Krwawy diament | FILM.ORG.PL

Krwawy diament




DIAMONDS ARE A GIRL'S BEST FRIEND




Rafał Oświeciński
29.01.2012


Chciałbym powiedzieć – kolejny film pretensjonalnie mierzący się z sumieniem świata zachodniego; świata, który o Afryce zapomniał, który Afrykę ignoruje, pomimo milionów słów wypowiadanych przez medialne gwiazdy polityki i showbiznesu. Chciałbym w swym nieprzejednanym krytykanctwie wyszydzić szlachetne intencje twórców z diamentami na palcach. Chciałbym, ale nie potrafię. Z dość prostego powodu, który w swej prostocie zahacza o nieświadomą łatwowierność widza – „Krwawy diament” to film ważny.

O Afryce można mówić na wiele różnych sposobów – można pokazać sawannę, lwy, hieny i żyrafy; można pokazać wysokiego Masaja i niewielkiego Pigmeja; można pokazać kenijskie wioski z tłumem turystów rzucających dolarami w stronę straganików z koralikami. Po drugiej stronie afrykańskiej cepelii uparcie tkwi obraz much w oczach wygłodniałych dzieci z wydętymi brzuszkami; tkwi obraz suszy, niedostatku, niedorozwoju, wojen i AIDS. Żadna z tych klisz zapisanych w pamięci, w skojarzeniach człowieka Zachodu, nie jest prześwietlona. Afryka to oczywiście tysiąc innych odcieni kulturowych, politycznych, społecznych, ekonomicznych, z których każdy zasługuje na bardziej wytężoną uwagę, dłuższą refleksję. A jako że afrykańskie barwy pięknie wyglądają na taśmie filmowej, producenci coraz częściej sięgają po scenariusze mierzące się z problemami zrodzonymi na Czarnym Lądzie. Ambicja zbożna, bo zadra wynikła z dotychczasowej ignorancji – wyraźna i głęboka.

Edward Zwick zadumał nad stosunkiem białego świata do Czarnej Afryki. Nie jest pierwszy i, z pewnością, nie ostatni. „Hotel Ruanda”, „Sometimes in April”, „Shooting Dogs” (trzy, równie dobre filmy o ludobójstwie w Ruandzie w 1994 roku), „Wierny ogrodnik” (doskonałe kino o działalności koncernów farmaceutycznych), „Ostatni król Szkocji” (o Idi Aminie, ugandyjskim tyranie) – każdy z tych filmów godnie przedstawia polityczne perturbacje przewijające się przez kontynent. Główne niebezpieczeństwo, w czasie zajmowania się jakąkolwiek tragedią o bardziej złożonej materii, tkwi w patosie, który jest naturalnym towarzyszem popularnych dylematów światopoglądowych. Dotychczasowym demaskatorom afrykańskich tajemnic udało się go uniknąć, również Zwick z tej niełatwej konfrontacji wyszedł zwycięsko. „Krwawy diament” to niebanalne podejście do kwestii handlu cennymi kamieniami.

Ten film w formie szalenie atrakcyjnej, bo sensacyjno-przygodowej, przemyca treści niewygodne i odpychające, przy tym – zawsze prawdziwe, nieprzesadzone. Obraz szokujący, a płynące wnioski i napotkane refleksje są wyraźne, mocne, jednoznaczne. Tutaj, w politycznym centrum, stoi stosunek człowieka białego do człowieka czarnego. Niewolniczą pracą, z pistoletem przy skroni, wydobywane są diamenty, które trafiają później na palce, szyje i uszy nieświadomych tragedii klientów salonów jubilerskich. To jest fakt – i jednocześnie swoiste moralne oskarżenie, intelektualny szantaż skierowany w stronę widza. Jak z tym kłopotem widz sobie poradzi? Nie wiem, nie szukam za innych odpowiedzi, niech każdy na swój własny użytek włączy zapasy empatii bądź ignorancji. Nie chodzi tu bowiem o polityczną poprawność, ideologie, przekonania – liczy się świadomość istnienia pewnych zdarzeń, ludzi, zachowań, które niejako determinują takie a nie inne postrzeganie świata, choćby był on tysiące kilometrów stąd.

Człowieka Zachodu najbardziej mogą przerazić dzieci-mordercy. Często w Europie czy Ameryce podnoszą się głosy oburzenia i przerażenia na wieść o zbrodniach popełnianych w szkole, na ulicy w rodzinie, których sprawcami są istoty zdawałoby się, że niewinne i zbyt słabe, aby dokonać jakiejkolwiek zbrodni. W Afryce nikogo dzieciak z kałaszem nie oburza, nie martwi, nie frapuje. Wojny afrykańskie to wojny dzieci – dzieci osamotnionych, bezdomnych, osieroconych przez rodziców walczących i ginących począwszy od czasów dekolonizacyjnych. Tutaj 10-latek zostaje namaszczony na mężczyznę – wojsko (wojsko! raczej uzbrojona banda!) da karabin, da schronienie, jedzenie, pracę, bezpieczeństwo. Tyle wystarczy, aby przetrwać, przynajmniej jeden dzień więcej.

Ryszard Kapuściński w „Hebanie” pisał: Zbrojne potyczki dzieciarni są szczególnie zażarte i krwawe, bo dziecko nie ma w sobie instynktu samozachowawczego, nie czuje i nie rozumie grozy śmierci, nie zna lęku, który dopiero przyniesie dojrzałość. I dalej: Wojny dzieci stały się możliwe także dzięki rozwojowi techniki. Ręczna broń maszynowa jest dziś lekka i krótka, jej nowe generacje coraz bardziej przypominają zabawki dziecinne. Stary mauser był za duży, za ciężki, za długi dla dziecka. Małe dziecko miało za krótką rękę, aby swobodnie sięgnąć do spustu, za długa była też dla jego oka linia celowania. Współczesna broń rozwiązuje problemy, usuwa te niedogodności. Jej rozmiary świetnie pasują do figury chłopca i raczej w rękach rosłego, masywnego żołnierza pistolety owe wyglądają zabawnie i dziecinnie. 

Jest to jedno z większych zaskoczeń: chyba po raz pierwszy Hollywood spotyka się z afrykańską tragedią czyli wyzyskiem, współczesnym niewolnictwem, autentyczną śmiercią. Andrzej Zwaniecki w „Filmie” mówi, że „to agitka oprawiona w ramy kina sensacyjno-przygodowego”. Jaka, do cholery, agitka?! Owszem, skrojona pod koniec sentymentalnie, lecz nie zmienia to faktu, że mówi o sprawach ważnych, niegłupich, wartych dłuższego przemyślenia i choćby krótkiej autorefleksji! Można wycelować bezwzględnym cynizmem w 100-milionowy budżet „Krwawego diamentu”, w chwilową modę Fabryki Snów (czyżby?), fabularną naiwność i dramaturgiczną łatwiznę, ale… po co? Nic to nie da – ignorancja to popadanie w bezmyślność, jałowość, łatwiznę. Widząc problem zaistniały w „Krwawym diamencie”, widząc tło – autentyczne! – nie sposób, przynajmniej mi, przejść bezboleśnie do codzienności, nie sposób nie myśleć o sytuacji w Afryce, nie widzieć jej, ignorować. Być może chodzi o subiektywizm odbioru, bo nie przeczę, że problemy Afrykańczyków przejmują mnie bardziej niż polowanie na agentów i nowa piosenka Paris Hilton.

Mimo całej swej ambitnej naiwności, „Krwawy diament” okazuje się filmem ważnym. Mogło być banalnie, a nie jest. I za to duże brawa.

PS. Gwoli recenzenckiej ścisłości – Leo di Caprio zagrał rewelacyjnie, bo przekonująco, z tym swoim afrykanerskim akcentem. Podobnie w samych superlatywach mogę pisać o Djimonie Hounsou.

Ocena: 7+/10

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

RIDING BEAN - CYKL

Następny tekst

PAN SMITH JEDZIE DO WASZYNGTONU



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE