Konopielka - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Konopielka

Film o rozdarciu kulturowym i wkraczającej w świat prostych ludzi cywilizacji. O odrzucaniu tradycji i zrywaniu więzi z naturą, a także o fascynacji potrafiącej skłaniać do niezwykłych wyborów.




Rzecz o przeszłości




Szymon Pajdak
16.01.2013


„Konopielka” to rodzaj filmu, do którego trzeba dorosnąć. Po raz pierwszy zetknąłem się z nim kiedy miałem 16 lat. Pamiętam jak dzisiaj: burzowa, lipcowa noc, i ja, znudzony, szukający w telewizorze czegoś, co delikatnie pchnęło by mnie o ramiona Orfeusza. Podczas standardowej wędrówki po kanałach moją uwagę przykuł czarno-biały obraz. Nie jestem co prawda koneserem polskiej klasyki kinowej, ale film miał w sobie pewną magię i prostotę. Sen momentalnie odpłynął niczym żaglowiec Mayflower, a ja zmieniłem pozycję z horyzontalnej na siedzącą i zacząłem oglądać. W ciągu następnych 2 lat zrobił się z tego mały rytuał ponieważ trafiałem na „Konopielkę” podczas kolejnych wakacyjnych nocy. Czyżby mityczna misja TVP miała przekaz podprogowy? Sugerowała mi coś? Nie wiem, ale postanowiłem zakupić film na DVD, żeby móc powtarzać go sobie co roku, gdyby publicznej się znudziło. Z każdym kolejnym seansem zmieniało się jednak moje podejście do tej produkcji. Początkowo brałem ją za komedię, z czasem musiałem zweryfikować swoje odczucia, bo film jest czymś więcej ponad śmieszny film o chłopach z Podlasia.

Muszę zaznaczyć, że jestem z pokolenia, które nie miało okazji zapoznać się z książką Edwarda Redlińskiego, gdyż pozycja ta została wycofana z listy lektur. Dlatego też jeżeli czyta to jakiś polonista, musi wiedzieć, że są to moje subiektywne odczucia i mogą się one zdecydowanie różnić od interpretacji oryginału. Nigdy też nie miałem okazji trafić na powieść, nawet przez przypadek, dlatego musicie wybaczyć pewnego typu ignorancję w tej materii.

Akcja „Konopielki” toczy się we wsi Taplary, gdzieś na wschodzie kraju. Pewnego dnia uporządkowane życie chłopa Kaziuka burzy pojawienie się w jego chałupie wędrownego dziada, urzędnika z miasta i nauczycielki, która zostaje przydzielona na kwaterę do jego domu. Wraz z nią w świat prostych ludzi zaczyna wkraczać tzw. Cywilizacja.

 

Reżyser, Witold Leszczyński, wprowadza widzów w cudowny wiejski klimat, pokazuje nam całą galerię barwnych postaci i zaprasza do Taplar, które żyją po swojemu. Jednocześnie porusza bardzo ważne kwestie i pokazuje jak trudno jest wyzbyć się przyzwyczajeń. Pożegnać stary dobrze znany świat i spróbować zaadaptować się w nowej rzeczywistości.

„Konopielkę” można rozpatrywać na kilku płaszczyznach. Przede wszystkim jest to doskonałe pokazanie rozdarcia kulturowego polskiej wsi. Taplary są zacofane, brak w nich elektryczności i dróg, a ludzie są zabobonni i łatwowierni. Miejsce wygląda tak, jakby czas zatrzymał dawno temu, bliżej XIX wieku. Przybycie urzędników skutkuje zderzeniem ludowego konserwatyzmu z nowoczesnością. Budowa dróg, elektryczność, melioracja bagien i założenie szkoły to dla ludzi – nie potrafiących czytać i pisać, jedzących z jednej miski i wierzących w niestworzone historie i duchy – szok. Film we wspaniały sposób pokazuje kulturowy kontrast między mieszkańcami wsi, a ludźmi z miasta. Zebranie, na którym wszystkie powyższe nowiny zostają przekazane osadnikom, to studium ludzkiej mentalności i doskonały przykład przepaści kulturowej. Osoby, żyjące dotąd w zgodzie z naturą, czerpiące z jej dóbr, bogobojne, takie, dla których zniesienie przez kurę jajka gdzieś w ogrodzie jest tragedią, nagle zostają poinformowane, że są staroświeckie i stanowią pośmiewisko. Urzędnicy przedstawiają również nauczycielkę Jolę, która ma zostać zakwaterowana w ich wiosce, aby nieść kaganek oświaty. Po co, komu? – zewsząd padają pytania. W tym momencie dochodzimy do kolejnego niezwykle ważnego elementu tej opowieści.

 

Bohater kreowany przez znakomitego Krzysztofa Majchrzaka to postać cudownie niejednoznaczna. Bywają momenty w których zadziwia swoją odwagą, uporem i chęcią zmian. Niestety zdarzają się też takie chwile, w których jego grubiaństwo i chamstwo dają o sobie znać. Belferka wyraźnie go fascynuje – jest młoda, szczupła i przede wszystkim wyzwolona. Całkiem inna niż krzepkie i zażywne kobiety z Taplar. Świadoma swojej siły i zdolności, a nie będąca jedynie „maszynką” do rodzenia dzieci, sprzątania i gotowania. Kaziuk, będąc pod jej urokiem, zdobywa się na czyny, które pokazują, że jest najbardziej świadomym „cywilizacyjnie” mieszkańcem całej wsi. Toczy się w nim pewna wewnętrzna walka, a widz, obserwując to, ma wrażenie, że z jednej strony ogląda postać wybitną na tle reszty, a z drugiej zwykłego gbura. Chłop powoli zaczyna łamać wioskowe tabu, przysparzając sobie wrogów i szokując pozostałych. Nocami zaś śni o pięknej pani Joli, która niczym mityczna Konopielka strzeże zagonów konopii i potrafi pieszczotami zabić każdego, który się do nich zbliży. Po jej wyjeździe to on będzie pełnił rolę pioniera we wsi, zmieniając zasady i obyczaje, które od lat rządziły lokalną społecznością.

Aktorzy w „Konopielce” spisali się fantastycznie, a przoduje im Majchrzak, który stworzył postać niesamowicie magnetyczną. Delikatnie groteskową i karykaturalną, a jednocześnie bardzo prawdziwą. Oglądając go wyraźnie czuć, jakie emocje nim targają i jak trudno jest mu zaakceptować zmiany – widać jednocześnie, że zmiany są mu one potrzebne bo zaczyna dusić się w swojej społeczności. Świetna jest Anna Seniuk w roli żony Kaziuka, Handzi, będącej uległą wiejską kobietą. Joanna Sienkiewicz w roli nauczycielki gra postać wyjątkowo spokojną i wyważoną, wydawałoby się, że nieco flegmatyczną, jednak doskonale oddaje osobę wrzuconą w obce sobie i nie do końca przyjazne środowisko. Nie sposób zapomnieć o Franciszku Pieczce, który swoją epizodyczną rolą wprowadza elementy mistyczne do całej historii.

 

Jak we wstępie już powiedziałem, do „Konopielki”  trzeba dorosnąć. Nie jest to pierwsza lepsza komedia w stylu „Samych swoich”, choć śmiać się można praktycznie przez cały seans – śmieszność wszystkich sytuacji wynika raczej z prostoty życia mieszkańców Taplar, pokazuje ich zaściankowość i zacofanie. „Konopielka” to jednak dramat obyczajowy z elementami komediowymi, które  skłaniają do refleksji nad kondycją wsi z tamtego okresu. Film o rozdarciu kulturowym i wkraczającej w świat prostych ludzi cywilizacji. O odrzucaniu tradycji i zrywaniu więzi z naturą, a także o fascynacji potrafiącej skłaniać do niezwykłych wyborów.

Znakomity film.

Arahan

Pracownik, student i podróżnik. W świat filmu ucieka od otaczającej go rzeczywistości. Uwielbia Spielberga, Nolana, Leone, Tarantino, del Toro i Scorsese. Na ekranie lubi oglądać DiCaprio, McGregora, Pacino, Daniela Day-Lewisa i Oldmana. Kino ma przede wszystkim wzbudzać emocje, niezależnie od tego jakie one będą. Ma wzruszać, zaskakiwać, dawać radość i skłaniać do refleksji - wszystko zależne od nastroju. Pierwszą recenzję do redakcji wysłał w 2009 roku, a od listopada 2011 pisze w miarę regularnie, raz lepiej, a raz gorzej, ale chyba nie tak źle skoro zaproszono go do zacnego KMF-owego grona.

Latest posts by Arahan (see all)







  • Mefisto

    Film jest kapitalny. Na tyle, że nawet ocena wydaje mi się tu zaniżona :P A czy trzeba do niego dorosnąć? Czy ja wiem – mi się już za dzieciaka podobał i od tego czasu niewiele się zmieniło – oczywiście, z czasem zauważa się inne rzeczy i niuanse, jak kiedyś, ale sam wydźwięk i wrażenia się nie zmieniają. Ale może to tylko ja tak mam. Tak czy siak klasyka – warto znać, szacun za tekst.

  • AdamN

    Niby niejednoznaczny i w ogóle godzien zachwytów, ale oczywiście autor recenzji uderza w standardową narrację, według której „postęp” jest wartościowany dodatnio w „Konopielce”, a przynajmniej sugeruje taką perspektywę, tymczasem sprawa wcale nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Bo to właśnie postęp wprowadza zamęt i chaos w trwałe dotąd struktury wsi i demontuje relacje pomiędzy ludźmi. Według mnie perspektywa jest źle postawiona: to nie opowieść o tym, jak trudno wyzbyć się tych strasznych, wstrętnych, ograniczających człowieka zasad i zabobonów, ale raczej pytanie o to, czy to, co ten postęp przynosi jest rzeczywiście takie dobre i wspaniałe. Oczywiście „Konopielka” jest celowo przerysowana, takich wsi nie było już w latach 70 i 80 :) Z recenzji wynika trochę tak, jakby „wsioki” dalej żyły ówcześnie w alternatywnym świecie i w ogóle były jakimś endemicznym gatunkiem. Wrzucam jeszcze jako dodatek – lekko polemiczny – namiar do mojej recenzji: http://www.filmweb.pl/user/Macabre/reviews/Lepsze+wrogiem+dobrego-12206

    • Szymon Pajdak

      Dopiero teraz przeczytałem tekst po publikacji i widzę, że przy korekcie wypadło zdanie w którym mówiłem, że to satyra zarówno na postęp jak i na zacofanie. Społeczność Taplar nie jest zła. Podchodzi co prawda początkowo nieufnie do „uczycielki”, ale kiedy ta wyjeżdża to każdemu jest przykro. Zapraszają ją ponownie, dają prezenty, itp. Kaziuk? Jasne, wiodło nim pożądanie, ale już wcześniej pokazywał, że jest niepokorny.

      • AdamN

        W porządku, rozumiem. Takie spojrzenie wydaje mi się pełniejsze.

  • Macc

    Kosa narzędziem Śmierci, czyli dlaczego postęp się przydaję. Do postępu trzeba dorosnąć, a żeby go docenić to jeszcze trzeba się trochę poduczyć aby umieć z niego skorzystać. Kto nie idzie naprzód, ten się cofa. Mieszkańcom Taplar zacofanie było na rękę, a tego który próbował się „ucywilizować” zaczęli zwalczać. Ciemnoty nie można kryć słowem „Tradycja”, bo tylko się to drugie słowo obraża. Dobrze wykorzystane nowinki technologiczne upraszczają i ułatwiają pracę i życie. Ciemnota i zabobony ograniczają je. Zresztą i tak ciemnogród pokazał na co go stać w finale.

  • AdamN

    Przecież on się chucią cywilizował. Ot i cały postęp.

    • Iv

      Właśnie! A jakby kto książeczkę raczył przeczytać, to Kaziuk podczas stosunku z nauczycielką zauważył, że mimo grzechu świat się nie zmienia – słońce dalej wędruje po niebie. Stąd nie bał się kosy…

    • Iv

      Warto jeszcze przeczytać i „Awans”. Ekranizacji nie oglądałam.

  • Macc

    Na dobrą sprawę, cały postęp jaki zawitał do Taplar, to kosa. Faktem jest, że kosę znano tam od dawna, ale wspomniana „tradycja” zabraniała jej używać. Nie widzimy tam wkraczającego postępu o którym mówił urzędnik, ot tylko jakieś pomiary i nic więcej.Nauczycielka i tak z miasta wyjeżdża. Chuć mija ale Kaziuk postanawia ulżyć sobie i innym używając narzędzia Śmierci do pracy. Nic więcej. Myśl o cywilizacji, (która jako poniekąd jak pasażer na gapę, przy chuci) dostała się do umysłu Kazika w ostateczności zwyciężyła. A tradycyjne wiejskie zachowanie doprowadziło do tragedi.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Pulp Fiction

Następny tekst

Klip



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE