nowości kinowe

Krudowie

Pstrokata i głośna animacja, w której trochę można przyczepić się do stylu wirtualnej kreski. Nakręcona jest jednak z głową, konsekwentnie przekazując widzowi swoje całkiem niegłupie przesłanie.

Autor: Maciek Poleszak
opublikowano

Świat się zmienia. To straszne zaczynać recenzję od takiego suchara, ale jak na złość wytwórnia DreamWorks postanowiła za myśl przewodnią swojego filmu przyjąć właśnie coś w mniej więcej takim stylu. Na ekranie jest kolorowo, dzieję się dużo, tak żeby dzieciaki miały na co popatrzeć i nie marudziły, że rodzice zabrali je do kina na jakieś nudne nie wiadomo co, kiedy spokojnie mogły zostać w domu nabijając kolejne godziny w LoLa, Minecrafta czy co tam teraz jest modne. Oprócz tego jednak „Krudowie” są wyraźnie „o czymś”, nie będąc jedynie pstrokatym zapełniaczem czasu.

Każdy dzień Krudów, ostatnich jaskiniowców w prehistoryznej okolicy nie wykończonych przez drapieżniki, choroby i/lub warunki pogodowe, od zawsze wyglądał tak samo. Jaskinia, pobudka, ostrożne sprawdzanie terenu, poszukiwanie jedzenia, odnalezienie jedzenia, ucieczka pozwalająca nie stać się jedzeniem dla kogoś innego, a na koniec dnia znowu jaskinia oraz wielki kamień zamykający wejście skutecznie odcinając od świata zewnętrznego. Chwila spokoju i odpoczynek do jutra w bezpiecznym miejscu. Od czasu do czasu ojciec rodziny opowie reszcie bajkę z morałem. Bajki są różne, ale morał jest zawsze ten sam: nowe jest złe. Może i nie żyje nam się świetnie, ale lepiej po prostu się nie da. A tym, co trzyma nas jeszcze przy życiu są żelazne, nieprzekraczalne zasady i… strach przed zmianami.

Jak to zwykle w tego typu historiach bywa ktoś musi wyłamać się ze schematu codzienności, a tym kimś jest nastoletnia córka – archetyp ciekawskiego poszukiwacza nowych wrażeń, której nie straszne jest przeciwstawianie się surowym zaleceniom rodziców. Następnie ułożony świat głównych bohaterów zostaje wywrócony do góry nogami (brzmi jak hasło z plakatu, prawda?) – trzęsienie ziemi niszczy ich dom, ale odsłania przejście do części świata, o której do tej pory Krudowie nie mieli nawet pojęcia. Pchani koniecznością i poganiani kolejnymi trzęsieniami ziemi, wybuchami wulkanów oraz innymi atrakcjami serwowanymi przez ruchy płyt tektonicznych bohaterowie porzucają znajome tereny i wyruszają przed siebie w poszukiwaniu bezpieczeństwa i nowego miejsca do życia.

Jaka nauka wypływa z całej tej historii? Bohaterowie dochodzą w pewnym momencie do wniosku, że zasady, którymi się kierowali, uległy dezaktualizacji i zwyczajnie przestały działać, ale na ich drodze pojawił się chłopak o imieniu Guy. Ktoś, kto niesie ogień – postęp. Krudowie przez całe życie kierowali się zasadą: „bój się wszystkiego”, podczas gdy Guy mówi: „nie bój się niczego” i udowadnia, że ciemność zamkniętej od środka jaskini jest bardziej niż symboliczna. Podczas gdy Krudowie chronią się przed drapieżnikami ukryci pod ziemią, drżąc ze strachu przed spróbowaniem czegoś nowego, Guy szuka nowych sposobów i nowych możliwości nie ograniczając się do tego, co już osiągnął.

Łatwo (i całkiem pochopnie) dałoby się wydać osąd, że ten morał jest krytyką precyzyjnych i surowych zasad, którymi ktoś może kierować się w swoim życiu. Jednak krytykowane są nie same zasady, które faktycznie przyczyniły się do ocalenia tytułowej rodziny przed śmiercią, ale raczej sztywne umysły, dla których bezrefleksyjne przestrzeganie zasad staje się celem samym w sobie.

Czyli w skrócie – ostatni film od DreamWorks to pochwała postępu. Całe szczęście film nie wpada jednak w pułapkę hurraoptymistycznego, stronniczego myślenia. Zauważa bowiem, że postęp również nie może być celem samym w sobie i nie wszystko co nowe jest w rzeczywistości potrzebne, a czasami nawet nie jest mądre.

Ostatnio dodane