KRZYK. Recenzja pierwszego sezonu serialu ze stajni MTV | FILM.ORG.PL

KRZYK. Recenzja pierwszego sezonu serialu ze stajni MTV

Fani produkcji Wesa Cravena nie będą zadowoleni, ale jeśli spojrzeć na serial z odpowiedniego dystansu, to będzie to całkiem niezła zabawa.




MTV wbija nóż




Jarosław Kowal
04.09.2015


ob_3285fa_scream-1Fani „Krzyku” to przekleństwo i podpora jego serialowego wcielenia. Z jednej strony gwarantujemy wysoką oglądalność, choćby recenzje były druzgoczące, z drugiej a priori wybraliśmy zwycięzcę obowiązkowego porównania i nie omieszkamy głośno wytykać wszelkich niedociągnięć przegranemu.

Po raz pierwszy obejrzałem „Krzyk” Cravena tuż po seansie „Koszmaru Minionego Lata”, ale jako jedenastolatek nie dostrzegłem większych różnic pomiędzy tymi produkcjami. Dzisiaj „Koszmar” wzbudza politowanie nie tylko obsadzeniem Johnny’ego Galecki’ego (vel Leonarda Hofstadtera z „The Big Bang Theory”) w roli lokalnego twardziela, ale przede wszystkim scenariuszem tak dziurawym, że łatwiej byłoby go poprawić szpachelką niż długopisem. „Krzyk” okazał się natomiast rewolucją, pierwszym ze slasherów obnażających utrwalane przez dwie dekady stereotypy, nowatorskim spojrzeniem na to, co wydawało się nie posiadać innego oblicza. Ciężaru sukcesu nie udźwignęły ani solidne sequele, ani serial, ale na szczęście ekipa MTV nawet nie podjęła takiej próby.

ScreamSeries

W czasach Darii Morgendorffer i „Smells Like Teen Spirit” MTV oznaczało jakość samą w sobie. Teraz – za sprawą licznych reality show, których bohaterowie przydają erudycji Beavisowi i Butt-Headowi – wszelkie produkcje sygnowane tą marką odruchowo wzbudzają niepokój, ale po ujarzmieniu uprzedzeń trzeba przyznać, że słuszniejszej platformy dla serialu skoncentrowanego na losach szlachtowanych nastolatków nie ma. Kto lepiej zna dzisiejszą młodzież? Na pewno nie Wes Craven (dla którego okazał się to ostatni filmowy projekt) i na pewno nie twórcy większości kinowych horrorów, w których telefony komórkowe są notorycznie nienaładowane, a social media nie istnieją. Dla mnie nawet napisanie SMSa jest czynnością męczącą, ale udawanie, że w dzisiejszym świecie komórka nie jest jednym z najważniejszych przedmiotów dla wielu ludzi to tworzenie alternatywnej rzeczywistości. Kilku mierzyło się z tym problemem i prawie zawsze kończyło się na żałosnych oknach dialogowych wyskakujących nad głowami wymieniających wiadomości bohaterów.

Scenarzyści „Krzyku” wykazali się znacznie większym wyczuciem i uczynili z telefonu doskonałe narzędzie do budowania napięcia.

Złoczyńca będący technologicznym geniuszem potrafiącym przejmować kontrolę nad urządzeniami trąca wprawdzie tanimi filmami sensacyjnymi z lat 80., niemniej nie jest to dotkliwa zbrodnia na fabule. Pewnie wielu będzie irytował widok dzieciaków przyklejonych do ekranów, ich język, zachowanie, ale nie można krytykować serialu za wierne oddanie realiów.

Screen-Shot-2015-06-12-at-12.00.09-AM

Warunek sine qua non epizodycznej formy slashera to systematyczne uszczuplanie obsady. Nawet naiwne gadanie o miłości i smutne miny wyrażające wyobcowanie w okrutnym świecie pokwitania są znośne, o ile padają trupy. Do czwartego odcinka twórcy serialu utrzymują równowagę w doskonałych proporcjach, a tytuł można by śmiało zmienić na „Crystal Lake 90210”. Tutaj dobrze by się czuli zarówno Brandon Walsh, jak i Jason Voorhees. Zresztą do tego drugiego pojawia się wyraźne nawiązanie – od początku wiadomo, że morderca z Lakewood w jakiś sposób powiązany jest ze zdeformowanym, znienawidzonym przez rówieśników nastolatkiem stanowiącym lokalną legendę. Filmowy „Krzyk” żywił się podobnymi kliszami i wydalał je w nowej, nieobliczalnej formie. Tutaj częściowo udaje się to powtórzyć, pojawia się nawet kopia Stuarta Machera – przemądrzały Noah, który symbolizuje głos widza wykrzykującego z irytacją: „Po cholerę się rozdzielacie?”, a przy okazji obnaża horrorowe mechanizmy, choć nie wnosi nic ponad refleksje sprzed dwóch dekad.

scream-tv-series-cast

W połowie sezonu – jak to często bywa – dochodzi do poważnego załamania. Struktura odcinków przybiera podział na pół godziny serialu obyczajowego z dreszczykiem i piętnaście minut właściwego horroru, scenarzystą zaczyna natomiast brakować odwagi do odbierania życia swoim postaciom. Spokojnie, nie będzie spoilerów. Zdradzę tylko, że „Krzyk” nie jest nawet blisko statystykom uśmierceń z „Sons of Anarchy” czy „The Walking Dead”, co dla wytworu reklamowanego jako pierwszy serialowy slasher w historii nie jest dobrą wróżbą.

Zmarnowanie potencjału jest szczególnie dotkliwe, ponieważ udało się skonstruować interesujących bohaterów, którzy dosyć równo podzielili sympatyków serii bez wyłaniania wyraźnego lidera. Oczywiście typowa „Final Girl” jak zawsze jest nudnawa i rozhisteryzowana, ale jej otoczenie nie składa się wyłącznie z mięsa armatniego. Na bieżąco śledziłem komentarze amerykańskiej widowni – ludzie błagali o niezabijanie tej czy tamtej osoby, a sprzeciwienie się im wywołałoby burzę emocji, jakie z łatwością można przeliczyć na przyrost oglądalności. MTV zdecydowało się jednak na umiarkowaną wstrzemięźliwość. Po dobrym starcie serial stopniowo traci na sile, a jego finał to poprawne, solidne i do bólu przewidywalne rozwiązanie stosunkowo łatwej zagadki. Nie chodzi o to, żeby być jednym z tych, którzy zapewniają, że od początku wiedzieli, kto jest zabójcą. W „Krzyku” mógł nim być każdy, a w takim wypadku ujawnienie prawdy nie może być zaskakujące. Wyżyny scenariuszowych umiejętności to podsunięcie widzowi przyjaciela, który ostatecznie okaże się zdrajcą. Tym razem się nie udało, może w drugim sezonie.

maxresdefault

Konwersja slashera do serialu wypadła zaskakująco dobrze.

I chociaż główni bohaterowie czasami irytują, to nie przez złą grę aktorską, lecz przez bycie typowymi nastolatkami w 2015 roku, co dla osób wychowanych na pierwszym „Krzyku” może okazać się ciężkostrawne. Na pocieszenie umieszczono w serialu mnóstwo odniesień do oryginału z nową wersją słynnego zabójstwa Casey Becker na czele. Rewolucji nie było, ale przez te dziesięć tygodni świetnie się bawiłem i w napięciu czekałem na każdy kolejny odcinek. Traktowanie produkcji MTV jako spójnej części mitologii gwarantuje rozczarowanie, z odpowiedniego dystansu może natomiast dostarczyć znakomitej rozrywki.

 

Jarosław Kowal
Jarosław Kowal

Latest posts by Jarosław Kowal (see all)







  • randy

    „Koszmar Minionego Lata” to chyba najlepszy klon „Krzyku”, nie był taki zły.

  • „Na pocieszenie umieszczono w serialu mnóstwo odniesień do oryginału z nową wersją słynnego zabójstwa Casey Becker na czele.”
    W którym odcinku?

    • SilverAG

      W pierwszym :-) Po przeczytaniu recenzji odnoszę dziwne wrażenie, że autor nie do końca wie, z czym porównuje serial. Johnny Galecki zagrał lokalnego twardziela w KML??? Człowieku, obejrzyj ten film jeszcze raz, co dzięki pewnej stacji telewizyjnej możesz uczynić średnio dwa razy w miesiącu. I z całym szacunkiem – obejrzyj pierwszy Krzyk i zastanów się, czy Noah jest rzeczywiście kopią Stu Machera. Ale skoro autor wiedział od początku, kto jest mordercą, to powyższe nawet mnie nie dziwi. P.S. A Noah to Randy Meeks anno domini 2015 (musiała być łacina – nie kuchenna na szczęście – bo autor też ma do niej jakąś słabość, chociaż ta użyta pasuje raczej do pisma prawniczego niż do recenzji slashera, ale…).

      • Zły Człowiek Jarosław Kowal

        Myślę, że wystarczy dopuścić do świadomości myśl, że różne osoby mogą mieć różną perspektywę na ten sam temat, a ciśnienie błyskawicznie ci zejdzie.

        „Nie chodzi o to, żeby być jednym z tych, którzy zapewniają, że od
        początku wiedzieli, kto jest zabójcą. W „Krzyku” mógł nim być każdy, a w
        takim wypadku ujawnienie prawdy nie może być zaskakujące” – naprawdę sądzisz, że wiedziałem, kto jest mordercą? Człowieku, przeczytaj tę recenzję jeszcze raz…

        • SilverAG

          Zaraz ciśnienie… Nie chodziło mi o to, żeby krytykować recenzję, której generalnie nic nie brakuje. Po prostu spostrzegłem dość istotne błędy, które stanowią zrąb recenzji.

          Do serialu podszedłem sceptycznie i całkiem mi się podobał.

          Na czytanie całej recenzji ponownie szkoda mi życia, ale nie rozumiem logiki zdania: „W „Krzyku” mógł nim być każdy, a w takim wypadku ujawnienie prawdy nie może być zaskakujące”. Pamiętam dość dobrze, jak pierwszy raz oglądałem Krzyk i pamiętam, jak opadła mi szczęka w finale. Uważam, że był zaskakujący, zatem logika cytowanego zdania jest co najmniej pokrętna…

          Ale co ja tam wiem :-)

          • Zły Człowiek Jarosław Kowal

            To bardzo proste zdanie – kiedy dokładnie każdego podejrzewa się o morderstwo, to czy można być zaskoczonym, jeżeli faktycznie ktoś z tej grupy je popełnił? Przecież i tak był w gronie podejrzanych. Prawdziwa sztuka to wykreować postać, której widz za nic nie brałby pod uwagę. Tak było w filmowym Krzyku, to zdanie dotyczy natomiast serialowego, czego najwyraźniej nie zauważyłeś.

          • SilverAG

            Czym zatem serial różni się w tej mierze od filmu? W filmie również każdy był podejrzany (scena w wypożyczalni VHS, gdy Randy krzyczy, że każdy jest podejrzany?). Gdyby zabójcą okazał się woźny Fred, logika Twojego zdania byłaby poprawna. Ale i w filmie, i w serialu zabójca pochodził z kręgu „głównych” bohaterów. Więc nie rozumiem, w czym serial jest mniej zaskakujący niż film? Schemat jest taki sam. Inaczej było w pierwszym Piątku trzynastego, ale zaskoczenie było innego rodzaju. W Krzyku i Krzyku-serialu chodzi o coś więcej – widz ma zadawać sobie pytanie nie tylko kto?, ale i dlaczego? Przypominam finały wszystkich Krzyków, gdzie mordercy obnażali swą motywację. Mi się serial podobał i czekam na kolejny sezon. Chociaż uważam, że powinien dotyczyć innego miejsca i bohaterów, bo temat wydaje się, mimo wszystko – zaznaczam, wyczerpany.

          • Zły Człowiek Jarosław Kowal

            Przecież przez większość recenzji zachwalam serial. Chyba powinieneś zająć się wertowaniem podręczników od logiki, a nie recenzji, bo najwyraźniej całkowicie na opak zrozumiałeś banalnie proste zdania.

      • Zatem autor albo nie oglądał pierwszego Krzyku, albo powtarza to, co – nie rozumiem czemu – pisano w Internecie. Jedyne co łączy otwarcie serialu ze słynną sceną z Drew Barrymoore jest to, że ginie dziewczyna i jej chłopak. Tyle.

  • Kornelisa

    Bardzo mi się podobał ten serial dobrze ,że będzie 2 sezon w 2016 pewnie też w wakacje (Brooke moja <3)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

MR. ROBOT. Recenzja pierwszego sezonu

Następny tekst

STRAIGHT OUTTA COMPTON



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE