Karol, który został świętym - recenzja filmu FILM.ORG.PL | FILM.ORG.PL

Karol, który został świętym

Dystrybutorzy z Kina Świat zakupili prawa do „Karola” i, po męczącej burzy mózgów, uradzili, że można przecież wyrżnąć z włoskiego filmu jakieś pół godziny materiału, a resztę dokręcić po taniości w Polsce.




Taki mały, taki duży może sprzedać film!




Grzegorz Fortuna
24.03.2014


7598568.3W 2011 roku Włosi postanowili nakręcić animowany film familijny „Karol”, opowiadający o Janie Pawle II. Nie wiem, jak przebiegał proces produkcyjny tego dzieła, ale – biorąc pod uwagę jakość fragmentów, które można znaleźć w Internecie – zakładam, że dziewięćdziesiąt procent wynoszącego pięć milionów euro budżetu Włosi wydali na pizzę, wino i puttane, a za pozostałe fundusze sklecili animację, która wygląda jak przerywnik filmowy z religijnej gry komputerowej wydanej w minionym tysiącleciu. Ponieważ od produkcji Orlando Corradiego tandetą wiało na kilometr, nawet w ojczyźnie Karola Wojtyły nie zainteresował się nią absolutnie nikt. No, prawie nikt.

Na włoską animację trafił bowiem ktoś z firmy dystrybucyjnej Kino Świat – znanej przede wszystkim z absolutnego braku poczucia żenady – i doszedł najwyraźniej do wniosku, że choć nie może jej po prostu zdubbingować i wpuścić do polskich kin, to jednak sprawa nie jest tak do końca stracona. Dystrybutorzy z Kina Świat zakupili więc prawa do „Karola” i, po męczącej burzy mózgów, uradzili, że można przecież wyrżnąć z włoskiego filmu jakieś pół godziny materiału, a resztę dokręcić po taniości w Polsce i nie chwalić się przesadnie częścią animowaną, żeby nie odstraszyć potencjalnych widzów. „A jak się pospieszymy, to może nawet wpuścimy to do kin w okolicach kanonizacji!” – rzucił pewnie ktoś na spotkaniu z prezesem i automatycznie dostał premię. „Karol, który został świętym” jest więc ostatecznie mariażem animacji i filmu aktorskiego, przy czym wstawki aktorskie powstały jedynie po to, żeby całość można było sprzedawać jako film pełnometrażowy. Podobnie funkcjonowało inne polskie dzieło sprzed paru lat, „Latająca maszyna” (choć tutaj proces realizacji był nieco bardziej skomplikowany), też opowiadające o pewnym słynnym Polaku. Zgadnijcie, kto był jego dystrybutorem?

478373.1

Do napisania scenariusza części aktorskiej Kino Świat zatrudniło między innymi twórcę „Silent Lake”, czyli pierwszego polskiego horroru wykorzystującego formułę found footage, a na fotelu reżyser zasiadł Grzegorz Sadurski, który wcześniej kręcił cykl dokumentalny o polskich sanktuariach. Do obsady udało się ponadto zgarnąć Piotra Fronczewskiego i Katarzynę Glinkę, która pojawia się na ekranie przez jakieś pięć minut. Polskiego papieża dubbinguje natomiast – nie, nie Piotr Adamczyk! – Artur Żmijewski, przyzwyczajony już najwyraźniej do faktu, że jest etatowym duchownym Rzeczypospolitej.

Na stworzenie scenariusza nie było prawdopodobnie za wiele czasu, bo nie wiem, jak inaczej wytłumaczyć fakt, że „Karol, który został świętym” powiela dokładnie każdą kliszę filmu familijnego, jaką będziecie w stanie sobie wyobrazić. Kacper (na przemian Kamil i Andrzej Tkacz, przy czym nie ma szans, żeby ich odróżnić w poszczególnych scenach) to nastolatek z problemami – nie dogaduje się z matką (wspomniana Glinka), całe dnie spędza na tworzeniu trójwymiarowych animacji komputerowych, a w szkole nie może poradzić sobie z oprychem, który zabiera jego kolegom pieniądze na chipsy. Kiedy matka Kacpra wyjeżdża w delegację, opiekę nad chłopcem przejmuje dziadek (Fronczewski). Aby nieco go pocieszyć, opowiada mu historie o swoim przyjacielu z lat młodzieńczych, Karolu, który – nie uznacie tego chyba za spoiler – szybko okazuje się bardzo konkretnym Karolem.

Część animowaną, traktującą o losach Karola Wojtyły od połowy lat pięćdziesiątych do początku nowego tysiąclecia, trudno skomentować inaczej niż szyderczym uśmiechem. Włosi mają doprawdy dziwaczne wyobrażenie o realiach PRL-u – szare tekstury, przedstawiające ponoć Kraków, Tatry albo Nową Hutę, wypełnione są tu cyfrowymi kukłami o martwych oczach; każdej z ulic pilnuje milicja, a nad armią esbeków czuwa wredny wąsacz z fryzurą, która wygląda tak, jakby wystylizowano ją za pomocą piły tarczowej. W kontekście dopisanej przez speców z Kina Świat fabułki ma to jednak swój złośliwy sens, bo fragmenty włoskiego „Karola” są w jego polskiej wersji scenami z animacji przygotowywanej przez Kacpra – dwunastolatka, który, siłą rzeczy, nie umie tworzyć cyfrowych modeli postaci na pixarowskim poziomie i ma nikłą wiedzę o czasach PRL-u.

482387.1

Nieco lepiej wypada część aktorska, złożona co prawda z samych fabularnych schematów, ale momentami nawet sympatyczna, szczególnie wtedy, gdy na ekranie pojawia się Piotr Fronczewski – bodaj jedyny aktor w obsadzie, od którego emanuje jakakolwiek energia, i przy okazji jedyny, któremu napisano całkiem niezłe kwestie. Na drugim biegunie znajduje się Artur Żmijewski, grający po prostu Ojca Mateusza na skalę globalną.

To całkiem zabawne, że polscy twórcy dopiero teraz wypracowali swój model kina eksploatacji. Bo tym właśnie jest sklejka przygotowana naprędce przez Kino Świat – dość ordynarnym skokiem na kasę, który chyba nie do końca się zresztą udał: na moim seansie, w piątek o 14, nie było nikogo, a w trakcie pierwszych trzech dni wyświetlania „Karol…” został oceniony na Filmwebie przez zaledwie 43 osoby, więc frekwencja raczej nie dopisuje. Co ciekawe, zlepki różnych filmów produkował swego czasu dla kasy Roger Corman, papież (nomen omen) kina eksploatacji. Różnica polega jednak na tym, że Corman opowiadał o wielkich pijawkach i więźniarkach bijących się w błocie ku uciesze męskiej części widowni, a Kino Świat dworuje sobie z szanowanej postaci historycznej. Ale – jak już wielokrotnie na łamach tego portalu wspominaliśmy – Kino Świat nie wie, czym jest poczucie wstydu.

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Latest posts by Grzegorz Fortuna (see all)







  • Andriej

    Szczerze mówiąc dostosowali to poziomem do prawie wszystkich pozostałych filmów o Wojtyle (wyjątkiem jest tu film z Voightem), niezamierzona śmieszność „Papieża który pozostał człowiekiem” nie wydaje się odbiegać od tego, co opisałeś w tej recenzji

    • Grzegorz Fortuna

      Ale „Papież…” miał chociaż jakiś budżet i coś na kształt rozmachu ;). Tutaj jest bieda, bieda i jeszcze więcej biedy. No i parę sympatycznych dialogów.

  • bartek

    obejrzałem filmik z linku w artykule

    pomyślałem tylko jedno:„Boże,co za żenada”.toż to ja lepszą animację bym zrobił!

  • Jacek Leciński

    :) Zastanawiam się panie Grzegorzu czy na seans wybrał się pan z własnej nieprzymuszonej woli, palony wewnętrznym uczuciem potrzeby poznania być może jeszcze nieznanych faktów z życia jedynego papieża, czy też było to poświęcenie (katorga?) wymuszona np. przegranym zakładem/losowaniem między redaktorami KMFu? Tak czy inaczej dzięki za porcję uśmiechu. Faktycznie, Kino Świat to musi być zbiór ludzi o otwartych umysłach, bez granic i bez poczucia żenady przy okazji…

    • Grzegorz Fortuna

      W tym przypadku był to akurat świadomy wybór :). Mam w sobie coś z masochisty, bo raz na jakiś czas z premedytacją wybieram seanse różnego rodzaju gniotów – wychodzę po prostu z założenia, że trzeba się czasem nieco przemęczyć, żeby potem docenić naprawdę dobre filmy, a także po to, żeby ostrzec innych ;). Bardzo dziękuję za miłe słowa :)

  • inny

    Zenujący Kino Świat i idące zaraz za nim studio dubbingowe PRL. Absolutnie nie są świadomi, że robią żenujące rzeczy. Nawet moja 5 letnia córka wie, że na filmy Kino Świata się nie chodzi.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

#130 Złodziej w hotelu

Następny tekst

Filmowa mapa amerykańskich katastrof



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE