KAMERDYNER - recenzja | FILM.ORG.PL

Kamerdyner

Mamy wielki temat, obszerną fabułę i widowiskowość. To jednak nie zagwarantowało „Kamerdynerowi” statusu dzieła.




Historia przykładnego Amerykanina




Ewelina Świeca
03.02.2014


7580984.3

Historia czarnoskórego kamerdynera – od jego dzieciństwa do później starości – stanowi przekrój przez XX-wieczną historię USA w kontekście walki z niewolnictwem i rasizmem. Reżyser przedstawił z jednej strony życiorys Cecila Gainesa i jego rodziny, a z drugiej – politykę USA prowadzoną przez kilku kolejnych prezydentów tego kraju, kończąc na obecnej głowie państwa. Łącznikiem obu „stron” jest tytułowy kamerdyner będący przez wiele lat pracownikiem Białego Domu, o którego życiu napisał Will Haygood. Oto historia Eugene’a Allena, kamerdynera z Białego Domu.

Niewolnictwo, segregacja rasowa, działalność organizacji antyrasistowskich, polityka poszczególnych prezydentów USA – wszystko to ma swoje odbicie w perypetiach filmowej rodziny Allenów. Losy poczciwego i pracowitego Cecila, jego żony, synów, a także pokolenia dziadków, to sinusoida zdarzeń tragicznych oraz krzepiących. Na jednym biegunie mamy zmaganie się z trudami życia codziennego rodziny, dyskryminację, walkę o równouprawnienie, natomiast na drugim biegunie znajdują się sceny pokazujące chwile rodzinnego szczęścia, poprawę sytuacji prawnej czarnoskórych, zmieniające się podejście (oficjalne i nieoficjalne) do kwestii tolerancji rasowej kolejnych prezydentów USA, aż do wygranej Baracka Obamy, przedstawionej w filmie jako osiągnięcie szczytowe w kwestii równouprawnienia – wielkie szczęście i duma dla czarnoskórych Amerykanów.

kamerdyner-lee-daniels-kino-swiat-2013-11-05-017-920x611

„Kamerdyner” wpisuje się w kategorię filmów z podniosłą historią w tle. Chcą nie chcąc widz „poduczy” się XX-wiecznej historii USA. Dawka wiedzy została mimochodem przemycona za pomocą widowiskowego obrazu. Można to nazwać „gotowcem” podanym na ładnym talerzu: nie musimy się zastanawiać, co chciał przekazać reżyser i wyciągać wniosków – wszystko jest ładnie wyjaśnione i zinterpretowane.

Film nie tylko „poduczy” widza, ale i pouczy. Reżyser wplótł w fabułę filmu wątek dojrzewania synów Cecila: dzieciństwo w cieniu dyskryminacji i traumatycznych przeżyć ojca, bunt przeciwko rodzicom i obecnej polityce państwa, podejmowanie samodzielnych decyzji i ponoszenie ich konsekwencji. Oto cała ścieżka wskazanego życia: od niewinnego dziecka poprzez liczne turbulencje wieku młodzieńczego, a na postawie prawego obywatela skończywszy. Będąc przy temacie „pouczania” społeczeństwa należy powiedzieć, że reżyser podkreślił w swoim filmie również to, że rewolucja – czynna walka – nie była i nie jest jedynym oraz najlepszym sposobem na poprawę relacji między białymi a czarnoskórymi Amerykanami. Bądź porządnym człowiekiem i obywatelem, pracuj, dbaj o rodzinę; rób to, co do ciebie należy, i rób to najlepiej, jak potrafisz, a wszelkie zmiany wprowadzaj stopniowo – zdaje się mówić poprzez swój film reżyser.

430158_1.1

Rozświetlone i nasycone kolorami zdjęcia, piękne panoramy, kameralność wnętrz, patetyczne i sentymentalne ujęcia – wszystko to stanowi ozdobę dla nieskomplikowanej narracji „Kamerdynera”. Urok filmowego świata, pięknego i ujmującego nawet w najtrudniejszych dla bohaterów chwilach, sprawia, że cała historia wydaje się być nieco oderwana od życia. Happy end zdaje się być oczywistością. Odniosłam również wrażenie, że fabuła i przeżycia bohaterów nie wywołują większych emocji. Czy tragiczne, czy też szczęśliwe chwile przeżywają bohaterowie, to przepływają one obok widza, budując jedynie lekkie, powierzchowne refleksje – o, teraz powinniśmy się poczuć smutniej, poważna sprawa tego wymaga, a teraz czas na coś weselszego, dla rozluźnienia.

Co by się nie zdarzyło – oglądamy dalej. I nic poza tym patrzeniem nie ma. Wydaje się, że celem twórców filmu było skupienie uwagi na licznych wydarzeniach społeczno-politycznych, których bohaterami są gwiazdy Hollywood. Bo w przypadku „Kamerdynera” nie sposób użyć określenia „ekipa aktorska”, tu pasuje jedynie określenie „plejada gwiazd”. Na ekranie królują Forest Whitaker  w roli tytułowej  oraz jego filmowa żona, w którą wciela się  Oprah Winfrey. Na dalszym planie, w rolach epizodycznych, zobaczyć możemy: Johna Cusacka (jako Richarda Nixona), Alana Rickmana (jako Ronalda Reagana), Jane Fondę (jako Nancy Reagan), Robina Williamsa (jako Dwighta D. Eisenhowera), pojawiają się też Lenny Kravitz i Cuba Gooding Jr. (koledzy po fachu Cecila). Widać i czuć, że wszyscy z wielkim oddaniem, wręcz z namaszczeniem wcielają się w swoje role, nawet te najmniejsze, jak chociażby Mariah Carey czy Vanessa Redgrave, które jedynie na chwilę pojawiają się w początkowych scenach filmu.

430167_1.1

Mamy wielki temat, obszerną fabułę i widowiskowość. To jednak nie zagwarantowało „Kamerdynerowi” statusu dzieła ważnego i istotnego głosu w dyskusji o historii Stanów. Nie pomogły też gwiazdy kina i ich zaangażowanie. To przykładne, grzeczne kino z misją edukacyjną. Tylko tyle.

Powstał film, który nie zostawi po sobie większego śladu ani w kinie, ani w pamięci widzów. Z pewnością – na polu dyskursu o statusie czarnoskórych Amerykanów – przegrywa ze „Zniewolonym” Steve’a McQueena.












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Fota #130 - Teenage Mutant Ninja Turtles

Następny tekst

LARS VON TRIER. Wszystkie filmy, czyli nie tylko fobie i perwersje.



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE