Lament - recenzja | FILM.ORG.PL

LAMENT. Groza wątpliwości

Zaczyna się jak policyjny thriller, kończy jak horror metafizyczny – „Lament” uderza we właściwe struny, do samego końca pozostając łamigłówką wartą naszej uwagi.




Trudno nie wierzyć w nic




Krzysztof Walecki
04.12.2016


Gdy oglądałem Lament, nowy koreański thriller, który z czasem zaczyna coraz bardziej zdradzać horrorowe powinowactwo, przypomniał mi się mit o Orfeuszu i Eurydyce. Kiedy tytułowemu królowi udaje się przekonać Hadesa do uwolnienia ukochanej z krainy zmarłych, dostaje warunek, aby w drodze powrotnej nie odwracać się w celu sprawdzenia, czy Eurydyka idzie za nim. Orfeusz jednak łamie ten zakaz, za co oboje spotyka kara. Smutna to przypowieść o ludzkiej niepewności i niewierze, być może również głupocie. Dane przez boga słowo nie wystarczy człowiekowi, w którym strach bierze górę nad wiarą. Lament zaczyna się kryminalną zagadką, a kończy serią pytań moralnych i egzystencjalnych, wykorzystując nasze przekonania religijne jako źródło niekończących się wątpliwości i lęku.  

W małym mieście Goksung dochodzi do serii brutalnych i trudnych do wyjaśnienia morderstw. Sprawcą jest zawsze ktoś z otoczenia ofiar, który po zabójstwach popada w dziwny, katatoniczny wręcz stan. Prowadzący śledztwo, niezbyt lotny i tchórzliwy Jong-Goo (Do Won Kwak) początkowo przypisuje tę nieoczekiwaną agresję u napastników zatruciem grzybami, lecz po pewnym czasie orientuje się, że za całą epidemią zgonów może stać pewien starszy Japończyk (Jun Kunimura), który od niedawna zamieszkuje w chacie w pobliskim lesie. Konfrontacja z nim przynosi większe nieszczęście – córka Jong-Goo zaczyna zdradzać objawy podobne do tych, które występowały u przyszłych morderców. Na ratunek zostaje wezwany szaman (Jung-min Hwang).

the-wailing

Ten policyjny thriller bardzo szybko zmienia biegi, dorzucając do kryminalnej łamigłówki nadprzyrodzone elementy, a realistyczną konwencję uzupełniając o typowy dla kina grozy niepokój poznawczy.

Reżyser i scenarzysta Hong-jin Na gdzieniegdzie umieszcza sceny sugerujące nadnaturalny charakter postaci tajemniczego Japończyka, choć są to zawsze bajdurzenia z trzeciej ręki, bądź sny, jakie główny bohater zaczyna miewać. Być może zatem potwór jest wyobrażony, a obcy – jakikolwiek ma wpływ na miejscowych – jest tylko człowiekiem. To jednak nie tłumaczy porażenia piorunem osoby, która chwilę wcześniej złorzeczyła dwóm policjantom właśnie porażeniem piorunem. Nic dziwnego, gdy jednym z uczestników wydarzeń staje się młody diakon, oficjalnie tylko jako tłumacz, lecz wkrótce wyrażający obawy natury religijnej.

Podobnie reaguje wezwany szaman, zawodowo odprawiający efektowne obrzędy. Nie tylko nazywa stan córki policjanta opętaniem, ale i sprawcę tego demonem, który w rzeczywistości nie ma nawet powłoki cielesnej. Reżyser bardzo pewnie przekracza granicę między tym, co realne, a tym, co fantastyczne, bo i jego bohater niedługo opiera się teorii o diabelskim wręcz charakterze obcokrajowca. Jong-Goo może nie należeć do najmądrzejszych obywateli swojego miasta, ale dostrzega, że za makabrycznymi mordami stoi zło potężniejsze od ludzkiego. Niepojęte i okrutne, gotowe posłużyć się kilkuletnią dziewczynką w akcie swej nienawiści. Lecz policjant nie potrafi do końca zawierzyć w duchową pomoc – jest zdumiony krzyżykiem na szyi swojego partnera, z niepewnością przygląda się też poczynaniom szamana. Szuka ratunku, a jednocześnie wątpi w to, czego nie może pojąć.

f518d245d3a845f5b8d20f34355b718f

Na nakręcił wcześniej dwa thrillery – rewelacyjnie trzymające w napięciu W pogoni oraz posępne Morze żółte. W obu rzucał głównych bohaterów na głęboką wodę, badając, jak daleko mogą się posunąć, aby sprawiedliwości stało się zadość. Były to ambiwalentne moralitety, gdyż obserwowaliśmy poczynania przestępców, alfonsa i człowieka wynajętego do mokrej roboty, którzy nagle orientują się, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, przerasta ich, lecz to nie znaczy, że mają się jej poddać. Lament prezentuje wizję odwrotną – dobry człowiek (policjant może z niego marny, ale kochający mąż i ojciec) w obliczu nieznanego zagrożenia ma problemy z podjęciem słusznych decyzji. Wątpliwości te udzielają się również widzom, bo Na wiele rzeczy pozostawia w sferze domysłów, kreśląc wyraźną granicę między dobrem i złem, lecz utrudniając nam ich rozpoznanie. W pewnym momencie zaczynamy czuć się jak Jong-Goo, pozbawiony oparcia w rzeczywistości, zdezorientowany i zrozpaczony. Trudno nie wierzyć w nic.

Lament zaskakuje mnogością interpretacyjną, w finale budując napięcie w oparciu nie o fakty, lecz przypuszczenia, do samego końca nieznajdujące swojego potwierdzenia. Nie wszystko jest tu jasne, ale dzięki temu groza jeszcze mocniej przenika pod skórę, czyniąc z seansu wyjątkowo intensywne doświadczenie. Bardzo długiego seansu, należy dodać – film trwa ponad dwie i pół godziny, w trakcie których humor wielokrotnie przebija się przez ponurą przecież fabułę, zaś logika nie zawsze idzie w parze z wyborami bohaterów. Na swoim zaledwie trzecim filmem udowadnia, że jest jednym z najlepszych obecnie koreańskich reżyserów, ale tworzy również dzieło swą złożonością i egzystencjalnym lękiem przypominające mi twórczość innego azjatyckiego reżysera, Japończyka Kiyoshi Kurosawy. W przeciwieństwie jednak do swojego starszego kolegi, Koreańczyk jest zdecydowanie bardziej energiczny.

korekta: Kornelia Farynowska

Krzysztof Walecki

Krzysztof Walecki

Lubi horrory.
Krzysztof Walecki

Latest posts by Krzysztof Walecki (see all)







  • Karolina Nos-Cybelius

    Dzięki ;) Przegapiłabym ten film, gdyby nie Ty. Miałam po raz enty oglądać dziś „Lektora”, ktorego zaraz wyemituje TV, ale właśnie znalazłam w sieci „Lament”. Troche długi, dwie i pół godziny, ale mnie to nie przeszkadza. Seans godny końca tygodnia :)

    • Krzysztof Walecki

      To cieszy. Film od piątku w kinach;)

      • Karolina Nos-Cybelius

        I tu solidaryzuje się z Sailor Ripley, u mnie też nie grają w kinach. Uroki mieszkania na Warmii ;) Ale obejrzałam sobie na telewizorze wczoraj w nocy i powiem tak – bardzo mocna rzecz. Zaskakująca. Budzę się rano i dalej myślę o tym filmie…Kto kim tam był, a kogo tylko udawał… Na pewno obejrzę jeszcze raz.

  • Sailor Ripley

    Niestety w moim mieście tego filmu nie ma i raczej nie ma co liczyć, że się pojawi. Od wielu lat oglądam koreańskie kino i większość filmów obejrzałem na komputerze, Choć pójście do kina tanie nie jest, to powiem szczerze że wybrałbym się na taki film z dużą chęcią. Ale z drugiej strony, jak mam czekać na film kilka miesięcy, to niestety, ale wolę obejrzeć go w domu. Oprócz kilku wyjątków, to naprawdę masa świetnych filmów do nas nie trafiła i raczej nie trafi, pewnie z racji na bezkompromisowość kina koreańskiego (przemoc, często w wydaniu naturalistycznym, przełamywanie tabu), głębokie osadzenie w realiach kulturowych, ale i obawę przed znikomym zainteresowaniem. Kino koreańskie to nie tylko Park Chan-wook i Hong-Jin Na. Może „Train to Busan”, z racji na dość spopularyzowany u nas temat zombie, będzie szerzej dostępny w kinach.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

WŚRÓD NOCNEJ CISZY. Klimat i seryjne zbrodnie

Następny tekst

LION. DROGA DO DOMU



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE