KSIĄŻĘ NIE Z TEJ BAJKI - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Książę nie z tej bajki

Zazwyczaj kino francuskie łączy specyficzną magię z humorem i galerią barwnych postaci. „Książę nie z tej bajki” pozbawiony został wspomnianych zalet, oferując banalny scenariusz i przerysowanych, płaskich bohaterów.




Dobry sposób na pogorszenie nastroju?




Krzysztof Kula
28.07.2013


O obiegowej opinii głoszącej, iż kino francuskie rządzi się własnymi prawami, słyszał zapewne każdy szanujący się kinoman. Filmy wyprodukowane w kraju żabich udek nierzadko łączą baśniowy klimat z dużą dozą romansu („Amelia”), nad wyraz często traktując również temat relacji damsko-męskich z dużym poczuciem humoru oraz niewymuszonym luzem (ostatnie „Kobiety z 6. piętra” czy „Przepis na miłość”). Dzięki specyficznemu podejściu Francuzów połączonemu z dobrze napisanym scenariuszem i zabawnymi dialogami, francuskie komedie romantyczne stanowią naprawdę smakowity kąsek dla osób chcących odpocząć od amerykańskich banałów. „Książę nie z tej bajki” mocno jednak odstaje jakością od tuzów gatunku stworzonych przez francuskich mistrzów. Jeśli odmiana od romansideł rodem z Hollywood ma przybrać taką formę jak dzieło Agnès Jaoui, to wolę jednak męczyć się z przewidywalnymi jankeskimi filmami…

Laura (Agathe Bonitzer) to niepoprawna romantyczka wierząca w miłość od pierwszego wejrzenia. W swoich snach widzi postać przystojnego mężczyzny wskazanego przez samego anioła jako jej wybranka. Pewnego dnia na przyjęciu Laura przypadkowo poznaje młodego muzyka Sandro (Arthur Dupont), z którym chwilę potem tańczy na parkiecie wpatrzona w oczy partnera. Niestety, chłopak zmuszony jest opuścić imprezę bez słowa pożegnania, zostawiając po sobie jedynie but. Przewrotny los sprawia jednak, iż para spotyka się ponownie na ulicy, postanawiając od tamtej pory spędzać ze sobą każdą wolną chwilę. Po zaledwie 2 miesiącach związku, młodzi zakochani decydują się na ślub, informując o tym fakcie zaskoczonych rodziców. Gdy jednak przygotowania do uroczystości przebiegają pełną parą, w życiu uczuciowym Laury pojawia się przystojny krytyk muzyczny Maxime Wolf (Benjamin Biolay). Jak się ma okazać, gotowa do zamążpójścia dziewczyna nie pozostaje obojętna na urok mężczyzny…

Opis filmu udostępniony przez dystrybutora dawał nadzieję na sympatyczną komedię z typowymi naleciałościami francuskimi. Niestety, film Agnès Jaoui (która gra też w filmie jedną z ról) to niestrawny twór z topornym scenariuszem, który nuży i dłuży się niemiłosiernie. Prosta z pozoru historyjka (ot, dziewczyna zakochuje się w młokosie, zdradza go ze starszym intelektualistą, po czym bidulka ma wyrzuty sumienia) jest… faktycznie prosta, niczym przysłowiowy drut. Co prawda w „Księciu nie z tej bajki” znajduje się parę innych wątków (m.in. mężczyzny mającego obsesję na punkcie rzekomej daty własnej śmierci), jednak nie dodają one zbyt wiele kolorytu historii.

Nieciekawe postacie, przeraźliwie nudne dialogi i powolne tempo rozwoju fabuły (z wyłączeniem 2-miesięcznego związku gruchających gołąbków ukazanego w paru scenach, ghe, ghe) prowadzącej do mało zaskakującego zakończenia to wyraźne przywary obrazu Agnès Jaoui. Nie pomagają ani sekwencje snu, ani muzyka, ani dobre aktorstwo. Z pozoru film ma opowiadać o czymś głębszym, zawierając w sobie przesłanie i nutkę artyzmu. Jakby się jednak przyjrzeć bliżej, „Książę nie z tej bajki” traktuje o temacie wielokrotnie maglowanym w innych produkcjach, do tego zrealizowanych w ciekawszy, inteligentniejszy i zabawniejszy sposób. Seans z recenzowanym francuskim filmem zaś to istna droga przez mękę wypełniona pustymi scenami i wiejącą z ekranu nudą. Odnosząc się do wyboru przed jakim staje główna bohaterka filmu Laura, reżyserka również miała dwie drogi do obrania: mogła zrealizować ciekawy film romantyczny opowiadający o typowych sprawach w nietypowy i interesujący sposób lub stworzyć produkcję, której nie da się oglądać bez spoglądania na zegarek. Niestety, najwyraźniej Agnès Jaoui miała złego doradcę, który zwiódł ją na pokuszenie…

Odradzam „Księcia nie z tej bajki” nawet zagorzałym fan(k)om kina francuskiego. Istnieje wiele lepszych tytułów o podobnej tematyce, do których warto wrócić bądź nadrobić zaległości. Wspomniany film zaś broni się jedynie lekko baśniową muzyką oraz dobrym aktorstwem, leżąc i kwicząc w warstwie scenariuszowej. Jeśli wziąć za pewnik słynne porzekadło prawiące, iż „szczęśliwi czasu nie liczą”, to seans z dziełem Agnès Jaoui stanowi dobry sposób na pogorszenie nastroju. Do teraz bowiem ciężko mi uwierzyć, że „Książę nie z tej bajki” trwał zaledwie 1,5h… Dobry sposób na szybki sen (a nuż dzięki nastrojowej muzyce przyśni się komuś bardziej zajmująca historia?).

ChrisK - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • be

    Kłamiesz. Jesteś bezdusznym botem i reklamujesz beznadziejne płatne strony! A kysz!

  • Krystek

    Właśnie wróciłem z kina. Uważam, ze film jest bardzo dobry dla wymagającego widza. Ten kto napisał powyższą recenzję prawdopodobnie nie zna się na kinie dla koneserów i woli amerykańskie efekty specjalne.
    Z czystym sumieniem polecam film. Jednak początek mógłby być bardziej czytelny i mniej nudny bo co niecierpliwsi wyjdą z kina. Jeszcze raz polecam !






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Szybka piątka #9 - Filmy, na których premierę czekałeś jak głupi, a które cię zawiodły

Następny tekst

Fota #50 - Marlon Brando



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE