.-a (Jon Bernthal). Jak nietrudno się domyślić, wieloletni konflikt byłych mistrzów szermierki na pięści ma podłoże nie tylko sportowe, w czym spory udział mają ich relacje z przywołaną wyżej dwójką.

Jak ten komediowo – sportowo – obyczajowy konglomerat z zacięciem familijnym funkcjonuje w praktyce? Najprościej powiedzieć: ze zmiennym szczęściem. Za całość odpowiada Peter Segal, znany między innymi z wyreżyserowania kilku filmów z Adamem Sandlerem w roli głównej. Nie dziwota więc, iż efektem jego pracy jest film dla widza raczej niezbyt wybrednego, w którym humor oraz łopatologiczne moralizatorstwo nie odbiegają poziomem od pozostałych, również dość nierównych, dzieł twórcy („Dwóch gniewnych ludzi”, „50 pierwszych randek”).

GM_09433.dng

Gorzej, gdy spojrzymy na „Legendy…” przez pryzmat występujących w nim aktorów. Wydaje się, iż Stallone zaczyna niebezpiecznie szafować swoim aktorskim wizerunkiem. O ile zdało to egzamin w przypadku ironicznych, acz napompowanych gwiazdami i akcją „Niezniszczalnych”, tak tutaj „Sly” niebezpiecznie zbliżył się do granicy, za którą czyha niezbyt smaczna parodia, a wraz z nią – ośmieszenie. Już przy okazji realizacji „Rocky’ego Balboa” wyjście do ringu w wieku prawie 60 lat wydawało się być ryzykowne. To co powiedzieć teraz, ładnych parę wiosen później…?

To, co jakoś uszło płazem Stallone’owi, miało zupełnie inne konsekwencje w przypadku Roberta De Niro. Dwukrotny zdobywca Oscara został wręcz zmiażdżony przez rodzimych krytyków. Po pierwsze za rozmienianie się na drobne, co uskutecznia już od dłuższego czasu. Po drugie zaś za szarganie legendy „Wściekłego byka”, do którego jego rola w filmie Segala nawiązuje.

Jeśli jednak tego rodzaju konwenanse Was nie interesują, nie jesteście ponurakami, a sentyment do obu gwiazdorów skutecznie przesłania Wam ich metrykę, możecie zaryzykować seans. Oczywiście, o ile nie macie nic przeciwko „lekko” zdystansowanej od oryginału wersji „Rocky’ego”, z dinozaurami bezwstydnie pląsającymi w ringu.

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny






  • Gokart

    KMFie, co się stało? Coraz częściej publikujecie teksty słabe, niedorobione, które nie mają absolutnie żadnej pasji ani zmysłu krytycznego, przypominające zapiski na ostatniej stronie zeszytu do matematyki. Jeszcze trochę i zacznę zaglądać na Stopklatkę, choć na samą myśl mnie mierzi.

  • Kalif

    A moim zdaniem recenzja fajna – i warsztatowo, i treściowo. Film obejrzałem, i na większy wywód z pewnością nie zasługuje. De Niro, Stallone – trza wiedzieć, kiedy ze sceny zejść!

  • Marek

    Nie ma co się niepotrzebnie spinać. To w zamierzeniu miala być komedia, a nie film na poważnie. Film z dystansem i przymróżeniem oka. Patrząc na niego w ten sposób można się przy nim dobrze bawić. Tutaj wiadomo od początku jaka jest konwencja, dlatego też dziwi mnie jego odbiór przez niektóre osoby. Czy nie chodzi może o to, że niektórym już nie podoba się oglądanie naszych bohaterów z dzieciństwa w wersji old? Wszyscy kiedyś będziemy starzy. To niestety kwestia czasu. Jak dla mnie 7/10. Najwidoczniej nie jestem zbyt wymagający.

    • zulombo

      „Tutaj wiadomo od początku jaka jest konwencja”. No właśnie tutaj jest problem. Reklamówki zapowiada ły dobrą komedią, a dostaliśmy słaby film obyczajowy z kilkoma zabawnymi tekstami, bo nawet nie dialogami. De Niro stara się być chociaż trochę zabawny, a Stallone niestety przez cały film jest strasznie napięty i chyba rzeczywiście powiedziano mu, że to kolejny Rocky.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Urwany Film #49 - Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz

Następny tekst

HAYAO MIYAZAKI I JEGO FANTAZJE. Filmografia reżysera.



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE