„Król życia” Stańczykiem | FILM.ORG.PL

„Król życia” Stańczykiem

Lekki, prosty, miękki film, którego nie można brać na poważnie.




Placebo




Bernadetta Trusewicz
27.09.2015


Potrzebujemy w Polsce kina entuzjazmu i endorfin, a nie kolejnego toastu wznoszonego eliksirem prawdy. Potrzebujemy kina, które nie jest lekcją instruktażową żartu fekalno-waginalnego, czy gorzko-gorzkim świadectwem mówiącym o życiu jako uwikłaniu. Taki też celuloidowy deficyt odczuwał Jerzy Zieliński, więc zaproponował nam remedium na wszystkie frustracje „Królem życia”. Niestety, to w większości placebo.

Towarzyszymy taśmowemu życiu głównego bohatera – Edwarda. Taśmowe, bo automatyczne, z intensywnością i zmiennością godną głosu z call center. Nasz bohater jest flagowym przedstawicielem – konsumpcyjnos frustratos pospolitus. Żaden z kilkunastu fakultetów, mnóstwo znanych mu języków, ani kolejny sukces w wynikach sprzedażowych w firmie, nie zafarbują jego monochromatycznego życia. Pokolenie sukcesu sukcesywnie życie tracące.

krol_zycia_w_kinie_kobiet_bb4b

W życiu naszego bohatera nastąpi moment przełomowy i okaże się, że w wypadku można upatrywać samych korzyści. W dość naiwny sposób dowiemy się, że wystarczy zmiana w mózgu i otarcie się o śmierć, by zacząć czerpać garściami z życia – tylko uszkodzenie mózgu może nas uratować… (przepraszam za cynizm).

Wszystkie te imperatywy są bardzo szlachetne. Autor tworzy kino drogi, nie zmieniając tak naprawdę w ogóle przestrzeni. Razem z Edwardem dalej poruszamy się po tym samym mieszkaniu, chodzimy tymi samymi ulicami i jeździmy tą samą windą. Zielieński umiejętnie przyłapuje świat na absurdzie i absurdem na nie odpowiada. Reżyser zrobił kino afirmujące, krzepiące, przywracające status quo freakom – o których kanonizacje i nietykalność kino zawsze się upominało, z których się tak naprawdę składa i których tak naprawdę do sali kinowej sprowadza. Król życia próbuje być mocno spleciony z życiem, ale tylko po to by przestać pleść i skończyć ze zwracaniem się do rzeczywistości per pan. W końcu nie chodzi o martyrologię życia codziennego.

S-15

Jerzy Zieliński wypunktował gangreny zjadające przeciętnego Polaka, zakotwiczając film tu i teraz, a nie w humanistycznych tęsknotach za czasami, w których wielu z nas nawet nie żyło. Niestety reżyser tylko udaje, że z nimi koresponduje i odwiedza rodziny z mieszkań komunalnych, a nie strzeżonych osiedli. Januszów i Grażyn tutaj tak naprawdę nie zobaczymy. Nadzieja w miejscu beznadziejnym ma o wiele większą trwałość i wartość dla widza. Wywołanie uśmiechu u bohaterów Placu Zbawiciela, czy Domu Złego byłoby skrajnie angażującym doświadczeniem, a nie tańszym zamiennikiem o trwałości tlenku diazotu.

Problemem w odbiorze staje się dla mnie – o ironio – jego siła: nieszkodliwość i zdrobnienie wszystkiego i wszystkich.

Jego elastyczność, wdzięk i rozcieńczanie wszystkiego dobrze rozpisanym humorem, każe mi zagarniać świat oglądany w coraz większy cudzysłów, więc łącze utożsamiania się jest szybko zrywane. W pewnym momencie ta umowność odwraca się przeciwko filmowi, bo jego głos staje się wyłącznie wtrąceniem i anegdotą, której nie zapamiętam na długo. Wszystkie zmiany dokonywane w życiu bohatera Króla życia wymagają wysiłku porównywalnego do zmiany kanału w telewizorze i to jest podstawowe zakłócenie w komunikacie między widzem, a twórcą.

Coś, co cały czas stara się być coraz mniej poważne, może czasami przestać być w ogóle ważne. Nie można wejść w świat magii jedną nogą, jak to mówił bohater Big Fisha. Odczytywanie rzeczywistości musi być tak samo ważne, jak jej kreowanie i w takim samym stopniu zobowiązujące dla obu stron.







  • Artur Gralla

    Nie lubię Polskich filmów.

    • Mefisto

      polskich czemu cały czas z Dużej? :)

      • Artur Gralla

        A nie wiem ;).

  • bobzielarz

    Jezusiczku Nazarejski! Dawno nie czytałem tak źle napisanej recenzji. Widzę w niej wpływy mistrza Yody. Dalej nie wiem, dlaczego tak nisko oceniłeś ten film. Z tekstu wynika, że nie podoba ci się prostota i naiwność tego filmu i o zgrozo wolałbyś obejrzeć „Plac Zbawiciela” (naprawdę?). Dosyć marne argumenty. Jednak najważniejsze to praca nad stylem i szykiem zdań!

    • Mefisto

      Oceniłaś ;)

    • janko

      „Z tekstu wynika, że (…) o zgrozo wolałbyś obejrzeć „Plac Zbawiciela” ” . Tego akurat recenzentka nie napisała, wyraźnie stwierdziła że chciała zobaczyć jak główny bohater wywołuje uśmiech u ludzi pokroju tych którzy występują w Placu Zbawiciela. To zdanie było najprostsze do zrozumienia w tej recenzji, więc dziwię się że nie załapałeś:)

      • bobzielarz

        Z jednej strony tak ale ze względu na ilość ozdobników, niczym perskich dywanów w ruskim mieszkaniu, stwierdziłem, że muszę wyjść poza schemat i czytać „głębiej” ;). „Podmiot liryczny”, którym jest jednak kobieta (dziękuje za poprawkę Mefisto), przytaczając przykład „Placu Zbawiciela” czy „Domu Złego”, stawia ich wartość artystyczną wyżej, a co za tym idzie mówi o nich w kontekście ciekawszego doświadczenia filmowego. Być może to błędne założenie ale tekst jest tak mocno natchniony, że sam w sobie stanowi samodzielne „dzieło”, które trzeba interpretować jak na lekcji polskiego;)

  • MeWhoPL

    Recenzja o niczym. Nic z niej nie wiem. W pseudonaukowym bełkocie zapominasz mi powiedzieć o co ci chodzi…I faktycznie widzę wpływ Yody (” Pokolenie sukcesu sukcesywnie życie tracące.”). Styl recenzji jak w Twoim Stylu..

  • Dalia

    Dla mnie film okazał się naprawdę lekką odskocznią od codzienności. I dał mi trochę do myślenia, że w tym wirze pracy, zatraciłam coś innego, ważnego.

  • BF

    cytat: „Nie można wejść w świat magii jedną nogą, jak to mówił bohater Big Fisha”
    cytat: ”
    Wywołanie uśmiechu u bohaterów Placu Zbawiciela, czy Domu Złego byłoby skrajnie angażującym doświadczeniem, a nie tańszym zamiennikiem o trwałości tlenku diazotu.” WHAT???

  • BF

    Jakość filmu prawdopoodobnie przewyższa poziom recenzji, Co to za tytuł i podtytuł? „Król zycia” Stańczykiem. Lekki, prosty, miękki film, którego nie można brać na poważnie.” O co chodzi z tym Stańczykiem? Który przecież był jednym z najpoważniejszych blaznów? Wieki tu nie zaglądałam -a teraz patrzę, i oczy przecieram ze zdumienia.

  • apolinary

    Tekst pretensjonalny jak hipster na pogrzebie.

  • beata_k

    Autor recenzji za bardzo się zagalopował w niektórych aspektach. Film jest moim zdaniem jedną z mądrzejszych komedii ostatnio pokazanych w polskim kinie.

  • Artur

    Komu się film nie podobał niech napisze 1000 razy jestem głupim imbecylem






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

NOCNY KOWBOJ. Słońce i kokosowe mleko

Następny tekst

Wywiad z Fabio Soldanim - producentem i scenarzystą "Relentless Justice" i "Deadliest Prey"



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE