KICK ASS 2 - Hamulec ręczny - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Kick-Ass 2

Nie skręca nam wnętrzności, nie szokuje, nie zapewnia emocjonalnego rollercoastera, nie wywołuje większego wrażenia, pozostawia obojętnym.




Hamulec ręczny




Krzysztof Bogumilski
23.08.2013


Zapraszamy na bloga Krzyśka Bogumilskiego KINOFILIA

Kilkanaście tygodni temu pisałem o tym, jak to filmowa adaptacja wypaczyła fabułę komiksu „Wanted” Marka Millara. Jego następny kontakt z Hollywood był już znacznie szczęśliwszy. Matthew Vaughn zainteresował się komiksem „Kick-Ass” wcześnie, bo już na etapie pisania scenariusza do niego, gdy w formie surowej istniało zaledwie 3 z 6 numerów. Natychmiast zabrał się za pisanie scenariusza filmowej adaptacji, kończąc go niemalże równo z tym komiksowym. Panowie byli ze sobą w stałym kontakcie, a Vaughn nawet podsunął Millarowi kilka pomysłów.

Zaowocowało to później bardzo wierną adaptacją. Nie poddańczą jednak komiksowi, niektóre elementy zmieniono, zmodyfikowano nieco kilku bohaterów i osłodzono wątek uczuciowy, który w formie papierowej miał diametralnie inny finał. Vaughn jednak rozumiał w czym tkwiła siła komiksu – w brutalnym realizmie, o który walczył później z szefami studiów filmowych zainteresowanych zrobieniem kolejnej grzecznej adaptacji komiksowej z kategorią wiekową PG-13. Nie muszę chyba dodawać, jak reagowali na pomysł wrzucenia do filmu klnącej jak szewc jedenastolatki szlachtującej bandytów bronią białą. Skończyło się na tym, że reżyser zabrał się za prace wstępne na terenie Anglii, zebrał fundusze własnym sumptem i podjął się realizacji projektu wiernemu wizji Millara. I opłaciło się, film zjednał sobie tak krytykę, jak i zwykłych widzów.

Sequel był nieunikniony, domagał się tego finał filmu, domagała się widownia, spragniona większej dawki Kick-Assa i Hit-Girl, domagał się wszechświat. Najpierw musiał jednak powstać drugi tom komiksu, co zajęło Millarowi przeszło dwa lata. Powstała historia jeszcze bardziej niepokorna od części pierwszej. Pierwszy tom był o radości płynącej z zostania pierwszym „prawdziwym” superbohaterem, wiązało się to z wieloma bolesnymi tragediami, ale wpisane one były w realistyczną konwencję historii, nie odstawały, nie zaburzały za bardzo wesołego klimatu opowieści. Drugi tom skupił się już zdecydowanie na tragediach, pokazując konsekwencje wiążące się z zabawą w samozwańczego obrońcy sprawiedliwości. Brutalne, okrutne, tragiczne w skutkach konsekwencje. Millar nie miał żadnych hamulców, docisnął pedał gazu do końca, wielokrotnie przekraczając wszelkie granice, pokazując mordy, gwałty i różne inne wynaturzenia (zdrowo przy tym przesadzając, jak to często ma w zwyczaju). Było jasne, że w filmie nie pokażą wszystkiego, pojawiało się więc pytanie, jak wiele pokażą.

Zaskakująco dużo. Jest jednak pewien haczyk, o którym za chwilę. Najpierw najważniejsza informacja. Filmu nie wyreżyserował Matthew Vaughn. I jest to odczuwalne. Pierwsza część była tworem kompletnym, konsekwentnym, spójnym. Można było wprawdzie kręcić nosem na dysonans pomiędzy realizmem pierwszej połowy, a przesadzonych fikołkach, jetpackach i bazookach pojawiających się w drugiej, ale to tyle zgrzytów.

Z dwójką nie ma już tak dobrze. Dobre elementy, błyskotliwe pomysły (komiksowe dymki pojawiające się zamiast zwyczajowych angielskich napisów w scenach z dialogami w innym języku, są pomysłem genialnym w swej oczywistości), odwaga w sięganiu po dosadniejsze motywy z komiksu, mieszają się tutaj z nierównym klimatem filmu, nużącym ukazaniem schematów (cały wątek Hit-Girl usiłującej odnaleźć się w roli zwyczajnej nastolatki jest chybiony, a pod koniec zacząłem się zastanawiać, czy nie zostałem przeniesiony kilka miesięcy w przyszłość i nie oglądam właśnie „Carrie”), lekkim infantylizmem i campowym posmakiem całości. Do tego zabrakło polotu w scenach akcji, ciekawych choreografii, jakiegoś urozmaicenia (jak chociażby znana z pierwszej części scena strzelania z perspektywy pierwszej osoby), czegoś zapadającego na dłużej w pamięci.

Wspomniałem wyżej o pewnym haczyku wiążącym się z adaptowaniem najbardziej okrutnych pomysłów z komiksu. Otóż wszystko niby zmierza w tym samym kierunku co w oryginale, ale zawsze w ostatniej chwili zaciągany jest hamulec ręczny, modyfikuje się nieco okoliczności (masakra na przedmieściach), łagodzi wydźwięk sceny (scena z pewną głową), a nawet infantylizuje słabymi elementami humorystycznymi (gwałt). W związku z tym, to co najbardziej zapadało w pamięci po lekturze drugiego tomu, czyli brutalne sprowadzenia na ziemię naiwnego szczeniaka, który nie przewidział konsekwencji płynących z włożenia zielonego trykotu, w filmie jest zaledwie zarysowane. Nie skręca nam wnętrzności, nie szokuje, nie zapewnia emocjonalnego rollercoastera, nie wywołuje większego wrażenia, pozostawia obojętnym.

Nie jest to jednak zły film. Ogląda się go dobrze, wiele elementów cieszy, nie brakuje udanych pomysłów, utrzymuje zainteresowanie widza, wielokrotnie rozwesela. Problem leży w tym, że jest nierówny. Reżyser z jednej strony chciałby pójść o krok dalej w przenicowywaniu gatunku historii superbohaterskich, z drugiej strony nie ma odwagi, żeby zapuścić się zbyt daleko, więc nieudolnie próbuje łagodzić klimat słabymi żarcikami. Efekt tego jest mizerny. Szkoda zmarnowanego potencjału, bo film jest przyzwoity, ale mogło być o wiele lepiej.

Tyler Durden

https://www.facebook.com/pages/Kinofilia/548513951865584






  • Rafał Donica

    Już trailer mi śmierdział, nic zaskakującego / fajnego, sceny akcji jakby niedofinansowane. Do kina się nie wybiorę. PS. I tak bym się nie wybrał, nawet jakby to był MEGAHIT, bo nie mam z kim psa zostawić ;P

  • kelley

    dux, pies to nie dziecko. da sobie rade :)

    • Rafał Donica

      Ostatnio już zaczął ładnie zostawać sam, ale pewnego dnia zachciało mu się otworzyć szafę, pogryźć nowe buty do biegania, następnie udał się do kuchni, gdzie z najwyższej półki (nie wiem jakim cudem) zdjął sobie rolkę ręcznika papierowego, którego połowę zjadł, a połowę rozłożył po całym domy, po czym ze stojaka na noże wyjął sobie nóż, pogryzł rączkę i odciął sobie kawałek opuszka przy łapie. I od tamtej pory już nie może zostawać sam. Aktualnie testujemy stalowy kojec ;)

      • Mefisto

        A może zamiast kojca zainwestować lepiej w tresurę ;)

        • Rafał Donica

          O, widzę, że i w wychowywaniu psów jesteś specem.

  • wujo444

    to jest recenzja? 3,5 akapitu o jedynce i komiksach, 3 akapity o filmie. Z których dowiedziałem się tyle co nic.

  • Simon Merry

    Kreatywność reżysera kwestionuje osoba o kreatywności pozwalającej na wymyślenie sobie pseudonimu Tyler Durden.

    Chyba muszę sam obejrzeć, by się przekonać.

    • Krzysztof Bogumilski

      No popatrz, gdy 12 lat temu logowałem się pierwszy raz na jakimś forum filmowym, nie przypuszczałem, że hołd złożony mojej ówczesnej – nastoletniej – niezdrowej fascynacji pewnym filmem, przylgnie już do mnie na stałe (przynajmniej w sieci). Gdybym przewidział, że przyjdzie mi kiedyś pod tym nickiem oceniać kreatywność niejakiego Jeffa Wadlowa, czym prędzej zmieniłbym go na coś bardziej enigmatycznego. No ale mogło być gorzej, zawsze mogłem się zarejestrować jako np. Rozpierdalator 3000.

      • Rozpierdalator 3000

        Byłbyś wtedy fajny, a tak poważnie, to mętne tłumaczenie, ale minusuj – nie ma sprawy, tylko recka kiepściutka…

  • Maria Gracka

    Mnie jednak Kick Ass2 nadal fascynuje i mam zamiar przejść się do kina na niego. Gusta są różne, dlatego sama chce stwierdzić czy nowy reżyser stanął na wysokości zadania;)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Fota #66 - Tim Curry

Następny tekst

50 prawd objawionych przez "Righteous kill"



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE